Trade marketing Okładka dla artysty

Okładka dla artysty

0

Na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci powstała niezliczona ilość rozmaitych rankingów najciekawszych okładek albumów muzycznych. Wątpię bym mógł dorzucić cokolwiek ciekawego do tego tematu. Zresztą powstało tak wiele pięknych okładek, że nie wiem, czy mógłbym wybrać tych kilka bezwzględnie najlepszych. Nie znalazłem jednak zbyt wiele zestawień skupiających się na najciekawszych OPAKOWANIACH albumów. Nie chodzi tu o grafikę widniejącą na okładce, intrygujące zdjęcie, czy ciekawą ilustracją, lub obraz. Chodzi mi o potraktowanie albumu jako całości, zaciekawienie odbiorcy nie tylko muzyką, czy artworkiem, lecz czymś więcej.

Gdybym miał stworzyć ranking takich okładek to bez wątpienia w czołówce znalazłby się album południowoafrykańskiego zespołu Zinkplaat. Opiera się on na tyleż prostej, co nietypowej koncepcji. Głównym motywem albumu jest możliwość stopniowego odkrywania nie tylko muzyki na nim zawartej, lecz także samego opakowania. Przód i tył pudełka pokryte są cienką warstwą farby zdrapki. Na początku widoczne jest więc tylko logo zespołu na froncie oraz spis piosenek wraz z kodem kreskowym na tyle okładki. Jest to jednak na tyle dobrze zaprojektowane, że już na tym etapie okładka jest ciekawa i przyciąga wzrok. W komplecie znajduje się ponadto kostka do gitary z wygrawerowanym logo zespołu i nazwą albumu. Za pomocą tej kostki możemy sami w całości, lub tylko częściowo, usunąć farbę zdrapkę.

Do nas należy więc decyzja, czy dokładnie zetrzemy zdrapkę, odkrywając w ten sposób całą grafikę, czy też zetrzemy jedynie część farby, uzyskując tym samym jedyną i niepowtarzalną wersję tego albumu. Całość przemyślana jest na wielu poziomach. Sami autorzy przyznają, że chcieli otrzymać prosty i niekrzykliwy projekt, wyróżniający się na tle wszystkich tych atakujących oczy okładek. Zinkplatt zdają sobie jednak sprawę, że po jakimś czasie obcowanie ze zbyt prostą okładką może być po prostu nużące. Dzięki zdrapce mają więc wybór. Dodatkowego smaczku dodaje całości fakt, że do usunięcia farby używamy nie paznokcia, czy monety, lecz specjalnej kostki do gitary. Efekt pozostaje w pamięci na długo.

Antoni Łuchniak
projektant opakowań
www.blog.xixi-studio.pl