
–
Pamięta Pan moment, w którym pojawiła się myśl: „zróbmy własną markę”?
Bardzo dobrze. To nie był błysk geniuszu ani pomysł zapisany na serwetce w kawiarni. Bardziej narastające przekonanie, że na rynku brakuje produktów, z którymi sami chcielibyśmy chodzić każdego dnia. Widzieliśmy mnóstwo podobnych kubków i butelek. Różniły się logo, ale rzadko jakością czy funkcjonalnością. Pomyśleliśmy wtedy, że skoro sami mamy konkretne oczekiwania wobec takich produktów, to prawdopodobnie podobnie myślą tysiące innych osób.
Od początku interesował nas nie tylko sam przedmiot, lecz także to, co dzieje się po zakupie. Czy użytkownik zabiera go rano do pracy i nawet po wielu miesiącach nadal chce z niego korzystać? Nie chcieliśmy budować marki wokół jednorazowego efektu, ale wokół codziennego przyzwyczajenia. Tak zaczęła się historia RAGSY.
Co było najtrudniejsze na początku Waszej działalności?
Paradoksalnie nie było nim znalezienie producenta ani stworzenie pierwszej kolekcji. Najtrudniejsze było powiedzenie sobie: nie będziemy robić wszystkiego. Na początku każda firma chce odpowiadać na wszystkie potrzeby rynku. My szybko zrozumieliśmy, że szerokość asortymentu nie może zastąpić jakości.
Zamiast wielu produktów postawiliśmy na dopracowane rozwiązania. Czasami miesiącami pracowaliśmy nad detalem, którego klient może nie zauważyć, ale odczuje podczas użytkowania. Wymagało to dyscypliny i rezygnowania z pomysłów, które nie pasowały do kierunku marki. Wiedzieliśmy, że z takich decyzji buduje się zaufanie.

Czy na etapie produkcji i dopracowywania prototypów pojawiały się momenty zwątpienia – i jak reagowaliście, gdy coś nie szło zgodnie z planem?
Oczywiście. Każdy przedsiębiorca, który mówi, że ich nie miał, prawdopodobnie nie mówi całej prawdy. Były opóźnienia produkcji, prototypy, które nie spełniały naszych oczekiwań, długie rozmowy z fabrykami i decyzje, czy zaakceptować kompromis, czy zaczynać od nowa. Najczęściej wybieraliśmy drugą drogę, choć oznaczało to kolejne testy i przesunięcie premiery.
Krótkoterminowo kompromis wygląda rozsądnie, gdyż przyspiesza projekt. Długoterminowo może jednak kosztować markę znacznie więcej. Klient ocenia efekt, nie proces. Wiedzieliśmy, że produkt z logo RAGSY musi spełniać nasze wymagania, zanim trafi do klientów. Ta zasada pomogła nam zachować wiarygodność.
Bo ono u nas nie jest sloganem. Jakość nie kończy się na grubszej stali czy lepszej izolacji. To również sposób, w jaki otwiera się pokrywka, jak produkt leży w dłoni, jak długo zachowuje estetyczny wygląd i czy po dwóch latach użytkownik nadal chce z niego korzystać. To są rzeczy, których nie widać na zdjęciu w sklepie internetowym, ani nie da się ich w pełni opisać jednym hasłem. Ale właśnie one decydują o tym, czy klient wróci.
W branży produktów promocyjnych jakość ma jeszcze jeden wymiar. Na kubku czy butelce znajduje się znak innej firmy, więc produkt staje się częścią jej komunikacji. Jeżeli rozczarowuje, wpływa również na markę, która go wręczyła. Każdy projekt jest zobowiązaniem wobec partnera biznesowego i użytkownika. Dobry produkt powinien bronić się w codziennym użyciu.
Czy filozofia marki zmieniła się przez te pięć lat?
Nie. Zmieniła się skala działania. Na początku chcieliśmy po prostu robić dobre produkty. Dzisiaj wiemy, że tworzymy coś więcej – doświadczenie marki, które zaczyna się przy pierwszym kontakcie, ale jest weryfikowane dopiero w codziennym użytkowaniu. Wraz z rozwojem firmy rośnie odpowiedzialność, ponieważ każda kolejna premiera jest oceniana przez pryzmat tego, co RAGSY zaoferowało wcześniej.
Dlatego inwestujemy we własne projekty, rozwijamy technologie i pracujemy nad rozwiązaniami tworzonymi dla RAGSY. Każdy nowy produkt powinien mieć własny charakter, a jednocześnie pozostawać funkcjonalny i spójny z ofertą. Nie interesuje nas kopiowanie trendów. Wolimy je wyprzedzać, a czasem pozostać przy rozwiązaniu, które po prostu jest dobre.

Co najbardziej Pana cieszy po tych pięciu latach?
To, że klienci wracają. Nie dlatego, że muszą, lecz dlatego, że chcą. To najlepsza recenzja, jaką może dostać marka. Powracający klient potwierdza, że pierwsza decyzja zakupowa nie była wyłącznie efektem atrakcyjnego projektu czy prezentacji, ale została obroniona przez sam produkt.
Często spotykam osoby, które pokazują kubek kupiony kilka lat temu i mówią: „Codziennie jest ze mną”. To krótkie zdanie ma dla mnie większą wartość niż rozbudowany slogan. Oznacza, że produkt nie trafił do szuflady, lecz stał się częścią czyjegoś dnia. Wtedy wiem, że testy i decyzje o tym, by nie iść na skróty, miały sens.
RAGSY działa prężnie również na rynku reklamowym. Czy Pana zdaniem ta branża się zmienia?
Bardzo. Jeszcze kilka lat temu gadżet reklamowy miał po prostu istnieć. Dzisiaj ma być używany. Firmy coraz częściej rozumieją, że produkt reklamowy staje się ambasadorem ich własnej marki. Jeżeli jest przeciętny, dokładnie takie emocje pozostawi. Jeżeli jest świetnie wykonany, pracuje dla marki przez kilka lat. To zupełnie inne podejście niż jeszcze dekadę temu.
Zmienia się również sposób rozmowy z klientami i agencjami. Coraz częściej pytanie nie brzmi: „Co możemy oznakować?”, lecz: „Jaki produkt pasuje do naszej marki i odbiorcy?”. To przenosi uwagę z ekspozycji logo na użyteczność, estetykę i jakość. Personalizacja powinna uzupełniać produkt, a nie ukrywać jego słabości. Najlepszy upominek to taki, z którego odbiorca chce korzystać.
Gdyby miał Pan podsumować 5 lat działalności – co jest największym sukcesem RAGSY?
Nie konkretny produkt. Nie wynik sprzedaży. Nie nagrody. Największym sukcesem jest to, że udało nam się zachować własny sposób myślenia. Nigdy nie chcieliśmy być marką, która co sezon zmienia kierunek tylko dlatego, że rynek czegoś oczekuje. Słuchamy klientów i partnerów, ale każdą sugestię odnosimy do wartości, od których zaczynaliśmy.
Wolimy rozwijać się wolniej, ale konsekwentnie. W biznesie łatwo uznać, że każda nowość oznacza postęp. Dla nas ma on sens wtedy, gdy wzmacnia produkt i relację z użytkownikiem. Po pięciu latach RAGSY ma własny charakter. Powstał on nie z jednej kampanii, lecz z wielu decyzji podejmowanych w podobny sposób.

A czego nauczyło Pana prowadzenie własnej marki?
Że cierpliwość jest znacznie ważniejsza niż szybkie decyzje. Dzisiaj wiem, że większość naprawdę dobrych rzeczy wymaga czasu. Dotyczy to relacji z partnerami, projektowania produktów, budowania zespołu i zaufania klientów. Nie da się tego przyspieszyć, nawet jeśli rynek często premiuje tempo.
Nauczyłem się również, że konsekwencja nie oznacza uporu. Trzeba umieć słuchać, poprawiać założenia i przyznać, że jakieś rozwiązanie nie działa. Jednocześnie nie można rezygnować ze standardów z powodu presji czasu lub ceny. Prowadzenie marki to równowaga pomiędzy otwartością na zmianę a wiernością temu, co od początku stanowiło jej sens.
Proszę na zakończenie powiedzieć, jak chciałby Pan, żeby wyglądał kolejny jubileusz RAGSY.
Mam nadzieję, że za pięć lat będziemy rozmawiać nie tylko o nowych produktach, ale przede wszystkim o tym, że RAGSY nadal kojarzy się z uczciwością wobec klienta, wysoką jakością i odwagą, by robić rzeczy po swojemu. Chcemy się rozwijać i odpowiadać na nowe potrzeby, ale skala nie może przesłonić powodów, dla których zaczęliśmy.
Chciałbym, aby za kolejne pięć lat RAGSY było marką większą, ale równie uważną. Taką, która nadal potrafi wstrzymać premierę z powodu niedopracowanego detalu i cieszy się, gdy ktoś korzysta z naszego produktu każdego dnia. Bo właśnie od tego wszystko się zaczęło i to chciałbym zachować, mimo zmian na rynku.
Rozmawiała Małgorzata Malinowska-Krawczyk
Jarosław Głódkowski
Współzałożyciel marki RAGSY. Absolwent kierunku związanego z zarządzaniem i marketingiem oraz psychologii na Uniwersytecie SWPS. Od lat rozwija produkty, sprzedaż B2B i relacje z agencjami reklamowymi. Jest także psychoterapeutą; pracuje w szpitalu jako psycholog kliniczny i prowadzi prywatną praktykę psychoterapeutyczną. W biznesie stawia na jakość i partnerskie relacje, a jego zainteresowania obejmują psychologię i psychoterapię.
Artykuł ukazał się w ostatnim numerze OOH magazine. Do wglądu online TUTAJ.
Z ofertą firmy RAGSY będzie można zapoznać się 16 i 17 września podczas Międzynarodowych Targów Reklamy i Druku Festiwal Marketingu, odwiedzając stoisko G6.
Trwa bezpłatna rejestracja na targi–> KLIKNIJ.