Logo

Marketing MIXTylko w OOH magazine

Felieton: #patokreacja, czyli jak narobiłem do własnego gniazda branży kreatywnej | Maksymilian Ławrynowicz

Pracuję z grafikami, twórcami 3D, fotografami, writerami, montażystami i ludźmi od contentu. Sam jestem częścią tego świata, więc znam wszystkie jego uroki, absurdy i rytuały. Jednym z moich ulubionych jest dość swobodne podejście do czasu. Nie własnego oczywiście. Cudzego.

„Podeślę rano”. Nie podsyła. „Będzie do 14”. Nie ma. O 17 dostaję wiadomość: „Siedzę nad tym od kilku godzin”. Albo wersję heroiczną: „Zajęło mi to całą noc”.

I teraz będzie mało empatycznie: kompletnie mnie to nie obchodzi!

Nie interesuje mnie, ile godzin nad tym siedzisz, o której zacząłeś, czy spałeś i jak wygląda twój proces. Tak samo jak ciebie nie powinno interesować, czy ja przygotowuję ofertę o 9 rano, czy o 2 w nocy. Interesuje mnie jedno: sam powiedziałeś, kiedy będzie gotowe.

Bo mam wrażenie, że w branży kreatywnej czasem nie rozumiemy jednej bardzo prostej rzeczy. Kiedy nie dowozisz na czas, nie przesuwasz tylko swojego zadania. Przesuwasz cały szereg ludzi stojących za tobą. Ktoś czeka z prezentacją. Ktoś z wyceną. Ktoś z akceptacją. Ktoś zaplanował publikację. Ktoś inny musi nagle postawić na głowie cały swój dzień, bo ty właśnie odkryłeś, że „jeszcze chwilę potrzebujesz”.

Najbardziej fascynuje mnie sytuacja, w której termin został wyznaczony przez samego twórcę. Pytam: kiedy możesz? Słyszę: jutro do 12. Świetnie. Planuję więc swoją pracę na jutro od 12. A jutro o 12 dowiaduję się, że „jeszcze siedzi”.

To po co mówiłeś 12?

Nie oczekuję cudów. Nie oczekuję, że nic nigdy się nie wysypie. Projekty się komplikują, komputery umierają, rendery trwają dłużej, życie się wydarza. Wystarczy powiedzieć o tym odpowiednio wcześniej. Problem zaczyna się wtedy, kiedy własne opóźnienie traktujemy jak drobną niedogodność, kompletnie nie zauważając, że jego koszt właśnie zapłaciło kilka innych osób.

Możesz pracować w nocy. Możesz zaczynać dzień o 14. Możesz robić przerwę na trzygodzinny spacer, bo wtedy najlepiej ci się myśli. Naprawdę nic mi do tego. Na tym między innymi polega fajność pracy kreatywnej.

Ale wolność organizowania własnego czasu kończy się dokładnie tam, gdzie zaczynasz dezorganizować czas innych.

I może właśnie to powinniśmy sobie częściej przypominać. Deadline nie jest elementem procesu twórczego. Nie musi dojrzeć. Nie musi się uleżeć. Nie szuka siebie.
To po prostu godzina, na którą się umówiliśmy.


Maksymilian Ławrynowicz

kreacjaDyrektor kreatywny i konceptualny, od ponad dekady tworzący kampanie oraz koncepty eventowe. Specjalizuje się w projektach artystycznych, wizerunkowych i olfaktorycznych, łącząc strategię kreatywną z doświadczeniem sensorycznym. Twórca sztuk wizualnych, prezes i założyciel Fundacji „Projekt Kobiety” oraz autor wieloletniego cyklu wystaw o tej samej nazwie. Założyciel i lider agencji www.fruitofcreation.co


Więcej materiałów o podobnej tematyce TUTAJ.