Tyskie, lider piwa w Polsce, startuje z nową, strategiczną platformą komunikacji. Koncepcją kreatywną „Przejdźmy na Ty” marka powraca do swoich korzeni i przypomina, że Tyskie od lat zbliża ludzi i zachęca do przełamywania barier.
„Przejdźmy na Ty” to nie tylko nowa platforma komunikacji Tyskiego, to przede wszystkim efekt strategicznych zmian, jakim od początku roku poddawana jest marka.
– Nowa platforma komunikacji to wyraz naszej wizji długookresowej. Zauważyliśmy, że dzisiejszy świat jest pełen podziałów i różnic. Dzielą nas poglądy, gusta, technologia, status społeczny… Tymczasem piwo od zawsze było tym co nas zbliża. Tyskie, to najbardziej demokratyczny gatunek piwa i wzór polskiego lagera, przy którym codziennie setki tysięcy Polaków spotykają się, by porozmawiać i spędzić czas – bez sporów i waśni. Jesteśmy paliwem socjalnym i tak widzimy naszą rolę w kategorii piwnej. Nowa platforma PRZEJDŹMY NA TY jest tego kwintesencją – mówi Tycjan Lewandowski, dyrektor marki Tyskie.
Za Tyskim stoją cztery wieki spotkań łączących miliony Polaków. Marka akcentuje, jak ważne w codziennym życiu jest jednoczenie się ludzi i poszukiwanie tego, co nas spaja za pomocą strategicznej koncepcji kreatywnej „Przejdźmy na Ty”. Komunikację 360 stopni zainauguruje spot, w którym Tyskie przekonuje, że przejść na „Ty” możemy z każdym i w każdej sytuacji. Przypomina, że niezależnie od wieku, statusu społecznego czy odmiennego zdania, jesteśmy w stanie budować relacje i odkrywać łączące nas elementy.
30-sekundowa reklama Tyskiego „Przejdźmy na Ty” zadebiutuje w ogólnopolskiej telewizji 24 września. Komunikacja prowadzona będzie również na kanałach digital oraz social media. Za działania związane z kampanią odpowiadają: agencja Bardzo – kreacja i przygotowanie spotu TV, OTO Film – produkcja, duet Konqubinat – reżyseria, dom mediowy Zenith – planowanie i zakup mediów, Tailor Made PR – działania PR, agencja Gong – digital.
Zobacz profil Tyskie na Facebooku: TUTAJ.
JK
Synergic, specjalista rozwiązań reklamy OOH, realizuje rozbudowaną kampanię promocyjną trzech programów telewizyjnych dla wybranych stacji z portfolio Grupy TVN i Discovery Polska: Travel Channel, TTV oraz TVN Turbo. Działania zaplanowane do połowy października br. wykorzystują heterogeniczne nośniki reklamowe, dopasowane do zróżnicowanych grup celowych.
Travel Channel od 4 października rusza z emisją premierowego cyklu „Jestem z Polski”. To nowa formuła, oparta m.in. na podróżniczych video-blogach i materiałach archiwalnych Polaków mieszkających za granicą. Bohaterowie w autentyczny sposób przedstawią swój osobisty punkt widzenia oraz nietuzinkowe podejście do poznawania innych miejsc i kultur. Nowy cykl pokaże świat widziany oczami rodaków mieszkających w Japonii, USA, Peru, Kolumbii, Brazylii i innych egzotycznych zakątkach świata. Promocyjny spot reklamowy emitowany jest na blisko 3 tysiącach ekranów LCD w 15 hotelach pięcio- i czterogwiazdkowych. Licząc się ze skutecznością nośników typu fullback.
Grupa TVN zdecydowała się również na wykorzystanie powierzchni reklamowej około 90 pojazdów autobusowych. Kampania zrealizowana zostanie w 6 miastach (Łódź, Wrocław, Szczecin, Warszawa, Trójmiasto oraz rejon GOP).
Telewizja TTV, rusza z cyklem „Rinke na krawędzi”. To niezwykle osobisty projekt telewizyjny Rinke Rooyensa (producenta, reżysera, scenarzysty), który przez blisko rok wspierał bezdomnych do zmiany ich życia. Kampania reklamowa programu prowadzona jest na dworcach kolejowych oraz w przejściach podziemnych na terenie Warszawy, Gdańska i Poznania.

W programie „Garaż Dudy” w TVN Turbo zostaną zaprezentowane spektakularne metamorfozy motoryzacyjne przygotowane przez Grześka Dudę, od lat konstruującego samochody rajdowe i wyścigowe, a szerszej publiczności znanego z sześciu sezonów „101 napraw”. W warsztacie Grześka Nissan 350Z zamieni się w Ferrari California, a Ford Mustang w wielozadaniowy samolot F-16 (prawie). Ekrany LCD emitujące spot reklamujący nową produkcję stacji pojawią się w 70 warsztatach samochodowych na terenie 15 miast.
– Realizując kampanię we współpracy ze Starcom Polska dla wybranych premierowych programów telewizyjnych Grupy TVN i Discovery Polska postawiliśmy na sprofilowaną i jakościową konsumpcję treści reklamowej w niestandardowych lokalizacjach, pokrewnych z przekazem danego programu. Dlatego w ofercie znajdują się zarówno luksusowe hotele, jak i miejskie autobusy czy popularne warsztaty samochodowe. Bo tylko odpowiedni dobór nośników jest gwarantem sukcesu marketingowego – przekonuje Joanna Hutnik, Wiceprezes Zarządu Synergic.
JK
Śliwka Nałęczowska po raz kolejny została partnerem pokazu znanej i cenionej projektantki mody, Lidii Kality. Marka pralin wsparła premierową prezentację kolekcji jesień/zima 2018/2019. Śliwka Nałęczowska konsekwentnie promuje elegancję, dobry smak i wyrafinowany design.
Prezentacja premierowej kolekcji jesień-zima 2018/19 odbyła się 24 września w warszawskiej galerii Art&Passion. Wydarzenie zgromadziło śmietankę polskiego show biznesu, mediów i blogosfery modowej. Każdy z 200 VIP-ów otrzymał zestaw upominkowy ze Śliwką Nałęczowską.

Logo marki było szeroko eksponowane na materiałach promujących wydarzenie, zaproszeniu oraz w social mediach. Śliwka Nałęczowska była obecna również wśród przestrzeni sponsorskiej, otrzymała własny designerski „kącik śliwkowy”. Dla gości przygotowano także misy z pralinami do degustacji.

Marka zaistniała w gronie liderów branży modowej, w prestiżowym otoczeniu i w warunkach sprzyjających budowaniu pozytywnego, elitarnego wizerunku. Dla Śliwki Nałęczowskiej był to już kolejny epizod modowy. W lutym marka zaangażowała się w pokaz kolekcji Secret Garden Lidii Kality, by później rozwinąć skrzydła i zorganizować konkurs dla pasjonatów mody i designu, Design by Śliwka Nałęczowska.
JK
Rozmowa z Jędrzejem Marciniakiem, wiceprezesem banku Credit Agricole, odpowiedzialnym m.in. za marketing i customer inteligence, relacje konsumenckie oraz rozwój produktów bankowych.
Waszymi ambasadorami byli Karolina Gruszka, a wcześniej Juliette Binoche. Na jakiej zasadzie dobieracie swoich partnerów. Kim są dla Was ambasadorowie marki? Jakie cele marketingowe dzięki nim osiągacie?
Gdy wprowadzaliśmy na polski rynek Credit Agricole zależało nam na zbudowaniu świadomości i skojarzeń z marką – dlatego zaprosiliśmy do współpracy znaną francuską aktorkę Juliette Binoche. Juliette była twarzą naszego banku przez kilka lat i odegrała ważną rolę w naszej komunikacji. W 2016 roku działaliśmy już na polskim rynku od 5 lat, a ambasadorką Credit Agricole została polska aktorka – Karolina Gruszka. Była to dla nas symboliczna zmiana, która podkreślała osadzenie banku w Polsce, a jednocześnie nasza kampania pozostała kontynuacją dotychczasowych działań.
W tym roku otworzyliśmy nowy rozdział w komunikacji naszego banku, a do współpracy zaprosiliśmy Dawida Podsiadło. Ta zmiana wynika między innymi z procesów zachodzących w naszej organizacji – przeszliśmy już drogę od banku consumer finance do banku proximity, oferującego pełne spektrum produktów i usług. W naszej komunikacji ważnym aspektem jest pokazanie relacji klienta z bankiem – w Credit Agricole dążymy do budowania długotrwałych relacji, dlatego najpierw słuchamy, a później proponujemy rozwiązania dopasowane do indywidualnych potrzeb klientów. Nasza obecna komunikacja ma również na celu odświeżenie wizerunku Credit Agricole i dotarcie do nowych, w tym młodszych, klientów.
Dlaczego wybór padł akurat na Dawida Podsiadło i jakie oczekiwania z nim wiążecie?
Dawid Podsiadło jest powszechnie znanym i lubianym artystą. Fani cenią go za jego dokonania artystyczne oraz drogę, jaką przebył, by stanąć na szczycie. Mimo sławy i popularności Dawid pozostał autentyczny, szczery. Jego talent, osobowość i poczucie humoru urzekają nie tylko młodych, ale także nieco starszych. W naszej kampanii Dawid jest sobą, a my jako bank słuchamy go takiego, jakim jest i proponujemy nowoczesne, dopasowane rozwiązania. Całość okraszona jest sporą dawką humoru. Wierzymy, że współpraca z Dawidem pozwoli nam wyróżnić się na tle konkurencji i przełoży się na pozytywne skojarzenia z naszą marką i zapamiętywalność oferty. Warto także dodać, że w ciągu pierwszego miesiąca dostępności w ofercie Konta dla Ciebie, które reklamuje Dawid Podsiadło, założyliśmy blisko 30 tys. rachunków, co jest bardzo dobrym wynikiem i dowodzi skuteczności kampanii.
Komunikujecie, że współpraca z Dawidem Podsiadło ma mieć szeroki i długofalowy charakter. Jakie działania w ramach tej współpracy zamierzacie realizować?
Kampania jest pierwszym etapem naszej współpracy z Dawidem Podsiadło. Ma ona charakter strategiczny i będzie miała swoją kontynuację w kolejnych miesiącach. Jest nam ogromnie miło, że będziemy mogli również wspierać działalność artystyczną Dawida.
W zeszłym roku przeprowadziliście kampanię do młodych osób. Bohaterami akcji byli znani youtuberzy zajmujący się grami wideo: Stuu i Piotr „Izak” Skowyrski. Jak oceniacie tę kampanię? Jaki potencjał według Was mają influencerzy?
Kampania pozwoliła nam w niestandardowy sposób dotrzeć do młodej grupy docelowej. Zależało nam na zbudowaniu świadomości marki Credit Agricole i naszej oferty dla osób w wieku 18-27 lat, a trudno jest to zrobić tradycyjnymi kanałami. Ta grupa jest bardzo wymagająca, często bojkotuje standardowe reklamy, a jednocześnie jest stale wystawiona na działanie bodźców marketingowych i bardzo wyczulona na tzw. „ściemę”. Ma natomiast zaufanie do swoich idoli – najczęściej blogerów i vlogerów, czyli tzw. Influencerów, którzy dzielą się w Internecie swoim życiem, dokonaniami i przemyśleniami. Inspirują, uczą, bawią i osiągają ogromne zasięgi, a fani z uwagą czytają czy oglądają dodawane przez nich materiały. W Credit Agricole od wielu lat wspieramy młodych ludzi w rozwoju zawodowym i mamy z nimi bezpośredni kontakt podczas eventów organizowanych na uczelniach. Zauważyliśmy, że rynek pracy bardzo się zmienił – młody człowiek nie musi iść utartą ścieżką i podejmować pierwszej pracy w korporacji; może sam kształtować swój zawód, podążać za swoją pasją. Dlatego zdecydowaliśmy się zaprosić do współpracy Izaka oraz Stuu, którzy odnieśli sukces idąc własną drogą. Motto naszej kampanii brzmiało „Rób to co kochasz – pracujesz na swoje konto”, a dzięki filmom opowiadającym prawdziwe historie i drogę do sukcesu, które Piotr i Stuart opublikowali na swoich kanałach na YouTube, w nienachalny sposób dotarliśmy z naszym przekazem do kilkuset tysięcy ich subskrybentów.
Zaangażowaliście się także w e-sport i wspieracie zawodową drużynę e-sportową Off-Mode. Dlaczego ta współpraca? Jaki jest Waszym zdaniem potencjał takich eventów i całego e-sportu?
Sponsoring drużyny e-sportowej był dla nas kolejnym krokiem w świat naszych najmłodszych klientów i naturalnym etapem rozwoju współpracy z Izakiem i Stuu. W zespole OFF-MODE doceniamy pasję i zaangażowanie, więc chcemy wspierać ich w rozwoju i dążeniu do profesjonalizmu – tak jak od wielu lat wspieramy młodych ludzi na różnych polach. To naturalna kontynuacja naszych dotychczasowych działań i kampanii. Jesteśmy oczywiście na początku tej drogi, ale zamierzamy się jej trzymać i będziemy w tę dziedzinę inwestować.
Prowadziliście kampanie dla społeczności lokalnych – na Górnym Śląsku akcję „Godomy po slonsku”, a dla klientów z województwa pomorskiego przygotowaliście ulotki w języku kaszubskim. Skąd pomysł na takie działania? Jak oceniacie
te akcje?
Uważnie słuchamy swoich klientów i stąd wiemy, że pielęgnowanie lokalnej tożsamości jest dla nich bardzo ważne. Dlatego włączamy się i wspieramy w inicjatywy promujące lokalną kulturę czy język. Jesteśmy przekonani, że dzięki takim inicjatywom możemy być bliżej naszych klientów. Dbamy o nich, by lepiej zrozumieć ich potrzeby – wręcz mówimy w ich języku, potrafimy ich zaskakiwać i dzięki temu mamy z nimi najlepsze relacje. A klienci to doceniają i chętnie nas polecają swoim znajomym i bliskim.
Jakie są inne kluczowe narzędzia komunikacji z klientem dla Credit Agricole?
Wykorzystujemy całe spektrum narzędzi komunikacyjnych – także tych niestandardowych. W komunikacji masowej wykorzystujemy mix nośników: telewizję, radio, outdoor, Internet. Zainteresowani ofertą naszego banku mogą doczytać szczegóły na stronie internetowej czy w materiałach reklamowych. Bardzo cenimy bezpośrednią komunikację – nasi klienci mogą porozmawiać z doradcami w placówkach czy telefonicznie poprzez całodobową infolinię, mogą też o każdej porze zadać nam pytanie na Facebooku, a także porozmawiać o kredycie gotówkowym z naszym czatbotem – KrEdytką na Messengerze. Jest to zgodne z naszą filozofią „100% digital, 100% human” – staramy się być zawsze tam, gdzie nasi klienci nas potrzebują i umożliwić im taki kontakt z bankiem, jaki preferują.

Czy korzystacie z gadżetów reklamowych i materiałów POS? Czym kierujecie się przy wyborze dostawców tych narzędzi?
W naszym banku cenimy długofalowe relacje z dostawcami i partnerami – ważna jest da nas terminowość, rzetelność i profesjonalizm. Zależy nam na tym, aby materiały, które trafiają do naszych klientów były jak najlepszej jakości. Wykorzystujemy zarówno ulotki, jak i gadżety reklamowe. Staramy się, by były one przydatne, budziły uśmiech na twarzach klientów i pozytywne skojarzenia z naszym bankiem. Gadżety są bardzo różnorodne i często kontekstowe – rozdawaliśmy już koniczynki na szczęście, parasole, powerbanki, ładowarki solarne, pendrive’y, kubki termiczne, czyściki do telefonu i wiele innych drobnych upominków. Lubimy pozytywnie zaskakiwać naszych klientów i jak do tej pory nam się to udaje.
Jakie podejmujecie aktywności na polu zróżnicowanego rozwoju i jak wpływają na Państwa wizerunek?
Z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że w naszej firmie nie ma różnicy pomiędzy działaniami biznesowymi a aktywnością CSR. To nie są dwa odrębne byty, tylko jedność. My po prostu prowadzimy nasze interesy w taki sposób, że spełniają wymagania definicji odpowiedzialnego biznesu i zrównoważonego rozwoju. W Credit Agricole pomaga nam w tym program FReD. Jest to unikatowe narzędzie służące do stymulowania działań CSR banku we wszystkich obszarach aktywności i na wszystkich szczeblach decyzyjnych. Pozwala na monitorowanie działań i mierzenie postępów banku w obszarze CSR, a także porównywanie postępów CSR z innymi spółkami Grupy Credit Agricole. Każdego roku do programu FReD zgłaszanych jest 12 projektów, które wynikają z bieżących potrzeb biznesowych. Dzielimy je na trzy filary: FIDES, który obejmuje projekty dotyczące poprawy i przejrzystości działań wobec klientów; RESPECT, który dotyczy projektów związanych ze zobowiązaniami wobec pracowników; DEMETER, który obejmuje działania wobec środowiska naturalnego i planety. Program sprawdza się bardzo dobrze i wywołuje zdrową rywalizację pomiędzy spółkami grupy. Każda chce wymyślić innowacyjne projekty, które przyczyniają się do budowania pozytywnego kapitału społecznego, a równocześnie pomagają rozwijać nam biznes. Wiem, że inne firmy zazdroszczą nam takiego narzędzia.
Z których działań lub decyzji banku wpisujących się w cele odpowiedzialnego biznesu, jest Pan szczególnie dumny?
Jesteśmy dumni ze wszystkich działań podejmowanych w banku. Każda inicjatywa realizowana przez naszych pracowników sprawia, że świat staje się lepszy. Od dawna rozwijamy edukację finansową i ekonomiczną. Mamy swoją autorską kampanię społeczną „Bank z klasą. Cała wiedza o bankowości”, skierowaną do uczniów klas I-III szkoły podstawowej. Zajęcia z uczniami prowadziło ponad 100 wolontariuszy – pracowników naszego banku. Jako firma o francuskich korzeniach angażujemy się również w wydarzenia promujące kulturę francuską w Polsce. Od lat wspieramy m.in. Dni Krajów Francuskojęzycznych, a także koncerty, czy spektakle francuskich artystów przyjeżdżających do naszego kraju. Nasi pracownicy chętnie angażują się w program wolontariatu pracowniczego „Działam, bo lubię”, którego jednym z elementów jest program grantowy. To inicjatywa, dzięki której pracownicy mogą uzyskać wsparcie finansowe na realizację wymyślonych przez siebie projektów wolontariackich. Dotychczas zrealizowaliśmy 61 projektów w ramach 4 edycji programu. Ponadto prowadzimy też działalność filantropijną i wspieramy finansowo wrocławski oddział Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, a także Fundację „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową”. Takich działań jest znacznie więcej i nie sposób wszystkich wymienić. Dokładnie opisujemy je w Raporcie Odpowiedzialnego Biznesu, który w tym roku po raz pierwszy wydajemy.
Rozmawiała Beata Jankowska
Wywiad ukazał się w ostatnim numerze OOH magazine, pobierz bezpłatnie TUTAJ.
Od początku września Agata Rychlik, dotychczasowa Senior Copywriter, objęła stanowisko Creative Group Head w agencji Leo Burnett Warszawa.
Agata Rychlik z branżą reklamową związana jest od 2006 roku, do agencji Leo Burnett Warszawa dołączyła w 2016 roku. Wcześniej pracowała w agencjach takich jak: MullenLowe Warsaw, JWT, LemonSky, Scholz & Friends Warszawa. Tworzyła kampanie reklamowe dla klientów takich jak Nestle, Unilever, PKO BP, Pernod Ricard, IKEA, Suzuki, Mazda, ORLEN, Maspex, Carlsberg, Grupa Żywiec, Plus, Samsung, Orange.
– Agata jest niezwykle doświadczoną i utalentowaną osobą. Jej zaangażowanie na bardzo wymagającym kliencie jakim jest Samsung, przyniosło wyśmienite efekty. Jestem przekonany, że razem ze swoim teamem będzie tworzyć nowoczesną i pełną kreatywnych pomysłów komunikację, o awansie Agaty Rychlik – mówi Maciej Porębski, Executive Creative Director w Leo Burnett Warszawa.
JK
Jest takie powiedzenie, że mężczyźni nie dorastają, tylko zmieniają swoje zabawki na większe, lepsze, droższe… Czy prowadząc firmę TSE Grupa, w pewnym sensie realizujecie to stwierdzenie?
Łukasz Kubiak: Ha, ha, ha! Dobre pytanie…
Piotr Basek: W firmie rzeczywiście mamy trochę dużych zabawek. Jestem audiofilem, więc nagłośnienie to temat, który mnie fascynuje. Dlatego zakup modułowego, bardzo zaawansowanego systemu nagłośnieniowego topowej firmy L-acoustic sprawił mi dużą satysfakcję. Kiedy uruchamiamy go na imprezie, dźwięk który się z niego wydobywa, czuję całym ciałem, mnie to pasjonuje! Chciałbym rozwinąć ten dział w naszej firmie, by był bardziej uniwersalny i dostosowany do każdej imprezy.
Chyba wszystkie sprzęty, które kupujecie, są takimi dużymi zabawkami dla większych chłopców. Urządzenia oświetleniowe i multimedia wybieracie bo Was kręcą?
Ł.K.: W tej chwili kupujemy rzeczy, które warto kupić dlatego, bo będą się sprzedawać. W moim przypadku do pewnego momentu to były zabawki. Szczególnie wtedy, kiedy zaczynaliśmy działać na rynku, wtedy to było WOW!. Ale przychodzi taki moment, kiedy jednak musisz zacząć liczyć.
P.B.: Zatrudniając kilkadziesiąt osób, które mają rodziny, dzieci… To w pewnej chwili przestaje być tylko zabawą i staje się poważną sprawą.
Ł.K.: Musimy teraz podejmować wyważone i odpowiedzialne decyzje zakupowe. Ale kiedy zaczynaliśmy, bez struktury i pracowników, rzeczywiście było dużo funu. Gdy oglądaliśmy nowe rzeczy, byliśmy nimi oczarowani, a poznawanie ich możliwości zawsze wiązało się z mocnymi emocjami.
P.B.: Kiedyś te urządzenia były mniej dostępne, trzeba było jechać na targi, szukać! Po ponad 20 latach stabilnego funkcjonowania na rynku to producenci przyjeżdżają do nas. Pokazują nam nowości, przesyłają do testowania, zabierają nas do siebie. Przed premierą wiemy dokładnie, jakie będą ich możliwości, czy warto je kupić.
Czyli teraz to czysta kalkulacja?
P.B.: Nie do końca… są emocje. Na przykład jesteśmy związani z ClayPaky-iem od wielu lat i w tej relacji przywiązanie ma duże znaczenie. Jednak to rynek dyktuje nam co kupić. Projektanci i realizatorzy światła mówią nam też, z czym chcą pracować, co jest dla nich dobre, co warto mieć. I my bierzemy to pod uwagę, zdarza się bowiem tak, że chociaż urządzenie jest bardzo dobre, to w Polsce jest mało popularne. Nie kierujemy się obiegową opinią, tylko realną wartością danego rozwiązania i radą specjalistów.
Jako jedyni w Polsce, jak na razie, zdecydowaliście się na zakup BlackTrax, czyli zaawansowanego systemu śledzenia obiektów w czasie rzeczywistym i projekcji na ruchomych obiektach. Niewiele firm w Europie ma go w swojej ofercie. Co stało za wyborem właśnie tego rozwiązania?
Ł.K.: Uznaliśmy, że ten system ma potencjał i ma szansę zmienić produkcję sceniczą. Pracując z nim, zauważyliśmy na przykład, że wraz z innowacyjną, interaktywną techniką powinien zmienić się mechanizm kooperacji organizator – firma technologiczna. Jest to konieczne, by w pełni wykorzystać możliwości jakie niosą ze sobą nowe technologie.
P.B.: Na przestrzeni lat zmieniło się sporo w przygotowaniu eventów. Większość organizatorów ma już świadomość, że na zamontowanie, skonfigurowanie i zaprogramowanie urządzeń potrzeba sporo czasu. Jeżeli realizujemy skomplikowaną produkcję, kilka godzin konieczne jest na wykreowanie tego, co zostało ustalone na próbach. Wtedy widoczny staje się potencjał, który drzemie w technologii.
Ł.K.: Użycie nowych systemów wymusza także współpracę wykonawców, artystów, biorących udział w evencie, którzy powinni odpowiednio wcześniej zapoznać się z technologią, by w trakcie występu potrafili odnaleźć się w sytuacji, wymagającej od nich pewnych określonych zachowań. Oni tak naprawdę stali się częścią interaktywnej technologii. System BlackTrax jest właśnie takim rozwiązaniem. Za jego pomocą artysta, wykonawca może osiągnąć wyjątkowe efekty, jednak tylko wtedy, kiedy będzie potrafił skorzystać z jego możliwości. Dlatego najważniejsze jest współdziałanie z techniką. Tymczasem wciąż udział wykonawców nie jest brany pod uwagę podczas programowania urządzeń.
P.B.: Jeżeli celem imprezy jest tylko dobra zabawa i integracja uczestników, to sprawa jest prosta. Wiemy jak dostarczyć niezapomnianych emocji i dobrych wrażeń za pomocą naszych urządzeń. Dość często jednak merytoryczna część eventu jest zaplanowanym i wyreżyserowanym przedstawieniem.
Ł.K.: Staje się małym widowiskiem teatralnym, którego celem jest zaprezentowanie w spektakularny sposób nowych produktów, sukcesów firmy, która z nami pracuje. W teatrze na próby poświęca się np. miesiąc, podczas którego odbywa się głównie praca z wykonawcami, a w przypadku eventu wciąż się zdarza, że przedstawiciel firmy wpadnie na scenę, przeczyta tekst, zespół zagra dwa utwory, tancerz zamarkuje taniec i traktuje się to jako przygotowanie do występu. Brakuje zrozumienia, że dla nas, ludzi od techniki i efektów, niezbędne są dobrze przygotowany scenariusz i próby z wykonawcami. Co widoczne jest zwłaszcza w przypadku pracy z BlackTraxem.
P.B.: Na organizację wydarzeń specjalnych przeznaczane są coraz większe budżety, które pozwalają angażować najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne, których na co dzień może nie być w teatrze, w domu kultury czy sali koncertowej. Natomiast wśród wykonawców wciąż pokutuje przekonanie, że event to chałtura, nie „sztuka”. Robimy często preprograming, jednak to nie rozwiązuje wszystkich problemów. Możemy cały pokaz wirtualnie przygotować tak, by na evencie tylko korygować ewentualne błędy, możemy całe show zaplanować z reżyserem, a jednak to nie wystarczy. Próby z wykonawcami muszą się odbyć i należy znaleźć na nie czas.
Czy rola reżysera, jego funkcja na evencie nabiera szczególnego znaczenia przy produkcjach, w których jest dużo techniki?
Ł.K.: Ona zawsze miała duże znaczenie. Chociaż kiedyś zadanie reżyserów w eventach sprowadzało się do napisania, kto komu wręcza kwiaty i ściska dłoń na scenie. Teraz powinien on nie tylko zaplanować występ, ale także zebrać ekipę przedstawicieli z firmy klienta, którzy będą potrafili to widowiskowo wykonać. Przeważnie takie osoby nie mają dużego doświadczenia w obecności na scenie, w słuchaniu poleceń reżysera i dlatego powinny się do występu przygotować. Szczególnie, gdy czeka ich współpraca z interaktywną technologią, która będzie przynosiła efekty tylko wtedy kiedy oni wykonają prawidłowo wszystko, co zostało zaplanowane. To są duże wyzwania, które pojawiają się przed przedstawicielami firm i nowy rodzaj kompetencji, które powinni nabyć. Bardzo ważna jest też rola producenta imprezy, który powinien z wyprzedzeniem zapewnić wszystkim uczestnikom projektu dobre warunki do pracy. Nie jest dobrym podejściem kierowanie się hasłem „Jakoś to pójdzie”, np. kiedy event zostaje potwierdzony na dwa tygodnie przed montażem, czas jest tylko na opracowanie strony technicznej, a cała merytoryczna część nie zostaje właściwie przyszykowana.
P.B.: Eventy, w których technologii jest dużo, a takich jest coraz więcej, powinny być planowane i potwierdzone z nami przynajmniej pół roku wcześniej. Tylko wtedy firma techniczna ma czas na opracowanie ciekawych rozwiązań, ich analizę i sprawdzenie. Wtedy też możemy zagwarantować optymalne wykorzystanie naszego potencjału technologicznego, kreatywnego i ludzkiego.
Jeżeli występowalibyście w roli agencji czy organizatora, na co zwrócilibyście uwagę przy wyborze firmy technicznej do realizacji eventu?
Ł.K.: Najwcześniej jak można zaangażowałbym w planowanie koncepcyjne firmę realizującą technikę. Często zdarza się, że agencja czy organizator już wszystko wymyślił, klient finalny dostał nawet wizualizację eventu i dopiero wtedy agencja szuka wykonawcy. I zaczynają się schody, bo pojawiają się ograniczenia, które nie zostały wzięte pod uwagę: miejsce eventu, czas potrzebny do przygotowania lub wynikające z samego pomysłu. Wcześniejsze konsultacje z firmą techniczną pozwoliłyby jej zasugerować inne rozwiązania, może koncepcja zostałaby lekko zmieniona, nacisk położony na coś innego, ale na pewno zaproponowany zostałby efekt WOW możliwy do wykonania. W momencie, gdy klientowi zostało już coś sprzedane bez konsultacji technicznej, trudno jest to zmienić. Szukałbym partnera, współtwórcy, merytorycznego konsultanta, a nie tylko wykonawcy.
P.B.: Ja działałbym pragmatycznie, ważna byłaby komplementarność usługi. Szukałbym firmy, która jest w stanie wziąć na siebie odpowiedzialność za całość zadań technicznych, może na dobrym poziomie zrealizować nagłośnienie, multimedia, oświetlenie, rigging, automatykę sceniczną. Efektywniej realizuje się event, kiedy jeden partner spina wszystko i rozwiązuje pojawiające się problemy, ponieważ dysponuje specjalistami z różnych dziedzin. Po stronie takiej firmy są również wszystkie tematy związane z planowaniem, montażami, transportem.
Ł.K.: Dla mnie atutem byłoby również doświadczenie. Szukałbym przedsiębiorstwa, które robiło już podobne realizacje. Opierałbym się na opinii innych, na referencjach. Odrzuciłbym też najtańszą i najdroższą ofertę. A potem wybrałbym kogoś, komu zaufałem po pierwszej rozmowie. Czyli dla mnie ważny byłby także kontakt osobisty. Porozumiewanie się za pośrednictwem wyłącznie e-maila rzadko kończy się dobrą produkcją. Chciałbym, żeby osoby, z którymi pracuję, były zaangażowane w mój projekt. Zwróciłbym także uwagę na strukturę firmy, jej zaplecze techniczne, zasoby kadrowe i sprawdziłbym, czy będzie ona miała czas na wykonanie mojego projektu.
P.B.: Tymczasem wciąż zwraca się przeważnie uwagę na cenę za usługę. Często agencje rozpisują przetargi lub przeprowadzają mini konkurs ofert i wybierają najtańszą ofertę. A niska cena na początkowym etapie kosztorysowania nie zawsze pozostaje taka do końca. Gdy firma nie ma doświadczenia lub źle zaplanuje produkcję, często się okazuje, że realizacja kończona jest z cenami podobnymi do ofert droższych. Porównując propozycje firm technicznych zwróciłbym uwagę na stawki dla ludzi. Ten, kto więcej płaci pracownikom ma lepszych specjalistów, z większym doświadczeniem, ponieważ o dobrych speców się dba. Dlatego koszty osobowe nie mogą być w ofercie zbyt niskie. Interesowałaby mnie też ilość osób zaplanowanych do wykonania zlecenia i czas ich pracy. Więcej ludzi w ekipie to większe bezpieczeństwo, że wszystkie zadania zostaną zrealizowane na czas. Event odbywa się tu i teraz, trudno go naprawić później. Dlatego wybór partnera technicznego ma zasadnicze znaczenie. Jeżeli pracuję z doświadczonym kontrahentem, mającym zaplecze techniczne i potrafiącym reagować na nieprzewidziane okoliczności, nie muszę się obawiać. Jeżeli wybiorę firmę, która przywiezie cały swój potencjał na event, a drugie tyle pożyczy i do tego ma wypożyczonych pracowników, którzy nie są zgrani, ale ma tanią ofertę, to taki wybór może położyć całe wydarzenie.
CDN…
Zapraszamy na drugą cześć wywiadu, który ukaże się w październikowym numerze OOH magazine, gdzie porozmawiamy o tym czy technika eventowa to męska sprawa, czy w pracy obowiązuje kodeks zasad i czy wpływa na styl życia.
Rozmawiał Andrzej Kuczera
Łukasz Kubiak – Założyciel i członek zarządu firm należących do TSE GRUPA. Sporą część życia spędził we Francji, wyjeżdżając tam w wieku 13 lat. Studiował Historię Sztuki w Paryżu. Wrócił do Polski w połowie lat 90. W 1996 roku wraz z Piotrem Baskiem założył TSE Laser & Sound. Do dziś zarządzają wspólnie tą i podobnymi firmami pod szyldem TSE GRUPA, zapewniając obsługę techniczną ponad 500 imprez rocznie. Z francuskiego okresu życia pozostało mu zamiłowanie do dobrego wina i muzyki punk-rockowej. Włada biegle nie tylko językiem francuskim, ale również angielskim i hiszpańskim. Według niego, cecha, która pozwoliła mu osiągnąć sukces to, umiejętność konsekwentnego dążenia do celu. „Jak coś zaczynam to chcę skończyć z możliwie najlepszym wynikiem”.
Piotr Basek – Założyciel i członek zarządu firm należących do TSE Grupa. Od dziecka pasjonował się urządzeniami elektronicznymi podglądając je w witrynach sklepowych. W latach 90. był dwukrotnym Mistrzem Polski DJ-ów. Grał w najlepszych, warszawskich klubach. Audiofil. W 1996 roku wraz z Łukaszem Kubiakiem założył TSE Laser & Sound, firmę, która jako pierwsza w Polsce, organizowała spektakularne pokazy laserów, a dziś jest liderem na rynku techniki scenicznej. Cechy, ktore pomogły osiagnąć mu sukces zawodowy to: upór, wytrwałość, uczciwość, odwaga i gotowość na zmiany. Zawsze stara się zapewnić najlepszą jakość tego co robi. Wierzy, że nowoczesne technologie ułatwiają ludziom życie. U innych ceni szczerość.
Wywiad ukazał się w ostatnim numerze OOH event!, pobierz bezpłatnie TUTAJ.
Coraz więcej Polaków rezygnuje z kupowania jajek z chowu klatkowego. Coraz więcej rodzimych restauracji wycofuje się tzw. „trójek” na rzecz jaj z wolnego wybiegu. Kompleks hotelowy Manor House SPA jest jednym z pionierów propagujących tę ideę
w Polsce.
Jak wskazują ostanie badania CBOS przykładamy prawie trzykrotnie większe znaczenie do tego czy jaja pochodzą z chowu klatkowego (wzrost z 11% w 2006 r. do 35%). O ponad połowę (z 27% do 11%) zmalała liczba osób, które zwracają uwagę na cenę jajek, maleje też odsetek badanych, którzy kierują się przy zakupie jajek ich wielkością. Według tegorocznych deklaracji Polacy najczęściej zwracają uwagę na warunki chowu kur odchodząc od kupowania tzw. trójek, czyli jaj pochodzenia klatkowego. Wpisuje się to w światowy trend, który wynika ze sprzeciwu wobec warunków, w jakich przetrzymywane są kury nioski – bez dostępu do świeżego powietrza, w ciasnych klatkach, które nie zapewniają im możliwości spełniania naturalnych potrzeb. Na decyzje zakupowe wpływają jednak nie tylko względy etyczne, ale też rosnąca świadomość, że to co jemy, przekłada się na nasz organizm.
– Już trzy lata temu zrezygnowaliśmy z jaj chowu klatkowego zastępując je jajami z wolnego wybiegu. Od 2015 r. trwa nasza współpraca z lokalną fermą drobiu, która hoduje kury na własnych paszach, opierających się na dobrze zbilansowanych makro i mikro składnikach, bez konserwantów, antybiotyków , mączek czy innych stymulatorów, oczywiście objętych nadzorem weterynaryjnym oraz z dostępem do zielonego, zalesionego wybiegu. Warunki w jakich żyją kury nioski mają ogromny wpływ na jakość jaj. Prawidłowo karmione, mogące swobodnie się poruszać, są spokojniejsze i szczęśliwsze. Mamy tu do czynienia z podobnym mechanizmem jak w przypadku wołowiny z Kobe, która jest najbardziej ceniona na świecie ze względu na walory smakowe. Na wartość mięsa wpływa fakt, że bydło z okolic tego japońskiego miasta jest hodowane w doskonałych warunkach – mówi Grażyna Wrona, Prezes hotelu Manor House SPA i dodaje: Jeśli jemy jajka zniesione przez dobrze traktowane kury, sami nie obciążamy się stresem, który jest kumulowany przez kury nioski żyjące w zamknięciu. Właśnie dlatego tak dużą wagę zwracamy na jakość produktów, z których przygotowujemy posiłki w naszej hotelowej restauracji. Stawiamy na regionalne produkty, soki z ekologicznych gospodarstw, ożywioną wodę Grandera. Wszystko to wpływa na smak i jakość serwowanych potraw.

Działające od 2012 roku ogólnopolskie Stowarzyszenie Otwarte Klatki, które zrzesza osoby chcące zmienić los zwierząt hodowlanych, opublikowało raport dotyczący kur niosek w ramach akcji „Jak one to znoszą”. Według tego opracowania ważnymi elementami w naturalnej diecie kury są dostarczające wapnia skorupki oraz drobne kamyczki, które pełnią rolę czysto mechaniczną w żołądku, pomagając rozdrabniać pokarm. Grzebanie w ziemi w poszukiwaniu ciekawych zdobyczy jest nie tylko istotne dla zróżnicowania diety i utrzymania zdrowia, ale służy także rozrywce i utrzymaniu dobrej kondycji psychicznej.
Do najbardziej rozpowszechnionych systemów utrzymywania kur niosek należą systemy zamknięte,
w których zwierzęta nie mają możliwości wychodzenia poza halę produkcyjną: chów klatkowy oraz chów podłogowy (ściółkowy). Stosuje się również systemy wybiegowe, które pozwalają na opuszczanie hali, i te charakteryzują się najkorzystniejszymi warunkami dla bytowania kur.
Chów klatkowy pozwala na największe stłoczenie kur na 1 m2 (na jedną kurę przypada kwadrat
o boku 27 cm, co odpowiada dłuższemu bokowi kartki A4), a każdy element cyklu produkcyjnego jest zautomatyzowany. Kury są zmuszane do ciągłej produkcji jajek i przetrzymywane w 20–60 osobowych grupach, w których dzielą małą przestrzeń, co jest sprzeczne z naturalną potrzebą do posiadania swojej przestrzeni. Nioski nie mają możliwości realizacji zachowania niezbędnego do ich szczęścia – dostępu do świeżego powietrza, dziobania trawy, grzebania w ziemi, latania, zażywania prawdziwej kąpieli piaskowej i słonecznej. Ograniczenie naturalnych odruchów powoduje stres i nudę prowadząca do zaburzeń w zachowaniu. Ubogie, monotonne środowisko wpływa niekorzystnie na dobrostan kur. Na polskich fermach przemysłowych kury znoszące jajka żyją około półtora roku (w naturze mogą żyć nawet 10 razy dłużej), następnie z powodu spadku produkcyjności, przeznaczane są zazwyczaj na ubój.
Niestety chów klatkowy jest najbardziej zyskowny i wydajny, a więc i najpopularniejszy. Na szczęście wzrasta liczba konsumentów, którzy nie kupują jajek oznaczonych numerem „3”.
A Ty jakie jaja wybierasz?
*Na zdjęciach śniadania w hotelu Manor House SPA. www.manorhouse.pl
W dobie mody na ekologiczny styl życia coraz większe znaczenie zdobywa przydomowa uprawa roślin użytkowych. Samodzielne pozyskiwanie warzyw i ziół z nasion to hobby, dla którego nie istnieją kryteria wiekowe. Wykorzystanie tego trendu w strategiach ekomarketingu stanowi klucz do sukcesu nie tylko w branży ekologicznej.
Wybory świadomego konsumenta
O rosnącym zainteresowaniu ekologią dowiadujemy się z badań trackingowych Ministerstwa Środowiska. Już w 2011 r. 91% respondentów sądziło, że ochrona środowiska naturalnego powinna być priorytetem nowoczesnego człowieka, przy czym 84% ankietowanych zauważyło, że człowiek wywiera znaczący wpływ na stan przyrody, dokonując codziennych życiowych wyborów. Na wzrastające poczucie odpowiedzialności wskazują również jednotematyczne badania świadomości ekologicznej mieszkańców Polski z 2017 r.[1]
Dbałość o środowisko wpisuje się w modę na zdrowy tryb życia i bycie blisko natury, co z kolei przekłada się na zwiększone zainteresowanie produktami ekologicznymi. Żywność spod szyldu BIO zajmuje coraz więcej miejsca na sklepowych regałach. Według badań IMAS z 2017 r. co czwarty ankietowany kupuje żywność ekologiczną przynajmniej raz w tygodniu, a co trzeci respondent wydaje na jednorazowe zakupy żywności ekologicznej 50-100 zł. 69% uczestników badania uważa, że produkty ekologiczne są zdrowsze, 33% uznaje je za smaczniejsze.
Respondenci wskazują jednocześnie na problemy z dostępnością żywności tego typu i jej wysokie ceny, a ¼ ankietowanych nie wierzy, że produkty oferowane w sklepach jako ekologiczne rzeczywiście zasługują na to miano[2]. W obliczu rosnącego popytu na ekożywność i jej niewystarczającej podaży na popularności zyskuje samodzielna uprawa roślin jadalnych.
Dbaj o planetę, załóż ogródek
Nowymi ścieżkami, które dla polskiego rynku otworzył ekomarketing, podążają nie tylko przedsiębiorcy. W ramach rządowej akcji „100 tysięcy drzew na 100-lecie niepodległości Polski 1918-2018” w Warszawie i innych polskich miastach można wymieniać odpady podlegające recyklingowi na sadzonki drzew. Inicjatywa cieszy się dużą popularnością wśród mieszkańców i stanowi inspirację dla marketingowców. Polski rynek oferuje szeroki wybór ekoproduktów, które doskonale sprawdzą się w roli upominków reklamowych. Wystarczy wziąć pod uwagę, że z dążeniem do ekologicznego stylu życia koresponduje moda na otaczanie się roślinami. O ile nie każdy ma miejsce na posadzenie drzewka, o tyle każdy może uprawiać zioła na kuchennym parapecie, wysiać nasiona pomidorów koktajlowych w doniczce albo założyć miniwarzywnik w skrzyni na balkonie.
Nowy trend w ekomarketingu
Nasiona warzyw, ziół i kwiatów, rozdawane w ramach akcji promocyjnych lub wręczane jako gratis przy dokonaniu zakupu, wspomagają budowanie korzystnego wizerunku marki, którą klienci poznają jako ambasadora ekologicznego stylu życia. Nasiona warzyw polskich odmian można wykorzystywać w akcjach promujących polską żywność. Nasiona roślin miododajnych znakomicie wpiszą się w działania na rzecz owadów zapylających. Nasiona ziół z kolei to ciekawy prezent firmowy w branży kosmetycznej, zwłaszcza w przypadku kosmetyków naturalnych i kosmetyków hand-made. Nasiona do promocji możemy wybrać w Sklepie Nasiona, który specjalizuje się w sprzedaży materiału siewnego. Warto pamiętać, że dużym zainteresowaniem na krajowym rynku nasion cieszą się nasiona ekologiczne – nasiona BIO rzodkiewki, BIO sałaty, BIO pomidorów czy gotowe, wielogatunkowe zestawy BIO warzyw. Upominki zachęcające do samodzielnej uprawy roślin w duchu eko, pomysłowe, niedrogie i łatwo dostępne, mają dużą szansę stać się jednym z filarów ekomarketingu.
[1] Raporty z badań świadomości ekologicznej są dostępne na stronie Ministerstwa Środowiska: KLIKNIJ [dostęp: 2018-09-24].
[2] Wszystkie dane pochodzą z badania IMAS International Żywność ekologiczna w Polsce 2017 r. KLIKNIJ [dostęp: 2018-09-24].
W 1988 roku ukończył Pan studia na Wydziale Aktorskim PWSFTviT w Łodzi. Jak to się stało, że chciał Pan być aktorem, a został showmanem w branży rozrywkowej?
Tak naprawdę chciałem być reżyserem filmowym. Poszedłem na studia aktorskie, aby poznać mechanizmy jakie działają na linii reżyser – aktor. Tam rodzi się magia. Tam rodzą się kreacje. O moim debiucie telewizyjnym zadecydował trochę przypadek. Na kursie języka angielskiego poznałem Panią Bożenę Walter, gwiazdę telewizji i Szefową Redakcji Dziecięcej i mówiąc w największym skrócie, po kilku programach w których pracowałem jako redaktor i reporter, mogłem poprowadzić swój pierwszy wielki show jakim był „Czar Par”.
Wspominał Pan, że praca showmana jest najlepszą pracę na świecie. Skąd takie spostrzeżenia?
Ze sceny. Spotykam się z ludźmi. Nic nie jest dwa razy takie samo. Zawsze są nowe wyzwania. Zawsze czegoś się można nauczyć. Mam jak mało kto, możliwość spotkania w przyjaznych okolicznościach ludzi praktycznie wszystkich zawodów, wszystkich grup społecznych w całej Polsce, a nawet za granicą. Mam możliwość przeprowadzenia ich przez ważne wydarzenia, jakieś kamienie milowe na drodze ich rozwoju. Staram się nadać tym wydarzeniom uroczysty, pozytywny, ale też rozrywkowy charakter. To czysta przyjemność.
Potrafi Pan zajrzeć w duszę drugiego człowieka zadając odpowiednie pytanie. Prowadzony przez Pana talk-show „Demakijaż” doskonale to obrazuje. Jak zadać pytanie, aby przełamać wewnętrzne bariery rozmówcy?
To przełamanie bariery zaczyna się często lata wcześniej, kiedy pierwszy raz spotykam mojego przyszłego rozmówcę. Część moich późniejszych gości znam, niekiedy nawet od dwudziestu kilku lat. Jeśli kogoś nie znam, co rzadko się zdarza, to przełamanie zaczyna się od mojego telefonu, kiedy dzwonię z zaproszeniem. Robię to zawsze osobiście. Mój rozmówca wie w jaki sposób rozmawiam. Nie jestem agresywny. Chcę się dowiedzieć czegoś, czego inni się jeszcze nie dowiedzieli. Nie chce się wykatapultować czyimś kosztem na zasadzie „Ach, jaki jestem wspaniały i dowcipny”. Potem na efekt rozmowy składa się jeszcze wiele, często niedocenianych, elementów: jak mój gość jest przywieziony do studia i przez kogo, czy dostanie swoją ulubioną herbatę czy zwykłą wodę i wiele, wiele innych. Krótko mówiąc, czy gość czuje się ważny, zaopiekowany. To on jest bohaterem odcinka – ja go tylko uruchamiam.
A sama rozmowa? Autentyczna ciekawość gościa i jego historii oraz pamiętanie o tym, że człowiek ma dwa razy więcej uszu niż ust i w takiej proporcji powinien ich używać. Również w życiu, nie tylko w studiu.
Co skłoniło Pana do napisania książki „Jak dobrze wyglądać po 40-tce”?
Pytanie zawarte w tytule. Zastanawiałem się, czy w tym momencie życia, który przez wielu jest traktowany jako jakieś wejście w smugę cienia, stać nas na to, aby wyglądać najlepiej w swoim ponad 40-letnim życiu. Odpowiedź brzmi – po stokroć tak, choć związana jest z tym dyscyplina, wysiłek treningowy i co zawsze prowadzi do sukcesu – konsekwencja. Postanowiłem zostać królikiem doświadczalnym i wypróbować te rzeczy na sobie.
Pojawia się Pan w reklamach komercyjnych. Na jakiej zasadzie dobiera Pan kontrakty reklamowe?
Nie wziąłbym udziału w reklamie, która jest sprzeczna z moim pojmowaniem świata czy moimi wartościami. Staram się pracować z tymi, których w poszczególnych segmentach uważam za najlepszych. Nie jestem też hipokrytą i produktów tych używam i uważam za dobre, co daje dodatkowy punkt. Ja w reklamach nie kłamię.
Jak można doczytać na Pana stronie, prowadzenie eventów to obok telewizji największa Pana pasja. Dlaczego?
Trochę już o tym powiedziałem na początku wywiadu, ale dodam jeszcze dwa elementy. Pierwszy: przygotowuję się solidnie do eventów, poznaję bardzo różne branże moich klientów, lubię się uczyć.
Drugi najważniejszy: bardzo lubię kiedy poza uroczystym schematem, który oczywiście musi być, istnieje element niespodzianki. Uwielbiam, kiedy publiczność jest zaskakiwana, oczywiście w pozytywny sposób, bo pamiętajmy, że jest to rozrywka. Prowadzący powinien sprawić, aby hurtowo wydzielały się endorfiny i goście zapamiętali swoje wydarzenie jako wspaniałe.
Jest Pan związany z branżą wiele lat, na ich przestrzeni poprowadził Pan niezliczoną liczbę eventów. Zawsze wszystko toczyło się zgodnie z planem? Są historie, które szczególnie Pan wspomina?
To jak ma przebiegać wydarzenie, wiedzą tylko Ci co je zaplanowali: klient, agencja i prowadzący. O jakichkolwiek potknięciach, opóźnieniach artystów, problemach technicznych, lub nieprzewidzianych sytuacjach publiczność nie ma pojęcia. Rozwiązuję je razem z agencją za kulisami lub nawet na scenie. Tak naprawdę rzadko zdarza mi się sytuacja, która się jeszcze nie wydarzyła. W końcu pracuję w tej branży od 27 lat, choć wydaje to się niemożliwe, bo podobno jestem coraz młodszy (śmiech). Jeżeli prowadzący i agencja pracują na najwyższych obrotach i jest między nimi chemia, to nie ma problemów nie do rozwiązania. Nie zdarzyło mi się jeszcze, mimo różnych kłopotów, aby publiczność zorientowała się, że coś idzie nie tak. Bardzo się kiedyś ucieszyłem, kiedy ktoś mi powiedział, że jestem takim Autocasco na eventy. To był dla mnie wielki komplement.
Jak mówi popularna piosenka „Wszystko się może zdarzyć” – również podczas eventów. Jak sobie radzić z nieprzewidywanymi sytuacjami?
Przede wszystkim zachować spokój i pogodę ducha. Brak nawet najmniejszego zdenerwowania pokazuje publiczności, że sprawy idą we właściwym kierunku. Potem zależnie od sytuacji można opowiadać historie, można z ludźmi się pobawić, porozmawiać, znaleźć coś co mnie z widownią łączy, zrobić z nimi selfie, obstawić wyniki meczu, słowem można zrobić 100 rzeczy aby ludzi zająć, dopóki nie ma sygnału od agencji, że wszystko już gotowe. Można też odebrać za kogoś nagrodę, wręczyć ją w czyimś imieniu, nawet zaśpiewać za artystę, jeśli trzeba.
Jak widzi Pan przyszłość branży EVENT & MICE, przewiduje Pan jakieś rewolucyjne zmiany?
To szeroki temat ponieważ pewne rzeczy pozostaną niezmienne, bo nie mają prawa się zmienić. Ale oczywiście zmiany będą. Pewną forpocztą tych zmian jest oczywiście telewizja, bo tam te nowości docierają najszybciej jak np. hologramy, których użyliśmy na 25-lecie Polsatu, a potem miałem wiele pytań, gdzie je można zamówić i czego wymaga ta technologia. Telewizja pokazuje nowe trendy, ale też prowadzi szczegółowe badania zwrotne, jak te trendy są postrzegane, na co ludzie reagują i co im się podoba? Przykładów takich nowości zarówno koncepcyjnych, jak i technologicznych jest bardzo, bardzo wiele. Jeżeli są Państwo zainteresowani pogłębioną analizą tego tematu to zapraszam na mój wykład, podczas konferencji EVENT MIX, która odbędzie się 12 września w EXPO XXI Warszawa w trakcie targów reklamy FestiwalMarketingu.pl.
Rozmawiał Andrzej Kuczera
Krzysztof Ibisz – Jeden z najpopularniejszych i najbardziej lubianych prezenterów oraz dziennikarzy telewizyjnych. Laureat aż trzech Wiktorów Publiczności i dwóch Telekamer. Ze szklanym ekranem związany od ponad 20 lat. Rozkochał w sobie publiczność już na początku kariery, prowadząc wyjątkowe show „Czar Par”. Z czasem stał się niekwestionowaną gwiazdą telewizji, prowadząc największe i najpopularniejsze programy rozrywkowe, m.in. Jak Oni Śpiewają, Życiowa Szansa, Ona i On, Awantura o Kasę, Gra w Ciemno , Rosyjska Ruletka czy reality show Bar. Doskonale sprawdza się w roli prowadzącego największe widowiska telewizyjne jak Sylwestrowa Moc Przebojów, Sopot Festival, Polsat Super Hit Festival, Zielonogórska Noc Kabaretowa czy wybory Miss Polski. Jest autorem i gospodarzem prestiżowego talk-show „Demakijaż”. Od kilu lat prowadzi najbardziej utytułowany I najbardziej prestiżowy program rozrywkowy świata – polską edycję Dancing with the Stars – Taniec z Gwiazdami! Słynie z legendarnego profesjonalizmu i pozytywnej energii, którą zaraża wszystkich dokoła. Wielki fan sportu i propagator zdrowego stylu życia.
Wywiad ukazał się w ostatnim numerze OOH event!, pobierz bezpłatnie TUTAJ.
Jeden z największych importerów i dostawców gadżetów reklamowych w Europie poleca w swej ofercie nowość – świąteczne wykrawacze z pieczątką DELÍCIA.
To doskonały gadżet do przygotowywania świątecznych herbatników, kruchych ciasteczek oraz pierniczków, a także do dekorowania marcepanem.

Foremki świetnie wyglądają i są bardzo proste w użyciu, dzięki czemu uśmiech zagości na buziach wielu dzieci.
Jest to idealny gadżet, by spędzić wspólnie czas w kuchni i połączyć pieczenie z zabawą.
Zestaw zawiera 4 urocze wzory świąteczne. Wykrawacze zostały wykonane z wysokiej jakości wytrzymałego plastiku. Można myć w zmywarce. Gwarancja 3-letnia.
JK