ARTYKUŁ

Ludzie, w których buzują endorfiny

Do zespołu agencji endorfina events dołączyli Justyna Fabisiak i Filip Morawski. Przyjrzeliśmy się ich karierom, i sprawdziliśmy — jak trafili na ważne stanowiska do topowej agencji eventowej na polskim rynku. 

Justyna Fabisiak objęła w agencji nowe stanowisko szefowej kreacji i zarządza zespołem studia 2D oraz 3D. Filip Morawski z kolei dołączył do jednego z trzech zespołów producenckich, który odpowiedzialny jest obsługę kluczowych klientów.

Takie ich początki…

Oboje mogą pochwalić się wieloletnim doświadczeniem zawodowym w branży eventowej. Co ciekawe, Justyna miała już za sobą epizod związany z endorfiną, i to znaczący. - Zaczęło się na Żoliborzu, który jest mi najbliższy. Tam też mieściła się pierwsza siedziba firmy. Pod koniec 2009 roku, poznałam Agę i Maćka, twórców endorfiny. Zobaczyłam w nich fajnych, wyjątkowych ludzi, których nie spotyka się na co dzień. Zaiskrzyło — wspomina Justyna. W ten sposób, na początku 2010 roku dołączyła do zespołu endorfina events, przechodząc praktycznie wszystkie szczeble kariery producenckiej. Przerwa w pracy w endorfinie trwała cztery lata, które Justyna Fabisiak spędziła w agencji MyPlace. - Początkowo byłam Event Managerem, jednak produkując wydarzenia, odczuwałam coraz większą przyjemność w wyobrażaniu sobie jego finalnego wyglądu i przebiegu. Z tych powodów powstał pomysł, abym wspierała kreację. W konsekwencji zostałam szefową tego działu — mówi Justyna.

Filip Morawski jako producent zaczynał w Peugeot Polska, zajmując się szkoleniami technicznymi i handlowymi dla sieci dealerskiej. - Później przeszedłem do agencji reklamowej New Look Advertising, specjalizującej się w ambiencie. Od sześciu lat rozwijam się już wyłącznie w agencjach stricte eventowych, jak Emlab, Defacto, a w końcu endorfina events — opowiada Filip.

Eventy to ich żywioł

W branżach kreatywnych nie ma miejsca na przypadkowych ludzi. Choćby dlatego, że pasja jest nieodzownym elementem ich zawodowego życia. Ale dlaczego właśnie agencja eventowa stała się wyborem Justyny i Filipa?

- Ja po prostu to uwielbiam! — przyznaje Morawski. - To praca z ludźmi, na tym opiera się event, od początku do końca. Również potrzeba bycia mocno zorganizowanym, skrupulatnym, a z drugiej strony możliwość działania w szalenie twórczym środowisku. Nie ma w naszej branży miejsca na monotonię, i nieustannie trzeba być gotowym na coś niespodziewanego. Im trudniej, tym satysfakcja większa. Poza tym, odpowiada mi częste podróżowanie, poznawanie nowych miejsc i ludzi, nie tylko w Polsce, ale całej Europie — dodaje. Justyna od dawna wiedziała, że chce pracować w branży kreatywnej, tak aby być w centrum nieustannego twórczego fermentu. - Nie miałam na to konkretnego planu ani wyobrażenia. Szczęśliwie napotkałam na swej drodze endorfinę — mówi nowa szefowa kreacji.

Co dalej, czyli marzenia o jeszcze większym wyzwaniu

Kiedy pojawiła się propozycja powrotu do agencji, Justyna poważnie wzięła ją pod uwagę. - Tu zaczęłam swoją przygodę, a poza tym endorfina łączy ludzi naprawdę bawiących się pracą. Wreszcie, to wiodąca agencja, trudno o lepszą na rynku — mówi Justyna. Jako producentka zawsze marzyła o udziale w jak największym wydarzeniu, w szczególności muzycznym. Teraz najmocniej pasjonują ją te eventy, których finalny kształt zależy od detali, gdy to paradoksalnie właśnie one odgrywają rolę kluczową. Jeszcze lepiej, żeby na scenie miksowały się style i osobowości. 

Filip Morawski słynie z zamiłowania do motoryzacji, nic dziwnego, że stale marzy o przygotowaniu i realizacji dużego roadshow. - Z udziałem producentów aut, niekoniecznie osobowych. Podczas takich wydarzeń prezentuje się zalety poszczególnych segmentów samochodów w dopasowanych do nich warunkach drogowych. Idealne miejsce pod taki projekt to Rumunia, Bałkany, może wschód Rosji — mówi. „Wyzwaniem byłby też event z udziałem orkiestry symfonicznej i kilku artystów czy zespołów, gdzie musiałbym zmierzyć się z wieloma riderami i trudnościami scenograficznymi — dodaje Morawski.

Wspólne, endorfinowe cele

Zarówno Justyna, jak Filip zgodnie przyznają, że ich priorytety są wspólne i niezmienne: produkować eventy na najwyższym poziomie. Nigdy nie jest tak, że nie może być lepiej. - Zawsze dbamy o wewnętrzny spokój klienta i jego poczucie, że wszystko jest pod kontrolą — wyjaśnia Filip.

- Jestem szczęśliwa, bo zarządzam zespołem ludzi, których kreatywność i podejście do eventów zaskakuje mnie każdego dnia. Pozytywnie, rzecz jasna — mówi z kolei Justyna. - Ale ogólne cele, w zakresie new businessu czy realizacji budżetu, mamy oczywiście wspólne na poziomie całej agencji. Świetnie się uzupełniamy, wspieramy nawzajem. I doskonale przy tym bawimy — dodaje Justyna.

MW

Dodane tagi