W OPINII PRAWNEJ przygotowanej w maju 2018 roku przez Kancelarię Prawną Dr Krystian Ziemski & Partners1 dokonana została między innymi analiza i ocena obowiązujących regulacji prawnych w zakresie sytuowania reklam w przestrzeni publicznej, uwzględniająca praktykę ich dotychczasowego stosowania przez organy samorządu gminnego. Niektóre konkluzje prowadzą nieuchronnie do wniosku, że regulacje te wymagają pilnej i gruntownej nowelizacji.
Funkcjonowanie ustawy zwanej powszechnie krajobrazową jest przykładem na to, jak w założeniu słuszna idea, niewłaściwie zaimplementowana przez ustawodawcę radykalnie zmienia swój charakter.
Założenia części reklamowej ustawy krajobrazowej powstały jeszcze w 2008 roku w czasie obrad tzw. Warszawskiego Okrągłego Stołu Reklamowego. Niestety, poza zaadoptowaniem kilku słusznych postulatów WOSR, takich jak możliwość wprowadzenia jednolitej dla całego miasta, niezależnej od planów miejscowych regulacji dotyczącej reklam, czy możliwości zawierania umów na reklamę w pasie drogowym, „Ustawa o zmianie niektórych ustaw w związku ze wzmocnieniem narzędzi ochrony krajobrazu” jest prawem ułomnym. Ogranicza innowacyjność w outdoorze, praktycznie eliminując możliwość umieszczania w pasie drogowym nośników elektronicznych emitujących ruchome obrazy. Wprowadza system opłat zdecydowanie preferujący wielkie formaty reklamowe oraz drakońskie kary za umieszczanie reklam niezgodnych z gminnym kodeksem reklamowym, które łatwo będzie omijać nieuczciwym przedsiębiorcom. Wiele jej zapisów budzi też wątpliwości natury konstytucyjnej.
Istnieje zatem pilna konieczność wypracowania nowych, kompleksowych rozwiązań w zakresie rewizji definicji ustawowych współkształtujących zasady i warunki sytuowania reklam w przestrzeni publicznej, tak aby służyły one rzeczywistej realizacji celów leżących u podstaw ustawy krajobrazowej.
Na kanwie dokonanej w ramach wspomnianej Opinii oceny prawnej obowiązujących przepisów prawnych w zakresie sytuowania reklam w przestrzeni publicznej, sformułować należy następujące postulaty de lege ferenda:
/1/
Doprecyzowanie kluczowych definicji ustawowych stanowiących podstawę modelu reglamentowania lokalizacji reklam w przestrzeni publicznej celem zagwarantowania spójności obowiązujących rozwiązań oraz zapewnienia wymaganego konstytucyjnie standardu pewności prawnej adresatów obowiązujących norm prawnych, w szczególności:
· ujednolicenie definicji legalnych w ustawach powiązanych,
· wyraźne wyłącznie z definicji „tablicy reklamowej” i „urządzenia reklamowego” nośników lokalizowanych wewnątrz obiektów budowlanych, w szczególności wewnątrz obiektów użyteczności publicznej, takich jak metro i przejście podziemne,
· wyraźne wyłączenie z definicji ustawowych „tablicy reklamowej” i „urządzenia reklamowego” nośników służących reklamie obnośnej i obwoźnej (przy równoczesnej realizacji postulatu oznaczonego jako punkt 2),
· wprowadzenie ustawowej definicji kryterium prawnego „trwałego związania z gruntem” wyznaczającego zarówno zasady lokalizowania reklam w przestrzeni publicznej, jak i zasady ponoszenia odpłatności z tego tytułu.
/2/
Wprowadzenie wyraźnych zasad, kiedy i na jakich warunkach, uchwały reklamowe mogą regulować problematykę lokowania w przestrzeni publicznej urządzeń wykorzystywanych na cele tzw. reklamy mobilnej (wraz z wyraźnym wyłączeniem spod regulacji u.p.z.p. tzw. reklamy tranzytowej);
/3/
Wyraźne wskazanie, że uchwała reklamowa nie może różnicować zasad i warunków sytuowania tablic reklamowych i urządzeń reklamowych poprzez odniesienia do zmiennych elementów przestrzeni, takich jak: front działki, powierzchnia działki, przeznaczenie nieruchomości, funkcja terenu, rodzaj prowadzonej na nieruchomości działalności gospodarczej;
/4/
Wprowadzenie wyraźnego przepisu wskazującego, że przepisy uchwały reklamowej nie naruszają przepisów odrębnych, w szczególności wyznaczonych przepisami u.d.p. zasad umieszczania nośników reklamowych w określonych odległościach od zewnętrznej krawędzi jezdni;
/5/
Wprowadzenie ograniczenia czasowego w zakresie możliwości podjęcia nowej lub dokonania zmiany obowiązującej uchwały reklamowej uwzględniającego potrzebę zapewnienia bezpieczeństwa prawnego użytkowników przestrzeni publicznej;
/6/
Wprowadzenie większej elastyczności w zakresie różnicowania uchwały reklamowej dla poszczególnych obszarów gminy;
/7/
Wprowadzenie możliwości wydawania przez organy gminy decyzji w przedmiocie odstępstw indywidualnych od postanowień uchwały reklamowej w ustawowo określonych przypadkach;
/8/
Dokonanie rewizji zasad i trybu przeprowadzania procedury planistycznej poprzedzającej podjęcie uchwały reklamowej, w szczególności poprzez wyraźne wskazanie, że w razie wprowadzenia do projektu uchwały zmian w wyniku uwzględnienia zgłoszonych uwag czynności proceduralne należy ponowić w niezbędnym zakresie;
/9/
Modyfikacja instytucji opłaty reklamowej, która obecnie – wbrew pierwotnym założeniem – została ukształtowana w taki sposób, że stała się źródłem nadmiernego fiskalizmu, kumulując się z podatkiem od nieruchomości oraz odpłatnościami za nośniki reklamowe sytuowane w pasie drogi publicznej;
/10/
Dokonanie zmiany zasad ponoszenia odpowiedzialności karno-administracyjnej z tytułu popełnienia tzw. deliktu reklamowego obejmującej:
· doprecyzowanie zasady kalkulacji wymiaru kary pieniężnej za popełnienie deliktu reklamowego w ten sposób, by podstawą dla kalkulacji wymiaru kary objąć tą część powierzchni tablicy lub urządzenia reklamowego służącą ekspozycji reklamy, która wykracza poza warunki i zasady określone uchwałą reklamową,
· wprowadzenie mechanizmów miarkowania wysokości kary z wykorzystaniem ustawowo wskazanych dyrektyw wymiaru kary, w szczególności poprzez wprowadzenie możliwości obniżenia skalkulowanej kary z uwagi na wagę stwierdzonego naruszenia prawa.
/11/
Doprecyzowanie przepisów dotyczących dostosowania istniejących w dniu wejścia w życie uchwały tablic i urządzeń reklamowych, tak aby zapewniały ochronę interesów w toku oraz właściwą ochronę inwestycji.
———————–
1 Opinia Prawna w przedmiocie oceny obecnie obowiązujących przepisów prawnych w zakresie sytuowania reklam w przestrzeni publicznej – Dr Krystian Ziemski & Partners Kancelaria Prawna – maj 2018.
Artykuł pochodzi z Raportu IGRZ 2018 – Reklama OOH w Polsce”. Zobacz wersję online..
8000 przebadanych dzieci, ponad 2000 przekazanych par okularów – to dotychczasowy bilans programu Zobacz Lepszą Przyszłość realizowanego przez Grupę Essilor Polska. Właśnie rozpoczęła się kolejna edycja kampanii. Pracownicy ponownie ruszyli do placówek opiekuńczych w całym kraju, by sprawdzać wzrok ich podopiecznych, a potrzebującym przekazać okulary.
Program Zobacz Lepszą Przyszłość rozpoczął się ponad dwa lata temu. Dotychczas, każdego roku odbywały się dwie edycje tej akcji – wiosenna i jesienna. W ramach projektu wolontariusze, do których należą pracownicy spółek – JZO, Essilor Polonia, JAI KUDO oraz Essilor Optical Laboratory Polska [ME1] wykonują w domach dziecka przesiewowe badania wzroku. Podopieczni, u których zaistnieje podejrzenie wady wzroku, kierowani są na wizytę do okulisty, a następnie otrzymuje bezpłatne okulary. W marcu ruszyła kolejna edycja programu. Plany organizatorów zakładają, że w jej trakcie pracownicy spółek Grupy Essilor Polska przebadają wzrok kolejnym 2,5 tysiącom podopiecznych placówek opiekuńczo-wychowawczych.
– Prawidłowe widzenie jest potrzebne najmłodszym, by właściwie się rozwijać. Dzięki okularom potrzebujące dzieci z wadami wzroku mogą osiągać lepsze wyniki w nauce i nawiązywać relacje społeczne. Właściwa korekcja jest więc istotnym elementem wyrównywania ich szans na dobry start w dorosłe życie. Trafiamy do nich dzięki naszej akcji. Pokazujemy również, że problemy z widzeniem dotyczą także młodzieży. Wzrok najmłodszych powinien być sprawdzany, a w razie potrzeby właściwie korygowany. Świadomość na ten temat w naszym kraju jest wciąż niewystarczająca. Przed nami jeszcze wiele pracy, aby to się zmieniło – mówi Mirosław Nowak, Prezes Grupy Essilor Polska, Litwa, Łotwa, Estonia.
Bezpłatne, przesiewowe badania wzroku wykonywane są w ramach kampanii Zobacz Lepszą Przyszłość zgodnie z międzynarodowymi normami, przez wolontariuszy z Grupy Essilor Polska. Są nimi pracownicy, którzy wcześniej przeszli niezbędne szkolenia.
– W każdej edycji ponad 100 pracowników zgłasza się, aby skorzystać z możliwości, jakie daje nasz program i zrobić coś dobrego. Uczestnictwo w nim daje wolontariuszom ogromną satysfakcję. Pokazuje również, że naszą misję, czyli poprawę jakości życia poprzez poprawę widzenia, można realizować na wiele sposobów. Jestem dumny z naszego zespołu. Bez nich pomoc, którą zapewniamy najmłodszym, nie byłaby możliwa- dodaje Mirosław Nowak.
Kampania Zobacz Lepszą Przyszłość stała się rozpoznawalną inicjatywą, która spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem w wielu kręgach. Akcja zdobyła uznanie zarówno przedstawicieli branży optycznej, jak również osób spoza tego sektora, o czym świadczy m.in. nagrodzenie jej inicjatorów tytułem Dobroczyńcy Roku 2018. Organizatorem programu Zobacz Lepszą Przyszłość jest Grupa Essilor Polska oraz fundacja Vision for Life. Partnerem programu jest Fundacja Przyjaciółka oraz firmy: Essilor Polonia Sp. z o.o., JZO S.A., JAI KUDO Polska Sp. z o.o., Essilor Optical Laboratory Polska.
JK
[ME1] EOLP to nie spółka GRupy
W świecie oferującym wiele możliwości i setki okazji do spotkań z bliskimi, to, czego niejednokrotnie nam brakuje to… czas. Każdy z nas bywa zmęczony i zapracowany, ale równie często zdarza się nam sięgać po – niekiedy absurdalne – wymówki, aby uniknąć towarzyskich spotkań. Wyborowa pokazuje, że to na powodach do spotkań warto się skupić, ponieważ mogą być ich tysiące. W odkrywaniu tych uniwersalnych i tych mniej oczywistych, pomoże nam nowy chatbot marki Wyborowa. Twarzą kampanii „Tysiące powodów do spotkań” został znany polski aktor, Maciej Zakościelny.
Kampania, która skłania do refleksji
Chwile dzielone ze znajomymi, przyjaciółmi i rodziną to coś, co warto celebrować. Jest to główna myśl leżąca u podstaw marki Wyborowa, która znalazła swoje odzwierciedlenie w najnowszej kampanii „Tysiące powodów do spotkań”. Główną osią komunikacji jest zestawienie wymówek, przedstawionych w nieco żartobliwym i przerysowanym tonie, które mają na celu podkreślenie, jak bardzo kreatywni bywamy, aby uniknąć towarzyskich spotkań. W kampanii Maciej Zakościelny prezentuje absurdalne wykręty w kontrze do wartości płynących z podtrzymywania relacji z przyjaciółmi. Wyborowa zwraca uwagę, że o ile mierzymy się na co dzień z autentycznymi trudnościami – obowiązkami domowymi i wyzwaniami w pracy – to również bardzo często rezygnujemy ze spotkań, zasłaniając się pretekstami. Kampania ma na celu przede wszystkim zainspirować konsumentów do tego, aby mniej lub bardziej skrzętnie przemyślane wybiegi schowali do kieszeni, a zamiast tego świadomie gospodarowali czas na radosne dzielenie chwil z bliskimi. Wyborowa podkreśla, że powodów do spotkań są tysiące – od zrelaksowania się po ciężkim dniu w pracy, przez rozmowy zbliżające nas do siebie nawzajem, po poszerzanie towarzyskiego kręgu o nowe znajomości. Naczelnym powodem, który podkreśla marka, jest jednak uniwersalna i prosta prawda o tym, że relacje z ludźmi są najważniejsze.
Współpraca oparta o ponadczasowe wartości
Twarzą kampanii został Maciej Zakościelny, który w ubiegłym roku zaangażował się w projekt „Stół społecznościowy”. Sukces kampanii odzwierciedlił, że Maciej Zakościelny to doskonały ambasador wartości, które leżą u podstaw marki Wyborowa, a za którymi wielu z nas tęskni w obecnych czasach. Mowa tu o towarzyskości, gościnności, otwartości i trosce o budowanie autentycznych relacji. Dlatego w tym roku Maciej Zakościelny łączy siły z marką Wyborowa, inspirując do tego, aby poświęcać sobie nawzajem więcej czasu i – korzystając z walorów mediów społecznościowych – dzielić się radosną atmosferą chwil z bliskimi w świecie offline.
Wideo z udziałem Macieja Zakościelnego, które powstało w ramach najnowszej kampanii, już teraz można obejrzeć tutaj.
Chatbot w służbie analogowych spotkań
O jakim łączeniu świata online z analogowym mowa? W odpowiedzi na potrzeby konsumentów, oczekujących błyskawicznej wymiany informacji, Wyborowa mocno stawia na digital i nie boi się wdrażania innowacyjnych rozwiązań. W ramach kampanii „Tysiące powodów do spotkań”, marka stworzyła wyjątkowego chatbota – wirtualnego asystenta, z którym rozmowa odbywa się płynnie, natychmiastowo, a jedyne, czego potrzebujemy, to Messenger.
Chatbot Wyborowa to asystent, który nie tylko wprowadzi użytkowników w świat wartości marki, ale również w ciekawy sposób uatrakcyjni każde towarzyskie spotkanie. Jego cel? Inspirować, doradzać i wspólnie z użytkownikami odkrywać kolejne powody, dla których warto zadbać o relacje z bliskimi. W jaki sposób wirtualny asystent to umożliwia? Jedną z wielu jego funkcji jest wieloosobowa gra „Czysta przyjaźń” – dzięki serii zabawnych, przewrotnych, a czasami nieco uszczypliwych pytań każde spotkanie w grupie znajomych nabiera nowego wymiaru. Chatbot Wyborowa stanowi zatem płynny łącznik między światem cyfrowym i analogowym. Korzystając z nowoczesnych rozwiązań, które zostały zaprojektowane w odpowiedzi na potrzeby konsumentów, marka hołduje ponadczasowym wartościom, związanym z budowaniem autentycznych, głębokich relacji w świecie analogowym. Wyborowa i jej chatbot udowadniają, że pomysłowe wykorzystanie walorów oferowanych przez chaty internetowe – natychmiastowość komunikacji, dostępność niezależnie od miejsca i czasu – może przysłużyć się nawiązywaniu kontaktów w świecie realnym. A wirtualnego asystenta, „mieszkającego” w naszych smartfonach, mamy zawsze w zasięgu ręki.
– Projektując chatbota Wyborowa, skupiliśmy się przede wszystkim na potrzebach konsumentów, ponieważ zależy nam na dostarczaniu im realnych korzyści, m.in. towarzyskich Nasz wirtualny doradca sprawia, że jesteśmy tam, gdzie nasi konsumenci i możemy angażować ich w świat marki. To też po prostu angażująca gra, który uatrakcyjni każde towarzyskie spotkanie. Grając w „Czystą przyjaźń” może się okazać, że mamy jeszcze sporo do odkrycia, jeśli chodzi o naszych znajomych, a to świetna Zabawa – mówi Marcin Wierzbicki, Digital Manager, Wyborowa Pernod Ricard.
Świadek wyjątkowych celebracji
Chwile spędzane z bliskimi warto celebrować. To przekonanie leży u podstaw wartości marki Wyborowa, cieszącej się mianem jednej z najbardziej popularnych marek wódek zarówno w Polsce, jak i na świecie. O smaku i charakterze marki świadczą liczne nagrody i wyróżnienia przyznawane wódce Wyborowa od dziesięcioleci. Powstały z najlepszych odmian żyta pochodzącego z lokalnych upraw w Wielkopolsce, trunek ten charakteryzuje wyrazisty smak przełamany subtelną słodyczą, z wyczuwalnymi nutami orzecha brazylijskiego i razowego chleba. Wyborowa należy ponadto do grona marek, które poszczycić się mogą znakiem gwarancyjnym „Polska Wódka/Polish Vodka”, świadczącym o tym, że zarówno starannie dobrane składniki są polskiego pochodzenia, jak i gwarantuje, że pieczołowity proces produkcji wódki Wyborowa w całości odbywa się w naszym kraju.
JK
Największy na świecie producent opakowań szklanych oferuje nowe możliwości personalizacji i dostosowania opakowań do indywidualnych potrzeb konsumentów.
Szkło zyskuje na popularności i jest coraz częściej preferowanym materiałem opakowaniowym. Jak wynika z badań, to szkło jest materiałem, które najbardziej kojarzy się konsumentom ze świeżością produktów[1]. Szkło praktycznie nie przepuszcza tlenu, dzięki czemu przechowywane w nim produkty pozostają świeże i lepiej zachowują swoje właściwości. Dodatkowo szkło łatwo utrzymać w czystości, poddać sterylizacji i użyć ponownie. Do zalet związanych z bezpieczeństwem przechowywania oraz ekologią, dołącza teraz możliwość wyjątkowej personalizacji.
Jak wynika z danych Deloitte[2], konsumenci oczekują, że produkty, które kupują, będą dostosowane do ich potrzeb. Deklarują chęć zapłacenia więcej za produkt, który jest spersonalizowany. Dodatkowo są gotowi zaczekać na taki produkt dłużej niż zwykle. Producenci wykorzystują rolę, jaką odgrywa personalizacja opakowań w tworzeniu wizerunku marki, dlatego starają się wyróżnić poprzez niestandardowe formy. W ten sposób łatwiej jest zbudować zaangażowanie i zadowolenie konsumentów, przywiązać ich go marki i podkreślić wartości premium produktu.
– Konsumenci coraz częściej doceniają limitowany, lokalny a przez to często ekskluzywny charakter produktów. Aby odpowiedzieć na te potrzeby, zaoferowaliśmy naszym klientom usługę O-I : EXPRESSIONS. To innowacyjne rozwiązanie, które daje producentom żywności i napojów zupełnie nowe możliwości marketingowe. Dzięki cyfrowo drukowanym, niestandardowym efektom nadającym produktom indywidualny charakter i podkreślającym ich wartość premium, O-I : EXPRESSIONS umożliwia przemianę szklanych opakowań w wielowymiarowe dzieła sztuki – podkreśla Paweł Sabal, Customer Excellence & Category Manager w O-I Poland.
O-I : EXPRESSIONS umożliwia, na końcowym etapie projektowania opakowań szklanych, połączenie znanych od lat zalet szkła, z innowacyjnym, ukierunkowanym na marketing rozwiązaniem. Dzięki technologii druku cyfrowego, O-I: EXPRESSIONS umożliwi w szybkim czasie i w przystępnej cenie, tworzenie wysoce spersonalizowanych i niestandardowych opakowań szklanych o dowolnej pojemości, z wykorzystaniem niespotykanej dotąd gamy kolorów i możliwości projektowania.
[galeria=”1″]
– Widzimy, że konsumenci preferują szkło i ten trend staje się coraz bardziej wyraźny. Szkło to ekologiczny i bezpieczny materiał, pochodzący jedynie z naturalnych składników. Opakowania szklane można w całości i nieskończenie przetwarzać. Zadbaliśmy wiec o to, aby technologia O-I : EXPRESSIONS w żaden sposób nie wpływała negatywnie na środowisko. Wykorzystywane atramenty są organiczne i nie wpływają na możliwość recyklingu szkła – zaznacza Paweł Sabal.
Wersja premium usługi, O-I : EXPRESSIONS RELIEF, która swoją nazwę zaczerpnęła z techniki rzeźbiarskiej, oferuje możliwość korzystania z niestandardowych, możliwych do wyczucia palcami, cyfrowo drukowanych efektów, takich jak bezbarwne i kolorowe wytłoczenia. Drukowane rzeźby mają za zadanie oddziaływać na zmysł dotyku.
Owens-Illinois zdobył za O-I : EXPRESSIONS główną nagrodę w kategorii butelek szklanych podczas World Beverage Innovation Awards 2018. Usługa O-I: EXPRESSIONS otrzymała również tytuł „Najbardziej obiecującej premiery”, przyznawany przez The Oscar De L’Emballage (Oskary w dziedzinie opakowań).
JK
[1]Badanie Kantar Polska dla Robico i O-I zrealizowane w dniach 16-21.05.2018 r., na ogólnopolskiej próbie n=1004 Polaków w wieku 18+
[2]The Deloitte Consumer Review. Made to order: The rise of mass personalization, 2015
W lipcu tego roku agencja Goldenberry skończy 10 lat – działamy już od prawie DEKADY, w tym czasie było nam dane spotkać wielu wspaniałych ludzi, którzy stali się naszymi klientami, dostawcami oraz pracownikami. Początkowo mieliśmy w planach przeprowadzenie z nami wywiadu „rzeki”, w którym podsumowalibyśmy ostatnie 10 lat, natomiast porzuciliśmy szybko ten pomysł. Cofając się do lipca 2009 roku, uświadomiliśmy sobie, że nasz pierwszy klient oraz jeden z naszych pierwszych dostawców – wciąż są z nami i ciągle realizujemy wspólnie ciekawe projekty. Kto lepiej niż oni potrafi opowiedzieć historię pod tytułem 10 lat Goldenberry? Zapraszamy do lektury oczyma tych, którzy nam zaufali.
Poszukiwania odpowiedniej agencji kreatywnej to ból głowy dla wielu firm, a co dopiero sama współpraca, która przysparza więcej skoków ciśnienia niż pożądanych efektów. Opóźnienia w dostawie, gdy ASAP’y gonią, produkt niezgodny z opisem, brak kontaktu z agencją – znacie takie sytuacje? My nie. Piszę to ja, Marcin Adamowicz – Dyrektor Marketingu GTI, który 10 lat temu musiał szukać agencji kreatywnej na miarę największego partnera Orange Polska. Wydawać się mogło, że rynek pęka w szwach od firm oferujących wszelkiego rodzaju dobra reklamowe, lecz sama realizacja naszych zleceń nie zawsze wyglądała tak jak na zdjęciu, nie mówiąc już o opóźnieniach w dostawie. Pierwsze zapytanie zostało wysłane masowo do kilku warszawskich agencji w 2009 roku. Przygotowywaliśmy się do sezonu „back to school” i szukaliśmy gadżetu dla dzieci, który byłby mały i praktyczny. W odpowiedzi otrzymałem kilka wycen i propozycji, wśród nich znalazła się firma Goldenberry. Mała agencja, która zaproponowała hit sprzedaży 2009 roku jakim były silikonowe nakładki na pisaki. Stworzyli dla nas wizualizację z wyśmienitymi postaciami Serca i Rozumu, które jak wiecie były koniem pociągowym naszej sprzedaży. Nowa, wspaniała agencja przywiozła część zamówienia starym „kombiakiem” z wielkim uśmiechem na twarzy i radością jak wspaniale wyszedł im ten gadżet. Uwierzcie mi, że ze starego auta nie wyszły tylko fajne gadżety, ale i właściciele z uśmiechem szerszym i szczerszym od Jokera. Tak rozpoczęła się nasza współpraca, która trwa do dziś. W międzyczasie konfekcjonowali dla nas tysiące gadżetów do kilkuset salonów Orange w mieszkaniu, które nie przekraczało 50 m2 – to dopiero wyczyn! Realizowali zamówienia w czasie, krótszym niż mrugnięcie oka, przepychali przez celników gadżety, drukowali tysiące ulotek, zaopatrywali salony Orange w teczki, torby i różne inne materiały reklamowe, tańczyli, śpiewali i bawili się z nami – zawsze z tym nieodzownym uśmiechem na twarzy. Przez lata razem rozwijaliśmy nasze firmy i poszerzaliśmy współpracę o obsługę logistyczną już ponad dwustu salonów Orange, digitalizację sieci odnośnie zamówień towarowych, obsługę kanału B2B, kreację graficzną wszystkich wydarzeń eventowych jak 25-lecie firmy, szkolenia, konferencje. Właściwie razem robimy wszystko, Goldenberry to trochę dział GTI, tylko w innej siedzibie. Może zabrzmi to trochę patetycznie, ale nasza współpraca to naprawdę czysta przyjemność i dziękuję sobie samemu, że wysłałem tego maila w 2009 r. do tych uśmiechniętych ludzi z Goldenberry. Dzięki za wszystko!
10 lat Goldenberry – każda decyzja to strzał w dziesiątkę!
Ania Kobyłt z friends4friends opowiada o wieloletniej współpracy i o tym, co wyróżnia Goldenberry na tle innych agencji. – To ich decyzje. Często są śmiałe i odważne, konkurencja określiłaby je jako zuchwałe czy nawet bezczelne, ale w ramach konsensusu umówmy się, że na pewno są kreatywne i przebojowe. To właśnie one doprowadziły Goldenberry do miejsca, które zajmują na polskim rynku gadżetów. Zanim jednak wyruszyli na szerokie wody musieli zacząć wylewać fundamenty. Ich początki były skromne, agencja liczyła 3 osoby, a centrum operacji mieściło się w małym, ale jak się okazuje bardzo rozciągliwym, mieszkaniu na Ursynowie. To właśnie tam zaczęli rzucać wyzwania innym agencjom i przyciągać uwagę wielkich marek. Podejście „out of the box”, które stało się ich znakiem rozpoznawczym zaczęło przynosić efekty, baza klientów rosła, siedziba stawała się coraz mniejsza, a nowe twarze przybywały w imponującym tempie. Swoją przygodę z Goldenberry zaczynałam od kontaktów z Magdą i Darkiem i to oni pozwolili mi zrozumieć, że mam do czynienia z innym typem agencji. Kreatywnym i otwartym, profesjonalnym, ale z poczuciem dystansu, wymagającym, ale bezpośrednim. Już wtedy wiedziałam, że po drugiej stronie słuchawki mam nie tylko partnera, ale naprawdę dobrego kumpla. Jedną z wielu zasług ojców założycieli, Olafa i Darka, jest doskonała ręka do ludzi. To oni przyciągnęli pracowników, którzy nigdy wcześniej nie mieli styczności ze sprzedażą i zrobili z nich accountów z prawdziwego zdarzenia, jednocześnie angażując do pracy osoby niesamowicie doświadczone. Wiola, Paula, Dominiki, Dorota, ale też Marcin, Przemek czy Piotrek… Na teraz już sama nie wiem, kto przyszedł z ulicy, a kto ma ponad 15-letnie doświadczenie w branży. Goldenberry to też zaplecze, o którym klienci nie wiedzą: Asia, Basia, Kuba czy Piotrek to dobre duchy zespołu, które działają za kulisami, powodując, że cała agencja pracuje jak dobrze naoliwiona maszyna.
Wszystko powyższe, to doskonała robota Olafa Dąbrowskiego i Darka Nabywańca. Speców od marketingu, którzy zjedli zęby na pozyskiwaniu nowych klientów, gości którzy dla swojego zespołu osuszą mokradła, usuną z drogi wszelkie blokady i wyrównają nierówności na jezdni, by przypadkiem w czasie dostawy gadżetom nic się nie stało. Od kiedy ich znam, dwukrotnie zmienili już swoją siedzibę. Każde ich centrum dowodzenia miało wystarczyć na długie lata i każde po krótkim czasie zaczynało być za małe. Goldenberry nie jest jednak wypełnione tylko ludźmi czy kartonami, ale dobrymi pomysłami, przemyślanymi decyzjami i zdrowym podejściem do biznesu. Każdemu życzę, by w ich pracy był właśnie taki „tłok”. Osobiście cieszę się, że mimo totalnego braku czasu, potrafią się zatrzymać, wyciszyć telefon i znaleźć chwilę na zwykłe pogaduchy. Móc być Waszym dostawcą od samego początku to dla nas zaszczyt. Być przy Was podczas Waszego rozwoju to wielka duma. Móc się nazywać Waszą Friendką jest po prostu bezcenne. Dajecie nadzieję, że mimo faktur, zamówień, walki o klienta, jest też na tym rynku miejsce na człowieka – podsumowuje Anna Kobyłt.
10. rocznica działalności to także wyjątkowy jubileusz, z czego jesteśmy niezmiernie dumni, ale to przede wszystkim idealna okazja aby złożyć podziękowania wszystkim osobom, bez których nasza działalność i istnienie nie byłoby możliwe. Dziękujemy wszystkim klientom, bez których nasza działalność nie miałaby sensu i którzy zawsze byli dla nas bardzo istotnym źródłem inspiracji. Dziękujemy naszym dostawcom, którzy wspierali nas zawsze i są z nami na dobre i na złe. Na koniec dziękujemy naszym pracownikom, każdego dnia obsługującym naszych klientów z wielkim zapałem, pasją i zaangażowaniem. Liczymy na kolejne niezwykłe 10 lat w tak doborowym towarzystwie!
Olaf i Darek, Goldenberry Group
Artykuł ukazał się w ostatnim numerze OOH magazine, pobierz bezpłatnie TUTAJ.
Produkty z etykietką „eko” coraz częściej są wybierane jako upominki reklamowe. Ich oferta jest szeroka – produkty biodegradowalne, drewniane, pochodzące z recyklingu. Są trwałe, estetyczne i co najważniejsze przyjazne dla środowiska. Jak rynek eko upominków wygląda w Polsce, opowiada Agnieszka Jamrozik z Fabryki Magika.
Z roku na rok liczba zapytań o ekologiczne upominki znacznie wzrasta. Branże najbardziej zobligowane do zamawiania upominków eko to najczęściej te, związane z ochroną środowiska. Jednocześnie coraz większe grono firm, których branża nie współgra bezpośrednio z ekologią, jest zainteresowana gadżetami, nie obciążającymi negatywnymi skutkami naszej planety. – To najczęściej duże firmy, korporacje, które chcą poprawić swój wizerunek i uplasować siebie w oczach świata i klientów jako podmioty odpowiedzialne w biznesie, które w inteligentny i ekologiczny sposób korzystają z dóbr przyrody – mówi Agnieszka Jamrozik, Starszy Specjalista ds. Obsługi Klienta w Fabryce Magika. – Niejednokrotnie klienci wprost informują nas, że ekologia nie jest ich najmocniejszą stroną, ale właśnie między innymi poprzez gadżety chcą się nieco przyczynić do ochrony środowiska naturalnego – dodaje.
Najbardziej popularny obecnie asortyment na tym rynku to dziś w Polsce ekologiczne torby papierowe, kartonowe opakowania oraz artykuły biurowe, tekturowe notatniki lub ekologiczne długopisy. Wybierając te najpopularniejsze jak, na przykład biodegadowalne długopisy, klienci mogą być pewni, że ekologia to dobra inwestycja – ich użytkowanie w niczym nie różni się od innych produktów, cena z reguły jest niższa, a wizerunek odpowiedzialnych dbających o środowisko zyskują niejako w gratisie.
– Wybierając upominki ekologiczne, niektórzy obawiają się, że prestiż wynikający z wręczenia recyklingowego notesu będzie odbiegał od tego, wynikającego z podarowania notesu wykonanego na przykład z wysokogatunkowej skóry. Uważam jednak, że obydwa te produkty niosą ze sobą bardzo różne przesłania. Jeżeli produkt jest dobrej jakości, spełnia swoje zadanie i trafia do właściwego odbiorcy, to jest to jak najbardziej trafiony prezent – mówi Agnieszka Jamrozik. Z racji niebywałego trendu i rosnącej „mody” na produkty eko, producenci upominków standardowo posiadają w swojej ofercie coś z tego asortymentu. Istnieją u nas firmy, które poświęcają dużą część swojej działalności właśnie gadżetom ekologicznym produkowanym lokalnie. To dobry trend, który eliminuje transport z drugiego końca świata – Chin lub Tajwanu, jednak koszt produkcji lokalnej bywa wyższy, a to często stanowi spory problem dla klientów. Tymczasem upominki ekologiczne mogą być bardzo kreatywne, niebanalne i wykonane z nietypowych materiałów. Ciekawe pomysły to dziś na przykład bambusowe lub metalowe słomki wielorazowego użytku, pudełka na lunch z włókna bambusowego, bidony na wodę bez BPA, odzież z organicznej bawełny, a także produkty z korka, naturalnego drewna, stali szlachetnej i inne. Dużym powodzeniem cieszą się bawełniane torby w różnych wzorach i kolorach, które ozdobione błyskotliwym hasłem nawiązującym do działalności firmy stają się naprawdę ciekawym i modnym upominkiem. – W Fabryce Magika niedawno produkowaliśmy doniczki z roślinkami do samodzielnej hodowli – na przykład koniczynki szczęścia lub zioła. Mamy również doświadczenie w realizacji zamówień na ekologiczne powerbanki i pendrive’y – czyli wykonane z drewna, do których wyprodukowaliśmy ekologiczne pudełka z tektury – dodaje Agnieszka Jamrozik.
zdj. Agnieszka Jamrozik
Fabryka Magika regularnie zwiększa swój asortyment, dodając do niego coraz to nowsze i ciekawsze propozycje upominków. Po wizycie na ostatnich targach Promo Show Professional do eko upominków dostępnych w jej ofercie dołączyły między innymi kubeczki z bambusa i meble z tektury – w tym stoliki i krzesła, które mogą unieść nawet 140 kg ciężaru.
www.fabrykamagika.pl
Artykuł ukazał się w ostatnim numerze OOH magazine, pobierz bezpłatnie TUTAJ.
O początkach firmy, której polski oddział świętuje 15-lecie, koncentrowaniu się na promocji Exclusive Brands, udziale w targach Promo Show Professional 2019 oraz hitach w ofercie tekstyliów reklamowych na nowy sezon mówi Paweł Gołajewski, CEO Falk&Ross Group Polska.
Jako dystrybutor odzieży reklamowej oraz roboczej posiadacie ponad 40-letnie doświadczenie w działalności na rynku europejskim. Cofnijmy się w czasie… Jak wyglądały początki Falk&Ross w Niemczech?
Koniec lat 70. XX wieku Stephen Ross wraz ze wspólnikiem Maxem Falkiem drukują w Niemczech koszulki, głównie dla amerykańskiej armii i po niedługim czasie, jako jedni z pierwszych w Europie, podejmują się dystrybucji odzieży promocyjnej, jeśli dobrze pamiętam to pierwsza była nieistniejąca już marka Jerzees. W kolejnych latach nastąpił dynamiczny rozwój i ekspansja w Europie – i tak do dnia dzisiejszego…
Paweł Gołajewski, CEO, Falk&Ross Group Polska
Na pewno przełomowym momentem było otwarcie nowego centrum dystrybucji w Polsce. Jak to wspominacie?
W roku 2012 zdecydowaliśmy przyśpieszyć serwis dla klientów z Polski i części regionu Centralnej Europy. Ten rynek rósł i rośnie bardzo dynamicznie, a centrum logistyczne w Krakowie pozwala nam go wlaściwie obsłużyć. Jesteśmy jedynym pan-europejskim i multibrandowym dystrybutorem odzieży promocyjnej oferującym taki serwis w tej części Europy.
W takim razie, w tym roku obchodzicie jubileusz 15-lecia jako Falk&Ross Group Polska. W jaki sposób zamierzacie świętować?
Mamy pewne plany, ale to jeszcze tajemnica…
Sektor odzieży jest jednym z najlepszych przykładów oddziaływania marek na zachowania konsumentów. Można również zaobserwować rosnące zainteresowanie tematyką zdrowego odżywania oraz aktywności fizycznej. W jakim kierunku powinien się rozwijać rynek tekstyliów reklamowych?
To już istniejący proces, weźmy chociażby przykład rosnącej sprzedaży odzieży oddychającej i technicznej. Jest to najbardziej widoczne przy okazji organizowania imprez masowych, np. maratonów, gdzie bawełniane podkoszulki zastąpiły oddychające poliestrowe.
Czy personalizacja to nadal niekwestionowany numer jeden w sektorze artykułów reklamowych, a może pojawiły się nowe możliwości dotarcia do klienta?
Personalizacja jest nadal głównym celem. Techniki ewoluują, ale dążą do tego samego celu – pokazania i reklamowania swojego logo lub motto biznesowego. Oczywiście to nie jest jedyna gałąź branży, ale nadal dominująca.
Po raz kolejny dołączyliście do Promo Show Professional w Warszawie. W ubiegłym roku jedną z atrakcji na Waszym stoisku była prezentacja na żywo nadruku na trampkach Sg Footprints metodą DTG. Czym przyciągaliście uwagę w czasie drugiej edycji wydarzenia?
Chcieliśmy skupić się na pokazaniu naszych prywatnych marek (Exclusive Brands). Główny brand SG przeszedł gruntowne „odświeżenie” i pod jego logiem wprowadzamy kolejne nowe produkty, które można było zobaczyć na targach PSP. Oczywiście prezentowaliśmy też nowości ze wszystkich naszych marek prywatnych i pozostałych prawie 50 brandów odzieży.
W ubiegłym roku Falk&Ross wprowadził do swojej oferty aż 4 nowe marki. Czy podobny wysyp nowości zaplanowaliście na rok 2019?
Jak wcześniej wspomniałem, w 2019 roku koncentrujemy się na markach prywatnych, ale zaprezentujemy też nowe linie, nowe katalogi są już w rękach naszych klientów, więc mają świadomość jakie to marki…
Jakie produkty powinny być hitem tegorocznej wiosny?
Od kilku sezonów obserwujemy wzrost zainteresowania ekologicznym stylem życia, a co za tym idzie świadomością konsumencką. Hitem na nadchodzący sezon będą niewątpliwie tekstylia z bawełny organicznej, potwierdzone najważniejszymi certyfikatami w branży – OCS oraz GOTS.
Zdecydowanym faworytem będzie również wspomniana odzież sportowa – w tegorocznej ofercie zostało wprowadzonych kilkadziesiąt nowych bluz i koszulek oraz spodni z najwyższymi parametrami odprowadzania wilgoci oraz wielokolorowymi wzorami (m.in. gradientowymi).
Czego życzyć Falk&Ross Group Polska na kolejne lata działalności?
Konsekwencji, wytrwałości i pomysłowości w działaniach biznesowych. To są czynniki, które doprowadziły nas do miejsca, w którym jesteśmy teraz – lidera rynku w Polsce i Europie!
Rozmawiała Jaga Kolawa
Wywiad ukazał się w ostatnim numerze OOH magazine, pobierz bezpłatnie TUTAJ.
Czy warto zadawać pytania? Oczywiście, że tak, ale tylko wtedy kiedy naprawdę chcemy poznać odpowiedź.
Wydawać by się mogło, że to banalne, ale moje doświadczenie w pracy z zespołami i pracy w sprzedaży pokazuje, że bardzo często zadajemy pytania, bo „trzeba i wypada”, a nie dlatego, że chcemy dotrzeć do prawdziwej odpowiedzi. Co gorsza, bardzo często zadając pytanie, już z góry zakładamy, co chcemy usłyszeć i mamy przygotowany dalszy scenariusz naszej rozmowy.
Piotr Śliwiński, coach, konsultant biznesu, autor bloga „Manager z Głową”
Takie postępowanie możemy zaobserwować zarówno w sprzedaży, jak i w zarządzaniu zespołami.
Wielu sprzedawców ma wyuczone konkretne schematy sprzedażowe, w których jednym z elementów jest badanie potrzeb klienta. To jest ten moment, w którym pojawiają się pytania: Jaka oferta Pana interesuje? Jak często będzie Pan z tego korzystał? Co Pan potrzebuje? Jakie są Pana oczekiwania w stosunku do naszej oferty?
I co dzieje się dalej? Klient odpowiada sprzedawcy i ze szczegółami opowiada o rzeczywistych potrzebach oraz wskazuje swoje oczekiwania.
Najgorsze co może się później wydarzyć to brak odniesienia się do potrzeb klienta. Dość często takie postępowanie jest domeną telemarketerów, którzy najpierw zadają pytania i zaczynają angażować klienta, a później i tak przedstawiają ofertę, która została im narzucona z góry.
To tylko potwierdza, że sprzedawca ma już od początku rozmowy pomysł na swojego klienta i jego celem jest jedynie próba zrealizowania swojego scenariusza, w którym klient nie jest głównym bohaterem, a staje się tylko niewiele znaczącym dodatkiem.
Na podobne problemy skarzą się moi klienci współpracujący z agencjami marketingowymi. Na początku bywa bardzo profesjonalnie, otrzymują ankiety, wypełniają różne formularze, dzwonią opiekunowie projektu, którzy zadają im dziesiątki pytań. To wszystko ma pomóc w przygotowaniu idealnego projektu, a co się później okazuje? Powstaje coś, co zupełnie odbiega od określonych wcześniej potrzeb klienta. Odczucie kupującego usługę jest jednoznaczne – „robią ze mną wywiad, zadają mnóstwo pytań, a i tak przesyłają coś, co zrobił za nich program i liczą na to, że wyrażę akceptację”. Wykonawca usługi musi być świadomy, że to „zabija” klienta i już na tym etapie powoduje negatywne nastawienie do dalszej współpracy.
Oczywiście, może być i tak, że klient jest trudny, specyficzny i sam nie wie czego potrzebuje, ale to zawsze dostawca usługi lub produktu jest odpowiedzialny za to, żeby odbiorca otrzymał odpowiednie komunikaty i był świadomy, czego może oczekiwać i jakiego efektu powinien się spodziewać. A jak to wygląda u wszystko wiedzących managerów? To dość prowokacyjne pytanie, ale jest jeszcze wielu szefów, którzy za wszelką cenę pokazują otoczeniu i swoim współpracownikom, że to oni (szefowie!) mają w sobie całe pokłady wiedzy, rozwiązań, umiejętności i wszelkiej kreatywności.
Taki manager czuje, że jest samowystarczalny, ma na wszystko swój pomysł, nie pyta o rozwiązania swoich współpracowników, nie angażuje ich w tematy firmy, a później dziwi się, że jego zespół niechętnie angażuje się w nowe przedsięwzięcia.
Są też tacy, którzy mają świadomość, że warto pytać, ale zapominają o tym, że… powinni jeszcze wysłuchać odpowiedzi. Pojawia się tutaj podobny schemat, jak u wspomnianego powyżej telemarketera, tzn. najpierw pojawia się pytanie, po którym pada odpowiedź, ale już nikt jej nie słucha. Dlaczego? Nie chcą słuchać, bo wiedzą lepiej i mają już ułożony swój plan na to, co będzie dalej. Mają swoje rozwiązania, pomysły, wizje, a pytanie zadane współpracownikowi staje się tylko „polityczną” zagrywką, która ma pokazać członkom zespołu, że ich zdanie jest ważne.
To czysta fikcja – szef udaje, że jest zainteresowany zdaniem współpracownika, a współpracownik ma tego świadomość i udaje, że chce pomóc swojemu szefowi.
Podsumowując: zbyt często zapominamy, że to druga osoba jest tą, na której powinniśmy się skoncentrować. Niezależnie od tego czy jest naszym klientem czy współpracownikiem. Warto najpierw pytać, a później słuchać. Słuchać w taki sposób, żeby naprawdę usłyszeć, a później na tej podstawie pomóc znaleźć najlepsze rozwiązanie dla kogoś, dla siebie i dla szeroko rozumianego biznesu.
To m.in. coaching, który jest w Polsce coraz częściej spotykaną formą indywidualnego rozwoju, poszerzania samoświadomości i odkrywania potencjału, oparty jest przede wszystkim na odpowiednim zadawaniu pytań i wsłuchiwaniu się w drugiego człowieka.
W prowadzonych przeze mnie procesach coachingowych dostrzegam postęp i rozwój moich klientów, a zawdzięczamy to głębokim pytaniom oraz znalezieniu kluczowych odpowiedzi. Dopiero na ich podstawie podejmujemy konkretne działania, które przekładają się na wymierne efekty.
Zadawaj pytania, słuchaj odpowiedzi, bądź uważny na to, co i w jaki sposób mówi druga osoba, usłysz to i na końcu wykorzystaj to dla realizacji Waszych wspólnych celów.
Piotr Śliwiński – Doświadczony manager, coach, konsultant biznesu, twórca największej społeczności managerów w Polsce oraz autor bloga „Manager z Głową” (www.managerzglowa.pl). Praktyk, który pracuje coachingowo, mentoringowo i szkoleniowo z managerami oraz przedsiębiorcami. Współpracował z topowymi korporacjami w branży telekomunikacji i branży medycznej oraz zrealizował wiele projektów dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Od kilku lat z wielkim powodzeniem prowadzi działalność blogową, a jego wpisy trafiły już do kilku milionów odbiorców.
Artykuł ukazał się w ostatnim numerze OOH magazine, pobierz bezpłatnie TUTAJ.
Wszechobecność reklam w mediach uodporniła potencjalnych klientów na działanie klasycznego marketingu. Chcąc zaskoczyć klientów i przyciągnąć ich uwagę, wiele firm decyduje się na niestandardowe formy promocji. W większości przypadków cel jest jeden – zainteresować i zdobyć klienta, ale drogi do niego są zawsze różnorodne i niewyczerpane. Sposobów promocji firmy jest mnóstwo, dlatego też każdy, kto zarządza firmą, powinien pamiętać o kreatywnym ich wykorzystaniu. Z jakich form nietypowego marketingu, warto korzystać i kiedy je stosować?
Firmy działając na rynkach o dużej konkurencji, potrzebują skutecznych narzędzi marketingowych. Wobec występującego na co dzień szumu medialnego z licznymi przekazami komercyjnymi, klienci coraz bardziej zmęczeni są klasyczną formą reklamy, a przy okazji stają się coraz bardziej wymagającymi konsumentami.
Aleksandra Potrykus-Wincza, Country Manager, Poland & Baltics w MOOD
– Aby skuteczniej pozyskiwać klienta, należy śmiało korzystać z doświadczenia innych firm i sprawdzonych już przez nich skutecznych form promocji. Należy jednak zawsze pamiętać, aby nie powielać ich całkowicie, a dostosowywać do profilu swojej firmy i zawsze dodawać coś oryginalnego od siebie. Marketingowcy powinni zwracać uwagę na stereotypowe zachowania panujące w społeczeństwie, badać najczęstsze i najsilniejsze potrzeby grupy docelowej, a wnioski przeobrażać w kreatywny sposób, tak aby wpłynęły korzystnie na pozycję firmy na rynku – mówi Aleksandra Potrykus-Wincza, Country Manager Poland & Baltics w MOOD.
Obecnie istnieje bardzo dużo form marketingu niekonwencjonalnego, czyli tzw. ambient marketingu. Jego realizacja odbywa się zazwyczaj na specjalne zamówienie pod określony produkt lub usługę oraz pod ściśle określoną grupę docelową klientów. Z jakich form nietypowej promocji mogą korzystać firmy?
Jednym z rodzajów ambient marketingu jest np. marketing szeptany. Jego działania mają na celu dotarcie do klienta poprzez rekomendację dotyczącą danej marki, produktu lub usługi za pomocą bezpośredniego i spontanicznego przekazu ustnego. Dlatego też kanałem takiej komunikacji może być plotka, opowiadanie lub towarzyska dyskusja.
Aby zainspirować do dyskusji o marce lub jej produkcie, firma musi dać ludziom powód do rozmowy o niej. Marketing szeptany, inaczej nazywany buzz marketingiem, cieszy się sporym uznaniem wśród przedsiębiorców z uwagi na jego bezpośredni i dość wiarygodny charakter. Klienci wobec reklamy telewizyjnej mają coraz bardziej mieszane odczucia. Natomiast, jeśli produkt poleca znajomy, to wówczas ma o wiele silniejsze oddziaływanie na decyzję zakupową. Oprócz bezpośredniego kontaktu, bardzo istotnym medium uczestniczącym w rozprzestrzenianiu się buzz marketingu jest Internet. Ludzie polecają sobie produkty na forach, portalach społecznościowych oraz blogach, gdzie wymieniane są informacje, szczegółowe opinie oraz tworzone rekomendacje o dobrach konsumpcyjnych. Tutaj należy mieć jednak na uwadze, iż przez to, że marki chcą coraz bardziej wpływać na moderację dyskusji, klienci też już ostrożniej podchodzą do rekomendacji znalezionych w Internecie.
W ramach marketingu szeptanego możemy wyróżnić wiele jego form i odmian. Są to m.in.:
• Marketing wirusowy – występuje najczęściej w postaci zdjęć, filmików internetowych i e-maili. Jego głównym celem jest dotarcie z chwytliwym komunikatem do jak największej liczby osób w jak najkrótszym czasie,
• Product seeding – czyli dostarczenie towaru znanym lub wpływowym osobom, aby rozpowszechniały pozytywne opinie w szerokich kręgach swoich znajomych,
• Trendsetting – to ostatnio bardzo popularna forma marketingu szczególnie wśród marek odzieżowych. Osoby popularne w Internecie oraz w swoich środowiskach nosząc produkty danej marki, reklamują ją w swoich kręgach,
• Evangelist marketing – pracowanie na duże zaufanie wśród swoich klientów, którzy poźniej stają się organicznymi ambasadorami marki,
• Community marketing – wspieranie poszczególnych (często niszowych grup społecznych), przez co ich przedstawiciele wchodzą w głęboką interakcję z firmą,
• Blogging – tworzenie blogów oraz umieszczanie tam ciekawych treści produktowych, cennych informacji na temat brandu, które pobudzają użytkowników do rozmów na temat marki i jej produktów,
• Cause marketing – popieranie istotnych inicjatyw i kwestii społecznych, przez co firma zyskuje aprobatę wśród osób popierających dany temat/ inicjatywę,
Popularną formą niekonwencjonalnych działań jest marketing partyzancki. Opiera się przede wszystkim na dużej dawce kreatywności i wyczuciu czasu. Polega na promowaniu produktów lub usług firmy w ramach nietypowych technik, jak np. murale, graffiti czy tzw. wlepki firmowe umieszczane w różnych miejscach. Działania marketingu partyzanckiego mają na celu zyskanie wielu odbiorców w krótkim czasie, za pomocą jak najniższych nakładów finansowych. Metody te często skierowane są do młodszej grupy klientów.
Przedsiębiorcy coraz częściej korzystają również ze sponsoringu, dzięki któremu pozytywne wrażenie związane np. z obiektem sponsorowanym, przenoszone jest na samego sponsora. Ta forma promocji jest często bardzo kosztowna, ale też dociera do szerokiego grona odbiorców, gdyż towarzyszy zazwyczaj masowym zgrupowaniom ludzi (potencjalnych klientów).
Promowanie produktów, które działa w sposób najbardziej bezpośredni na zmysły klienta oraz na jego podświadomość, to z kolei działania marketingu sensorycznego. Ich celem jest wywoływanie wśród konsumentów zaprojektowanych, dogłębnych doznań zmysłowych, w efekcie których wzrośnie ich świadomość marki i przywiązanie do niej oraz wpłynie pozytywnie na decyzje zakupowe. Marketing ten bazując na sferze emocjonalnej człowieka, dąży do pełnego zaangażowania odbiorcy na wszystkich płaszczyznach. Profesjonalne i odpowiednio zaplanowane działania marketingu sensorycznego, wywierają wpływ na wszystkie pięć zmysłów. Doznania wzrokowe zależą od takich kwestii jak design, opakowanie, kolor, wystrój wnętrza czy też motyw przewodni. Słuch rejestruje komunikat głosowy lub ścieżkę dźwiękową. Węch pozwala poczuć logo zapachowe marki oraz jego rodzaj i intensywność.
Doznania dotykowe pozwalają zapoznać się z fakturą materiału, kształtem i wagą produktu. Smak natomiast, po prostu musi być synonimem przyjemności dla określonej wcześniej grupy odbiorców. Doskonałym przykładem jest sytuacja, w której konsument otwiera butelkę swojego ulubionego napoju. Wzrok rejestruje wygląd opakowania (kształt, kolor, etykieta); słuch umożliwia rejestrację dźwięku podczas otwierania butelki, za pomocą węchu rozpoznajemy zapach naszego produktu; dotyk pozwala na ocenę design’u opakowania, a smak umożliwia nam ocenienie najważniejszych walorów produktu w tym przypadku.
– Wykorzystując wszystkie pięć zmysłów, wraz z odpowiednim ich dopasowaniem do grupy docelowej która nas interesuje, możemy skutecznie wpływać na konsumentów. Potencjał marketingu sensorycznego jest bez wątpienia ogromny, a branżę czeka z pewnością jeszcze duży rozwój. W Polsce, klienci powinni spodziewać się trendów przychodzących z rynków mocniej rozwiniętych. Przedsiębiorcy coraz częściej dostrzegają zalety tego rodzaju marketingu, co przekłada się na stale zwiększającą się liczbę polskich marek, które wabią klientów działaniami multisensorycznymi – mówi Aleksandra Potrykus-Wincza, Country Manager Poland
& Baltics w MOOD.
W walce o klientów firmy coraz częściej stosują nietypowe formy reklamy i promocji, czyli tzw. ambient marketing. Działania te powinny wiązać się z zaskoczeniem, nowatorstwem czy też z wykorzystaniem zaaranżowanych przestrzeni lub niekonwencjonalnych technik komunikacji. Chodzi o to, aby zaintrygować klienta, wzbudzić jego ciekawość i wywołać dyskusję na dany temat, np. o marce lub jej produktach.
www.moodmedia.com
Artykuł ukazał się w ostatnim numerze OOH magazine, pobierz bezpłatnie TUTAJ.
Z Wojciechem Herrą, jednym z najbardziej inspirujących mówców w Polsce, rozmawiamy o roli szkoleń w zakresie rozwoju kompetencji w sprzedaży, modelu rentownej relacji z klientem i IV edycji konferencji Value Based Selling.
W październiku tego roku odbędzie się IV edycja Value Based Selling. Skąd pomysł na takie wydarzenie? Jak wyglądały jego początki?
Pomysł na Value Based Selling w wymiarze otwartego wydarzenia jest bardzo prosty. Od 18 lat prowadzę projekty doradcze i szkoleniowe dla działów sprzedaży międzynarodowych korporacji oraz największych polskich koncernów. Inaczej mówiąc, moim idealnym klientem były firmy, których wielkość działu sprzedaży liczyła sto osób i więcej. Przez wiele lat mniejsze firmy nie były zainteresowane rozwojem kompetencji w zakresie zwiększania skuteczności sprzedaży. Myślę, że było to spowodowane głównie tym, że właściciele tych mniejszych firm samodzielnie sprzedawali w oparciu o dobre relacje ze swoimi klientami. Jednak, tak mniej więcej pięć lat temu, stanowczo wzrosło zainteresowanie szkoleniami z udziałem pracowników mniejszych firm. Główną przeszkodą w rozwoju były koszty. Bo organizacja szkolenia sprzedażowego dla zespołu mniejszego niż 15 osób rodzi bardzo dużo kosztów stałych, które powodują, że koszt jednostkowy (przeszkolenia jednej osoby) jest po prostu bardzo wysoki. A jeśli spojrzymy na firmy, w których sprzedają pojedyncze osoby, jak choćby sam właściciel i jeden, dwóch sprzedawców – to organizacja dobrego szkolenia jest praktycznie poza zasięgiem.
Zeszłoroczną edycję odwiedziło ponad 1000 osób. Jaka to kategoria uczestników, czy to tylko i wyłącznie sprzedawcy?
Uczestnikami Value Based Selling są osoby odpowiedzialne za sprzedaż drogich rozwiązań do klienta biznesowego. Co ważne w większości były to osoby odpowiadające za sprzedaż usług i rozwiązań „szytych na miarę”. A jeśli chodzi o poziom uczestnika to chyba najczęstszym przykładem jest to, że przychodzi zespół w składzie: właściciel firmy lub prezes. Wspólnie z nim dyrektor sprzedaży i dwóch, trzech handlowców.
Dlaczego tak ważne jest zbudowanie rentownej relacji z klientem?
Podczas szkolenia bardzo mocno podkreślam, że matematyka nie kłamie. Jednym z największych problemów dzisiejszej sprzedaży jest to, że za bardzo koncentrujemy się na pozyskaniu klienta lub utrzymaniu z nim relacji, a często zapominamy o rentowności sprzedaży. Value Based Selling jest modelem sprzedaży, w którym to nie cena jest decydującym argumentem sprzedawcy. Bardzo często spotykam sprzedawców, którzy prowadzą swoją sprzedaż w modelu „przebijania cen”. Inaczej mówiąc przychodzą do klienta i zadają pytanie „ile dziś płaci Pan za usługę/ produkt?”. Po otrzymaniu tej wiedzy przygotowują ofertę z mocnym naciskiem, aby było taniej.
Ta strategia prowadzi bardzo często do dwóch konsekwencji:
– Zabicia rentowności projektu, a tym samym długofalowo do doprowadzenia firmy do poważnych kłopotów.
– Zabicia relacji z klientem, który nie widzi innych korzyści niż inna cena.
Jak zatem powinien wyglądać prawidłowy proces sprzedaży oraz budowania długofalowych relacji z klientem?
Tego właśnie uczą się uczestnicy konferencji. Podczas tego wydarzenia nauczą się, w jaki sposób przygotowywać i prezentować swoje oferty klientom tak, aby skutecznie budować w ich oczach wartość oferowanych rozwiązań. Dlaczego? Bo nikt nie rodzi się sprzedawcą, ale każdy może nauczyć się sprzedawać i robić to właśnie w oparciu o budowanie wartości.
Kto powinien pojawić się na takim szkoleniu?
Idealnym uczestnikiem szkolenia jest firma adresująca swoje produkty i usługi do klientów korporacyjnych. Warsztaty są również wskazane dla firm, które swoim klientom dostarcza, usługi i kompleksowe rozwiązania. A z perspektywy branż będą to: media & marketing – agencje reklamowe, domy mediowe, wydawnictwa; MICE – hotele, firmy cateringowe, centra konferencyjne, agencje eventowe; HR & training; biura i wyposażenie; IT & telecom; automotive.
Rozmawiała Magdalena Wilczak
Wojciech Herra – Jeden z najbardziej inspirujących mówców w Polsce. Pracując w biznesie i sporcie prowadzi badania, ukierunkowane na uzyskanie odpowiedzi na pytanie: co sprawia, że niektórzy ludzie częściej osiągają sukcesy niż pozostali. Wiele lat poświęconych zgłębianiu zasad mistrzostwa, czyli poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: co odróżnia najlepszych od bardzo dobrych sprawia, że jego wystąpienia są nie tylko inspirującymi wydarzeniami, ale przede wszystkim przepełnionymi praktycznymi narzędziami sesjami rozwojowymi.
www.valuebasedselling.eu
Wywiad ukazał się w ostatnim numerze OOH magazine, pobierz bezpłatnie TUTAJ.