Polskie firmy zyskały dodatkowy czas na pożegnanie z greenwashingiem. Senat zatwierdził nowelizację przepisów uderzających w nieuczciwy ekomarketing bez wprowadzania żadnych poprawek. Choć unijne restrykcje miały obowiązywać już tej jesieni, parlament zdecydował o przesunięciu ich wdrożenia na 27 września 2027 roku. Dla marketerów i producentów to kluczowy bufor czasowy, który pozwala na zaktualizowanie kampanii i dotychczasowych działań.
Dla agencji marketingowych, copywriterów oraz działów PR nowelizacja oznacza koniec ery intuicyjnego, emocjonalnego marketingu środowiskowego. Każde słowo i grafika będą musiały przejść przez rygorystyczny audyt prawny. Słowa takie jak eko, bio, green, ekologiczny, zrównoważony znikną z haseł reklamowych, jeśli nie stoi za nimi niezależna certyfikacja (np. EU Ecolabel).
Ale greenwashing to nie tylko tekst. Definicja „deklaracji środowiskowej” obejmuje też infografiki, znaki graficzne, a nawet same nazwy handlowe i logotypy, które błędnie sugerują ekologiczność.
Kontrolę nad nowymi przepisami sprawuje UOKiK, który już teraz (na podstawie ogólnych przepisów) bacznie przygląda się rynkowi. Za stosowanie czarnych praktyk grożą kary finansowe do 10% obrotu przedsiębiorstwa. Ustawa trafia teraz na biurko prezydenta.
Jak napisał dr Tomek Smorgowicz na portalu LinkedIn: „Dojrzałe ESG nie zaczyna się od raportu. Zaczyna się od uczciwej komunikacji, dobrych danych i zdolności do obrony własnych deklaracji”.
Więcej newsów z branży TUTAJ.