Event MIX MEN I BLACKTRAX

MEN I BLACKTRAX

78
0
MEN I BLACKTRAX
Technika eventowa to raczej męska sprawa, a mężczyźni podobno nie dorastają, tylko zmieniają swoje zabawki na większe, lepsze, droższe. O to, czy tak jest, czy prowadzenie przedsiębiorstwa w branży techniki i technologii scenicznej to realizacja pasji czy duża odpowiedzialność, zapytaliśmy założycieli oraz obecnych członków zarządu TSE Grupa, firmy, która od ponad 20 lat konsekwentnie rozwija ten segment rynku w Polsce.

Jest takie powiedzenie, że mężczyźni nie dorastają, tylko zmieniają swoje zabawki na większe, lepsze, droższe… Czy prowadząc firmę TSE Grupa, w pewnym sensie realizujecie to stwierdzenie?
Łukasz Kubiak: Ha, ha, ha! Dobre pytanie…
Piotr Basek: W firmie rzeczywiście mamy trochę dużych zabawek. Jestem audiofilem, więc nagłośnienie to temat, który mnie fascynuje. Dlatego zakup modułowego, bardzo zaawansowanego systemu nagłośnieniowego topowej firmy L-acoustic sprawił mi dużą satysfakcję. Kiedy uruchamiamy go na imprezie, dźwięk który się z niego wydobywa, czuję całym ciałem, mnie to pasjonuje! Chciałbym rozwinąć ten dział w naszej firmie, by był bardziej uniwersalny i dostosowany do każdej imprezy.

Chyba wszystkie sprzęty, które kupujecie, są takimi dużymi zabawkami dla większych chłopców. Urządzenia oświetleniowe i multimedia wybieracie bo Was kręcą?
Ł.K.: W tej chwili kupujemy rzeczy, które warto kupić dlatego, bo będą się sprzedawać. W moim przypadku do pewnego momentu to były zabawki. Szczególnie wtedy, kiedy zaczynaliśmy działać na rynku, wtedy to było WOW!. Ale przychodzi taki moment, kiedy jednak musisz zacząć liczyć.
P.B.: Zatrudniając kilkadziesiąt osób, które mają rodziny, dzieci… To w pewnej chwili przestaje być tylko zabawą i staje się poważną sprawą.
Ł.K.: Musimy teraz podejmować wyważone i odpowiedzialne decyzje zakupowe. Ale kiedy zaczynaliśmy, bez struktury i pracowników, rzeczywiście było dużo funu. Gdy oglądaliśmy nowe rzeczy, byliśmy nimi oczarowani, a poznawanie ich możliwości zawsze wiązało się z mocnymi emocjami.
P.B.: Kiedyś te urządzenia były mniej dostępne, trzeba było jechać na targi, szukać! Po ponad 20 latach stabilnego funkcjonowania na rynku to producenci przyjeżdżają do nas. Pokazują nam nowości, przesyłają do testowania, zabierają nas do siebie. Przed premierą wiemy dokładnie, jakie będą ich możliwości, czy warto je kupić.

Czyli teraz to czysta kalkulacja?
P.B.: Nie do końca… są emocje. Na przykład jesteśmy związani z ClayPaky-iem od wielu lat i w tej relacji przywiązanie ma duże znaczenie. Jednak to rynek dyktuje nam co kupić. Projektanci i realizatorzy światła mówią nam też, z czym chcą pracować, co jest dla nich dobre, co warto mieć. I my bierzemy to pod uwagę, zdarza się bowiem tak, że chociaż urządzenie jest bardzo dobre, to w Polsce jest mało popularne. Nie kierujemy się obiegową opinią, tylko realną wartością danego rozwiązania i radą specjalistów.

Jako jedyni w Polsce, jak na razie, zdecydowaliście się na zakup BlackTrax, czyli zaawansowanego systemu śledzenia obiektów w czasie rzeczywistym i projekcji na ruchomych obiektach. Niewiele firm w Europie ma go w swojej ofercie. Co stało za wyborem właśnie tego rozwiązania?
Ł.K.: Uznaliśmy, że ten system ma potencjał i ma szansę zmienić produkcję sceniczą. Pracując z nim, zauważyliśmy na przykład, że wraz z innowacyjną, interaktywną techniką powinien zmienić się mechanizm kooperacji organizator – firma technologiczna. Jest to konieczne, by w pełni wykorzystać możliwości jakie niosą ze sobą nowe technologie.
P.B.: Na przestrzeni lat zmieniło się sporo w przygotowaniu eventów. Większość organizatorów ma już świadomość, że na zamontowanie, skonfigurowanie i zaprogramowanie urządzeń potrzeba sporo czasu. Jeżeli realizujemy skomplikowaną produkcję, kilka godzin konieczne jest na wykreowanie tego, co zostało ustalone na próbach. Wtedy widoczny staje się potencjał, który drzemie w technologii.
Ł.K.: Użycie nowych systemów wymusza także współpracę wykonawców, artystów, biorących udział w evencie, którzy powinni odpowiednio wcześniej zapoznać się z technologią, by w trakcie występu potrafili odnaleźć się w sytuacji, wymagającej od nich pewnych określonych zachowań. Oni tak naprawdę stali się częścią interaktywnej technologii. System BlackTrax jest właśnie takim rozwiązaniem. Za jego pomocą artysta, wykonawca może osiągnąć wyjątkowe efekty, jednak tylko wtedy, kiedy będzie potrafił skorzystać z jego możliwości. Dlatego najważniejsze jest współdziałanie z techniką. Tymczasem wciąż udział wykonawców nie jest brany pod uwagę podczas programowania urządzeń.
P.B.: Jeżeli celem imprezy jest tylko dobra zabawa i integracja uczestników, to sprawa jest prosta. Wiemy jak dostarczyć niezapomnianych emocji i dobrych wrażeń za pomocą naszych urządzeń. Dość często jednak merytoryczna część eventu jest zaplanowanym i wyreżyserowanym przedstawieniem.
Ł.K.: Staje się małym widowiskiem teatralnym, którego celem jest zaprezentowanie w spektakularny sposób nowych produktów, sukcesów firmy, która z nami pracuje. W teatrze na próby poświęca się np. miesiąc, podczas którego odbywa się głównie praca z wykonawcami, a w przypadku eventu wciąż się zdarza, że przedstawiciel firmy wpadnie na scenę, przeczyta tekst, zespół zagra dwa utwory, tancerz zamarkuje taniec i traktuje się to jako przygotowanie do występu. Brakuje zrozumienia, że dla nas, ludzi od techniki i efektów, niezbędne są dobrze przygotowany scenariusz i próby z wykonawcami. Co widoczne jest zwłaszcza w przypadku pracy z BlackTraxem.
P.B.: Na organizację wydarzeń specjalnych przeznaczane są coraz większe budżety, które pozwalają angażować najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne, których na co dzień może nie być w teatrze, w domu kultury czy sali koncertowej. Natomiast wśród wykonawców wciąż pokutuje przekonanie, że event to chałtura, nie „sztuka”. Robimy często preprograming, jednak to nie rozwiązuje wszystkich problemów. Możemy cały pokaz wirtualnie przygotować tak, by na evencie tylko korygować ewentualne błędy, możemy całe show zaplanować z reżyserem, a jednak to nie wystarczy. Próby z wykonawcami muszą się odbyć i należy znaleźć na nie czas.

Czy rola reżysera, jego funkcja na evencie nabiera szczególnego znaczenia przy produkcjach, w których jest dużo techniki?
Ł.K.: Ona zawsze miała duże znaczenie. Chociaż kiedyś zadanie reżyserów w eventach sprowadzało się do napisania, kto komu wręcza kwiaty i ściska dłoń na scenie. Teraz powinien on nie tylko zaplanować występ, ale także zebrać ekipę przedstawicieli z firmy klienta, którzy będą potrafili to widowiskowo wykonać. Przeważnie takie osoby nie mają dużego doświadczenia w obecności na scenie, w słuchaniu poleceń reżysera i dlatego powinny się do występu przygotować. Szczególnie, gdy czeka ich współpraca z interaktywną technologią, która będzie przynosiła efekty tylko wtedy kiedy oni wykonają prawidłowo wszystko, co zostało zaplanowane. To są duże wyzwania, które pojawiają się przed przedstawicielami firm i nowy rodzaj kompetencji, które powinni nabyć. Bardzo ważna jest też rola producenta imprezy, który powinien z wyprzedzeniem zapewnić wszystkim uczestnikom projektu dobre warunki do pracy. Nie jest dobrym podejściem kierowanie się hasłem „Jakoś to pójdzie”, np. kiedy event zostaje potwierdzony na dwa tygodnie przed montażem, czas jest tylko na opracowanie strony technicznej, a cała merytoryczna część nie zostaje właściwie przyszykowana.
P.B.: Eventy, w których technologii jest dużo, a takich jest coraz więcej, powinny być planowane i potwierdzone z nami przynajmniej pół roku wcześniej. Tylko wtedy firma techniczna ma czas na opracowanie ciekawych rozwiązań, ich analizę i sprawdzenie. Wtedy też możemy zagwarantować optymalne wykorzystanie naszego potencjału technologicznego, kreatywnego i ludzkiego.

Jeżeli występowalibyście w roli agencji czy organizatora, na co zwrócilibyście uwagę przy wyborze firmy technicznej do realizacji eventu?
Ł.K.: Najwcześniej jak można zaangażowałbym w planowanie koncepcyjne firmę realizującą technikę. Często zdarza się, że agencja czy organizator już wszystko wymyślił, klient finalny dostał nawet wizualizację eventu i dopiero wtedy agencja szuka wykonawcy. I zaczynają się schody, bo pojawiają się ograniczenia, które nie zostały wzięte pod uwagę: miejsce eventu, czas potrzebny do przygotowania lub wynikające z samego pomysłu. Wcześniejsze konsultacje z firmą techniczną pozwoliłyby jej zasugerować inne rozwiązania, może koncepcja zostałaby lekko zmieniona, nacisk położony na coś innego, ale na pewno zaproponowany zostałby efekt WOW możliwy do wykonania. W momencie, gdy klientowi zostało już coś sprzedane bez konsultacji technicznej, trudno jest to zmienić. Szukałbym partnera, współtwórcy, merytorycznego konsultanta, a nie tylko wykonawcy.
P.B.: Ja działałbym pragmatycznie, ważna byłaby komplementarność usługi. Szukałbym firmy, która jest w stanie wziąć na siebie odpowiedzialność za całość zadań technicznych, może na dobrym poziomie zrealizować nagłośnienie, multimedia, oświetlenie, rigging, automatykę sceniczną. Efektywniej realizuje się event, kiedy jeden partner spina wszystko i rozwiązuje pojawiające się problemy, ponieważ dysponuje specjalistami z różnych dziedzin. Po stronie takiej firmy są również wszystkie tematy związane z planowaniem, montażami, transportem.
Ł.K.: Dla mnie atutem byłoby również doświadczenie. Szukałbym przedsiębiorstwa, które robiło już podobne realizacje. Opierałbym się na opinii innych, na referencjach. Odrzuciłbym też najtańszą i najdroższą ofertę. A potem wybrałbym kogoś, komu zaufałem po pierwszej rozmowie. Czyli dla mnie ważny byłby także kontakt osobisty. Porozumiewanie się za pośrednictwem wyłącznie e-maila rzadko kończy się dobrą produkcją. Chciałbym, żeby osoby, z którymi pracuję, były zaangażowane w mój projekt. Zwróciłbym także uwagę na strukturę firmy, jej zaplecze techniczne, zasoby kadrowe i sprawdziłbym, czy będzie ona miała czas na wykonanie mojego projektu.
P.B.: Tymczasem wciąż zwraca się przeważnie uwagę na cenę za usługę. Często agencje rozpisują przetargi lub przeprowadzają mini konkurs ofert i wybierają najtańszą ofertę. A niska cena na początkowym etapie kosztorysowania nie zawsze pozostaje taka do końca. Gdy firma nie ma doświadczenia lub źle zaplanuje produkcję, często się okazuje, że realizacja kończona jest z cenami podobnymi do ofert droższych. Porównując propozycje firm technicznych zwróciłbym uwagę na stawki dla ludzi. Ten, kto więcej płaci pracownikom ma lepszych specjalistów, z większym doświadczeniem, ponieważ o dobrych speców się dba. Dlatego koszty osobowe nie mogą być w ofercie zbyt niskie. Interesowałaby mnie też ilość osób zaplanowanych do wykonania zlecenia i czas ich pracy. Więcej ludzi w ekipie to większe bezpieczeństwo, że wszystkie zadania zostaną zrealizowane na czas. Event odbywa się tu i teraz, trudno go naprawić później. Dlatego wybór partnera technicznego ma zasadnicze znaczenie. Jeżeli pracuję z doświadczonym kontrahentem, mającym zaplecze techniczne i potrafiącym reagować na nieprzewidziane okoliczności, nie muszę się obawiać. Jeżeli wybiorę firmę, która przywiezie cały swój potencjał na event, a drugie tyle pożyczy i do tego ma wypożyczonych pracowników, którzy nie są zgrani, ale ma tanią ofertę, to taki wybór może położyć całe wydarzenie.
CDN…

Zapraszamy na drugą cześć wywiadu, który ukaże się w październikowym numerze OOH magazine, gdzie porozmawiamy o tym czy technika eventowa to męska sprawa, czy w pracy obowiązuje kodeks zasad i czy wpływa na styl życia.
Rozmawiał Andrzej Kuczera

Łukasz Kubiak – Założyciel i członek zarządu firm należących do TSE GRUPA. Sporą część życia spędził we Francji, wyjeżdżając tam w wieku 13 lat. Studiował Historię Sztuki w Paryżu. Wrócił do Polski w połowie lat 90. W 1996 roku wraz z Piotrem Baskiem założył TSE Laser & Sound. Do dziś zarządzają wspólnie tą i podobnymi firmami pod szyldem TSE GRUPA, zapewniając obsługę techniczną ponad 500 imprez rocznie. Z francuskiego okresu życia pozostało mu zamiłowanie do dobrego wina i muzyki punk-rockowej. Włada biegle nie tylko językiem francuskim, ale również angielskim i hiszpańskim. Według niego, cecha, która pozwoliła mu osiągnąć sukces to, umiejętność konsekwentnego dążenia do celu. „Jak coś zaczynam to chcę skończyć z możliwie najlepszym wynikiem”.

Piotr Basek – Założyciel i członek zarządu firm należących do TSE Grupa. Od dziecka pasjonował się urządzeniami elektronicznymi podglądając je w witrynach sklepowych. W latach 90. był dwukrotnym Mistrzem Polski DJ-ów. Grał w najlepszych, warszawskich klubach. Audiofil. W 1996 roku wraz z Łukaszem Kubiakiem założył TSE Laser & Sound, firmę, która jako pierwsza w Polsce, organizowała spektakularne pokazy laserów, a dziś jest liderem na rynku techniki scenicznej. Cechy, ktore pomogły osiagnąć mu sukces zawodowy to: upór, wytrwałość, uczciwość, odwaga i gotowość na zmiany. Zawsze stara się zapewnić najlepszą jakość tego co robi. Wierzy, że nowoczesne technologie ułatwiają ludziom życie. U innych ceni szczerość. 

Wywiad ukazał się w ostatnim numerze OOH event!, pobierz bezpłatnie TUTAJ.