Aktualności Przygoda z reklamą, która trwa do dziś

Przygoda z reklamą, która trwa do dziś

0

O największych wyzwaniach w czasie dwudziestu lat istnienia firmy, odpowiedzialnym prowadzeniu biznesu i rozwijaniu biura na rynku chińskim mówi Mariusz Szandecki, współwłaściciel firmy Sandex Bis.

To już 20 lat działalności na rynku. Jak wyglądały początki firmy Sandex Bis?
Sandex Bis działalność zaczynał od hurtowej sprzedaży artykułów pościelowych i ręczników. Wszystko zmieniło się, gdy klient nabywający u nas od wielu lat ręczniki, zapytał się o możliwość wykonania na nich haftu z logo klienta. Choć nie mieliśmy w tym aspekcie żadnego doświadczenia, jako zespół odważnych ludzi podjęliśmy się nowego wyzwania i wykonaliśmy pierwsze zlecenie ręczników z haftem. Tak zaczęła się nasza przygoda z reklamą, która trwa do dziś.

Jak zmieniał się marketing i podejście do promocji w Polsce na przestrzeni tych 20 lat?
Patrząc wstecz na ostanie dwadzieścia lat, niewątpliwie możemy powiedzieć, że jesteśmy świadkami prawdziwej zmiany pokoleniowej. Na przestrzeni ostatnich dwóch dekad stosunek polskich konsumentów do komunikacji marketingowej zmieniał się znacząco, a zmiany te możemy podzielić na trzy główne etapy.

W pierwszej fazie mogliśmy obserwować prawdziwe „zachłyśnięcie” się reklamą. Po czasach niedoboru, gdy reklama i artykuły promocyjne były jednym z tych niedostępnych w czasach PRL-u dóbr, marketing zaczął się rozwijać w szalonym tempie. Choć wymagania co do poziomu, formy promocji czy jakości gadżetów były niewielkie, to przynosiły wielkie efekty. To była nowość, która działała.

Drugi etap pojawił się, kiedy to już dostępność dóbr była na tyle szeroka, że zaczęła powszednieć, a wszechogarniający marketing i akcje promocyjne zaczęły drażnić. Jako konsumenci weszliśmy w fazę krytyki i prób ignorowania reklamy w każdej jej formie, w tym gadżetów reklamowych.

Trzeci etap jest związany właśnie bardzo silnie ze wspomnianą zmianą pokoleniową. W dorosłość wchodzą pokolenia, które wyrosły z reklamą, nie jest ona dla nich niczym nowym, od urodzenia były wręcz „zasypywane” komunikacją marketingową. Już nie tyle, że reklama ich irytuje – oni jej po prostu „nie widzą”. Trzeba kreować nowy przekaz, ciekawy, innowacyjny, wyjątkowy. Pamiętać, że to pokolenie digitalne i pokolenie mobile, o zupełnie nowych nawykach i oczekiwaniach.

Polityka etyczna firmy to rzecz, do której przykładacie bardzo dużą wagę. Czy może Pan przybliżyć jej główne idee?
Szanowanie prywatności klienta, unikanie ewentualnych konfliktów interesów i uczciwa konkurencja oraz rzetelność to jedne z główny wartości, które wyznajemy i wedle których działa firma Sandex Bix. Promuje zrównoważony rozwój, dążąc do równowagi między ekonomią, etyką i ekologią. W działalności biznesowej kierujemy się wysokimi standardami etycznymi, budując partnerskie relacje z klientami, pracownikami, dostawcami oraz z otoczeniem – a w szczególności z administracją samorządową, mediami oraz organizacjami pożytku publicznego. To co jest dla nas niezmiennie ważne to także etos uczciwej i solidnej pracy. Wspieranie rozwoju pracowników oraz zapewnianie im bezpiecznych i godnych warunków pracy jest jednym z naszych kluczowych celów.

Sandex Bis to firma reklamowa docierająca z ofertą do klientów końcowych. SDX towels powiązana z Sandexem kieruje ofertę wyłącznie dla agencji. Jak dbacie o transparentność działań obu firm?
Rozdzielanie tych dwóch działalności jest dla nas naturalne, właściciele Sandex Bis są jedynie udziałowcami w firmie SDX, a ich udział ogranicza się tylko i wyłącznie do supportu w kreowaniu marki oraz przekazaniu know-how. Zarządzanie firmą SDX należy do Pana Pawła Barańskiego, który z produkcją ręczników jest związany od ponad dziesięciu lat. SDX towels stanowi więc odrębny podmiot, który powstał w wyniku zapotrzebowania rynku na ofertę skierowaną tylko do agencji reklamowych, co sprawia, że nie występuje tu konflikt interesów.

Rozwijacie markę Bee2. Jaka jest jej idea tej marki? Do kogo chcecie dotrzeć?
Mając roczne doświadczenie we współpracy z agencjami, podjęliśmy decyzję o stworzeniu nowej marki – BEE2 z produktami, które wykonujemy we własnym zakresie. BEE2 jest marką skierowaną do agencji reklamowych, aby mogły zamawiać nieduże nakłady mocno spersonalizowane tj. fasony, kolory nie występujące zazwyczaj w katalogach, znakowanie i inne elementy składowe, które utworzą niepowtarzalny gadżet. Idea jaka nam przyświeca, to stworzenie oferty stanowiącej uzupełnienie do standardowej propozycji katalogowej na polskim rynku. Chcemy w dużej mierze postawić na jakość produktu w przestępnej cenie i wypełnić niszę rynkową.

Jednym z kamieni milowych w działalności firmy był rok 1999, gdy dla Era GSM (dzisiejszy T-Mobile) w 2 miesiące wyprodukowaliście 200 tys. plecaków. Proszę przybliżyć to zlecenie i jakie pociągnęło za sobą konsekwencje.
Z Erą GSM współpracowaliśmy już od jakiegoś roku, realizując dla nich mniejsze zlecenia. To było jednak wyjątkowe, ze względu na naglący czas realizacji produkcja została przeprowadzona całkowicie w Polsce, w naszej szwalni. Był to dla naszego zespołu czas ciężkiej pracy, wielu nieprzespanych nocy i ogromnego stresu. Tym większa była radość z realizacji na czas, choć był on bardzo ograniczony. Zlecenie to dało nam możliwości rozwoju firmy, ale miało też inne długofalowe efekty, gdyż była to dla nas cenna lekcja tego, jak poprowadzić tak duże i wymagające zlecenie.

W 2010 roku otwieracie biuro w Szanghaju. Co to oznaczało dla firmy? Jak prowadzi się interesy na tym rynku? Jakie są największe wyzwania?
Rynek chiński jest specyficzny i diametralnie różni się od tego, co znaliśmy dotychczas, czyli współpracy na rynku europejskim. Przede wszystkim, zanim rozpoczęliśmy działalność na tym rynku, odbyliśmy wiele rozmów, wyjazdów, wizyt w fabrykach, które pozwoliły nam zapoznać się ze specyfiką, strukturą i sposobem działania w tym kraju. Najpierw wykonywaliśmy „małe” zamówienia, na tzw. „próbę”. Potem, przy większych, i tak jest do dzisiaj, zawsze wykonujemy kontrolę produkcji, która polega po prostu na fizycznym pojawieniu się w fabryce i sprawdzeniu, zazwyczaj na finalnym etapie produkcji, jakości produktu. Wszystkie te etapy były niezbędne i kluczowe, bo nasza obecność na tym rynku, oznaczała dla nas stabilizację przy zleceniach chińskich i pełną kontrolę nad nimi. Nie jest to łatwy rynek i wymaga dużej uwagi i systematyczności w działaniu oraz cierpliwości w kontaktach międzyludzkich. Mieliśmy dużo szczęścia, gdyż nasi wspólnicy chińscy są solidnymi i profesjonalnymi osobami.

Dwa lata później wygrywacie przetarg na obsługę Kompanii Piwowarskiej w ramach Euro 2012. Jak wyglądała ta współpraca?
Wcześniejsze realizacje dla „dużych graczy”, jak wspominane zlecenie dla Ery GSM, sprawiło, że byliśmy doświadczeni w realizacji dużych zamówień, dzięki czemu współpraca z Kompanią w ramach Euro 2012 przebiegała bardzo sprawnie. Wiedzieliśmy na co położyć nacisk, jak i gdzie rozłożyć siły produkcyjne, jak pracować, by mieć nad wszystkim stałą kontrolę i bieżąco monitorować spływający do Polski towary i zamówienia. Dzięki dobrej organizacji wszystko udało się wykonać na czas i przeprowadzić sprawnie całą akcję promocyjną EURO 2012. Wyprodukowaliśmy flagi dla kibiców (ich ilość liczona była w milionach sztuk), tekstylne nosidełka na piwo, otwieracze do butelek i poduszki na krzesła. Nad samymi flagami pracowało jednocześnie pięć fabryk w Chinach, torby szyły trzy fabryki. Produkcja rozpoczęła się w styczniu, a z początkiem maja, klient otrzymał już całość zlecenia. Całość nie zajęła więcej niż pół roku, w tym czasie odwiedziłem Chiny osiem razy, kontrolując postępy pracy i jakość produktów. W ostatnim tygodniu przed oddaniem zamówienia właściwie w ogóle nie spaliśmy. Ale opłaciło się. Kompania Piwowarska była zadowolona, do dziś kontynuuje z nami współpracę.

Jesteście jedyną agencją z Polski i ósmą firmą z kraju, która dołączyła do prestiżowego stowarzyszenia BSCI. Jak to się stało? Na czym polega współpraca z tą organizacją?
Jak wspominaliśmy, ważne jest dla nas dobro ludzi i chcieliśmy, aby ich praca odbywała się w godziwych warunkach, bez udziału dzieci oraz z przestrzeganiem wszelkich norm bezpieczeństwa. Obserwowaliśmy naszych partnerów z zagranicy, którzy należą do tego typu organizacji i wybraliśmy instytucję, której prestiż i autorytet spełniał kryteria nawet najbardziej wymagających klientów – stowarzyszenie BSCI. Sama weryfikacja, by dostać się do tej organizacji trwała prawie rok i jesteśmy obecnie jedyną polską agencją w BSCI. Stowarzyszenie nakłada na nas szereg obowiązków takich jak audyty czy raporty. Co zyskujemy? Mamy okazję uczestniczyć w różnorodnych szkoleniach: z zakresu jakości, jakości produktów, ich bezpieczeństwa, norm czy bezpieczeństwa pracy. Dodatkowo, mamy dostęp do bazy dostawców, którzy przeszli audyt BSCI, dzięki czemu współpracujemy z wiarygodnymi partnerami. Obecność w BSCI daje nam przy tym, dużo satysfakcji oraz pewność, że w Chinach pracownicy mają te same standardy pracy i prawa pracy, które obowiązują w Europie.

Podobnie jest z narzędziem SEDEX (z ang. The Supplier Ethical Data Exchange, w wolnym tłumaczeniu jest to: Platforma wymiany danych dotyczących etyki biznesu). SEDEX określa poziom Społecznej Odpowiedzialności Biznesu danego podmiotu i jego zaangażowanie w etyczne prowadzenie firmy. Niektórzy czołowi klienci końcowy nie rozpoczynają nawet rozmów z agencjami, które nie należą do SEDEX, dlatego bycie ich częścią również jest dla nas niezwykle istotne.

Jak podsumowałby Pan bieżącą kondycję polskiego rynku gadżetowego?
Obserwujemy od dłuższego czasu, iż polski rynek nasycił się w różnego rodzaju gadżetami i coraz trudniej zaskoczyć klienta. Wciąż widzimy nacisk na tani masowy gadżet. Moim zdaniem dzisiejszy klient jest bardziej wymagający i oczekuje czegoś innego, gadżetu który będzie bardziej funkcjonalny, bardziej przydatny, jednocześnie designerski i ciekawy. Przed nami dużo do zrobienia.

Rozmawiała Katarzyna Lipska-Konieczko

Artykuł ukazał się OOH magazine nr 1/2017. Pobierz wersję online TUTAJ.