ARTYKUŁ

Gramy razem już 25 lat! | Jerzy Owsiak

O rosnącym rynku eventowym, elementach składowych wydarzeń na światową skalę, sposobach na udaną współpracę ze sponsorami i sile gadżetów – mówi Jurek Owsiak, założyciel i prezes Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, prelegent II edycji konferencji EVENT MIX.

Co przychodzi Panu na myśl, gdy słyszy Pan słowo „event”. Jakie jest pierwsze skojarzenie?
Przede wszystkim to, że w czymś biorę udział, bo na wiele imprez jestem zapraszany. Także, tłum ludzi w jednym miejscu. Miejsce, gdzie dużo się dzieje, często rzeczy fajnych, często zwariowanych oraz dobrze zorganizowanych, a bywa i tak, że jest tam więcej ludzi, którzy to organizują, niż którzy przychodzą i z tego korzystają. Słowo „event” kojarzy mi się też z praktyką fajną i zarazem słabą czasami, bo sam biorąc w nim udział muszę szukać np. kogoś kto mi zrobi kawę, a niejednokrotnie jest jej nadmiar! Nawet to co my robimy nazywamy eventem. Mam poczucie niesamowitego wzrostu tej branży, której kiedyś nie było, którą reprezentowały przedziwne przedsiębiorstwa czy agencje artystyczne. Nagle okazuje się, że ilość osób, które mi mówią „pracuję w firmie eventowej”, „specjalizujemy się w imprezach integracyjnych” jest ogromna. Cieszę się, bo to daje pracę ludziom. My mówiąc o naszych głównych poczynaniach także bardzo często używamy tych słów. To bardzo duży biznes, o którym jeszcze 25 lat temu praktycznie się nie słyszało. A dzisiaj, tak jak w całej branży filmowej - od makijażystek po montażystów - specjalistów nie brakuje. Z czego bardzo się cieszę, bo przypomina mi to rynek Los Angeles w USA. Ponad 20 lat temu kręciliśmy w Stanach materiał filmowy dla TVP i okazało się, że bardzo wielu Polaków znajduje tam spełnienie zawodowe. Wtedy nie mogłem zrozumieć, na czym polega ten fenomen, że ktoś na planie filmowym zajmuje się tylko i wyłącznie cateringiem albo parzeniem kawy. Przecież kawę może zrobić każdy, ale jak każdy to tak naprawdę - nikt. Ale jeśli ktoś tylko i wyłącznie się tym zajmie, to na pewno zrobi to w pełni profesjonalnie.

Teraz właściwie stał się Pan kreatorem wyznaczającym trendy. Co doradziłby Pan osobom, pragnącym iść w ślady Jurka Owsiaka? Jakie były najważniejsze punkty Pana prelekcji: „Tworzenie rzeczy niezwykłych, wielkich. Od pomysłu po realizację. Elementy składowe eventu na skalę światową”?

Po pierwsze: trzeba mieć dobry zespół, tworzony przez nieprzypadkowych ludzi. Moim zdaniem to podstawa. Często ludzie zakładają fundacje i biorą do zarządu mnóstwo nazwisk. Nie warto, nie złapiecie ich później, nie będą mieli czasu. To, że mają tytuły naukowe czy są celebrytami, nie oznacza, że będzie Wam się łatwiej z nimi pracowało. Do pracy potrzebny jest zespół i o tym m.in. mówiłem w trakcie prelekcji na konferencji EVENT MIX. Nasz zespół to 40 osób, a nie 400! Czyli niekoniecznie stawiamy na gigantomanię. Po drugie: ważne jest wyrobienie sobie poczucia solidności. Dzisiaj nasze imprezy zaczynamy „bukować” na telefon. Tak jak w dobrym szwajcarskim biznesie, jak np. w handlu diamentami. Tam uścisk dłoni jest wszystkim. Tam się nie podpisuje niczego i my tak działamy! Dzwonimy i mówimy – „oto termin, szykujcie graty!” A wartość zamówienia oscyluje niejednokrotnie na kilkaset tysięcy złotych! Pamiętajcie też, że dwa plus dwa jest cztery, a nie dwadzieścia dwa! Trzymajcie się tego bardzo silnie. To jest takie, jak się mówiło za PRL „kelnerskie liczenie”. No i po trzecie: praca. Ja nie mówię, że to praca po nocach. Nie chcę nikogo straszyć, że trzeba się jej oddać i poświęcić. Przyjacielski zespół działa niczym żywy organizm, musi się lubić i my ten organizm z powodzeniem tworzymy. Wydaje mi się, że to najlepsza droga do sukcesu. Trzeba chcieć to robić i lubić. Istotne też, by szef nie był tym kimś, kogo nikt nie widzi i potem przed nim się tylko rozliczamy. My musimy ze sobą rozmawiać. O tym też wspominałem w trakcie wystąpienia na konferencji EVENT MIX – jak rozwiązywać problemy. Uważam, że burza mózgów to najlepszy sposób. Pozwólmy sobie na magiczne, wręcz kosmiczne pomysły, nawet na żarty. Z tych często wariackich pomysłów finalnie powstaje solidny projekt, oparty o przepisy prawne, zasady przeprowadzania imprez masowych itd.

25. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i 23. Przystanek Woodstock - za nami. Co jest najbardziej ekscytujące, kiedy myśli Pan o kolejnej edycji?
Najbardziej ekscytujące jest to, że to nie jest tylko i wyłącznie nasze zadanie, ale że impreza robi się coraz większa i bardziej energetyczna. Ważne, że pomysły wychodzą same od ludzi i to już napędza się samo przez się. To ta sama niesamowita adrenalina, która nas nakręca tak jak np. mistrzostwa w piłce nożnej. Tam grają w football, są dwie bramki, 90 minut meczu, niby nic takiego i wszystko się powtarza, ale ludzie się tym fascynują, bo kibicują. My mamy bardzo wielu kibiców, bo robimy to dla ludzi, wydarzenie nie jest kierowane w pustkę. Nie rozliczamy się przed kimś, kto nam powie: „dobrze to zrobiliście”, tylko sami musimy stwierdzić „fajnie nam to wyszło”. Cały czas towarzyszy nam poczucie tworzenia. Ja osobiście, np. nie mógłbym poprowadzić Festiwalu w Opolu, bo od razu zgubiłbym książeczkę ze spisem występujących artystów. Poza tym, to by mi nic nie mówiło. Ja muszę mieć swoją historię do opowiadania, żeby się zaangażować. Nie poprowadziłbym licytacji, jeśli w tym nie siedzę. Nie jestem człowiekiem do wynajęcia. Nie jestem gościem znanym z tego, że prowadzi wszystkie akcje charytatywne. Jako założyciel Fundacji WOŚP robię swoje. To jest takie twórcze, daje tyle dreszczyku emocji, że w zupełności mi wystarczy. Dzisiaj pojawiły się dylematy w kwestii tego, co robimy, bo niestety wkradła się tu polityka. Ale to też nas napędza. My nie mamy „focha”, my nie staramy się mówić – „mamy kłopot” i na kogoś tę winę zwalać. Oczywiście, wiemy skąd się te kłopoty biorą, ale staramy się by nas wzmacniały. Np., jeśli ktoś każe nam postawić barierki, to angażujemy w to całą społeczność Przystanku Woodstock i mówimy, zróbmy wszystko, żeby ludzie zobaczyli, jak fantastycznie współpracujemy razem. Barierki są naszym hasłem do dyskusji i to wychodzi bardzo dobrze, bo wszyscy na końcu wyciągają z tego korzyści, ponieważ zrobiliśmy to razem. Największe emocje wzbudza to, że łączymy ludzi, nie dzielimy! Po 25 latach okazało się, że łączenie Polaków jest ciągle czymś istotnym. Fajnie, że to robimy.

A jak ważnym elementem imprez według Pana są sponsorzy? Według jakiego klucza ich dobieracie?
Mieliśmy to szczęście, że sponsorzy rośli razem z nami. W związku z tym staramy się im przede wszystkim przedstawić naszą filozofię, spowodować, by ją polubili i docenili, a także, by potrafili wyjść poza ramy i schematy, które każdy z nich ma. Bywa często, że ludzie zgłaszają się pod koniec roku po pieniądze – już budżet zamknięty. Zgłaszają się na początku roku – nie ma budżetu, dopiero będzie ustalony. Gdy ponawiamy kontakt za kilka miesięcy – mówią, że już za późno. My chcemy, aby sponsorzy poczuli, co im przedstawiamy, czyli jasność, którą w sobie mamy i prawdę, która nie jest dla wszystkich. Mówimy sponsorowi tak: – „Nie chcemy tylko pieniędzy, nie chcemy z Wami wziąć ślubu na próbę, być razem tylko na jednej imprezie. Chcemy…” i tu przedstawiamy plan – „działać wspólnie przez wiele lat, a może do końca świata i jeden dzień dłużej!”. Jak wiele osób pewnie zauważyło, mamy stałych partnerów. Nie zależy nam na belce sponsorskiej naćkanej logotypami wielu firm. My mówimy – nie chodzi nam tylko i wyłącznie o wyrwanie pieniędzy na chwilę. Dla przykładu, jeśli mamy wielkiego operatora telefonicznego, mówimy: „jak już jedziecie z nami, to wymyślcie coś więcej niż zwykłą wymianę świadczeń”. I tak np. powstaje akcja, gdzie każdy uczestnik Przystanku Woodstock może dzwonić bezpłatnie do domu, służy to edukacji i bezpieczeństwu. Każdy festiwalowicz znajdzie też aplikację z planem imprezy, będzie miał też informację, co zrobić w przypadku sytuacji kryzysowych. To się rodzi. Oczywiście w umowie sponsorskiej mamy wszystko spisane, ale mówimy – „dajcie taki luz, że może jeszcze coś dodatkowego wyjść z naszej współpracy. Musimy się szanować, musimy dać z siebie tyle, ile tylko można”. Powtarzamy partnerom i sponsorom, że muszą nam zaufać. Mamy doświadczenie, gdzie i kiedy ich można pokazać, a gdzie nie. Mówimy – „uwierzcie nam!”. I jest jeszcze takie magiczne słowo – kryptoreklama. Wiemy, jak to umiejętnie wykorzystać.

A jak ważna jest Pana zdaniem rola gadżetów, czy przywiązujecie do nich wagę na swoich imprezach?
Ogromną. Jesteśmy największymi gadżeciarzami w Polsce! Wszystko projektujemy sami, bardzo to cenię, bo sam jestem grafikiem. Całego tego designu nikomu nie zlecamy. Mój zespół to tylko 4 osoby. Właśnie niedawno przygotowaliśmy projekt koszulek na 26. Finał WOŚP – dziecięce, damskie, męskie… Jest burza mózgów, która buduje to, jaki efekt końcowy chcemy osiągnąć. Czy motywem głównym będzie balon czy może wiatraki? Już zdradzę, że na kolejnym finale będą to latawce, a więc motyw będzie zawierał kolory i ruch. Zdajemy sobie sprawę, że jeśli ktoś chce wymyśleć jakąkolwiek kampanię to muszą mieć firmę, która się tym zajmie. Często, gdy rozmawiamy z dużymi partnerami, mówię o bankach, producentach napojów – to my to sami kreujemy ich kampanie. Mało tego, cieszymy się np., gdy Coca-Cola zrobi swoją puszkę w oparciu w 100% o nasz projekt. To jest bardzo ważny element, który wielokrotnie jest odpuszczany. A szkoda. Warto się postarać, wykonać wysiłek, by ludzie nas, naszą markę zauważyli.

Wasza marka jest bez wątpienia rozpoznawalna. WOŚP został zgłoszony do Pokojowej Nagrody Nobla, czy liczycie na taką nobilitację?
Nagroda Nobla to tak naprawdę należy się ludziom, którzy narażają i poświęcają swoje życie i zdrowie. Nam nic na głowę nie kapie, pracujemy i żyjemy w komfortowych warunkach. Najważniejsze jest to, że ktoś o nas będzie mówił i dowie się o tym, co robimy jako WOŚP. Gdyby się udało, na pewno byłby to Nobel dla wszystkich Polaków.

Rozmawiała Jaga Kolawa

II edycja konferencji EVENT MIX odbyła się 13 września w ramach targów FestiwalMarketingu.pl w EXPO XXI Warszawa.

Jurek Owsiak - Polski dziennikarz radiowy i telewizyjny. Założyciel i prezes zarządu Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, główny pomysłodawca i realizator corocznego Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, twórca jednego z największych festiwali w Europie - Przystanku Woodstock. Współautor książki „Orkiestra Klubu Pomocnych Serc, czyli monolog - wodospad Jurka Owsiaka". Aktualnie Jurek regularnie vloguje w serwisie WOŚP Kręcioła.TV i prowadzi autorską audycję w Antyradiu – „ Zaraz Będzie Ciemno", w każdy poniedziałek o godz. 20:00. W swoich wystąpieniach zdradza jak efektywnie budować tak duże przedsięwzięcia i jak skrupulatnie je realizować. Dzieli się doświadczeniami, przełamuje stereotypowe myślenie i motywuje do działania. Inspiruje ludzi, udowadniając, że jeżeli coś wydaje się nieosiągalne - można to osiągnąć.

Artykuł ukazał się OOH magazine nr 4/2017. Pobierz wersję online TUTAJ.

Dodane tagi