
Najpierw były automaty paczkowe, które zmieniły sposób odbierania przesyłek. Dziś obok nich coraz mocniej zaznaczają swoją obecność butelkomaty, wpisujące się w system kaucyjny i obowiązek zwrotu opakowań po napojach. Do tego dochodzą kolejne rozwiązania: ubraniomaty, książkomaty, biletomaty, kwiatomaty czy automaty z lokalnymi produktami. W przestrzeni miejskiej coraz częściej widać też urządzenia o zupełnie innej roli – takie, które nie wydają produktu, lecz pomagają się go pozbyć. Przykładem są Olejomaty, automaty do zbiórki zużytego oleju spożywczego. W przygotowaniu są już następne – Lekomaty, które mają ułatwić oddawanie przeterminowanych leków w gospodarstwach domowych.

Automaty paczkowe odegrały w Polsce rolę punktu zwrotnego. Pokazały, że odbiór przesyłki nie musi oznaczać czekania na kuriera ani dopasowywania się do godzin pracy punktów. Wystarczy podejść w dogodnym momencie i odebrać ją samodzielnie.
W pewnym momencie stało się jasne, że to już nie tylko kwestia logistyki. Ten model odbioru zaczął kształtować także nasze oczekiwania wobec codziennych usług. Wiele czynności naturalnie wpisało się w trasę dnia – między pracą, sklepem a domem. Usługa przestała wymagać planowania, a stała się częścią codziennego rytmu.
Dziś automaty paczkowe funkcjonują jako osobna kategoria usług kurierskich, rozwijana przez wielu operatorów. Sam model – dostępny przez całą dobę, szybki i przewidywalny – zaczął być przenoszony do kolejnych obszarów.
Książkomaty pozwalają odbierać i zwracać książki poza godzinami pracy bibliotek. Biletomaty umożliwiają szybki zakup biletu bez stania w kolejce do punktu obsługi. Ubraniomaty upraszczają oddanie rzeczy do drugiego obiegu, eliminując konieczność szukania punktu zbiórki. Kwiatomaty i automaty z lokalnymi produktami odpowiadają z kolei na potrzebę dostępności poza klasycznymi godzinami handlu.
W każdym z tych przypadków chodzi o to samo – usługa ma być dostępna wtedy, gdy użytkownik ma na nią czas. Automat nie wymaga planowania ani dostosowywania się do grafiku. Wiele decyzji podejmowanych jest spontanicznie, przy okazji codziennych aktywności.
Najbardziej widoczna zmiana dotyczy obszaru odpadów, który przez lata pozostawał problematyczny w praktyce. W większości kuchni scenariusz wygląda podobnie – po smażeniu zostaje olej, z którym trudno coś zrobić. Podobnie jest z butelkami i puszkami, które formalnie podlegają zwrotowi, ale w praktyce wszystko rozstrzyga wygoda.
Tu właśnie wchodzą butelkomaty i Olejomaty. Jedne upraszczają zwrot opakowań i odzyskanie kaucji, drugie porządkują zbiórkę zużytego oleju spożywczego. Wystarczy pobrać z urządzenia przeznaczoną do tego butelkę, zbierać w niej olej w domu, a potem oddać ją przy okazji codziennych spraw.
– Po smażeniu zwykle zostaje niewielka ilość oleju, więc wiele osób w ogóle nie zdaje sobie sprawy, że może być to cenny surowiec, który można oddać do recyklingu– mówi Małgorzata Rdest, inicjatorka projektu Olejomaty. – Właśnie te nawet małe ilości najczęściej wylewane są do kanalizacji, powodując uszkodzenia kanalizacji i zanieczyszczając środowisko. Każda kropla ma znaczenie.
To rozwiązanie wpisuje się w logikę codziennej wygody: zamiast szukać punktu zbiórki i planować dodatkowy dojazd, użytkownik oddaje olej przy okazji zakupów albo powrotu do domu. Z badania Ogólnopolskiego Panelu Badawczego Ariadna wynika, że 71 proc. Polaków wskazuje dostępność takiego urządzenia w pobliżu jako główny czynnik zachęcający do oddawania oleju do recyklingu [1].
Podobny mechanizm dotyczy wielu codziennych wyborów. Segregacja odpadów, oddawanie ubrań czy właściwe pozbywanie się resztek z kuchni to działania powszechnie uznawane za potrzebne. Problem pojawia się w momencie ich realizacji.
– W praktyce problemem rzadko jest brak wiedzy. Dużo częściej decydują przyzwyczajenia i wygoda – mówi Małgorzata Rdest. – Jeśli rozwiązanie wymaga dodatkowego wysiłku albo wyjścia poza codzienną trasę, łatwo je odłożyć na później.
Automaty wypełniają tę lukę. Upraszczają czynności, które wcześniej były odkładane, i sprawiają, że zaczynają być wykonywane regularnie.
Rozwój usług samoobsługowych jest widoczny w wielu krajach, ale w Polsce przebiega szczególnie dynamicznie. Duży wpływ ma na to rozwinięty rynek e-commerce oraz przyzwyczajenie do korzystania z automatów paczkowych, które obniżyło barierę wejścia dla kolejnych rozwiązań.
W praktyce oznacza to, że nowe urządzenia nie wymagają już tłumaczenia zasad działania. Użytkownicy intuicyjnie rozumieją, jak z nich korzystać, a to znacząco przyspiesza ich adaptację.
W podobny sposób rozwijają się rozwiązania związane z bezpiecznym pozbywaniem się przeterminowanych leków oraz materiałów pochodzących z domowej opieki czy leczenia, takich jak igły i strzykawki, zużyte opatrunki i gaziki, wstrzykiwacze insulinowe, sensory do mierzenia cukru. Takie rzeczy nie powinny trafiać do zwykłych śmieci, ale dostęp do punktów ich zbiórki bywa ograniczony i mało intuicyjny.
Lekomaty mają przenieść tę usługę bliżej użytkownika – w miejsca codziennego ruchu, gdzie oddanie takich odpadów stanie się równie proste jak odbiór paczki czy zwrot butelki.
– Chcemy, żeby bezpieczne oddawanie przeterminowanych leków było tak proste, jak inne codzienne czynności. Gdy punkt zbiórki znajduje się tam, gdzie i tak bywamy na co dzień, właściwe zachowanie ma szansę stać się nawykiem, a nie wyjątkiem – mówi Małgorzata Rdest, inicjatorka projektu.
Rozwój automatów pokazuje, że kluczowa zmiana dotyczy dostępności. W wielu przypadkach rozwiązania istniały już wcześniej, ale pozostawały poza zasięgiem codziennych nawyków. Automat staje się elementem infrastruktury, który skraca dystans między wiedzą a działaniem. Dzięki temu czynności dotąd odkładane zaczynają być wykonywane odruchowo, bez dodatkowego wysiłku.
Widać to szczególnie w miejscach, gdzie automaty już się pojawiły – szybko przestają być zauważalne jako nowość i zaczynają funkcjonować jak oczywisty element otoczenia. Tam, gdzie coś można zrobić szybciej i bez wysiłku, automat prędzej czy później się pojawia. I właśnie dlatego tych urządzeń będzie coraz więcej.
Więcej newsów z branży TUTAJ.