ARTYKUŁ

10 lat współpracy z kreatywnością, uśmiechem i wzajemną sympatią | Goldenberry

W lipcu tego roku agencja Goldenberry skończy 10 lat – działamy już od prawie DEKADY, w tym czasie było nam dane spotkać wielu wspaniałych ludzi, którzy stali się naszymi klientami, dostawcami oraz pracownikami. Początkowo mieliśmy w planach przeprowadzenie z nami wywiadu „rzeki”, w którym podsumowalibyśmy ostatnie 10 lat, natomiast porzuciliśmy szybko ten pomysł. Cofając się do lipca 2009 roku, uświadomiliśmy sobie, że nasz pierwszy klient oraz jeden z naszych pierwszych dostawców – wciąż są z nami i ciągle realizujemy wspólnie ciekawe projekty. Kto lepiej niż oni potrafi opowiedzieć historię pod tytułem 10 lat Goldenberry? Zapraszamy do lektury oczyma tych, którzy nam zaufali.

Poszukiwania odpowiedniej agencji kreatywnej to ból głowy dla wielu firm, a co dopiero sama współpraca, która przysparza więcej skoków ciśnienia niż pożądanych efektów. Opóźnienia w dostawie, gdy ASAP’y gonią, produkt niezgodny z opisem, brak kontaktu z agencją - znacie takie sytuacje? My nie. Piszę to ja, Marcin Adamowicz - Dyrektor Marketingu GTI, który 10 lat temu musiał szukać agencji kreatywnej na miarę największego partnera Orange Polska. Wydawać się mogło, że rynek pęka w szwach od firm oferujących wszelkiego rodzaju dobra reklamowe, lecz sama realizacja naszych zleceń nie zawsze wyglądała tak jak na zdjęciu, nie mówiąc już o opóźnieniach w dostawie. Pierwsze zapytanie zostało wysłane masowo do kilku warszawskich agencji w 2009 roku. Przygotowywaliśmy się do sezonu „back to school” i szukaliśmy gadżetu dla dzieci, który byłby mały i praktyczny. W odpowiedzi otrzymałem kilka wycen i propozycji, wśród nich znalazła się firma Goldenberry. Mała agencja, która zaproponowała hit sprzedaży 2009 roku jakim były silikonowe nakładki na pisaki. Stworzyli dla nas wizualizację z wyśmienitymi postaciami Serca i Rozumu, które jak wiecie były koniem pociągowym naszej sprzedaży. Nowa, wspaniała agencja przywiozła część zamówienia starym „kombiakiem” z wielkim uśmiechem na twarzy i radością jak wspaniale wyszedł im ten gadżet. Uwierzcie mi, że ze starego auta nie wyszły tylko fajne gadżety, ale i właściciele z uśmiechem szerszym i szczerszym od Jokera. Tak rozpoczęła się nasza współpraca, która trwa do dziś. W międzyczasie konfekcjonowali dla nas tysiące gadżetów do kilkuset salonów Orange w mieszkaniu, które nie przekraczało 50 m2 – to dopiero wyczyn! Realizowali zamówienia w czasie, krótszym niż mrugnięcie oka, przepychali przez celników gadżety, drukowali tysiące ulotek, zaopatrywali salony Orange w teczki, torby i różne inne materiały reklamowe, tańczyli, śpiewali i bawili się z nami – zawsze z tym nieodzownym uśmiechem na twarzy. Przez lata razem rozwijaliśmy nasze firmy i poszerzaliśmy współpracę o obsługę logistyczną już ponad dwustu salonów Orange, digitalizację sieci odnośnie zamówień towarowych, obsługę kanału B2B, kreację graficzną wszystkich wydarzeń eventowych jak 25-lecie firmy, szkolenia, konferencje. Właściwie razem robimy wszystko, Goldenberry to trochę dział GTI, tylko w innej siedzibie. Może zabrzmi to trochę patetycznie, ale nasza współpraca to naprawdę czysta przyjemność i dziękuję sobie samemu, że wysłałem tego maila w 2009 r. do tych uśmiechniętych ludzi z Goldenberry. Dzięki za wszystko!

10 lat Goldenberry – każda decyzja to strzał w dziesiątkę!
Ania Kobyłt z friends4friends opowiada o wieloletniej współpracy i o tym, co wyróżnia Goldenberry na tle innych agencji. – To ich decyzje. Często są śmiałe i odważne, konkurencja określiłaby je jako zuchwałe czy nawet bezczelne, ale w ramach konsensusu umówmy się, że na pewno są kreatywne i przebojowe. To właśnie one doprowadziły Goldenberry do miejsca, które zajmują na polskim rynku gadżetów. Zanim jednak wyruszyli na szerokie wody musieli zacząć wylewać fundamenty. Ich początki były skromne, agencja liczyła 3 osoby, a centrum operacji mieściło się w małym, ale jak się okazuje bardzo rozciągliwym, mieszkaniu na Ursynowie. To właśnie tam zaczęli rzucać wyzwania innym agencjom i przyciągać uwagę wielkich marek. Podejście „out of the box”, które stało się ich znakiem rozpoznawczym zaczęło przynosić efekty, baza klientów rosła, siedziba stawała się coraz mniejsza, a nowe twarze przybywały w imponującym tempie. Swoją przygodę z Goldenberry zaczynałam od kontaktów z Magdą i Darkiem i to oni pozwolili mi zrozumieć, że mam do czynienia z innym typem agencji. Kreatywnym i otwartym, profesjonalnym, ale z poczuciem dystansu, wymagającym, ale bezpośrednim. Już wtedy wiedziałam, że po drugiej stronie słuchawki mam nie tylko partnera, ale naprawdę dobrego kumpla. Jedną z wielu zasług ojców założycieli, Olafa i Darka, jest doskonała ręka do ludzi. To oni przyciągnęli pracowników, którzy nigdy wcześniej nie mieli styczności ze sprzedażą i zrobili z nich accountów z prawdziwego zdarzenia, jednocześnie angażując do pracy osoby niesamowicie doświadczone. Wiola, Paula, Dominiki, Dorota, ale też Marcin, Przemek czy Piotrek… Na teraz już sama nie wiem, kto przyszedł z ulicy, a kto ma ponad 15-letnie doświadczenie w branży. Goldenberry to też zaplecze, o którym klienci nie wiedzą: Asia, Basia, Kuba czy Piotrek to dobre duchy zespołu, które działają za kulisami, powodując, że cała agencja pracuje jak dobrze naoliwiona maszyna.

Wszystko powyższe, to doskonała robota Olafa Dąbrowskiego i Darka Nabywańca. Speców od marketingu, którzy zjedli zęby na pozyskiwaniu nowych klientów, gości którzy dla swojego zespołu osuszą mokradła, usuną z drogi wszelkie blokady i wyrównają nierówności na jezdni, by przypadkiem w czasie dostawy gadżetom nic się nie stało. Od kiedy ich znam, dwukrotnie zmienili już swoją siedzibę. Każde ich centrum dowodzenia miało wystarczyć na długie lata i każde po krótkim czasie zaczynało być za małe. Goldenberry nie jest jednak wypełnione tylko ludźmi czy kartonami, ale dobrymi pomysłami, przemyślanymi decyzjami i zdrowym podejściem do biznesu. Każdemu życzę, by w ich pracy był właśnie taki „tłok”. Osobiście cieszę się, że mimo totalnego braku czasu, potrafią się zatrzymać, wyciszyć telefon i znaleźć chwilę na zwykłe pogaduchy. Móc być Waszym dostawcą od samego początku to dla nas zaszczyt. Być przy Was podczas Waszego rozwoju to wielka duma. Móc się nazywać Waszą Friendką jest po prostu bezcenne. Dajecie nadzieję, że mimo faktur, zamówień, walki o klienta, jest też na tym rynku miejsce na człowieka – podsumowuje Anna Kobyłt.

10. rocznica działalności to także wyjątkowy jubileusz, z czego jesteśmy niezmiernie dumni, ale to przede wszystkim idealna okazja aby złożyć podziękowania wszystkim osobom, bez których nasza działalność i istnienie nie byłoby możliwe. Dziękujemy wszystkim klientom, bez których nasza działalność nie miałaby sensu i którzy zawsze byli dla nas bardzo istotnym źródłem inspiracji. Dziękujemy naszym dostawcom, którzy wspierali nas zawsze i są z nami na dobre i na złe. Na koniec dziękujemy naszym pracownikom, każdego dnia obsługującym naszych klientów z wielkim zapałem, pasją i zaangażowaniem. Liczymy na kolejne niezwykłe 10 lat w tak doborowym towarzystwie!
Olaf i Darek, Goldenberry Group

Artykuł ukazał się w ostatnim numerze OOH magazine, pobierz bezpłatnie TUTAJ.

Dodane tagi