Event MIX Zaczarowany ołówek to tylko bajka | Grzegorz Kieniksman

Zaczarowany ołówek to tylko bajka | Grzegorz Kieniksman

0

Czy pamiętacie ten fantastyczny serial animowany „Zaczarowany ołówek”? Kto pamięta, kojarzy te miłe emocje, jakie wyzwalała w nas omnipotencja głównego bohatera. Kilkoma pociągnięciami magicznego pisaka wyczarowywał każdą rzecz, która była w danej chwili potrzebna.

Mam często wrażenie, że klienci w podobny sposób postrzegają możliwości agencji, którym powierzają swoje realizacje. Chcą widzieć w nich tego miłego, uczynnego chłopca, który jest w stanie zrobić WSZYSTKO w imię budowania dobrej relacji na linii klient-agencja. Wyczaruje, wyciągnie z podziemi, z Narnii, z niebytu, abrakadabra, deus ex machina itp., itd.

Wiele razy spotykamy się z klientami, którzy w wąskich budżetach stawiają na POMYSŁOWOŚĆ i KREATYWNOŚĆ agencji. Jest to fascynujące, gdyż osoby te doskonale orientują się w wartości rynkowej towarów i usług. Wiedzą, że wartość telefonu, komputera, wynajmu powierzchni czy cateringu to twarda stawka. Inaczej myślą o usługach firm eventowych. Te koszty jawią im się jak elastyczna masa, którą można rozciągać do woli.

Zatem zdarzają się klienci, którzy prezentują wysokie oczekiwania i niedostosowane do tych założeń budżety, dodając z uśmiechem komentarz typu: „No właśnie dlatego z wami współpracujemy, bo wy możecie zrobić wszystko”, albo: „Jak znajdziecie dobry pomysł, to na pewno zmieścicie się w tych pieniądzach”.

Zdajemy sobie sprawę, że wszyscy, także nasi klienci, mają swoje lepsze i gorsze momenty. Czasem mogą tworzyć na bogato i realizować eventy w wyszukanych lokalizacjach, z zaskakującymi wydarzeniami. Bywają też gorsze momenty, kiedy top tematem na każdym szczeblu są oszczędności. Kiedy przycina się budżety, redukuje stanowiska, wstrzymuje inwestycje. Ograniczenie kosztów zawsze ma swoje konsekwencje. Firmom nie jest łatwo odkrywać się ze spadkiem koniunktury. Często nie chcą, by pracownicy, klienci czy kontrahenci widzieli, że jest jakoś mniej i skromniej. Dlatego dostrzega się pokusę robienia tak samo „wypasionych” wydarzeń za mniejsze pieniądze.

Pojawiają się różne pomysły. Na przykład negocjacje z własną, sprawdzoną agencją, by zaniżony budżet nadrobić jej genialnym pomysłem. Oczekiwany jest tu pomysł w stylu „tanio i pięknie”. A to nie jest możliwe. Jakość zawsze kosztuje. Wiedzą o tym licealiści, którzy mając w kieszeni 50 złotych zabierają najpiękniejszą w klasie do McDonald’s, a nie do Stixxa. Czasem zdarza się, że firma postanawia dać szansę niesprawdzonym agencjom. Nieraz widziałem, jak przetargi wygrywały agencje dostosowujące się do nierealnych budżetów. Zdarzało się, że klienci wracali do nas przed podpisaniem umowy i wyznawali, że gdy doszło do omawiania szczegółów oferta konkurencji okazywała się nie do przyjęcia. Przekonywali się, że za ceną kiełbasy kryje się kiełbasa, a nie karkówka, a w cenie małej gwiazdy można mieć małą gwiazdę, a nie wielką.

Spotykaliśmy się też z pomysłami, by w dużych realizacjach eventowych oszczędzać na pracownikach technicznych, zastępując ich pracę wolontariatem pracowniczym. Ta oszczędność też miała krótkie nogi, bo wolontariusze, nawet entuzjastycznie nastawieni do wydarzenia i kochający swoją firmę, nigdy nie zastąpią doświadczonych, szybkich, znających swoją pracę wykonawców technicznych.

Każda agencja eventowa zna takie powroty synów marnotrawnych. Firmy, które dały się uwieść zapewnieniami, że można dużo, pięknie i z rozmachem po taniości zrobić. Kto przeszedł przez tę gorzką przygodę wie, że jest to niemożliwe, i że odkrywanie tej niemożliwości jest bardzo bolesne. Tak jak istnieje kampania społeczna ostrzegająca starsze osoby przed wyłudzaczami oferującymi garnki kuchenne za tysiące, tak mogłaby zaistnieć branżowa kampania ostrzegająca przed zapewnieniami, że można wspaniale i tanio. No nie można…

Czasem widzimy te nieprawdopodobne zapytania przetargowe, których realizacja jest nierealna. Trudno ocenić, czy są one wyrazem naiwności, nieufności, czy nieznajomości rynku. Nie starujemy w takich przetargach. Nie zawsze też jesteśmy w stanie pomóc tym firmom, które na zasadach last minute proszą nas o ratunek. Można to porównać do sytuacji, gdy ktoś godzi się na okazyjną operację plastyczną, a potem przychodzi do sprawdzonego lekarza, by doprowadził zniszczoną przez nieprofesjonalne praktyki twarz do wyglądu przed nadchodzącym ważnym wieczorem. Nie wszystko można zrobić szybko i w trybie pogotowia. Wybierając okazje i tanie rozwiązania zawsze podejmuje się ryzyko. Bo dobre rzeczy mają swoją cenę.

Jakościowa czekolada jest droga, bo prawdziwe kakao jest drogie. Wspaniały event kosztuje, bo każdy z jego składników musi mieć jakość kakao.

A zaczarowany ołówek istnieje tylko w bajce.