ARTYKUŁ

Jak bezpieczne umieszczać zdjęcia w mediach społecznościowych?

Czy niepodpisane imieniem i nazwiskiem autora zdjęcie znalezione w Internecie można swobodnie wykorzystać? Czy osoba, która udostępnia fotografie własnego autorstwa na Facebooku rzeczywiście traci nad nimi kontrolę? A jakie prawa przysługują tym, którzy zorientują się, że do zrobienia zakupów w sklepie internetowym zachęca zrobione przez nich zdjęcie? Warto wiedzieć, kiedy chroni nas prawo.

Niemal każda fotografia umieszczona w Internecie jest przedmiotem praw autorskich. Stanowi ona bowiem utwór - przejaw twórczości o indywidualnym charakterze. Co to oznacza? Że z rozmysłem wybraliśmy moment naciśnięcia migawki aparatu, bo spodobał nam się jakiś element – dzieci bawiące się w parku czy popołudniowe światło. W konsekwencji, prawie każde wykorzystanie zdjęcia wymaga zawarcia umowy licencji z jego autorem.

Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych przewiduje co prawda przypadki, w których wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu bez zezwolenia twórcy, jednak dotyczy to wyłącznie korzystania w ramach tzw. użytku osobistego. Zgodnie z art. 23 ust. 2 ustawy, zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym. Można więc udostępniać znalezione w sieci zdjęcie śmiesznego psa osobom najbliższym – rodzinie albo bliskim znajomym. Czy zatem udostępnienie zdjęcia na profilu na Facebooku będzie tzw. „dozwolonym użytkiem”?

W takim przypadku przede wszystkim trzeba wziąć pod uwagę, czy publikacja zdjęcia ma charakter prywatny, a więc jest skierowana do ograniczonej grupy osób – może być to na przykład kilkunastoosobowa grupa zamknięta, czy też jej charakter jest publiczny i każda postronna osoba będzie miała dostęp do zamieszczonej treści. Inaczej postrzegane są osoby znane - aktorzy, modelki, blogerzy, słowem – celebryci. Prowadzą oni profile publiczne, obserwowane przez tysiące użytkowników. W takim przypadku nie może być mowy o dozwolonym użytku osobistym.

Jak taka sytuacja wygląda pod kątem prawnym?

Z jednej strony, regulamin portalu Facebook wyraźnie wskazuje, że użytkownik jest właścicielem wszystkich materiałów i informacji publikowanych przez siebie w serwisie i może określać sposób ich udostępniania poprzez ustawienia prywatności oraz ustawienia aplikacji. Z drugiej strony jednak, wszystko co zostało na portalu opublikowane, objęte jest „niewyłączną, zbywalną, obejmującą prawo do udzielania sublicencji, bezpłatną, światową licencją zezwalającą na wykorzystanie wszelkich treści objętych prawem własności intelektualnej“. Oznacza to, że publikując cokolwiek w serwisie, upoważniamy Facebooka do dowolnego, nieodpłatnego korzystania z naszych utworów. Należy również pamiętać, że portal tylko przykładowo wymienia zdjęcia i filmy jako treści objęte licencją, bo dotyczy ona również wszelkiego rodzaju prac artystycznych, takich jak ilustracje czy utwory tekstowe.

Regulamin przewiduje, że licencja wygasa „wraz z usunięciem przez użytkownika treści objętych prawami własności intelektualnej lub konta, o ile treści te nie zostały udostępnione innym osobom, które ich nie usunęły“. Tym samym, jedynie ustawienie prywatności „Tylko ja“, a zatem takie, przy którym żaden inny użytkownik serwisu nie zobaczy naszych zdjęć, gwarantuje pełne wygaśnięcie licencji. Podobne wnioski można wysnuć, gdy użytkownik opublikował treści z mniej restrykcyjnym ustawieniem prywatności, jego znajomi mogli więc zobaczyć post, jednak żadna z osób, którym treść została udostępniona nie „zareagowała“ na nią – nie udostępniła jej dalej. Jednak choćby jedno udostępnienie zdjęcia powoduje, że licencja nie wygasa, zaś autor – licencjodawca, faktycznie traci nad nią kontrolę.

Czy oznacza to, że można udostępniać wszystkie zdjęcia znalezione na Facebooku? Niezupełnie. O ile bowiem licencja Facebooka gwarantuje, że nie naruszamy autorskich praw majątkowych, to twórcy zawsze będą przysługiwać autorskie prawa osobiste, wyrażające się na przykład w prawie do żądania oznaczania utworu imieniem i nazwiskiem albo do zachowania „integralności“ utworu. Przykładem naruszenia drugiego wymienionego prawa jest przerobienie fotografii na „mem“ – dodanie na niej napisów, elementów itd.

Zupełnie inne roszczenia będą natomiast przysługiwały osobom, które zorientowały się, że wykorzystane zostało ich „selfie“. Prawo autorskie wyraźnie wskazuje, że rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. Wyjątkami od tej zasady są przypadki, gdy fotografowana jest osoba powszechnie znana, ale tylko jeżeli zdjęcie zostało wykonane podczas pełnienia przez nią funkcji publicznych – można zatem fotografować przemawiających z sejmowej mównicy polityków. Podobnie, bez konieczności uzyskiwania zgody, można publikować zdjęcia, na których wizerunki poszczególnych osób są jedynie szczegółem pewnej większej całości – tłumu na koncercie albo przechodniów na ulicy.

Inny jest też przypadek, gdy modelka otrzyma zapłatę za pozowanie. Wówczas ustawa przewiduje, że rozpowszechnianie wizerunku nie wymaga zgody, o ile strony nie postanowiły inaczej. W praktyce, zawierane umowy jasno precyzują cel wykorzystania zdjęć – konkretną kampanię reklamową albo konkretny produkt, zaś wykroczenie poza umówiony zakres stanowić będzie naruszenie praw do wizerunku, a osoba przedstawiona na zdjęciu będzie miała prawo wysnuć roszczenia podobne do tych dotyczących ochrony osobistych praw autorskich – a zatem zarówno o zaprzestanie dalszej publikacji zdjęć, jak i o zapłatę zadośćuczynienia.

Trzeba również pamiętać, że korzystanie z cudzych fotografii bez zgody autora w niektórych przypadkach można uznać za działanie sprzeczne z dobrymi obyczajami. Wówczas możemy mieć do czynienia z zarzutami prowadzenia nieuczciwej konkurencji, zwłaszcza gdy cudze zdjęcia umieszczane są w celach promocyjnych. Przykładem takiego naruszenia jest wykorzystanie zdjęć atrakcyjnych destynacji turystycznych na stronie biura podróży. Co ważne, roszczeń na podstawie ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkuencji można dochodzić nawet w przypadku, gdy przedsiębiorca oznaczył fotografie imieniem i nazwiskiem autora, a więc nie naruszył autorskich praw osobistych do utworu. W takim przypadku fotograf może jednak zarzucić, że biuro podróży, sprzecznie z dobrymi obyczajami, „żerowało“ na jego renomie w celach zarobkowych, bowiem piękne zdjęcia zachęcają klientów do kupienia wycieczki.

Jak zatem bezpiecznie korzystać ze zdjęć znalezionych na portalach społecznościowych? W pierwszej kolejności należy sprawdzić, czy planowane udostępnienie ma charakter inny niż wyłącznie prywatny i osobisty. Twierdząca odpowiedź na powyższe pytanie powinna prowadzić do ustalenia osoby uprawnionej do dysponowania fotografią lub innym utworem, który planujemy wykorzystać i zawarcia z tą osobą odpowiedniej umowy licencyjnej.

Małgorzata Kociszewska, adwokat w kancelarii BCLA Bisiorek, Cieśliński, Adamczewska i Wspólnicy

Materiał przygotowany na wyłączność dla OOH magazine.

www.bcla.pl

 

JK

Dodane tagi