Marketing MIX JERONIMO WAY, Maniek z nanomax-em u Lewego

JERONIMO WAY, Maniek z nanomax-em u Lewego

196
0

Pisaliśmy, że 4 lipca 2021 roku Maniek wyszedł w pieszą podróż z Sosnowca do Lizbony, a po drodze ma zamiar pomagać ludziom w ich walce z nałogami oraz odwiedzać gwiazdy futbolu.

Pomysł wydawał się fajny, a ludzie, którzy go nam przedstawili byli tak pozytywnie naładowani, że po prostu nie próbowaliśmy nawet odmówić im publikacji. Tyle, że mówiąc szczerze mało kto wierzył, że to wszystko może się udać w takim scenariuszu, jak nam go przedstawiono. Gdzie tam Sosnowiec, a gdzie Lizbona? Jak przejść z buta 3200 km? A już jak przekonać „Piszcza” czy „Lewego” aby zapozowali do zdjęć z Mańkiem w naturalnych, szczerych uśmiechach – to było po prostu science-fiction…

Jak opowiada Krzysztof Szymanowski (dynamic group) – Minęło parę dni, a tu BUM! Pierwszy ETAP misji zakończony spotkaniem z Łukaszem Piszczkiem w jego rodzinnych Goczałkowicach. Uśmiechy u obu Panów od ucha do ucha. O co tu więc chodzi do licha, co oni tam mają w zanadrzu? No dobra, był to fart. Potem było nudno, bardzo nudno. Szedł, szedł, wiało, lało i znowu lało – w sumie za dużo lało jak na tą porę roku. Pewnej nocy przestało jednak być nudno i stało się bardzo groźnie – a gdyby nie pewna gospodyni w Niemczech, która zaprosiła Mańka do domu – mógł być dramat i koniec imprezy, bo auta zwiewało wprost do rowów. Przesiedział więc Maniek u Pani Heidi kilka godzin, zaśpiewał jej piosenkę i jak ucichło poszedł dalej w kierunku Monachium. Kiedy kilka dni temu stanął pod Allianz Arena (stadion Bayernu Monachium) gdzie gra uwielbiany przez niego Robert Lewandowski – wszyscy mówili – „no i teraz to już po ptokach”, „niemożliwe, aby Wam się udało”.

W centrali nanomaxa było bardzo nerwowo, bo jak wyznał dzisiaj Krzysztof Szymanowski (odpowiedzialny za powodzenie misji JERONIMO) – Nasze kontakty z otoczenia Pana Roberta wymiękały jeden po drugim. Nie pomagały hektolitry nanomaxa, które centrala w Chrzanowie wysyłała codziennie we wskazane przeze mnie adresy. W poniedziałek 16 sierpnia wieczorem zadzwoniłem do Mańka i mówię mu: – Stary jadę do Ciebie i będę za 16 godzin, bo jesteśmy póki co sami… Ale Maniek spokojnie mi odpowiedział: – Ale ja też jestem drużyną i mam swoje sposoby, czasem lepsze niż te z centrali. Nie ma mowy, nie przyjeżdżaj, spotkam się z nim, albo zamieszkam pod stadionem tak długo, jak będzie trzeba. Jak się okazało we wtorek Maniek wykrzyczał spośród tłumu kibiców kilka zdań do Lewego, a ten odwrócił się i z uśmiechem mu odpowiedział „nie środa – czwartek” co z resztą zostało utrwalone na filmie Mańka…

W czwartek 19 sierpnia 2021 Maniek zrealizował swoje wielkie marzenie. Spotkał się sam na sam z Robertem Lewandowskim przy bocznym wyjeździe ze stadionu. A więc szczęście sprzyja ekipie nanomaxa dalej, gdyż z boku nie było prawie wcale ludzi, a przed głównym wyjazdem istna chmara. Pan Robert zatrzymał swojego Bentleya widząc machającego do niego Mariusza, spytał się jak leci i bardzo się zdziwił, gdy usłyszał że Maniek przyszedł do niego na piechotę prawie 900km. Porozmawiali chwilę – uwidocznione na zdjęciu miłe zdziwienie Lewego też mówi samo za siebie. Można by o tym wiele napisać, ale najlepiej ujął to sam Maniek w liście do Roberta, który wysłał mu tuż po spotkaniu. Został on także opublikowany na Facebooku.

Oto ten list:

Panie Robercie, trochę było dziś mało czasu żeby powiedzieć to wszystko i trochę mi języka w gębie zabrakło, więc napiszę tutaj. Nazywam się Mariusz ‘Maniek’ Musialski. Jestem wielkim fanem futbolu, muzykiem, podróżnikiem oraz zdrowiejącym uzależnionym (alkohol, narkotyki, leki). Swego czasu miałem całkiem udane życie, sporą karierę w „szołbiznesie” – ale straciłem wszystko poza samym życiem właśnie.

Dziś idę pieszo z rodzinnego Sosnowca do Lizbony, celebrując w ten sposób 3 rocznicę wyjścia z koszmaru uzależnienia i wyrażając swoją wdzięczność za szansę nowego życia. Jestem w drodze od 4 lipca, a po przejściu ponad 850 km dotarłem do Monachium po to, aby osobiście pogratulować Panu wygrania Ligii Mistrzów i pobicia rekordu Gerda Mullera. Pragnę też Panu podziękować za radość, emocje i siłę, które czerpałem z oglądania meczów kadry i Bayernu w najgorszych i najtrudniejszych latach swojego życia. To co Pan dawał mi przez te lata, wykracza daleko poza ramy sportowe. Między 2014 a 2018, mecze kadry były jedynymi chwilami, gdy odczuwałem jeszcze jakiekolwiek emocje lub uczucia, łapiąc tym chwilowym szczęściem jakiś malutki skrawek nadziei. Nie wyobraża Pan sobie jak bardzo Panu kibicowałem w Lidze Mistrzów, podziwiając pracowitość, konsekwencję i determinację oraz czerpiąc z tego przykład pełnymi garściami. Ja – przegrany, upadły, pozbawiony poczucia jakiejkolwiek godności, wartości, sensu i nadziei – ożywałem wówczas na ten czas meczów z Pana udziałem.

W sierpniu 2018 roku odbiłem się od dna i od tamtej pory zmieniło się wszystko. Swoją wyprawę, którą nazywam Drogą (a moi przyjaciele z nanomax JERONIMO WAY) opisuję na Facebooku, mówiąc głośno o uzależnieniu i o tym że można z niego wyjść, dając jednocześnie świadectwo i inspirację tym, którzy wciąż cierpią.

Dzisiaj gdy się spotkaliśmy chciałem tylko uścisnąć Pana dłoń i uwiecznić to na zdjęciu – i to akurat się nie udało ze względu na przepisy jakie nakłada Bayern, ale to nic. To naprawdę nic, bo jestem wdzięczny za chwilę rozmowy i piękną fotkę. Raz jeszcze z całego serca – chcę Panu pogratulować i podziękować za wspaniały gest w moja stronę !!!

Mariusz ‘Maniek’ Musialski

Mam też nadzieję, że Pan się nie obrazi za ten mem z naszymi zdjęciami i telefonami 😉, ale opublikowałem go rok temu – przed finałem Ligi Mistrzów, teraz natomiast idealnie pasuje do sytuacji, jaka w moim życiu stała się jedną z ważniejszych chwil.