
–
20 lat działalności to piękny jubileusz. Jak zaczęła się historia Salonu Reklamy?
Zaczęła się… przypadkiem, choć dziś myślę, że to było przeznaczenie. Podczas studiów pracowałam w Air Tours Club, gdzie zajmowałam się marketingiem i reklamą. Choć studiowałam finanse, szybko zrozumiałam, że to nie liczby będą moją przyszłością, tylko kreacja. Gdy tylko odebrałam absolutorium, natychmiast zarejestrowałam firmę. Miałam 23 lata, dużo odwagi i ogromny głód tworzenia. Duży wpływ na tę decyzję miały osoby, które wtedy spotkałam: mój ówczesny szef, Józef Misiaszek, którego do dziś nazywam „biznesowym ojcem chrzestnym” oraz moja mentorka Barbara Dziedzic, wspierająca mnie w najtrudniejszych momentach. Ich wiara w moje możliwości była paliwem do startu i do odważnych decyzji, które doprowadziły mnie do tego miejsca.
Czy możesz wskazać najważniejsze momenty z życia firmy, które miały wpływ na Wasz rozwój?
Na pewno moment, kiedy z firmy „od wszystkiego” przekształciliśmy się w butikową agencję specjalizującą się w kreowaniu gadżetów reklamowych. Zrozumiałam, że chcę projektować, a nie tylko sprzedawać. Z czasem zaczęli trafiać do nas klienci, którzy potrzebowali czegoś więcej niż katalogowych rozwiązań. Przełomem były pierwsze duże wygrane konkursy na produkty promocyjne dla instytucji państwowych – jak Polska Agencja Kosmiczna czy Centrum e-Zdrowia.
Drugim przełomem było wejście w świat muzealnych projektów – to obszar, gdzie gadżet nie może być przypadkowy. Musi nieść historię, kulturę, emocje. I my to kochamy. No i oczywiście rozwój filozofii projektowania „od zera” – od odejścia od gotowców do tworzenia sensorycznych, angażujących, personalizowanych gadżetów, które naprawdę pracują na markę klienta.
Trzecim, bardzo ważnym i zupełnie nieoczekiwanym przełomem była pandemia. Dla naszej branży był to czas ogromnej niepewności – z dnia na dzień zatrzymały się eventy, targi, spotkania, a to one w dużej mierze napędzały rynek gadżetów. Pojawił się strach: co dalej? Przez pierwsze kilka miesięcy było nieciekawie, po czym okazało się, że firmy potrzebują upominków bardziej niż kiedykolwiek: aby podtrzymać morale zespołów, aby zadbać o relacje na odległość, aby zostawić pozytywny ślad w trudnym czasie. Efekt? Rekordowy obrót w historii firmy, przesyłki wychodzące codziennie za granicę, realizacje od Europy po Amerykę.
Powiedz proszę, jak przez te 20 lat zmieniło się podejście klientów do upominków reklamowych.
Diametralnie. Kiedy zaczynałam, gadżet miał po prostu być. Długopis, kubek, smycz – klasyki, które wybierało się z katalogu niemal bez zastanowienia. Najważniejsza była ilość i jak najniższa cena jednostkowa, bo upominki rozdawano masowo. Wtedy nikt nie pytał o emocje, o tożsamość marki, o dopasowanie produktu do odbiorcy. Gadżet nie miał opowiadać historii – miał być nośnikiem logo.
Dzisiaj to zupełnie inny świat. Klienci są znacznie bardziej świadomi, a odbiorcy bardziej wymagający. Zmieniły się nawyki konsumenckie, wzrosła wrażliwość estetyczna i ekologiczna, a doświadczenia zaczęły mieć większą wartość niż same przedmioty. Firmy przestały traktować gadżety jako dodatek – zaczęły je traktować jako narzędzie budowania relacji i element komunikacji marki. Klient chce teraz emocji, jakości i funkcjonalności, ale przede wszystkim – spójności z własnymi wartościami. Upominek ma być przedłużeniem DNA marki, a nie przypadkową rzeczą, która „wpadła” w ręce, bo była dostępna.
Coraz większą rolę odgrywa personalizacja – zarówno wizualna, jak i emocjonalna. Już nie wystarczy logo nadrukowane w rogu; liczy się dopasowanie kolorów, materiałów, treści i funkcji do konkretnej grupy. W wielu firmach upominki są dziś projektowane tak samo jak mikroprodukty premium, z procesem podobnym do design thinking: badanie odbiorcy, budowa prototypu, testowanie.
Ogromnie wzrosło także znaczenie storytellingu. Klienci chcą, aby ich gadżety „opowiadały”, wywoływały reakcję, budowały atmosferę, tworzyły punkt zaczepienia do rozmowy. Zdarza się, że projekt zaczynamy nie od wyboru przedmiotu, ale od zdania: „Chcemy, żeby odbiorca poczuł…”. Do tego dochodzi sensoryczność – zapach, faktura, dźwięk, rytuał otwierania, doświadczenie zmysłów. To fascynująca zmiana, bo pozwala budować głębszą relację z odbiorcą. Niektóre nasze realizacje wywołały zachwyt nie dlatego, że były „przydatne”, ale dlatego, że aktywowały wspomnienia lub konkretne emocje.
A jeśli chodzi o sam produkt, coraz częściej mówimy nie o „gadżecie”, lecz o małym produkcie premium, który ma jakość, design i wartość użytkową. Jego rolą nie jest tylko promowanie marki, ale – realne poprawianie codzienności odbiorcy. To bardzo inspirujący kierunek i cieszę się, że klienci tak mocno go doceniają.
Które z Waszych projektów czy realizacji były najbardziej wyjątkowe, ciekawe – takie, które zostaną długo w pamięci?
Jedna z moich ulubionych historii to ta z…plecakiem, który przebił wszystkie inne plecaki świata. (śmiech) Firma z branży IT zamówiła gadżet dla programistów. Zaproponowaliśmy plecak antykradzieżowy ze stalową linką, krytymi zamkami i pełną wodoodpornością. Dołożyliśmy ujmujący copywriting i opakowanie, które tłumaczyło jego funkcje w formie krótkiej historii. Efekt? Wszyscy chcieli mieć „ten” plecak – tylko ten! W efekcie zabrakło ich u producenta. A dodam, że nie była to niska półka cenowa.
Inna historia? Z pałacem Krzysztofory. Zaprojektowaliśmy eleganckie, drewniane pudełka z czerwonym atłasem, w których… wręczano sztabki ołowiu! Upominek był symboliczny, zgodny z legendą o alchemiku Mistrzu Twardowskim, który miał przemieniać ołów w złoto. Z racji, że postać ta jest zakorzeniona w historii Krakowa i pałacu Krzysztofory, wraz z firmą eventową sprawiliśmy, że upominek wręczał oficjelom sam Mistrz Twardowski (tymczasowo opuścił księżyc, wyjątkowo na nasz event), życząc, by – zgodnie z legendą – ołów rychło przemienił się w złoto. Było zatem show (bo pod pachą Mistrz miał kura – sztucznego, ale i tak wszyscy chcieli to sprawdzić i zrobić sobie „selfie”) i było mnóstwo śmiechu, emocji, a zatem są wspomnienia. To tylko potwierdza, że czasami to bardziej opakowanie (tym razem elegancka drewniana szkatuła z grawerem) i przesłanie jest upominkiem niż sama zawartość (bo kto do licha chciałby dostać 3 kg ołowiu?) (śmiech).
Kolejnym przykładem jest projekt dla Zamku Królewskiego na Wawelu i wystawy „Namioty Tureckie”. Tworzyliśmy gadżety na podstawie unikalnych zbiorów – np. puszkę na kawę w całości pokrytą motywem roślinnym z jednego z namiotów i eleganckie jedwabne poszetki z nadrukiem złotej rękojeści tureckiego miecza z dedykacją „dla prawdziwych mężczyzn”.
Bardzo wymagającym zleceniem była także współpraca z dużą organizacją międzynarodową – konkurs na ponad 140 pozycji, w dwóch wariantach: ekonomicznym i w pełni recyklingowym. Jako jedyna agencja spełniliśmy wszystkie warunki. To było ogromne wyzwanie i ogromna satysfakcja. Dziś mogę się pochwalić 2-letnim kontraktem „Vendora” na Polskę z tą firmą.
Czym dziś zajmuje się Salon Reklamy i które produkty są Waszymi bestsellerami?
Tworzymy identyfikacje wizualne, materiały drukowane, a także oprawy graficzne eventów. Gadżety to jednak nasza największa miłość. Chcę podkreślić, że jesteśmy butikową agencją – i tacy zostaniemy. Mamy grafików, copywriterów, marketingowców, specjalistów od druku i produkcji. Każdy ma swoją przestrzeń. Inwestujemy w rozwój: szkolenia, testy Gallupa, mentoring, spotkania strategiczne. Przyjmujemy praktykantów – m.in. z programu Erasmus oraz uczniów krakowskiego liceum, których uczę pro bono podstaw UX. Młodzi ludzie dodają świeżości i uczą nas spojrzenia z innej perspektywy.
Bestsellery? Zdecydowanie te, które projektujemy od zera – nie klasyki, lecz „brand experience w pigułce”. Notesy z papieru z kamienia, wieczne ołówki, personalizowane akcesoria, gadżety sensoryczne, pachnące zestawy świąteczne, a nawet produkty, które unoszą się w powietrzu – jak lewitująca doniczka dla jednej z firm IT. Klienci coraz częściej proszą o rozwiązania ekologiczne – ale autentycznie ekologiczne, a nie typu greenwashing. Przykładem może być podkładka z recyklingu z opon, czy kurtka z nylonu z odzysku, którą producent ponownie przyjmuje do przetworzenia.
20 lat za Wami. Co dalej? Jakie są Wasze plany?
To dopiero początek. Planuję dalszy rozwój działu kreacji, mocniejszy nacisk na ekologię, projekty premium i współpracę z markami, które chcą budować wartość, a nie masowo rozdawać rzeczy. Kocham tę pracę i wierzę, że kolejne 20 lat będzie jeszcze ciekawsze.
Rozmawiała Małgorzata Malinowska-Krawczyk
Aneta Kamińska
Właścicielka Salonu Reklamy z 20-letnim doświadczeniem w tworzeniu unikalnych gadżetów, kreacji graficznych i projektów UX/UI. Łączy kreatywność z precyzją i świetnym wyczuciem marek. Realizowała kampanie i produkty dla polskich i zagranicznych firm. Wierzy, że dobry design potrafi zmieniać emocje i budować trwałe relacje z odbiorcami.
Artykuł ukazał się w ostatnim numerze OOH magazine. Do wglądu online TUTAJ.
Z ofertą Salonu Reklamy będzie można zapoznać się 11 i 12 lutego podczas Międzynarodowych Targów Reklamy i Druku PROMO SHOW, odwiedzając stoisko D1, Hala nr 3.
Trwa bezpłatna rejestracja TUTAJ.