
–
– W przyszłym roku kończę 70 lat, ale ja jeszcze do dziewięćdziesiątki będę tu przyjeżdżał codziennie. A potem przejdę na pół etatu – śmieje się Roman Stawicki, założyciel Graficoloru. Podczas rozmowy szybko staje się jasne, że firma nie jest dla niego wyłącznie biznesem. – Trzeba mieć pasję. Jak człowiek ma cel, ludzi wokół siebie i coś się cały czas dzieje, to nawet nie czuje, że pracuje – dodaje jego syn, Bartosz Stawicki, wiceprezes zarządu.
Historia Graficoloru zaczęła się w latach 90. od ręcznego druku sitowego. Pierwsza maszyna cyfrowa pojawiła się w 2008 roku. – Dziś wiemy, że mogliśmy wejść w cyfrę jeszcze szybciej – przyznają właściciele. Z czasem firma wypracowała model hybrydowy: druk cyfrowy połączony z wykończeniem w technologii sitodruku, między innymi lakierowaniem. – Klient stawał się coraz bardziej wymagający. Zaczęliśmy widzieć, że w naszych zastosowaniach cyfra po prostu daje lepszy efekt jakościowy – dodają.
Kiedy dotychczasowa maszyna płaska zaczęła się starzeć po blisko dekadzie intensywnej pracy, Graficolor bardzo dokładnie przeanalizował rynek. – Wiedzieliśmy już, na co patrzeć. Interesowała nas nie tylko jakość druku, ale też software, koszty produkcji, zużycie atramentu i ergonomia pracy operatora – podkreślają. Firma dwukrotnie odwiedziła centrum demonstracyjne Durst w Brixen – najpierw od strony biznesowej, potem w składzie technicznym, z operatorem maszyny. – Nikt w Polsce jeszcze wtedy nie miał tego rozwiązania, więc nie mogliśmy po prostu zadzwonić i zapytać, jak to działa. Musieliśmy sprawdzić wszystko sami – zaznaczają właściciele Graficoloru.
Kluczową rolę w całym procesie odegrał Przemysław Arabski, Dyrektor Działu Graphics & Industrial w LFP Industrial Solutions. – Poszliśmy za Przemkiem, bo wcześniej już mu zaufaliśmy i wiedzieliśmy, że możemy na nim polegać – mówią właściciele. – Graficolor to firma, która doskonale zna swoją produkcję i bardzo świadomie podchodzi do inwestycji. Od początku wiedzieliśmy, że kluczowe będą stabilność produkcji, ergonomia i możliwość dalszego rozwoju biznesu – potwierdza Arabski.
Durst P5 X to wyjątkowa premiera – pierwsza w blisko 25-letniej historii produkcji maszyn inkjet przez Durst w pełni płaska konstrukcja w formacie 3×2 m, wypuszczona na rynek dopiero po długim procesie rozwoju i pełnej weryfikacji jakości. Graficolor jako pierwszy w Polsce zdecydował się na tę technologię – po raz kolejny stawiając na rozwiązanie zanim stało się rynkowym standardem.
Efekty okazały się natychmiastowe. – To, co wydrukowaliśmy wczoraj wieczorem, poprzednia maszyna drukowałaby jeszcze dziś – śmieje się Roman Stawicki. Produkcja realizowana jest nawet trzykrotnie szybciej – przy tej samej liczbie głowic co w poprzedniej maszynie. Operatorzy chwalą intuicyjny software, błyskawiczną konfigurację i 12 inteligentnych stref podsysu. Firma odkryła też nowe możliwości: druk Braille’a czy realizacje wymagające bardzo wysokiego nasycenia kolorów. – Widać, że ta maszyna została naprawdę dobrze zaprojektowana – reasumują.
Dziś Graficolor patrzy na nową inwestycję jako kolejny etap rozwoju firmy, która od ponad 30 lat konsekwentnie buduje swoją pozycję – i która po raz kolejny zdecydowała się być pierwsza.
Artykuł ukazał się w ostatnim numerze OOH magazine. Do wglądu online TUTAJ.