ARTYKUŁ

Pamięć droższa niż złoto | Wiesław Wilk, Wilk Elektronik

Wiesław Wilk, prezes Wilk Elektronik, właściciel marki GOODRAM, mówi o początkach prowadzenia biznesu w branży pamięci, wejściu na rynek reklamy i o tym, jak edukować branżę.

To już 26 lat. Jak wyglądały początki firmy Wilk Elektronik?
Wszystko zaczęło się oczywiście… przypadkiem [śmiech]. Kończąc studia, wyjechałem na praktykę do Niemiec. Była to wtedy, w tym kraju, epoka komputerów Spectrum, Commodore czy Atari. Kupiłem więc jeden egzemplarz Atari, przywiozłem do akademika i razem z kolegami (jak już na nim pograliśmy), zaczęliśmy importować komputery na rynek polski. Trwało to aż do momentu, gdy to samo zaczął robić Pewex, więc indywidualny import nie miał już szans. Stwierdziliśmy zatem, że rozbierzemy tę maszynę na części pierwsze i zobaczymy co jest w środku. Okazało się, że… jest tam mało pamięci i trzeba ją rozszerzyć. Takie były potrzeby użytkowników, a więc i rynku. Zobaczyliśmy zatem co da się zrobić i stworzyliśmy rozszerzenie pamięci do Atari. Potem takie rozszerzenia zaczęło robić wielu innych, więc zamiast się z nimi „bić”, przerzuciliśmy się na komponenty i tak zaczęła się nasza przygoda z pamięcią. W tym czasie był na to duży popyt, zaopatrywaliśmy m.in. firmy produkujące gry na kartridżach, był to wtedy na Śląsku masowy rynek. Potem pojawiły się komputery osobiste, zaczęły się moduły pamięci SIM, których sprzedawaliśmy coraz więcej, aż staliśmy się największym graczem w Polsce. Dotarliśmy do granicy, gdzie nie mogliśmy osiągnąć większych wzrostów. Sprzedawaliśmy moduły Samsunga, Hynixa czy innych firm, ale rynek się nasycił, a zagranicą działali inni dystrybutorzy. Potrzebowaliśmy więc zmian. Wtedy też powstał zamysł, by samemu produkować pamięci, stworzyć własną markę i z nią wejść na rynek. To był faktycznie bardzo ryzykowny pomysł, ale dobry, bo w tej chwili eksport, zależnie od kwartału, stanowi od 60 do 70% całej sprzedaży.

Najtrudniejsze momenty?
Na pewno najbardziej ryzykownym momentem w działalności naszej firmy było wspomniane rozpoczęcie produkcji w 2003 roku. Wtedy nikt w Polsce nie produkował pamięci, była to ogromna inwestycja pod kątem finansowym, która niosła za sobą wiele niewiadomych, my też nie wiedzieliśmy czy to się uda, czy produkt się przyjmie. Rynek pamięci charakteryzuje się bardzo dużymi wahaniami cen - pamięć jest produktem bardzo drogim, gdyby ją przeliczyć na kilogramy, byłaby droższa niż złoto. Spekulacje i niestabilność cen sprawiają, że przy złym zarządzaniu magazynem, można bardzo dużo stracić. Mieliśmy więc bardzo dobre lata i bardzo trudne, gdy kończyliśmy rok z marżowością na poziomie ułamka procenta. Kolejny aspekt ściśle związany z branżą technologiczną – cały czas się rozwija, graniczne momenty to te, gdy zmienia się technologia czy trend. Dla przykładu, kiedyś w telefonie komórkowym było 8 GB pamięci, dziś ma Pani w telefonie zapewne 64 czy 128, a nowy iPhone będzie miał minimum 256 GB. Ten rynek to właściwie ciągła zmiana.

A kiedy pojawił się pomysł na wejście w branżę reklamową?
To był 2005 rok - szukaliśmy niszy na rynku, by rozszerzyć sprzedaż. Okazało się, że branża reklamowa jest niezwykle podatnym rynkiem, na którym sprzedaż rosła bardzo dynamicznie. Szybko też rozpoczęliśmy współpracę z kluczowymi agencjami reklamowymi, z którymi działamy do dziś. W rozwoju na rynku reklamowym pomogli nam również klienci instytucjonalni, zaangażowaliśmy się wtedy w projekty dla Ministerstwa Edukacji i wyprodukowaliśmy bardzo dużą ilość książek na nośnikach USB. Ilość była na tyle znacząca, że rynek, a szczególnie klienci końcowi, zauważyli ten nośnik reklamowy i zainteresowali się nim. W reklamie na początku nie było łatwo. Klienci nie rozumieli, dlaczego mają nam zapłacić więcej za produkt, jeśli mogą mieć go taniej z Azji. Wymagało to z naszej strony edukowania rynku, wyjaśniania, że gadżet reklamowy z logo firmy musi się prezentować, że tu nie ma miejsca na kompromisy z jakością, że ważna jest wieczysta gwarancja, że to wizytówka firmy. Jednak, pomimo że oczywiście jest grupa, dla której zawsze kryterium będzie cena, zauważamy potrzebę jakości na rynku, niezawodnych i pewnych produktów, z którymi po prostu nie ma problemu.

Obsługujecie tylko agencje reklamowe?
Tak. Od początku naszego wejścia w branżę reklamową mamy jasną wizję tego, jak chcemy działać. Zależało nam na tym, żeby zbudować długofalową relację z agencjami, która będzie również oparta na wspomnianej edukacji rynku. Spotykamy się z agencjami, informujemy o tendencjach i nowościach na rynku, pokazujemy jakie pojawiają się nowe standardy. Co istotne, tak naprawdę my mamy tylko jeden produkt, więc nawet jeśli klient końcowy ma bardzo duże zamówienie, to nadal łatwiej jest cały proces przeprowadzić właśnie przez agencję.

Dużo mówicie o niezawodności swoich produktów. W jaki sposób ją osiągacie?
Mamy wypracowane standardy, które pozwalają nam na szybsze wykonywanie zleceń i niepodważalną terminowość. 25 lat doświadczenia w produkcji pamięci, zespół 200 wykwalifikowanych pracowników, specjalistów i ekspertów w dziedzinie pamięci flash i półprzewodników oraz własne zaplecze produkcyjne z 300 platformami do przeprowadzania testów, najnowocześniejszą linią SMT i komorą termiczną pozwala osiągać najwyższy poziom jakości produktów.

W jakich nieoczywistych miejscach znajdziemy Wasze pamięci?
Nasze pamięci stosowane są w komputerach przemysłowych statków, w systemach informacyjnych kolei niemieckich, systemie rozrywki w Airbusie czy w Wielkim Zderzaczu Hadronów w szwajcarskim CERNIE.

Rozmawiała Katarzyna Lipska-Konieczko

Jak powstaje pamięć USB GOODRAM?


Od lewej: przed przystąpieniem do pracy czas na poznanie parku maszynowego i całego procesu produkcji. / Z wyprodukowanych elementów elektronicznych, krok po kroku składamy pamięci USB GOODRAM. 


Od lewej: oznakowane, złożone i zapakowane – prawie gotowe! Jeszcze kontrola jakości. / Mamy to! Własnoręcznie wyprodukowane pamięci USB GOODRAM przez przedstawicieli OOH magazine.

Artykuł ukazał się OOH magazine nr 3/2017. Pobierz wersję online TUTAJ.

Dodane tagi