Event MIX Dlaczego kocham organizować eventy i czemu „droga jest ważniejsza niż cel”?

Dlaczego kocham organizować eventy i czemu „droga jest ważniejsza niż cel”?

0

Wiesz, choć od 11 lat prowadzę agencję eventową, to nie czuję się event managerem. Raczej mówię o sobie, że jestem artystą. Często zaczynam tym pierwsze spotkanie z nowym klientem, aby podkreślić kim jestem, a kim nie. Ten nierzadko wywraca oczami i nie wie, co powiedzieć. Jakiś kretyn – pewnie myślą niektórzy. Artysta od eventów? W dodatku Niszczyciel Konwencji. Też coś!

Moja misja organizacji eventów
Wiesz, bo ja mam misję. Jestem po to, aby moi klienci poczuli się radośni i spokojni. Razem kroczymy drogą pełną kolorów, smaków i dźwięków. Wystarczy chwycić mnie za rękę i poddać się emocjom.
Podoba Ci się takie podejście i widzisz w tym wartość dla siebie? Bo wiesz, inni wolą raczej organizować złożone przetargi, wysysając ze mnie to co najlepsze. W ten sposób odhumanizowują mnie i sprowadzają do roli sprzedawcy kopiarek. Te też kiedyś sprzedawałem, ale przestałem to robić, bo nie sprawiało mi to radości.

„A gdyby tak po drugiej stronie…” był ojciec, który jest na wakacjach z dziećmi?
Wiesz, ja nie prowadzę dużej agencji. Stereomatic, to w sumie bardzo mała firma, choć robimy bardzo złożone wydarzenia. Ty masz etat, stałą pensję i pracę od – do. U mnie jest „trochę” inaczej. Ale cieszę się, bo to mój styl życia. Po 11 latach nie zamieniłbym tego na nic innego.
Dobrze przygotowana oferta, to tydzień pracy. Tak minimum, a z reguły więcej. Wysyłasz briefa i zapominasz, a ktoś po drugiej stronie myśli, że dajesz mu szansę.

„A gdyby tak po drugiej stronie…” była samotna matka, która wychowuje trójkę dzieci. Ofertę dla Ciebie pisze po nocach. Liczy na Twoje zapytanie, a Ty nawet nie odpowiesz, że dziękujesz. A dziękujesz?

„A gdyby po drugiej stronie…” było małżeństwo ze złodziejskim kredytem we frankach. Mają dwójkę dzieci, kochają to co robią, ale z uwagi na brak ciągłości zleceń mają długi i liczą na Twoje zapytanie. A Ty nawet nie napiszesz, że tydzień temu wybrałeś inną ofertę. Telefonów też nie odbierasz, bo jesteś przecież ważnym dyrektorem marketingu i jesteś bardzo zajęty. A odbierasz?

„A gdyby tak po drugiej stronie…” był ojciec samotnie wychowujący dzieci, którym dwa lata temu na raka zmarła matka. Jest z nimi na skromnych wakacjach. Jednak zamiast się z nimi bawić, odpala im bajkę na tablecie albo wpuszcza do sali zabaw, żeby usiąść nad Twoim zapytaniem. A Ty od trzech lat współpracujesz z tą samą agencją i nawet nie pamiętasz, że wysłałeś do niego zapytanie, bo ofertę potrzebujesz „na podkładkę”. A pamiętasz?

Wysyłając zapytanie do agencji – „(…) bądź sobą. Chyba że jesteś chamem.
Wtedy bądź kimś innym.”
Po co Ci te 10 ofert? Bo szef Ci kazał? Naprawdę masz czas je wszystkie analizować? Masz już wybraną agencję, ale potrzebujesz upewnić się, że inne są gorsze? To powiedz to firmie, którą prosisz o ofertę. Bądź z nią szczery i uczciwy, a nie rób złudnej nadziei.

Tak naprawdę nie robisz konferencji, a jedynie rozpoznajesz rynek? Chcesz wiedzieć, ile coś będzie kosztować? To powiedz to agencji, z którą rozmawiasz. Ona Ci chętnie powie o jakich kosztach musisz myśleć. Nie bądź chamem, nie zabieraj jej czasu, który może przeznaczyć na „prawdziwe” zapytania. Z góry dziękuję! Wiesz, bo ja nie mam czasu porównywać 10 firm od techniki lub od cateringu. Ofertę biorę od maksymalnie dwóch, ale za to wcześniej porządnie zweryfikowanych. Zanim wyślę zapytanie, (a wysyłam ich naprawdę dużo), to myślę o czasie tej drugiej strony. Uważam, że tak jest uczciwie.

Kim jest mój wymarzony klient?
Wiesz, ja bardzo lubię pracować z fajnymi ludźmi. Przed nowym spotkaniem jestem bardziej podekscytowany, niż mój dziesięciokilogramowy kot na widok miski z chrupkami. Bo moim zdaniem droga i proces twórczy, jaki przechodzę razem z klientem, są ważniejsze niż cel. Event sam w sobie, jest zwieńczeniem współpracy. Im ta będzie lepsza, im więcej będzie w niej radości i spokoju, tym lepszy event uda się razem stworzyć. Oczywiście, że cieszę się, kiedy widzę moje dzieło (w końcu jestem artystą!), ale najbardziej rajcuje mnie sam początek. Moment, kiedy przychodzę na pierwsze spotkanie i…

Czym według mnie jest „chemia” we współpracy z klientem?
Wiesz, ja szybko poznaję, czy z Tobą będzie się dobrze pracować. Być może dlatego, że odbyłem w swoim życiu tysiące spotkań i prezentacji. Tak jak dwóch zawodowych muzyków siada koło siebie i grając tworzą harmonijny czysty dźwięk, tak samo w biznesie, między ludźmi, tworzy się harmonia myśli, które są wyrażane przez słowa i gesty.

Nie wszyscy muzycy mogą jednak ze sobą grać. Niektórzy nie potrafią się do siebie dopasować. Grają zbyt szybko, zbyt wolno albo w innej tonacji. Nie wszystko pasuje do wszystkiego. Nie wszystko jest dla wszystkich.

Zaproś mnie na biznesową randkę!
Wiesz, ja dawno zaakceptowałem fakt, że nie mogę pracować dla każdego, a także, że nie każdy zrozumie i poczuje mój specyficzny „flow”. Nie każdy lubi przecież Dawida Podsiadło, Bacha, Radiohead czy Sławomira. Nie każdy musi przecież lubić mnie. Dlatego zanim Ci coś zaoferuję, to chciałbym najpierw z Tobą porozmawiać. Sprawdzić, czy jest harmonia czy też może jej w ogóle nie ma.

To działa też w drugą stronę. Jeśli szukasz kreatywnej agencji, która zrobi Ci zajefajny event, to po jakiego grzyba wysyłasz e-mail pt. „Dzień dobry, wysyłam zapytanie. Czekam na ofertę do końca tygodnia”, a jest wtorek… A do tego wszystkiego doklejasz smutnego i pozbawionego wyrazu briefa i potem dziwisz się, że dostajesz nijakie oferty, w stylu „kopiuj/ wklej”. A nie lepiej jest najpierw zadzwonić, pogadać i umówić się na kawę? Zrobić z tego „biznesową randkę” (bez podtekstów proszę 🙂 ). Oszczędzić sobie nawzajem czasu?

Co Ci mogę zaoferować? Coś naprawdę cennego!
Wiesz, jaki jest mój największy sukces w organizacji eventów? Kiedy właściciel mega dużej firmy, która zostawiła u nas grubo ponad milion złotych, wstał i przy wszystkich, z imienia i nazwiska podziękował dyrektorowi marketingu, za zrealizowany event. „Dobra robota!” – powiedział. Zawodowo nigdy bardziej się nie ucieszyłem!

Wiesz, bo ja nie pracuję dla swojej chwały. Ja pracuję dla zadowolenia i satysfakcji moich klientów. Ich radość, jest moja radością. Ich spokój, jest moim spokojem. Jeśli robię to szczerze i z serca, (a tak właśnie chcę robić), to pieniądze przyjdą same. Wierzę, że tak jest.

Wiesz, bo dla mnie organizacja eventu, jest jak pasjonująca podróż w nieznane. Jak wyprawa na niezbadany szczyt. Jak łapanie stopa na autostradzie w Niemczech, aby dostać się nad Atlantyk w Portugalii. Jak przejazd camperem przez Toskanię. Jak eksploracja nieznanej jaskini. Nigdy nie wiesz, co spotka Cię za zakrętem. Ale warto wybrać się w podróż z kimś, kto myśli i czuje tak jak Ty. Bo droga jest ważniejsza niż cel!

Wiesz, bo ja naprawdę kocham organizować eventy! Wsiadaj, jedziemy!

Damian Haftkiewicz, Niszczyciel Konwencji i współwłaściciel wrocławskiej agencji Stereomatic. Reżyser i producent eventów, autor bloga Haftkiewicz.com

P.S. Fragmenty w cudzysłowach zaczerpnąłem ze świetnej skądinąd reklamy OLX, a „Droga ważniejsza niż cel. Wartości w życiu i w biznesie” to tytuł znakomitej książki Sławomira Lachowskiego, którą zresztą bardzo polecam.

Artykuł ukazał się w ostatnim numerze magazynu OOH event!

Wersja online: CZYTAJ TUTAJ.