ARTYKUŁ

Idziemy w dobrym kierunku! | Stanisława Talbierz, Zakład Galanterii Skórzanej Stefania

O początkach działalności rodzinnej firmy, ewolucji i rozwoju w ciągu 25 lat istnienia oraz trendach, a także kondycji polskiego rynku gadżetów reklamowych mówi Stanisława Talbierz, właścicielka Zakładu Galanterii Skórzanej Stefania.

Jesteście jednym z największych producentów galanterii skórzanej w Polsce. Jak wyglądały początki budowania tego biznesu, które sięgają 1992 roku?
Zanim podjęłam wraz z mężem decyzję o rozpoczęciu działalności w produkcji galanterii skórzanej pracowałam w warszawskiej firmie FSO w dziale projektowym, później w kaliskiej firmie jako technolog i kierownik produkcji wyrobów kaletniczych, gdzie miałam styczność z projektowaniem oraz prowadzeniem produkcji. Niewątpliwie zdobyte doświadczenie znacząco pomogło mi przy rozpoczęciu własnego biznesu. To w tamtych czasach powoli zaczęła tworzyć się koncepcja założenia własnej firmy. W 1992 roku rozpoczynaliśmy działalność jako małe, rodzinne przedsiębiorstwo. Z duchem tamtych czasów, przemian ustrojowych i gospodarczych pod hasłem „bierzcie wszystko w swoje ręce” postanowiliśmy budować swoją przyszłość, pokazując tym samym, że Polak potrafi – takie były początki. Dziś uważam, że moje wcześniejsze doświadczenia zawodowe pomogły mi w racjonalnym tworzeniu własnej marki, stały się niezwykle cennym bagażem doświadczeń zawodowych, dzięki którym udało mi się osiągnąć sukces!

W Kaliszu zatrudniacie ponad 100 pracowników, a nowoczesny park maszynowy pochodzenia włoskiego wytwarza 8 000 - 10 000 produktów miesięcznie. Ilu było pracowników w pierwszym roku istnienia firmy? Jak zmieniał się i rozwijał zakład? Jak wyglądała ta droga?
Początki miały charakter firmy rodzinnej. Zajmowałam się marketingiem, sprzedażą, pracowałam jako kaletnik. Wspierał mnie w tym mój mąż Andrzej oraz syn Przemek. Na początku zatrudnialiśmy pięciu pracowników jako podstawową załogę naszej firmy. Pracowaliśmy w oparciu o park maszynowy zdobyty z likwidujących się zakładów państwowych, a standardy pracy ustanawialiśmy zgodnie z wyzwaniami nowych czasów – prywatna własność, dbałość o powierzony sprzęt, wysoka organizacja i jakość wykonywanych wyrobów – było to w tamtych czasach wielkim sprawdzianem dla istniejących zakładów. Stopniowo zatrudnialiśmy nowych pracowników - wysokiej klasy specjalistów, a otwarcie się na gospodarkę rynkową kraju pozwalało nam zdobywać nowe technologie oraz sprzęt do produkcji wyrobów skórzanych. Ważnym czasem dla firmy był moment, kiedy nasz syn Przemek ukończył uczelnię o profilu marketingu i zarządzania. W latach 2000-2002 wprowadził produkty naszej firmy na rynek reklamowy. Okazało się to strzałem w dziesiątkę! Od tego wszystko się zaczęło, nabrało rozpędu i znacząco przyspieszyło rozwój naszej firmy.

Jak zmieniał się prezentowany asortyment i Wasze portfolio produktowe na przestrzeni tej dekady?
W latach 90. produkty galanterii skórzanej były wykonywane ze skór w kolorach czarnym oraz brązowym. Nasza firma uważała, że sklepy z galanterią skórzaną nie muszą charakteryzować się tylko tymi ponurymi i smutnymi kolorami, a powinny być zachętą dla klientów i wyglądać jak sklepy z cukierkami. Produkt powinien wpadać w oko i zachęcać do zakupów. Dlatego też zdecydowanie rozszerzyliśmy paletę kolorów, co spowodowało, że byliśmy firmą rozpoznawalną – dzięki czemu odnieśliśmy sukces na rynku. Ciągle powiększamy nasze kolekcje o produkty o ciekawym designie, wyróżniające się wysoką jakością. Kilka lat temu wprowadziliśmy produkty z zabezpieczeniem sygnałów RFID. Kolekcja ID Protect System składająca się z portfeli i etui na dokumenty pozwala chronić dane elektroniczne zapisane w kartach płatniczych, kredytowych oraz innych dokumentach przed skopiowaniem i kradzieżą. Linia tych produktów cieszy się dużym zainteresowaniem wśród dotychczasowych, jak i nowych klientów. Z rosnącym asortymentem naszej oferty klienci mogą zapoznać się poprzez katalog produktów, który ukazuje się co rok.

Największe wyzwania z jakimi musiała zmierzyć się firma podczas ćwierćwiecza działalności?
Ciągłe i systematyczne powiększanie parku maszynowego. W 1992 roku zaczynaliśmy od zera. Dużym wyzwaniem od samego początku były ciągłe inwestycje, budowa obiektów firmowych, pozyskiwanie nowych technologii, szybka reakcja na duże zmiany w modzie oraz zapotrzebowania klientów. Największym ciosem dla mnie i dla męża była śmierć syna Przemysława, który zmagał się z chorobą przez 14 lat – zmarł w 2011 roku. To głównie on wprowadzał plany rozwoju firmy, był kreatorem marki GioVani i Paolo Bantacci. Wizjonerski sposób modernizacji firmy, dynamiczny rozwój przez wprowadzenie innowacyjnych rozwiązań w branży galanterii skórzanej przez naszego syna stały się motorem, który napędzał całą firmę! Niektóre z jego planów oraz idei staramy się realizować cały czas!

Stawiacie na eksport. Duża część produkcji wysyłana jest zagranicę do takich krajów jak: Niemcy, Czechy, Węgry, Rosja, Ukraina, Rumunia czy nawet Zjednoczone Emiraty Arabskie. Jakie działania promocyjne prowadzicie na tych rynkach?
Tak, rynki o których wspomniałaś są dla nas bardzo ważne – znaczna część odbiorców naszego towaru to klienci zagraniczni. Staramy się uczestniczyć w krajowych oraz zagranicznych imprezach branżowych, a wraz z partnerami krajowymi organizujemy eventy typu road-show w stolicach kluczowych klientów poza granicami naszego kraju, gdzie mamy możliwość spotkać się osobiście przy filiżance dobrej kawy i omówić dalszą współpracę. Nic tak nie buduje dobrych relacji z klientem jak kontakt bezpośredni – stawiamy na te relacje. Głównym naszym hasłem jest: „klient musi być zawsze zadowolony”.

Jednym z trendów marketingowych 2017 roku jest personalizacja. Jak odpowiadacie na te potrzeby?
Kilka miesięcy temu mieliśmy kampanię poświęconą stricte personalizacji. Naszym klientom oferowaliśmy i nadal oferujemy szerokie spektrum akcentu kolorystycznego - zmiana koloru nitki i podszewki, czy też poszczególnych elementów ze skóry, pozwala doskonale podkreślić barwy firmy. Dodatkowo klient może spersonalizować produkt tłocząc firmowe logo. Coraz więcej klientów stawia na niepowtarzalne, unikalne produkty – coś co mogą posiadać tylko oni, a posiadanie takiego produktu, gadżetu znacząco podnosi prestiż.

Jak podsumowaliby Państwo bieżącą kondycję polskiego rynku gadżetów reklamowych i artykułów promocyjnych?
Rynek produktów reklamowych rośnie z każdym rokiem, jestem co do tego przekonana. Oczywiście wyroby produkowane masowo i tanio zawsze znajdą odbiorców. Jednakże w czasach rozwoju gospodarczego, bogacących się przedsiębiorstw, oraz co za tym idzie ich właścicieli, bez trudu będziemy dostrzegać wzrost popytu na produkty kategorii Premium. Polski rynek gadżetów reklamowych w dobie wymagającego i świadomego klienta jest bardzo elastyczny, pozwala stawiać wymagania - a w czasach tak dużego nasycenia rynku - firmy muszą się prześcigać w nowych usługach i udogodnieniach dla klientów.

W jakim kierunku ten rynek powinien się rozwijać?
Uważam, że kierunek który jest obrany to dobry kurs – personalizacja, indywidualne podejście. Pozwala to na duże pole manewru dla polskich producentów, którzy nie ukrywajmy, są coraz to bardziej cenieni na naszym rynku, ale również w innych krajach Unii Europejskiej, jak i całego świata. Mam również wrażenie, że udaje nam się podążać za trendami, a niejednokrotnie nawet je wyznaczać.

Plany na kolejne 25 lat?
Utrzymanie wysokiej pozycji marki GioVani oraz wysokiej rozpoznawalności na rynku krajowym oraz zagranicznym.

Rozmawiała Beata Jankowska

Artykuł ukazał się OOH magazine nr 3/2017. Pobierz wersję online TUTAJ.

Dodane tagi