Logo


Do działu kreacji agencji 180heartbeats + JUNG v MATT dołączyli senior copywriter Grzegorz Paraska i senior art director Michał Koncikowski.

Jako team pracują ponad 12 lat – ostatnio w Brasil, gdzie wspólnie realizowali projekty 360, BTL, ATL oraz digital m.in. dla TUI, Netii, Black Red White i Marvipol. Wcześniej, w agencji Icon Advertising Unlimited, obsługiwali Erę (obecnie T-Mobile) w zakresie BTL.

Paraska w latach 1992-2002 był związany z prekursorskim dla kina offowego w Polsce Zespołem Filmowym Skurcz. Współtworzył filmy krótko- i długometrażowe, teledyski i programy telewizyjne, m.in. kultowe „Bułgarski pościkk”, „Dżudo Honor 7”, „Tęcza” i „Las Maquinas de la Muerte” dla Kazika na Żywo. W reklamie po raz pierwszy zabłysnął wymyślonym dla Ery hasłem „Ciesz się radością”.

Natomiast Koncikowski to uznany artysta graffiti, tworzący pod pseudonimem FreshOne. Uważany jest za jednego z najbardziej rozpoznawalnych twórców graffiti w Europie Wschodniej. Aktywny od połowy lat 90-tych, członek legendarnych warszawskich ekip m.in.: WSM, ATS, DSE i PPE. Jego styl wywodzi się z klasycznego nurtu graffiti. Uczestniczył w wielu wystawach oraz międzynarodowych imprezach, w tym Write 4 Gold, Meeting of Styles, Brain Damage Graffiti Jam. Tworzy również plakaty drukowane metodą sitodruku oraz risografii. Od kilku lat jest związany z Brain Damage Gallery.

Team Paraska & Koncikowski wzmocnił zespół dyrektora kreatywnego Bartłomieja Walczuka. Dział kreacji 180 liczy obecnie 12 osób, a zarządza nim chief creative officer Mikołaj Sadowski.

www.180hb.com

www.facebook.com/180heartbeats

JK

Niezależnie do panujących trendów, latem warto sięgnąć po ubraniową klasykę z morzem w tle, której atutem jest klasyczne połączenie kolorów i proste wzory.

W L-Shop-Team, (największego dystrybutora odzieży promocyjnej w Polsce), można znaleźć atrakcyjne  t-shirty, koszulki, torby, body  itd. oraz dodatki w eleganckim stylu marynistycznym.

Styl ten nadaje się znakomicie do znakowania.

[galeria=”1″]

Warto zaproponować klientom na lato sprawdzone wzory i kroje!

www.l-shop-team.pl

JK

MediaMarktSaturn Polska poinformował o planach połączenia sił obu swoich sieci handlowych MediaMarkt i Saturn pod wspólnym szyldem „MediaMarkt”. Decyzja ta pozwoli znacząco wzmocnić pozycję europejskiego lidera na rynku dystrybucji elektroniki użytkowej i związanych z nią usług. W Polsce firma nadal pozostaje liderem wielokanałowej sprzedaży detalicznej.

Wszystkie kanały sprzedaży MediaMarkt i Saturn zostaną zintegrowane pod marką MediaMarkt. Obecnie w Polsce funkcjonują 22 sklepy Saturn oraz platforma on-line saturn.pl. Sieć MediaMarkt obejmuje 63 placówki handlowe i sklep internetowy mediamarkt.pl. Decyzja o połączeniu obu sieci została podjęta na podstawie wnikliwej analizy sytuacji na polskim rynku.

Zwiększenie liczby sklepów MediaMarkt ułatwi klientom dostęp do obsługi posprzedażowej, która obejmuje między innymi bogatą ofertę usług IT i serwisowych. Klienci, którzy zamówią produkty online z osobistym odbiorem w sklepie, będą mogli to zrobić w jednym z 85 marketów MediaMarkt.

– Obie nasze marki zyskały zaufanie polskich konsumentów, o czym świadczą chociażby wysokie pozycje w badaniach konsumenckich i rankingach. Obserwując sytuację na rynku uznaliśmy, że nadszedł czas, aby wykorzystać ten atut i połączyć siły obu brandów. MediaMarkt jest obecny w Polsce już od 20 lat, a więc znacznie dłużej niż Saturn. Dlatego postawiliśmy na markę, która jest najsilniej zakorzeniona w świadomości Polaków – tłumaczy Marcin Rosati, Prezes Zarządu MediaMarktSaturn Polska.

Proces rozpocznie się w maju i potrwa do końca września br. Wszystkie sklepy Saturn stopniowo zmienią barwy na MediaMarkt. Sklepy będą funkcjonowały pod marką MediaMarkt. Oznacza to, że dla pracowników zmieni się tylko nazwa firmy.

„Nowy” MediaMarkt ułatwi zarządzanie aktywnościami operacyjnymi w Polsce oraz zapewni wzrost wydajności i skuteczności dotarcia do konsumentów. Projekt ten koresponduje z zasadą klientocentryzmu, którą firma kieruje się w swojej działalności jako partner, codzienny towarzysz i przewodnik konsumenta po cyfrowym świecie.

MediaMarkt przejmie wszelkie zobowiązania wobec klientów sieci Saturn. Równolegle z procesem integracji sieć MediaMarkt będzie kontynuowała ekspansję w Polsce i rozwijała strategię sprzedaży wielokanałowej.

www.mediamarktsaturn.com

www.mediamarkt.pl

www.saturn.pl

www.redcoon.pl

JK

1 kwietnia bieżącego roku, POS Media Group z dumą obchodziła 20. rocznicę swojej działalności jako wiodącego na rynku europejskim dostawcy rozwiązań z zakresu nośników reklamowych i reklamy w punktach sprzedaży. Firma z początku prowadziła działalność na niewielką skalę, zatrudniając sześć osób w swojej praskiej siedzibie, by z czasem rozwinąć się w ogólnoeuropejską organizację z oddziałami w siedmiu krajach i kolejnym w organizacji, zatrudniającą ponad 500 oddanych pracowników.

– Kiedy w roku 1998 zakładaliśmy naszą firmę, mieliśmy tylko pomysł i niewielki zespół współpracowników; minione 20 lat było niezwykłą, ale i trudną podróżą – powiedział Richard van het Bolscher, założyciel i prezes POS Media Group.

– Już w latach 90. byłem przekonany, że POS Media (początkowo działająca pod nazwą IMIGe) może zostać liderem na skalę europejską w niektórych segmentach rynku nośników i przenieść. Pierwotną koncepcję (wewnętrznych) nośników do innych krajów. Jedyną niewiadomą było to, na którym segmencie nośników powinniśmy się skupić. W roku 2001 podpisaliśmy pierwszą umowę dotyczącą nośników w punktach sprzedaży; od tego czasu skupiamy się właśnie na tego rodzaju nośnikach, a głównym obszarem naszego rozwoju stał się marketing w sklepach detalicznych, umożliwiający wywieranie wpływu na zachowania kupujących zarówno przez detalistów, jak i duże marki. Realizację mojej pierwotnej wizji kontynuujemy do dnia dzisiejszego, z jedną zmianą: do zapewnienia dalszego rozwoju nie wystarczy już rozpoczynanie działalności od zera w nowych krajach, dlatego też staramy się przejmować istniejące firmy na nowych terytoriach lub zawierać nowe partnerstwa.

Przez ostatnie 20 lat POS Media zrealizowała tysiące kampanii marketingowych w sklepach i poza nimi, współpracując z największymi światowymi markami i najważniejszymi europejskimi sieciami sklepów detalicznych. – Jesteśmy niezwykle dumni z naszych osiągnięć, ale nauczyliśmy się, że do osiągnięcia sukcesu w branży sprzedażowej konieczna jest otwartość na ciągłe zmiany i poszukiwanie nowych okazji i trendów – podkreślał Richard van het Bolscher.

Choć POS Media może z dumą patrzeć na swoją przeszłość, zarząd firmy koncentruje się już na działaniach zaplanowanych na kolejne 20 lat.

– Jesteśmy blisko finalizacji współpracy z liderem azjatyckiego rynku marketingu sprzedażowego. Nawiązanie takiego partnerstwa umożliwi nam uruchomienie nowych usług, których do tej pory nie mieliśmy okazji zaoferować detalistom ani naszym klientom. Jednocześnie prowadzimy negocjacje z innymi firmami, które posiadają interesujące nas udziały w rynkach w południowo-wschodniej Europie i Stanach Zjednoczonych – dodał prezes POS Media Group.

POS Media Group oferuje szeroki zakres produktów i usług z zakresu reklamy w punkcie sprzedaży w dużych sieciach handlowych, uzupełnianych przez rozwiązania marketingowe w postaci promocji handlu, prezentacji produktów w sklepach, merchandising, usług tajemniczych klientów, rozwiązań cyfrowych, badań opinii konsumentów i kompleksowych usług doradczych. Firma prowadzi działalność na terytorium sześciu krajów Europy środkowej i wschodniej, a także posiada filie w dwóch krajach Europy zachodniej. Firma stale współpracuje z wiodącymi europejskimi sieciami handlowymi, w tym Tesco – obecnie poprzez spółkę zależną – a także Ahold, Kaufland, Lenta, Carrefour, SPAR, Magnit, Metro i wieloma innymi, a także świadczy usługi reklamowe na rzecz wielu spośród najbardziej rozpoznawalnych marek na świecie i wiodących reklamodawców.

JK

Od 1 maja 2018 Patrycja Pawlik objęła stanowisko Managera PR i Komunikacji Marketingowej w warszawskim Teatrze Kamienica. Zajmuje się prowadzeniem wszystkich działań public relations – tworzeniem i realizacją strategii komunikacji, media relations, a także koordynacją działań instytucji w social mediach. Ponadto odpowiada za tworzenie oraz wdrażanie kampanii i innych aktywności marketingowych obejmujących ATL, BTL i online.

Patrycja Pawlik z branżą związana jest od blisko 10 lat. Do niedawna zajmowała się wizerunkiem Targów Kielce – drugiego ośrodka wystawienniczo – kongresowego w Europie Środkowo-Wschodniej oraz największych wydarzeń targowych organizowanych w Kielcach, jak między innymi Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego, Międzynarodowe Targi Rowerowe Kielce Bike-Expo, czy targi branży dziecięcej Kids’ Time. W swojej karierze zawodowej związana była także ze spółkami branży finansowej i human resources. Pełniła również funkcję Prezesa Zarządu organizacji NGO, realizującej projekty o zasięgu ogólnopolskim.

Nowa manager Kamienicy ukończyła Dziennikarstwo i komunikację społeczną na Uniwersytecie Warszawskim oraz Zarządzanie mediami na Uniwersytecie Jagiellońskim. Studiowała też na Aberystwyth University w Wielkiej Brytanii.

Polska przez wiele lat nie miała aren sportowych na światowym poziomie. To się jednak zmieniło – nasz kraj jest obszarem wielu przemian i nie trzeba o tym nikogo przekonywać. Bazując między innymi na informacjach zawartych w raporcie przygotowanym przez Union of European Football Associations, czyli UEFA – The European Club Footballing Landscape, można zaobserwować, że w tym temacie zdystansowaliśmy wiele państw Europy Zachodniej i Azji.

Prawdziwy dobrobyt
W Polsce zaprojektowano od 2007 roku największą liczbę stadionów – aż 30, na drugim miejscu jest Turcja z 20 stadionami i na trzecim ex aequo Rosja i Niemcy z 16 arenami piłkarskimi. Na planach, na szczęście, się nie skończyło: Polska od początku 2007 roku wybudowała 14 stadionów, co dało jej trzecie miejsce na świecie za Turcją i Rosją, ale trzeba dodać, że w raporcie nie uwzględniono stadionów w Łodzi i Lublinie, czy niedawno oddanego po modernizacji Stadionu Śląskiego w Chorzowie, który może pomieścić ponad 55 tysięcy osób.

Liczby są imponujące, a jeśli dodamy do nich wybudowane od 2009 roku Atlas Arenę w Łodzi, Ergo Arenę w Gdańsku, Arenę Toruń, Tauron Arenę w Krakowie, Arenę Szczecin czy Halę Sportową w Częstochowie, ale także mniejsze – Orlen Arenę w Płocku czy Halę pod Dębowcem w Bielsku-Białej, mamy czym się szczycić. Dostatek i rozmach napędzany jest także oczekiwaniami kibiców z mniejszych miast, którzy skromnie marzą o mniejszych obiektach, ale na wskroś nowoczesnych.

Ogromne koszty utrzymania
Wypadałoby zapytać, dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze? Model finansowy, który został przyjęty w większości przypadków, zakładał, że operatorem aren sportowych będą kluby sportowe, dla których te zostały wybudowane. Kluby miały pokrywać koszty bieżącego utrzymania stadionu, a także płacić samorządom za wynajem obiektu. Szybko jednak się okazało, że to pobożne życzenia. Niezadowalająca frekwencja podczas wydarzeń sportowych, brak pomysłów na zagospodarowanie przestrzeni obiektu, brak podmiotów zainteresowanych wynajmem odbijają się niekorzystnie na budżecie klubów.

Przykład? Budowa Stadionu Miejskiego im. Henryka Reymana, gdzie swoje mecze rozgrywa Wisła Kraków, kosztowała miasto 540 mln zł. Koszty utrzymania stadionu to co najmniej 5,5 mln zł rocznie, a jak twierdzą niektórzy nawet 10-12 mln zł w skali roku – kwoty, o których większość klubów sportowych w Polsce może tylko marzyć, przynajmniej w kontekście ich uiszczania za udostępnienie areny sportowej.

Stąd pomysł zaczerpnięty ze światowych aren, czyli sprzedaż praw do nazwy stadionu. Dzięki temu Legia Warszawa kilka lat temu opłacała prawie połowę kosztów utrzymania stadionu z pieniędzy, które trafiały do niej od sponsora, a Łazienkowska 3, od lipca 2011 roku, przez ponad trzy lata kojarzyła nam się z Pepsi Areną. Niestety, takie rozwiązanie bywa rzadkością.

Eventy lekiem na całe zło?
Stadionem, który nie tylko na siebie zarabia, a jeszcze przynosi rekordowe zyski, jest wielofunkcyjny PGE Narodowy. Mecze reprezentacji to tylko jedno ze źródeł wpływów, które generują zysk.

Szczyt Nato, źródło: PGE Narodowy fot. Darek Golik.
Szczyt Nato, źródło: PGE Narodowy fot. Darek Golik.

Co zatem stoi za sukcesem tej areny sportowej? 9 imprez całostadionowych, 200 wydarzeń społecznych i 250 biznesowych. Tylko w 2016 roku na PGE Narodowy pojawiło się milion dziewięćset tysięcy osób, co w połączeniu z dyspozycyjnością stadionu na szczyt NATO przyniosło prawie 20 milionów złotych zysku.

Jakub Opara, prezes PL 2012+ (spółki zarządzającej), posługuje się w odniesieniu do PGE Narodowego terminem „obiekt”. Jest to także spory biurowiec i ogromna przestrzeń konferencyjna. W ciągu roku właściwie nie ma dnia, by stał pusty. Koncerty, firmowe konferencje, szkolenia, lodowisko w okresie zimowym, to tylko kilka przykładów jego zapełniania. Polska federacja KSW zorganizowała tam Galę KSW 39, dzięki czemu sprzedażą 56 215 wejściówek pobiła rekordy UFC, amerykańskiej organizacji MMA.

Top Gear, źródło: PGE Narodowy fot. Darek Golik.
Top Gear, źródło: PGE Narodowy fot. Darek Golik.

Komplet publiczności na PGE Narodowy ściągnął też kilka lat wcześniej występ na żywo znanej z kultowego motoryzacyjnego programu TOP GEAR trójki: Jeremy Clarkson, Richard Hammond i James May, w maju 2015 roku zostali także gwiazdami rodzimego Verva Street Racing. To pokazuje, że areny sportowe w Polsce mogą mieć wiele zastosowań.

Także dla kobiet
Jeśli ktokolwiek myśli, że na arenach sportowych można spotkać tylko mężczyzn, jest w błędzie. Na fali popularności fitnessu postanowiono wykorzystać współczesne trendy: zamiłowanie Polaków do ćwiczeń i chęć zdrowego odżywiania. Niewielu pamięta Hannę Fidusiewicz, gimnastyczkę i absolwentkę AWF, która wprowadziła aerobik na salony, dosłownie, bo założycielka pierwszego w Polsce fitness klubu prezentowała zajęcia początkowo w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie, a stosowne kursy kończyła w Paryżu. Dzisiaj – jak wiadomo – królowe są dwie. Mowa oczywiście o Annie Lewandowskiej oraz Ewie Chodakowskiej.

Zacznijmy od Chodakowskiej, to ona bowiem w 2014 roku pobiła rekord Guinnessa w kategorii największego treningu fitness. Bicie rekordu odbyło się podczas wydarzenia „all in for #mygirls”, które zostało przygotowane wspólnie z marką adidas na stadionie Legii Warszawa. Do udziału w tym wydarzeniu zarejestrowało się aż 6,5 tys. osób. Choć ostatecznie na treningu pojawiło się „jedynie” 2400 uczestników, to udało się osiągnąć cel.

Ewa Chodakowska firmuje także jedno z najważniejszych wydarzeń fitness w Polsce, czyli Be Active Tour. Jako, że jest osobą ambitną, podejmuje próbę pobicia kolejnego rekordu. Tym razem celem zmagań było utrzymanie ciała w pozycji „deski”, przez 60 sekund, musieli to zrobić wszyscy uczestnicy. Wyzwanie niecodzienne, na razie satysfakcja z rekordu pobitego nieoficjalnie, tak przynajmniej twierdzą organizatorzy.

Trenerka jest właśnie w trakcie 6. edycji swoich objazdowych zajęć, a najbliższe odbędą się na wspomnianych wcześniej: Arena Toruń, Ergo Arena oraz PGE Narodowym. Co więcej, sama Chodakowska zapowiedziała za pośrednictwem mediów społecznościowych, że na PGE Narodowym w Warszawie zaprasza wszystkich, aby wspólnie świętować jej urodziny. Możemy się spodziewać, że przed nami znowu bicie rekordu. Czas pokaże.

Żona Roberta Lewandowskiego również nie traci czasu. Jest jednym z prelegentów PEI – czyli konferencji fitness, która jest jedną z największych konferencji Fitness w Europie na PGE Narodowym. Anna Lewandowska porywa także tłumy, prowadząc swoje eventy w halach. „Fitness trening z Anną Lewandowską” w Hali Stulecia we Wrocławiu oraz „Karate Cardio Trening Fitness” w Atlas Arenie w Łodzi zgromadziły rzesze osób, a media rozpisywały się o kolejnych sukcesach trenerki.

Świętuj z nami
Pomysłowość organizatorów na tym się nie kończy. Dostosowując ofertę wynajmu powierzchni stadionowych do potrzeb finansowych obiektu, planując imprezy masowe, korzystają z podstawowego narzędzia, jakie stosują hotele i sale bankietowe, czyli… kalendarza. Jeśli wymarzony Sylwester, to tylko na arenie sportowej swojego ukochanego klubu! Ten pomysł już od kilku lat realizuje MKS Cracovia, organizująca całonocne szaleństwo w swojej strefie VIP. Rok 2018 powitano w klimacie iście hawajskim, a najwytrwalsi goście mieli tylko chwilę, aby wrócić do domu, przebrać się i pojawić się z powrotem na obiekcie Pasów, aby obejrzeć noworoczny trening Cracovii, czyli mecz towarzyski pomiędzy zawodnikami klubu. Nowość? Wręcz przeciwnie, to tradycja kultywowana od prawie 90 lat! Pierwszy opisany przez prasę mecz odbył się w 1930 roku.

Fot. Maks Michalczak
Fot. Maks Michalczak

Rodzi się też nowa tradycja wśród licealistów. Jeszcze kilkanaście lat temu do dobrego tonu należało organizowanie studniówki w miejscu, które historycznie nawiązuje do tradycji miasta i szkoły. Sale Muzeum Narodowego, Pałac pod Baranami, zamek w Niepołomicach i inne równie nobliwe placówki chętnie gościły przyszłych maturzystów. Dziś coraz częściej studniówkowy polonez rozbrzmiewa na sportowych arenach wyposażonych w nowoczesny sprzęt, a miejsca zajmowane na co dzień przez najważniejsze osoby w klubie, odwiedzane przez sportowe legendy powodują dodatkowe bicie serca.

Czas na mistrzostwa
Już w czerwcu rozpoczną się XXI Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej, które odbędą się w Rosji. Wyjazd na takie wydarzenie to dla wielu kibiców, ale także firm duży wydatek, a przede wszystkim trudności organizacyjne, na które nie mogą sobie pozwolić. Receptą na sukces w tym przypadku jest organizacja eventów na stadionach w naszym kraju, właśnie podczas meczów Polaków na turniejach. Już teraz wiele firm przygotowuje takie wydarzenia, chcąc ogrzać się w cieple wielkiej imprezy, a także zadowolić swoich pracowników oraz klientów.

Przyszłość e-sportów
Co przyniosą kolejne lata? Przede wszystkim rozwój e-sportu. Intel Extreme Masters 2017, czyli e-sportowe igrzyska tylko w zeszłym roku w katowickim Spodku odwiedziło ponad 173 tys. osób. Wydarzenie śledziło 46 milionów internautów z unikalnymi adresami sieciowymi. Dużo? Te liczby dają do myślenia: co minutę pojawiało się średnio 100 wpisów na Twitterze odnoszących się do IEM 2017. Same finały wygenerowały zaś aż 255 milionów reakcji w czołowych mediach społecznościowych. Przedstawione powyżej dane pozwalają wysnuć tezę, że areny sportowe w Polsce mają szansę nie tylko na przetrwanie, ale także na stały dochód, bo ten generują nie tylko mecze i konferencje szkoleniowe. Potrzebny jest jednak pomysł, ludzie z pasją i adresaci ich działań. Tych ostatnich można znaleźć bez liku.

Łukasz Wołek, CEO Abanana i Eura7 oraz Maks Michalczak, Pr Manager Abanana i Eura7.

Łukasz WołekŁukasz Wołek – Założyciel i CEO agencji interaktywnej Eura7 i agencji komunikacji marketingowej Abanana. Pracował dla takich marek jak Beskidzkie, Marwit, Gellwe, Góralki, Verbena, Hugo Boss. Pomysłodawca cyklu konferencji oraz warsztatów Internet ASAP, czyli organizowanych od 2012 roku spotkań umożliwiających wymianę doświadczeń dla osób z branży marketingowej. Pasjonat mediów społecznościowych, a w szczególności serwisu Instagram. Od 17 lat związany z branżą reklamową.

 

Maks MichalczakMaks Michalczak – Specjalizuje się w komunikacji medialnej. Dołączył do agencji Abanana z Ekstraklasy SA, gdzie odpowiadał za komunikację z mediami sportowymi. Wcześniej przez dziewięć lat pracował w Wiśle Kraków SA. W krakowskim klubie zajmował stanowisko rzecznika prasowego, kierował pracą Biura Prasowego, współpracował z dziennikarzami lokalnych i ogólnopolskich mediów, odpowiadając za politykę informacyjną klubu. Pracował dla takich marek jak: adidas, EA Sports, nc+, Oshee, Tele-Fonika, Totolotek S.A., Tyskie, Volvo.

Artykuł ukazał się OOH magazine nr 2/2018. Pobierz wersję online TUTAJ.

Żelki Akuku! zaskakują swoją metamorfozą. Oryginalne propozycje, ulepszone receptury to tylko część ich nowej odsłony. Gruntowny rebranding oraz powołanie do życia Brand Hero – AKUKa gwarantują jeszcze większą rozpoznawalność marki wśród konsumentów.

Nową propozycję marki stanowią Akuku! Wąż-Paje. Łączą w sobie żelki o smaku owocowym, coli i oranżady. Żelki o kształtach węży i pająków to 30 proc. mniej cukrów przy zachowaniu mocy soku.

Uwielbiane od lat żelki w kształcie uroczych miśków są teraz bardziej charakterne. Wyrazistości Akuku! Charakternym Miśkom i Akuku! Charakternie Kwaśnym Miśkom dodają ulepszona receptura i nowe opakowanie. Akuku! Charakterne Miśki to również 30% mniej cukrów i jeszcze większa moc soku. Akuku! Charakterne Miśki to także świetna zabawa, którą zapewnia odgadywanie smaków każdego z żelków, gdyż kolor nie zawsze im odpowiada. Z kolei Akuku! Charakternie Kwaśnym Miśkom zadziornej smakowitości dodaje orzeźwiająca kwaśna posypka, pokrywająca żelki o owocowych smakach.

Nową odsłonę zyskały również Akuku! Te nadziane Pyszczki i Akuku! Te nadziane Owocki – bezsprzecznie zawadiackie i zaskakujące wyśmienitym smakiem. Akuku! Te nadziane Pyszczki to żelki z nadzieniem owocowym w kształcie pyszczków zwierząt: kotków, rybek, świnek i małpek. Z kolei Akuku! Te nadziane Owocki to żelki o smaku malinowym, limonkowym, truskawkowym i pomarańczowym z nadzieniem.

Akuku! Owocuje zaskoczeniem! Wszystkie propozycje żelków Akuku! to świetna zabawa już od chwili otwarcia paczki. W każdej z nich ukrył się AKUK, niebieski bohater o smaku gumy balonowej. Żelki Akuku! są miękkie i owocowe. Nie zawierają konserwantów, sztucznych aromatów ani barwników – swój kolor zawdzięczają naturalnym koncentratom roślinnym.

Kolorowe żelki efektownie prezentują się w paczkach z kosmicznym rozbłyskiem i powiększonym okienkiem. Opakowania Akuku! są apetyczne, nowoczesne i kolorowe. Zastosowana gama kolorystyczna, obecność Brand Hero i odświeżone logo przykuwają wzrok małych i dużych konsumentów. 

JK

W IV edycji konkursu Złoty Wiąz adresowanego do najprężniej działających oraz udzielających się społecznie organizacji na terenie Gminy Wiązowna, firma ATS Display została wyróżniona mianem Pracodawcy Roku.

Założona w 2001 roku przez Adama i Tomasza Stankiewiczów firma ATS Display wyrobiła sobie renomę w całej Europie, a nawet w Afryce i na Bliskim Wschodzie. Projektowane i produkowane przez firmę standy, display’e reklamowe i inne materiały wspierające sprzedaż trafiają bowiem łącznie do ponad 50 krajów, gdzie wspierają kampanie marketingowe wielu rozpoznawalnych, międzynarodowych marek. Firma w swoich działaniach nie zapomina jednak o lokalnej społeczności i o swoim zespole.

Na wyróżnienie ATS Display tytułem „pracodawcy roku” złożyło się wiele czynników. Jury z całą pewnością doceniło sprecyzowaną przez firmę ścieżkę kariery pracowniczej, wdrożony system oceny potencjału pracownika, przeprowadzanie szkoleń oraz kursów zawodowych dla pracowników, organizowanie lekcji języka angielskiego czy organizowanie wyjazdów na zagraniczne targi branżowe. Każdy pracownik firmy może dobrowolnie dołączyć do finansowanego przez pracodawcę systemu opieki medycznej, a z okazji urodzin wszyscy otrzymują atrakcyjne upominki. Wyjątkowo traktowani są pracownicy, którzy od lat pracują na sukces przedsiębiorstwa, ci z 10- i 15-letnim stażem mogą liczyć na wyjątkowe prezenty – odpowiednio designerskie zegarki i 3-dniowy pobyt z osobą towarzyszącą w wybranym salonie SPA.

Jako przedsiębiorca rozpocząłem działanie na terenie gminy w 2002 roku i na początku nie wiedziałem jak się potoczą losy naszej firmy. Pamiętam do dziś jak podczas urządzania siedziby przyjechało do mnie na rowerach dwóch młodych chłopaków z pytaniem czy czasem nie szukam ludzi do pracy. Postanowiłem ich wtedy zatrudnić, a oni pracują z nami do dzisiaj. Chciałem w związku z tym powiedzieć, że mam dziś przyjemność odbierać tę nagrodę właśnie dlatego, że nasza firma to przede wszystkim ludzie i że jest to nasz największy kapitał. Rozpoczynając działalność w Gminie Wiązowna zatrudnialiśmy 12 osób, dziś jest ich ponad 100, z czego wiele pracuje u nas od ponad 15 lat. Jesteśmy z tego bardzo dumni i dążymy do tego aby nasi wieloletni pracownicy zostali w firmie jak najdłużej – powiedział po odebraniu nagrody Adam Stankiewicz, współzałożyciel i Sales Director ATS Display.

Zarząd firmy od lat angażuje się także w akcje charytatywne na terenie gminy i powiatu. W zeszłym roku na Dzień Dziecka oraz na Wigilię firma sfinansowała prezenty dla podopiecznych świetlic środowiskowych, cyklicznie organizowane jest też wsparcie dla Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Celestynowie. ATS Display wspierała również Dom Samotnej Matki, a także lokalne sztaby Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Warto przy okazji nadmienić, iż ATS Display prowadzi aktualnie rekrutację pracowników do 4 działów. Zainteresowane osoby mogą zapoznać się z ofertami i aplikować na wybrane stanowiska TUTAJ.

MW

Nie wiem jak Wy, ale ja mam jakieś 43 lata. Piszę „jakieś”, bo mentalnie chciałbym być już emerytem. Albo przynajmniej dróżnikiem. Otóż, kiedy byłem nastolatkiem – rodzice w pracy, a ja z kluczem na szyi biegałem za piłką lub siedziałem na trzepaku, to najszybszą przekąską, jeśli akurat wróciłem do domu przed rodzicami, był chleb z masłem i musztardą sarepską.

Arkadiusz Majewski
Właściciel Red Bird

Cieszyłem się tym smakołykiem dość długi czas, kilka lat, aż pewnego dnia wyczytałem w gazecie, że amerykańscy naukowcy odkryli, że musztarda szkodzi. Aha, gwoli wyjaśnienia, świat naukowy dzielił się wtedy na naukowców amerykańskich albo radzieckich. Nie było wtedy Internetu, żeby zweryfikować tę informację, trzeba było uwierzyć. Zaprzestałem więc tej niezdrowej przekąski (przerzucając się na bułkę poznańską i kefir) w trosce o swoje zdrowie. Kilka lub kilkanaście lat później w innej gazecie (nadal nie było Internetu) odkryłem informację, że rosyjscy naukowcy odkryli, że musztarda jest zdrowa. Niestety, dla mnie już było za późno. Moje kubki smakowe na długi czas utraciły zdolność odczuwania przyjemności ze spożywania wyżej wymienionej.

Potem sytuacja powtórzyła się, o ile pamiętam, z kawą. Jedni naukowcy ogłaszali, że szkodzi, inni że zawiera antyoksydanty i generalnie jest zdrowa. Później jeszcze czerwone wino, kurczaki i parę innych popularnych produktów spożywczych naprzemiennie było piętnowane i wychwalane pod niebiosa. Przypominam, że nadal nie było Internetu, albo jeśli już był to był słabo dostępny.

Co do cholery robi musztarda w magazynie o marketingu?
(przyciąga uwagę oczywiście, ale ja nie o tym).

Otóż, co rusz natykam się na porady samozwańczych geniuszy (jest już Internet) z każdej dziedziny i podążający za nimi łańcuszek fanów. Brian Tracy musi być przeszczęśliwy, że jego porady jak zostać ekspertem, można wcielić w życie tak łatwo. Publikować może każdy. Sukces jest w zasięgu ręki. „Poznaj 5 sposobów na zdobycie klientów”, „10 sposobów na pokonanie konkurencji”, „7 metod, które musisz znać, aby zwiększyć obroty firmy”, „3 sposoby na powiększanie penisa”, a nie to nie ta tematyka…

Czy to ma jakąkolwiek wartość? (no może poza tym ostatnim). Czy jest tu ktoś, kto zastosował chociaż jeden z tych tutoriali w jakiejkolwiek dziedzinie współczesnego marketingu i faktycznie teraz siedzi na Majorce i kręci młynka palcami w hamaku? Ja znam jednego, który tego nie zrobił. Steve Jobs. Facet, który nazwał firmę tak, że nie miała prawa odnieść sukcesu już po samej nazwie. Firma, która miała logo tak banalne, że nie mogła być firmą komputerową. Facet, który nie wynalazł nic nowego, ale połączył kilka innych wynalazków w taki sposób, że inni pukali się w czoło.

Zmierzam do tego, że w czasach kiedy wybory w mocarstwowym państwie może wygrać idiota1, tylko dlatego, że tysiące ludzi sugeruje się tym, co wyczyta w Internecie, warto jednak iść pod prąd. I robić swoje. Jeśli tylko Ty sam jesteś przekonany o słuszności takiego postępowania. I sądzę, że ma to zastosowanie także w marketingu. Na pewno wiecie, że jest taka szkoła, że newsletter należy wysyłać w środę rano. Wiecie to na pewno, bo tak mówią dane. Mówiły. Jakiś czas temu. Musztarda kiedyś była zdrowa, a potem szkodziła. Google kiedyś opierało pozycję stron na tytule strony, słowach kluczowych i znacznikach meta. Kiedyś. A propos Google to ciekawe, że płacimy firmie za coś czego rezultat jest nam, jako klientom nieznany (algorytm Google’a). To tak jakby zamówić malarza do pomalowania mieszkania, a on by odpowiedział „dobra, malujemy, ale nie powiem kiedy i na jaki kolor będzie pomalowane. A może w ogóle to położymy tapetę”. Algorytm się zmieni, a Wy zostajecie z tymi meta w nagłówku jak Himilsbach z angielskim.

Stawiam taką tezę, że zachowania i reakcje klientów nie tyle się zmieniają w tych czasach, co zawsze były różnorodne, tylko o tym nie wiedzieliśmy. Teraz przy dostatecznie dużej liczbie danych (liczbie podłączonych do Internetu) możemy znaleźć dowolnie wybraną grupę, na którą zadziała nasz przekaz. O ile oczywiście wyjdziemy poza schemat przykładowego wysyłania newslettera w środę rano.

To oczywiście jest męczące. Mnie przynajmniej męczy marketingowo. Byłoby mi o wiele prościej podążać utartymi ścieżkami. Ponieważ jednak nie mam natury owcy eksperymentuję, sprawdzam i znowu eksperymentuję. Nie odkrywam niczego nowego, bardziej staram się połączyć już istniejące „wynalazki” i stworzyć swoją receptę na sukces. Przykład Jobs’a, ale także wielu innych firm, jest dla mnie dowodem, że warto iść swoją drogą, nawet w przypadku przytłaczających danych świadczących o zupełnie przeciwnych potrzebach klientów. Takim produktem stworzonym przeze mnie są klocki Alexandra. Znacie historię? To posłuchajcie. Nikt ich nie chciał dla mnie produkować. Zwróciłem się kilka lat temu do kilku wytwórców podobnych produktów z drewna. Za każdym razem kiedy dowiadywali się, że każdy klocek jest inny i że trzeba je robić ręcznie odmawiali. Jeden zadeklarował, że może zaprogramować maszyny CNC i wtedy wszystkie klocki byłby jednakowe. Ja odmówiłem. Generalnie nie dało się ich produkować w Polsce. Uparłem się, kupiłem maszyny do obróbki drewna zatrudniłem dwie osoby i wystartowaliśmy. Jest to obecnie jeden z naszych najpopularniejszych produktów. I o dziwo w świecie cyfrowym, urządzeń mobilnych okazuje się, że ludzie lubią wziąć do ręki ręcznie obrobiony kawałek drewna o pięknym zapachu wosku z wygrawerowanym logo ich firmy. Gdybym założył, że takie zabawki nie są już popularne, a tym bardziej uwierzył, że nie da się ich wyprodukować, byłaby już musztarda po obiedzie.

PS. Naukowcy właśnie odkryli, że jajka już nie szkodzą, należy je jeść w całości. Ale jaja. Co nie?

1 – określenie to zostało użyte w książce „Ogień i furia. Biały dom Trumpa” autorstwa Michael Wolff.

Artykuł ukazał się OOH magazine nr 2/2018. Pobierz wersję online TUTAJ.

Producent i dystrybutor eleganckiej, skórzanej galanterii reklamowej w maju poleca w swojej ofercie notes z ekoskóry.

Produktem miesiąca maja został Notes 938075 posiadający atrakcyjne miejsce na grawer logo. Firma zaprasza do skorzystania z promocji.  

www.jaguargift.com

JK