ARTYKUŁ

Nie idziemy na kompromisy | Aneta Niciak, REFLOACTIVE NICIAK GROUP

W 2018 roku w wypadkach samochodowych zginęło w naszym kraju 2838 osób. Czy odblaski mogą pomóc to zmienić? O odpowiedzialnej roli tego produktu, rebrandingu firmy, podnoszeniu świadomości społecznej i edukowaniu klienta rozmawiamy z Anetą Niciak z REFLOACTIVE NICIAK GROUP.

Posiadacie wieloletnie doświadczenie w branży odblaskowej. Jak to wszystko się zaczęło?
Pomysł na biznes powstał oczywiście przypadkiem. Zaczęło się od zapytania ofertowego od bydgoskiej straży miejskiej w 2004 roku, która wyszukała gdzieś informację o samozaciskowej opasce odblaskowej, która chroni pieszego po zmroku (swoją drogą, brawa za innowacyjność!). Kompletnie nikt nie wiedział wtedy, do czego służą te opaski, a straż miejska zaplanowała cykl spotkań w szkołach o bezpieczeństwie i potrzebowała takiego właśnie produktu. Wydobyliśmy z przepaści magazynowych kupione dwa lata wcześniej opaski w jakiejś koreańskiej firmie, a inne straże i urzędy dołączały się kolejno do tej akcji. Pojawiła się też potrzeba nadrukowania na nich haseł przewodnich i logotypów. Pamiętam te kilkucentymetrowe krótkie hasełka w jednym kolorze, był to wówczas szczyt możliwości technicznych. Z czasem do oferty doszły zawieszki i kamizelki dla dzieci - to były kolejne rozdziały odblaskowej historii. Byliśmy pierwsi, kreowaliśmy rynek i wprowadzaliśmy nowe produkty – branża reklamowa weszła do gry w międzyczasie.

Kilka lat temu zmieniły się przepisy dotyczące sprzedaży produktów odblaskowych?
Tak, od 2015 roku Inspekcje Handlowe oraz UOKIK zaczęły zwracać uwagę na certyfikację tych produktów zgodnie z unijnym prawem. Odpowiedzieliśmy na to zapotrzebowanie i zaczęliśmy sukcesywnie wprowadzać do naszej oferty nowe, certyfikowane linie produktowe. Sami przekonaliśmy się do konieczności ich używania – można powiedzieć, że rynek odblasków musi rozwijać się równolegle do rynku motoryzacyjnego, musi za nim podążać. Bo, chcemy tego czy nie, piesi – w tym dzieci i osoby starsze – zawsze będą poruszać się w pobliżu środków transportu. I na zagrożenia z tym związane ma odpowiedzieć szeroko rozumiana branża odblaskowa.

Dlaczego certyfikowane odblaski są tak istotne?
W 2018 roku w wypadkach samochodowych zginęło w naszym kraju 2838 osób. W Szwecji, w której w listopadzie już o godz. 14:00 zapada zmrok, każdy pieszy ma przy sobie przynajmniej dwa odblaski, które odbijają reflektory samochodowe białym, błyszczącym światłem już z odległości 300 m. Reklamy drukowane są pod certyfikowaną folią i nie zakrywają odblasku. To wszystko ma tam głęboki sens, a statystki potwierdzają, że w Skandynawii wypadków jest o wiele mniej niż u nas. Branża reklamowa, która przejęła lwią część rynku odblaskowego, zapomniała trochę o odpowiedzialności i etyce biznesu. My, jak zwykle, nie idziemy na kompromisy. Odblaski certyfikowane są droższe, ale nie na tyle, by nie mogły nadal stanowić masowego gadżetu reklamowego. I my chcemy tę informację przekazać naszym klientom.

Certyfikowane odblaski to nie tylko kwestia bezpieczeństwa, ale i wymóg unijny.

No właśnie, krajowy rynek, w przeciwieństwie do europejskich sąsiadów, boryka się z problemem niecertyfikowanych gadżetów odblaskowych. Dlaczego?
W krajach, z którymi pracujemy na stałe (Łotwa, Estonia, Szwecja czy Dania) niedopuszczalne jest używanie niecertyfikowanego gadżetu odblaskowego. Gdy dojdzie do wypadku samochodowego z udziałem pieszego wyposażonego w niecertyfikowany odblask, odpowiedzialność za zdarzenie, włącznie z odszkodowaniem i kosztami leczenia, ponosi podmiot, który sprzedał ten odblask. To „samoregulator” rynku, u nas jeszcze nie do pomyślenia, ale idziemy nieubłaganie w tę stronę. To są po prostu podstawowe wymogi unijne.

Niestety u nas wyjątkową „amnezją” wykazują się instytucje państwowe – nie w rozumieniu pojedynczych urzędników, ale w rozumieniu instytucjonalnym. Mamy precyzyjne przepisy unijne, które jednoznacznie mówią o tym, że wszystkie odblaski muszą spełniać wymogi normy EN13356 (to szereg warunków jakościowych, który musi spełniać odblask – bada go specjalistyczna aparatura), nawet jeśli odblask spełnia funkcję gadżetu reklamowego. Niestety, nie znalazłam nigdzie żadnego tłumaczenia tych norm na język polski i urzędnicy nie wiedzą o czym one właściwie mówią. Na dodatek, to właśnie instytucje państwowe wiodą prym w zakupach najtańszych pseudo-odblasków. Jeśli kryterium oceny oferty to tylko cena, jest oczywistym, że oferenci jej poszukują, aby być konkurencyjnym. Z tego powodu katalogowe pseudo-odblaski robią furorę na naszym rynku.

Dochodzi zresztą do absurdalnych sytuacji. Fińska firma COREFLECT była zmuszona wycofać kilka lat temu swoje produkty z sieci sklepów z akcesoriami dziecięcymi, tylko z tego powodu, że oznaczenie „CE” na opakowaniu było - zdaniem Inspekcji Handlowej - zbyt małe. Równocześnie, rynek polski jest dosłownie zalewany trującymi zawieszkami z Chin, które z odblaskowością nie mają nic wspólnego. Tam nie ma żadnych oznaczeń CE, bo to nie są produkty certyfikowane, zatem… można je z powodzeniem sprzedawać! Zachodni klient, nawet przeciętny odbiorca, jest w zakresie odblasków i ich różnej jakości wyedukowany, świadomy i doskonale poinformowany. Dbają o to instytucje państwowe, które wypełniają doskonale swoje funkcje i stoją na straży unijnego prawa. Udało im się przekonać społeczeństwo do noszenia odpowiedniej jakości odblasków i wszystkie pozostałe podmioty się do tych wytycznych po prostu dostosowały. Ta etyka państwa na Zachodzie, to jest podstawowa różnica pomiędzy nami, a naszymi europejskimi sąsiadami. Jeśli nasze instytucje państwowe nie uderzą się w piersi, jeszcze długo będziemy skazani na „borykanie” się z niebezpiecznymi odblaskami.

Zrywacie z wizerunkiem niskobudżetowego i masowego gadżetu, kładąc nacisk na nową jakość i atrakcyjny wygląd odblasków. Idzie nowe – można zatem powiedzieć o Waszej firmie?
Dokładnie. Jako jedyna firma odpowiadamy na konkretną potrzebę rynku, a że odblask chroni aktywnych – stąd pomysł na rebranding zrozumiały dla każdego klienta, również zagranicznego. „Reflo- odblask” oraz „Active – aktywność” - sama nowa nazwa firmy ma nieść pewne przesłanie i koncentrować uwagę na nowej, designerskiej jakości odblasku, który ma zainteresować przeciętnego użytkownika. Postawiliśmy sobie za cel zerwanie z niskobudżetowym, masowym gadżetem, który nie chroni życia, na korzyść odblasku spełniającego wszystkie unijne normy jakościowe, potwierdzone certyfikatem. Aby uzyskać założone cele, odblask musi być prosty, funkcjonalny i modny – i właśnie tę modę na odblaski chcemy wykreować.

Nie chcemy konkurować z firmami katalogowymi – rynek gadżetów reklamowych chcemy im pozostawić, natomiast uważamy, że uczciwie jest poinformować ostatecznego klienta dość wyraźnie, co jest odblaskiem, a co nie jest. Taka świadomość istnieje już od lat w Europie Zachodniej, u nas niestety jeszcze nie. Ale stopniowo to zmieniamy, co wyjdzie tylko z korzyścią dla użytkowników odblasków.

Rebranding, nowa nazwa. Co się jeszcze zmienia, co chcecie przekazać klientom?
Chcemy przede wszystkim przekazać, że odblask to nie „obciach”, a konieczność. Że odblask nie musi być kolejnym zadrukowanym nieprzydatnym gadżetem rodem z chińskiego sklepu. Że można produkować certyfikowane odblaski w taki sposób, aby były one równocześnie nośnikiem reklam. Są na to sposoby i my je znamy. Przetestowaliśmy je dla naszych zachodnich klientów, podpatrując i ucząc się od najlepszych. Że można być w tym wszystkim uczciwym, śmiało spojrzeć klientowi w oczy i zadeklarować, że nasz produkt spełnia funkcje ochronne.

Można więc powiedzieć, że trochę przewidujecie przyszłość? A raczej bacznie obserwujecie, co dzieje się na światowych rynkach i odpowiadacie na jego potrzeby? Jesteście jedyną firmą w Polsce, która proponuje certyfikowane odblaski?
Tak – przewidujemy przyszłość i jesteśmy przekonani, że i u nas wkrótce nieuchronnie „gadżetowe odblaski” zostaną odgórnie wyeliminowane. Obecnie jesteśmy małą wysepką na europejskim lądzie, na której chwilowo jeszcze robimy, co chcemy. Do niedawna wtórowała nam Litwa – ale i tam zmiany stają się dynamiczne, idą w stronę zachowania wymogów unijnych. My jesteśmy do tych zmian całkowicie przygotowani i przeszkoleni – wszystko to z ogromną korzyścią dla użytkowników odblasków.

Czy certyfikowany odblask to droższy odblask? Jak chcecie przekonać konsumenta, by zapłacił więcej? Będziecie prowadzić odpowiednią kampanię informacyjną i edukacyjną?
Certyfikowany odblask jest droższy niż zwykły gadżet, ale tę różnicę w cenie się demonizuje. Nadal obracamy się generalnie w cenach poniżej 2 zł netto za sztukę, więc o jakich droższych produktach tutaj mówimy? Czy jeśli konsument płaci zamiast 1 zł netto – 1,50 zł netto, a zamiast śmieciowego gadżetu dostaje odblask chroniący życie, o kilkuletniej przynajmniej trwałości – nie musimy chyba zbyt długo zastanawiać się nad kwestiami cenowymi. Podczas szkoleń z agencjami reklamowymi podkładamy pod wiązkę światła odblask chiński oraz certyfikowany, naszej produkcji. Ludzie są zszokowani różnicą, prawie wszyscy chórem przyznają, że nie zdawali sobie sprawy z tego, jaka ogromna przepaść jakościowa dzieli oba te produkty. Przepaść jakościowa – tak, cenowa, nie. I takie motto będzie przyświecać naszej kampanii edukacyjno-informacyjnej.

Czy do produkcji odblasków można podejść kreatywnie?
Jak najbardziej, mamy masę nowych pomysłów. Jakiś czas temu zadzwonił do mnie klient, aby osobiście podziękować za dostawę profesjonalnych opasek odblaskowych. Zminimalizowaliśmy nadruk tak, aby pozostawić maksimum odblasku. Powiedział, że pierwszy raz ma w ręku tak doskonały produkt, naprawdę mocno odbija światło (sprawdził to osobiście w nocy). Dbamy o doskonały design, o to, by odblask chronił i zdobił – lody powoli kruszeją, a konsumenci zaczynają rozumieć, na czym polega różnica. To ogromny sukces. Zrozumienie tematu pomaga świadomym agencjom reklamowym, które mają szansę zaprezentować klientowi naszą ofertę i dzięki temu przyłączyć się do sukcesu „uszczęśliwiania klienta”.

Jak segmentujecie swoją ofertę – np. pod kątem dzieci, seniorów czy tez klienta biznesowego?
Seniorzy i dzieci to klient detaliczny, a biznesowy szuka odblasków personalizowanych. Obie te grupy wzajemnie się przenikają, bo przecież biznes reklamuje swoje produkty dla dzieci czy seniorów również za pośrednictwem odblasków. Naszym ostatecznym celem jest to, aby docelowy klient, niezależnie od tego, czy kupi nasz odblask w sklepie zabawkowym czy dostanie go jako gadżet z logo producenta, przypiął odblask do plecaka czy kurtki. I aby ten świecił w nocy jak żarówka. To proste. Tak proste jak w Danii, Szwecji czy Norwegii. Jestem przekonana, że zasługujemy dokładnie na to samo.

Dużo się dzieje już teraz, a ja jeszcze spytam o plany na przyszłość?
Na polskim rynku czeka nas jeszcze masa pracy. Główne cele to informacja, edukacja i ciągłe zaskakiwanie klientów nowym designem. A w odniesieniu do rynku europejskiego, gdzie już jesteśmy pożądanym i wyczekiwanym unijnym producentem, który nie musi nikogo edukować – planujemy dalszą ekspansję. Wszystkie te doświadczenia będziemy nadal niezmordowanie aplikować na nasz rodzimy rynek, trochę z uporem maniaka. Bo wierzymy, że polski konsument po prostu na to zasługuje i tego poszukuje. I jednak wyda pięćdziesiąt groszy więcej na coś naprawdę ładnego i wartościowego.

Rozmawiała Katarzyna Lipska-Konieczko

Wywiad ukazał się w ostatnim numerze OOH magazine - KLIKNIJ.

Dodane tagi