Event MIX Te mury oddają dobrą energię | Emilian Kamiński, Teatr Kamienica

Te mury oddają dobrą energię | Emilian Kamiński, Teatr Kamienica

94
0
Te mury oddają dobrą energię

Gdy w zalanych piwnicach przedwojennej kamienicy budował swój teatr, nikt oprócz niego nie wierzył w powodzenie tego projektu. W tym sezonie, Teatr Kamienica świętuje jubileusz 10-lecia, z Dyrektorem Naczelnym i Artystycznym Emilianem Kamińskim rozmawiamy o bezustannym doskonaleniu dzieła jego życia.

Zamknięcie Stadionu Dziesięciolecia, rozwój Facebooka w Polsce – przez te dziesięć lat wiele się wokół nas zmieniło. Co zmieniło się w Kamienicy?
Bardzo wiele. Zmieniłem się przede wszystkim ja sam. Dekadę temu nie miałem doświadczenia w prowadzeniu biznesu. Czerpałem z nauk Janusza Warmińskiego, Gustawa Holoubka, Jana Englerta – ludzi, którzy wcześniej niż ja prowadzili teatry. To jednak okazało się być za mało. Te 10 lat spowodowało, że nabrałem doświadczenia. Na własnej skórze przekonałem się jak trudne i wymagające jest stanie na czele instytucji kultury.

W jakimś stopniu porównywalne do występów przed publicznością?
Raczej do… sterowania łodzią. Otaczająca nas rzeczywistość sprawia, że musimy różnie reagować na mnóstwo zewnętrznych czynników. Żeglujemy z wiatrem, a czasem pod wiatr. Niekiedy sytuacja wymusza na nas dryfowanie, a czasem nawet musimy stawać na kotwicy, by za chwilę znów płynąć pod prąd.

U progu 10-lecia pewnie macie wiatr w żaglach…
I to jaki! Tym potężnym wiatrem są przede wszystkim pracownicy teatru. Mamy to szczęście, że w teatrze pracują ludzie z pasją i sercem do tego, co robią. To najwyższa wartość każdej firmy, instytucji czy biznesu. Tylko z takimi osobami na pokładzie możemy w sposób przemyślany i odpowiedzialny służyć ludziom
– a taka od początku była misja Kamienicy.

Misja od 10 lat ta sama. Coś jeszcze pozostało niezmienne?
Mury. One są niezwykle gościnne, a nawet powiedziałbym, że coraz bardziej gościnne. Tu się zarówno świetnie pracuje, jak i odpoczywa. W nich jest coś niezwykłego – one oddają dobrą energię. Spędzam tu bardzo dużo czasu, często sam, i choć to może dziwnie zabrzmieć, to te cegły mi bardzo dużo mówią…

A goście mówią o wyjątkowej energii i atmosferze tego miejsca.
Tak jest. Sama historia Kamienicy jest bardzo bogata – to miejsce ma ponad 120 lat. Te mury wiele widziały – Powstanie w getcie i Powstanie Warszawskie, Irena Sendlerowa przerzucała tu dzieci, był tu szpital Armii Krajowej. My tę historię szanujemy, kłaniamy się jej i być może właśnie to do nas wraca.

Skąd pomysł na teatr właśnie tutaj?
Szukałem miejsca z energią. Przyznaje, że gdy w 2002 roku stanąłem tutaj po raz pierwszy – pamiętam dokładnie, że było to 4 sierpnia, po prostu to poczułem. Wszedłem w piwnice zalane wodą i… widziałem swój teatr. Tej samej nocy, w moim ogrodzie w Józefowie zacząłem rysować plany.

Wracając do tych murów, a raczej tego co się za nimi kryje, czy ten teatr ma swojego dobrego ducha?
To genius loci. Gdy przyszedłem tu po raz pierwszy rozpoznałem go od razu. Budując ten teatr, przystosowując i aranżując te przestrzenie myślałem cały czas o tym, żeby go nie stracić. Chyba się udało, bo o tej niezwykłej energii wspominają często nasi goście.

A oni są miarą sukcesu Kamienicy?
Miarą sukcesu jest bez wątpienia ich sympatia. Ten teatr jest po to by ludzie się tu dobrze czuli, by o nim dobrze myśleli i tu wracali. Jakiś czas temu, po spektaklu „ZUS, czyli Zalotny uśmiech Słonia” podeszła do mnie kobieta mówiąc: „Panie dyrektorze mam żal, przychodzę z reklamacją”. Byłem zaskoczony. „Oboje z mężem bardzo dużo pracujemy, jesteśmy zmęczeni, a nasze dzieci zaprosiły nas do teatru, co nie spotkało się z naszym aplazuem” – mówiła kobieta. „Niechętnie przyszliśmy tu dzisiaj, ale po tej sztuce zmieniło się nasze podejście do świata. Nam po prostu zachciało się żyć!” – dodała. Takie rzeczy nas budują i budują Kamienicę.

Spotkania ze sztuką potrafią wiele…
Oj tak, potrafią nawet pogodzić skłócone małżeństwo (śmiech). Bardzo często spotykam się z takimi sytuacjami po spektaklu „W obronie jaskiniowca”. Słyszałem, że niektórzy polecają go już nawet jako terapię małżeńską. Ba! Kiedyś występowałem z tą sztuką w Jarocinie, zupełnie nie wiedząc, że jadę na zaproszenie księdza, ze spektaklem w charakterze nauk przedmałżeńskich dla 150 par narzeczeńskich. Zdziwienie moje było ogromne, ale tak właśnie wyobrażam sobie działanie prawdziwego teatru.

Każda sztuka może w ten sposób oddziaływać na publiczność?
To zależy od wielu czynników. Przyznaję, że nad każdym ze spektakli bardzo ciężko pracuję. Jedna sztuka to zwykle kilkadziesiąt wersji scenariusza. Nie potrafię jednak inaczej. Każdy spektakl staram się dopracować do perfekcji. Zdarza się, że sam piszę autorski tekst, muzykę, pracuję przy scenografii, reżyseruję, no i gram.

Wiele Pan od siebie wymaga…
Od siebie i od innych. Staram się otaczać ludźmi, którzy również od siebie wiele wymagają i chcą się tym dzielić – to domena Kamienicy. Do pracy w teatrze trzeba mieć pasję i serce. Zatrudniamy naprawdę świetnych specjalistów. Wśród naszych pracowników są absolwenci najlepszych polskich szkół, ludzie znający języki, wielokrotnie nagradzani w swoich dziedzinach, w konkursach branżowych.

Duża część z nich to kobiety – co widać na okładce.
Można powiedzieć, że Kamienica jest kobietą! Faktycznie w ostatnim czasie coraz więcej u nas kobiet, ale cóż się dziwić – one doskonale radzą sobie w biznesie. Dobrym przykładem są właśnie: Monika – nasza Dyrektor Zarządzająca, Patrycja – Manager PR i Marketingu i Kasia – Event Manager – to kobiety wielozadaniowe i przedsiębiorcze, a do tego bardzo ambitne.

Kamienica jest kobietą – silna, ale z wrażliwą duszą. Działalność charytatywna to przecież Wasz znak rozpoznawczy.
Jak mówi nasze hasło Kamienica to „więcej niż teatr”. Dwa razy do roku, na święta organizujemy u nas spotkania z bezdomnymi, wspieramy wiele inicjatyw pomagających dzieciom chorym i ubogim. Dzielimy się tym, co mamy – nawet naszymi murami dzielimy się z teatrem osób niepełnosprawnych. To dla mnie bardzo ważne.

Teatr Kamienica to również znaczący punkt na mapie eventowej Warszawy.
Eventy to istotna część naszej działalności. Od początku istnienia teatru wiedziałem, że tą przestrzeń trzeba jak najlepiej wykorzystać. Po pierwsze, miałem świadomość, że teatr będzie musiał się utrzymywać z czegoś jeszcze niż tylko ze spektakli – stały, miesięczny koszt utrzymania Kamienicy to 270 tys. zł. Po drugie każdy, kto tu był wie, że to wyjątkowe miejsce, które warto zobaczyć, poczuć. Eventy są do tego doskonałą okazją, tym bardziej, że płynące z tego korzyści są obustronne. Kamienica to nasz dom, a my lubimy jak ten dom żyje, z drugiej strony bardzo dbamy o swoich gości, a oni zwykle wychodzą stąd po prostu szczęśliwi.

Tak jak po dobrej sztuce.
U nas spektakle bardzo często są częścią eventów. Sam event to też swojego rodzaju sztuka. Tu również kluczową rolę odgrywa dobra, precyzyjna reżyseria. Tak jak w sztuce nie wolno dopuścić do tego, by wkradła się nuda, by były jakieś przestoje, niedociągnięcia, które może wychwycić wprawne oko gościa czy widza.

Najważniejsze przygotowanie…
I to na każdą ewentualność. To praca na żywym organizmie, więc wiele się może zdarzyć, ale wierzę, że często można przewidzieć różne, nawet najbardziej zaskakujące scenariusze.
Że tłum głodnych gości czeka, a danie główne się spaliło!
Jeśli kucharz zakochany to może być różnie, choć z wielką ulgą powiem, że nasi kucharze tą miłość przelewają na talerze. I całe szczęście, bo kuchnie mamy obłędną! Nasi szefowie kuchni zdobywali doświadczenie we Francji, Belgii czy Waszyngtonie. Gotowali dla Baracka Obamy i głów państwa w Polsce.

Skąd w ogóle pomysł na kuchnię w teatrze?
To rozwiązanie podpatrzyłem w Londynie, gdy znajoma po spektaklu zaprosiła mnie do bardzo eleganckiej, teatralnej restauracji. Ten klimat wyjątkowo mi się spodobał. Nie ukrywam też, że pracując w różnych teatrach, po skończonym spektaklu wychodziłem razem z widzami i za każdym razem słyszałem magiczne pytanie „To gdzie idziemy?”. Tu nie trzeba wiele tłumaczyć, i co najważniejsze – nie trzeba nigdzie iść – trzeba zostać (śmiech).

Czego życzyć Kamienicy?
Chciałbym, żeby teatr się rozwijał i żeby pracowali tu ludzie, którzy mają do tego zapał. Żeby widzowie u nas się zawsze dobrze czuli, bo ten teatr i my jesteśmy dla nich.
Rozmawiał Andrzej Kuczera

Teatr Kamienica to prywatny teatr dramatyczny, założony i prowadzony przez aktorską parę – Emiliana Kamińskiego oraz Justynę Sieńczyłło. Teatr powstał w 2009 roku, w zbudowanej w stylu secesyjnym kamienicy, która ocalała w czasie II wojny światowej. W repertuarze teatru znajdują się spektakle dla dorosłych, młodzieży i dzieci. Na trzech scenach Kamienicy można zobaczyć całą plejadę gwiazd, takich jak: Katarzyna Pakosińska, Beata Ścibakówna, Daria Widawska, Rafał Królikowski, Sambor Czarnota, Olaf Lubaszenko, Piotr Polk i wielu innych. Teatr jest nie tylko bijącym sercem na mapie kulturalnej Warszawy, lecz również przestrzenią dla klimatycznych eventów. Przedwojenna cegła, ponad 100-letnie kafelki Villeroy & Boch, a do tego ultranowoczesne zaplecze techniczne i niepowtarzalna atmosfera – to solidna podstawa do produkcji różnego typu wydarzeń. Bogaty wachlarz możliwości artystycznych i eventowych sprawia, że na deskach kultury z powodzeniem organizowane są różnorodne wydarzenia – od spotkań biznesowych, konferencji, po pokazy mody, premiery samochodów czy nawet wybory miss. Ofertę uzupełnia działająca przy teatrze restauracja Nasza Warszawa, która z sukcesami dba o podniebienia gości teatralnych i eventowych. Siedziba Teatru Kamienica mieści się w Warszawie przy Alei Solidarności 93.

Wywiad ukazał się w ostatnim numerze OOH event!, pobierz bezpłatnie TUTAJ.