Aby przekazać swoje motto „Stay True” i zachęcić ludzi, żeby częściej słuchali własnego serca, marka Ballantine’s we współpracy z agencją MullenLowe Warsaw i DJ-em Piotrem Bejnarem zrealizowała projekt Heartbeats.
Cel globalny akcji to budowanie wizerunku marki jako aspiracyjnej, nowoczesnej i dynamicznej, która docenia oryginalność i bycie wiernym sobie, zgodnie z filozofią Stay True; marki, która zachęca konsumentów, aby żyli własnym życie i inspirowali innych. Kampania ma udowodnić, że jeśli jest się sobą, można spełnić swoje wyjątkowe marzenia, a marka pomaga w tym w ludziom, który właśnie żyją i działają zgodnie ze sobą, którzy są wierni sobie
Akcja na świecie wystartowała w listopadzie 2013 roku.
Do działań digitalowych był zaangażowany dom mediowy – MullenLowe MediaHub.
Finałem był niezwykły koncert w warszawskim klubie Niebo, w trakcie którego Bejnar tworzył muzykę na żywo w oparciu o rytm serc zgromadzonej publiczności za pomocą stworzonej specjalnie w tym celu technologii. Dodatkowo powstała aplikacja mobilna, dzięki której każdy, śladem Bejnara, mógł w prosty sposób stworzyć muzykę w oparciu o własny rytm serca. Film ukazujący prace Bejnara nad projektem stał się częścią globalnej kampanii marki Ballantine’s Stay True Stories. Wyreżyserował go Marcin Filipek, a wyprodukowała Flota Filmowa.
[youtube=”Z3rb8-y7Vdg”]
***
MullenLowe Group, będąca częścią Grupy Interpublic, to ukierunkowana na kreatywność zintegrowana sieć komunikacji marketingowej z ogromnym doświadczeniem biznesowym i gotowością do podejmowania wyzwań. To globalny butik kreatywny, który czerpie inspirację z lokalnych kultur, mając równocześnie światowy zasięg. Dzięki pakietowemu modelowi organizacyjnemu, Grupa specjalizuje się w: rozwiązaniach komunikacji marketingowej za pośrednictwem MullenLowe, zintegrowanym digital marketingu dzięki MullenLowe Profero, zakupie i planowaniu mediów poprzez MullenLowe Mediahub oraz marketingu aktywacyjnym i konsumenckim za pośrednictwem MullenLowe Open. Grupa niezmiennie znajduje się w gronie najczęściej nagradzanych i najbardziej efektywnych Grup sieciowych na świecie.
Grupa Interpublic jest jedną z wiodących światowych organizacji zrzeszających agencje reklamowe i firmy świadczące usługi marketingowe. Do głównych marek globalnych zaliczają się BPN, Craft, FCB (Foote, Cone & Belding), FutureBrand, Golin, Huge, Initiative, Jack Morton Worldwide, MAGNA GLOBAL, McCann, Momentum, MRM//McCann, Mullen Lowe Group, Octagon, R/GA, UM and Weber Shandwick. Wiodące marki o zasięgu krajowym to Avrett Free Ginsberg, Carmichael Lynch, Deutsch, Hill Holliday, ID Media i The Martin Agency.
JK
W sobotę, 17 września odbyło się uroczyste otwarcie pierwszego salonu amerykańskiej marki Forever 21 w Łodzi. Za całość działań komunikacyjnych i kolejne otwarcia odpowiedzialny jest polski oddział Weber Shandwick.
Pierwszy salon został otwarty w łódzkiej Manufakturze. Na 200 pierwszych gości czekały karty podarunkowe o wartości 50 PLN. Przez cały dzień o dobrą atmosferę dbał DJ oraz host, który zachęcał do wspólnej celebracji i udziału w konkursach, a wśród gości specjalnych pojawiła się aktorka Julia Wróblewska, oraz Instagramerki @aleksandracedro, @ashplumplum oraz @donatkay.

Dzień otwarcia poprzedziły działania promocyjne prowadzone w mediach społecznościowych, współpraca z influencerkami, kampanie reklamowe w digitalu i OOH. Otwarcie salonu Forever 21 w Łodzi jest pierwszym z trzech zaplanowanych na ten rok. Kolejne odbędą się w Poznaniu i w Warszawie.
***
Weber Shandwick jest wiodącą globalną firmą działająca w obszarze komunikacji i zaangażowania. Posiada oddziały w 78 miastach i 34 krajach, zaś działalność agencji obejmuje 126 miast w 81 krajach (w tym w Polsce). Zróżnicowany zespół agencji, złożony ze strategów, analityków, producentów, projektantów, deweloperów oraz specjalistów kampanii marketingowych zdobył najbardziej prestiżowe nagrody na świecie, do których należą m.in. nagroda A-List Agency według Ad Age w 2014 oraz 2015 roku, tytuł Global Agency of the Year według raportu The Holmes Report w 2014 oraz 2015 roku, a także tytuł Global Agency of the Year według PRWeek w 2015 roku. Weber Shandwick to także zdobywca 25 prestiżowych Lwów Cannes, począwszy od 2009 roku. Agencja otrzymała wyróżnienia Best Place To Work według Ad Age w 2014 i 2015 roku, a także według PRWeek w 2013 oraz 2014 roku. Weber Shandwick wdraża dogłębną specjalizację w różnych sektorach i obszarach działalności, wliczając w to m.in. consumer marketing, reputację korporacyjną, sektor healthcare, technologie, public affairs, usługi finansowe, usługi z zakresu CSR, komunikacja branży finansowej oraz zarządzanie kryzysowe. Agencja stosuje także własnościowe rozwiązania społeczne, cyfrowe oraz analityczne. Weber Shandwick jest częścią Interpublic Group (NYSE: IPG).
JK
Energiczna, żywiołowa i bezkompromisowa. Niekwestionowana gwiazda telewizji Dorota Wellman, gość specjalny konferencji EVENT MIX, w szczerej rozmowie z Robertem Załupskim opowiada o swoich pasjach, sukcesach, porażkach, rynku eventów i o tym – czy warto podejmować ryzyko.
Mówi Pani, że Jej żywiołem jest prowadzenie programów na żywo, podczas których wszystko może się zdarzyć. Czy w przypadku nieprzewidzianych zdarzeń stawia Pani na improwizację albo zawsze ma „plan B”?
Dorota Wellman: Nie możemy polegać na „planie B”. To są rzeczy zaskakujące, rzeczy których nikt nie jest w stanie przewidzieć, nawet wróżbita Maciej. W związku z tym improwizujemy. Wychodzimy z opresji obronną ręką, bo nie ma takiej sytuacji, której nie udało by się odkręcić i naprawić. Podobnie zresztą jest na eventach. Nic nie jest w stanie już mnie zaskoczyć. Na porządku dziennym są nagłe zmiany w scenariuszu, nieobecność gości, kłopoty techniczne – to stały punkt programu, zarówno w programie telewizyjnym, jak i wydarzeniu eventowym. Po prostu trzeba się nauczyć z tym żyć i umieć, oczywiście skutecznie, z tego wyjść.
Czy zdarzają się również sytuacje, w których sami uczestnicy eventu czy też programu sprawiają kłopoty?
Tak. Nie wiem o jakich kłopotach Pan mówi, bo specyfika eventu i programu TV jest nieco inna.
Czasami pewnie dochodzi do negatywnej interakcji między prowadzącym a gościem?
W programach ludzie są zestresowani, zdenerwowani i trzeba ich rozmasować, pomóc im przebrnąć przez sytuację, która dla nich wydaje się być wyjątkowo stresująca. Za każdym razem jestem wsparciem dla swojego gościa. Może być też sytuacja, że gość jest niechętny, że został przymuszony przez produkcję filmową, bądź swoich przełożonych do tego, żeby wystąpić w telewizji. Z tego też musimy wybrnąć. Tak, żeby gościowi i sobie nie zrobić krzywdy. Są goście którzy zdecydowanie nie nadają się do wystąpień publicznych. Na wszystkie pytania odpowiadają „tak” albo „nie”. Takiej osobie też pomożemy, właściwie odpowiadając za gościa. Nie mamy innego wyjścia, a nie chcemy przecież mu podziękować w programie czy też na scenie po dwóch minutach wstępnej rozmowy.
W przypadku eventow jest podobnie. Zdarzają się osoby zestresowane, które mają na przykład współprowadzić program, a są ważnymi osobami w firmach. Ja mam być wsparciem, ramieniem, które pomoże, poprowadzi. Muszę wtrącić słowo jeśli widzę, że gość zagubił się, bo się niestety wyuczył swojego wystąpienia na pamięć. A tu „pyk”. Coś się zawiesiło i nie potrafi tego odtworzyć. Wtedy wchodzę ja, cała na biało, żeby natychmiast pomóc, wspomóc i pociągnąć imprezę do przodu. Są też inne sytuacje, w których goście próbują się rozluźnić przed wejściem na scenę. Tych sytuacji bardzo nie lubię. Uważam, że zasada „w pracy nie piję” jest zasadą obowiązującą wszystkie strony. Niestety, alkohol plus adrenalina to koktajl, którego nie powinniśmy stosować. Działa zwalniająco lub przyspieszająco na mowę. Nie reagujemy poprawnie. Lepiej, aby inni uczestnicy wydarzenia takich sytuacji nie widzieli.
Jakie najczęściej popełniane są błędy na linii prowadzący – organizator?
Najczęstsze błędy to brak umiejętności wcześniejszego sprecyzowania, ile będą trwały poszczególne elementy eventu. To jest stały błąd. Bardzo często mówię, że ten punkt programu nie będzie tyle trwał, za to wręczenie nagród na pewno zajmie więcej czasu, to organizator potrafi nie słuchać. Ja i Marcin Prokop mamy naprawdę ogromne doświadczenie w eventach, więc warto nas posłuchać. Brak precyzyjności w scenariuszu do ostatniej chwili jest zagrożeniem dla wydarzenia. Nie może dochodzić także do niekończących się poprawek w programie eventu. Rozumiem, że jest część rzeczy, które wychodzą w ostatniej chwili, ale większość naprawdę da się wyeliminować lub ustalić wcześniej.
Kłopotliwe jest również, gdy ze strony agencji kilka osób jest odpowiedzialnych za event. To jest rzecz, która naprawdę nas rozwala, bo nie wiemy kogo mamy słuchać. Dobrze jeśli jest jeden człowiek, który przekazuje te wiadomości i koordynuje całość.
Problemem są też niedopracowania w scenariuszu. Czegoś nie ma, czegoś nie wiemy, coś nie zostało wpisane. Taki chaos zdecydowanie utrudnia pracę prowadzącym.
Jakie są Pani zdaniem trzy dobre, kluczowe cechy prowadzącego?
Dobry prowadzący powinien lubić ludzi. Dobry prowadzący powinien być bystry, bo znajduje się w różnych sytuacjach, prowadzi rozmaite imprezy wielu firm i musi być do każdej z tych imprez bardzo dobrze przygotowany. Musi być też dowcipny, bo dowcip i poczucie humoru ratuje nas wszystkich w trudnych sytuacjach.
Jak ocenia Pani marketingowy potencjał eventów w Polsce? Czy biznes umiejętnie je wykorzystuje?
Moim zdaniem, eventy stały się bardzo przewidywalne. Nie poszukujemy nowości. A jeśli nie poszukujemy nowości, jest moda na kręcenie filmów, robienie imprez stylizowanych, gier terenowych itp., to wszyscy robią to samo. Myślę, że jest wiele rzeczy, które można zaproponować pracownikom, gościom, swoim klientom, które byłyby zaskakujące, ciekawe, wciągały do wspólnej zabawy, integracji.
Wiele eventów jest spotkaniem towarzyskim zakończonym popijawą. Wielka szkoda, bo firma może się świetnie w czasie takich eventów zaprezentować tylko trzeba znaleźć na to oryginalny, ciekawy i dobry sposób. Trzeba pamiętać, że klienci czy pracownicy mają takich imprez kilkanaście. Jeśli wszystkie będą wyglądały tak samo, to powieje nudą.
Zdarzają się propozycje prowadzenia wydarzeń, które Pani odrzuca?
Tak, zdecydowanie. Nie uczestniczę w prywatnych imprezach okolicznościowych osób bogatych, którzy chcieliby mieć prowadzącego na weselu, na imieninach, na 60. urodzinach itd. Unikam także występów w galeriach handlowych, chyba, że jest to coś wyjątkowego. Wyjątkowy pokaz, wyjątkowa okoliczność.
Staram się, by w moim życiu zawodowym było pół na pół imprez komercyjnych i charytatywnych, które robię z wielką radością.
Odmawiam także ze wzglądu na samą firmę, organizatora. Nie poprowadziłabym eventu firmy, która daje gangsterskie pożyczki, gdzie trzeba oddać 500 albo 5000 % więcej. Nawet gdyby oferowali dużo pieniędzy, takie wydarzenie mnie nie interesuje.
Z Marcinem Prokopem tworzycie charyzmatyczny duet. Jaki jest przepis na dobry, zgrany zespół?
Lubić się, szanować, być lojalnym wobec siebie. Podstawą jest złapanie pewnego rodzaju chemii, prawie jak w miłości, naturalna, prawdziwa relacja między osobami. Wtedy jest szansa, że taki duet będzie dobry i będzie trwał. Jeśli jest to duet, który został stworzony sztucznie, który się nie znosi, jak tylko kończy się program, gasną światła, kończy event, najchętniej wbiliby sobie nóż w plecy to nic z takiej współpracy nigdy nie będzie.
W tytule Pani wystąpienia podczas EVENT MIX pojawia się zdanie: „kto nie ryzykuje, ten nie ma szansy na sukces”. Czy ryzyko jest wpisane na stałe w nasz rozwój?
Tak. Myślę, że jeśli ktoś tego nie docenia i boi się bardzo, to będzie stał w miejscu. Uważam, że należy ryzykować, nawet jeśli później ponosimy porażki. Porażki także są wpisane w część naszego sukcesu i nie ma mowy, żebyśmy przez całe nasze życie szli tylko ścieżką sukcesu. Ryzyko pozwala nam się także rozwijać. Każda zmiana związana z ryzykiem może nam przynieść absolutnie nowe doświadczenia i popchnąć nas do przodu.
Kiedy Dorota Wellman podjęła największe ryzyko? Pamięta Pani?
Wiele zawodowych doświadczeń było podszytych ryzykiem. Przejście z radia do telewizji bez telewizyjnej urody, to jest zdecydowanie ryzyko. Przejście z telewizji publicznej, w której pracowałam przez 20 lat, do telewizji komercyjnej, o zupełnie innych wymaganiach, było dużym ryzykiem.
Stworzenie duetu z Marcinem, a potem wspólna praca było ryzykiem. Mogło się nie udać, a przecież się udało.
Zagranie w filmie Andrzeja Wajdy było ryzykiem, ale opłaciło mi się, bo w życiu już mi się nie powtórzy to, że będę mogła w swojej biografii wpisać – zagrałam u Wajdy.
Podejmuje to ryzyko, tak samo często w życiu zawodowym, jak i w prywatnym. W wielu rzeczach zaryzykowałam i nie żałuję, a na wielu poległam i to dosyć poważnie.
Dorota Wellman poległa na jakiejś rzeczy?
Oczywiście. Nie udały mi się programy telewizyjne, które budziły wielkie nadzieje na to, że pokażę się z innej strony. Programy okazywały się klapą. Można po takiej klapie po prostu już nigdy nie próbować robić czegoś nowego. To mnie zaboli, upadnę i znów się podnoszę. Myślę, że ten sposób jest lepszy, niż tchórzostwo i nie ryzykowanie w swoim życiu zawodowym.
[galeria=”1″]
Skąd Pani bierze w sobie tyle pozytywnej energii?
Nie mam zielonego pojęcia. Po prostu tak mam od urodzenia, tak mam po rodzicach. Nie odziedziczyłam po nich pieniędzy ani majątku, za to odziedziczyłam dobrą energię.
Przeszła Pani do telewizji komercyjnej. Jaki jest Pani stosunek do branży reklamowej?
Korzystam z niej jako konsument, więc mam do niej stosunek zdecydowanie pozytywny.
Co skłoniło Panią do wzięcia udziału w kampanii Lidla? Decyzja była dość szeroko krytykowana.
Nie bardzo rozumiem taką krytykę. Brałam poprzednio udział w przeróżnych reklamach i jakoś nikt się tak nie podniecał. Były co prawda trochę mniejszymi kampaniami, ale także widocznymi.
Kwestia naszej polskiej mentalności i zazdrości?
Przyznam szczerze, że zupełnie mnie to nie obchodzi. Mnie raczej obchodziło to, jaką jakość będzie miała ta kampania. Uważam, że z Karolem zrobiliśmy naprawdę dobrą robotę. Znowu udało mi się nawiązać duet z kimś ciekawym. Zrobiliśmy dowcipne, fajne reklamy, które odchodzą od schematu reklamowania dużych supermarketów. Do tego mini-reklamę gadaną, będącą takim małym programem telewizyjnym, który ma ze sobą nieść wartości poznawcze. Ryzykując wydaje mi się, że nie poniosłam klęski. Mogą sobie ludzie krytykować. Zawsze będą to robić. Musimy być w naszym zawodzie gotowi na nieustanną ocenę, ciągłą krytykę. Trzeba się liczyć, że nie będą to same pochwały.
A jak Dorota Wellman rodzi sobie z hejtem w Internecie?
Mam ten hejt centralnie w dupie.
Decyzja o przekazaniu części honorarium nie była odpowiedzią na tą krytykę?
Absolutnie. Przypomnę, że już wcześniej przekazałam pieniądze z poprzedniej reklamy na cele charytatywne. Jak mi się zdarzy kolejna reklama, to zrobię dokładnie to samo.
Wspiera Pani także kampanie społeczne. Ostatnio dość dosadnie, ale trafnie wypowiada się Pani w kampanii przeciwko homofobii. Czy kampanie społeczne muszą mieć tak wyrazisty przekaz, aby dotrzeć do odbiorców?
Moim zdaniem muszą, bo już cichego, miłego i grzecznego głosu zwracającego uwagę na ważne rzeczy społeczne – nikt nie słyszy!
Według „Gazety Wyborczej” jest Pani jedną z najbardziej wpływowych kobiet w polskich mediach. Jak Pani ocenia show biznes?
Czy chcę, czy nie chcę jestem jego częścią. Natomiast jakoś się nim nie zachłystuje Nie uważam, że jest to świat, do którego jest mi wyjątkowo blisko. Ze względu na charakter mojej pracy i rodzaj programu jaki prowadzę, jestem związana z show biznesem. Pewne rzeczy mi się podobają. Inne, niekoniecznie. To jest normalne.
Dużo Pani czyta. Naprawdę siedem książek tygodniowo?
Czasami i więcej. Naprawdę je „połykam”. Jestem kolekcjonerem książek i czytam kilka książek na raz. Stąd też taka ilość. Jestem pożeraczem słowa drukowanego. Potrafię się „pobić” rano z mężem o gazetę.
oJakie pozycje przeczytane ostatnio poleciłaby Pani naszym czytelnikom?
1. „Spacerownik Warszawa w filmie” Jerzego S. Majewskiego.
2. „Cyganie. Spotkanie z nielubianym narodem” Rolfa Bauerdicka.
3. „Grecja po mojemu” Marcina Pietrzyka.
4. „Pani Furia” Grażyny Plebanek.
5. „Kryzysowa narzeczona” Andrzeja Mogielnickiego.
6. „Dziewczyna Misia” o Krystynie Podlewskiej.
Teraz czytam także książkę o etyce w życiu społecznym. Czytam jak widać od Sasa do Lasa. Tu literaturę. Tu wywiady. Tu biografię.
Czego życzyć Dorocie Wellman, poza czasem na czytanie kolejnych książek?
Żeby mnie kręgosłup nie bolał. Takie mam drobne życzenie. Resztę rzeczy, które bym sobie życzyła, muszę sobie sama wypracować.
Rozmawiał Robert Załupski
Dorota Wellman – Dziennikarka telewizyjna, radiowa i prasowa. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego na Wydziale Filologii Polskiej I Historii Sztuki.
Razem z Marcinem Prokopem tworzy charyzmatyczny duet w programie Dzień Dobry TVN. Z Pauliną Młynarską prowadzi w TVN Style program „Miasto kobiet”. W przeszłości znana również z programów telewizyjnych m. in. „Podróże z żartem”, „Clever – widzisz i wiesz”, „Czytam, bo lubię”, „Ten jeden dzień”, „Pytanie na śniadanie”.
Felietonistka Wysokich Obcasów. Z prasą była związana także za pośrednictwem tytułów takich jak „Gala”, „Viva”, „Fashion Magazine” czy „Existence”. Autorka książki „Ja nie mogę być modelką?!”.
Nie obca jest jej także kariera filmowa w charakterze reżyserki, producentki i aktorki (m. in. u Andrzej Wajdy wcieliła się w role Henryki Krzywonos w obrazie „Wałęsa. Człowiek z nadziei”). W sferze radiowej współpracowała m. in. z Radio Solidarność, Radio Eska, Radio Zet i Tok FM.
Laureatka licznych nagród, m. in. Wiktory w kategorii Prezenter Telewizyjny w 2010 roku, InicjaTOR 2015 (MediaTory), Europejska Nagroda Tolerancji 2014, a także wielu. Według rankingów Gazety Wyborczej i Wprost jedna z najbardziej wpływowych kobiet w polskich mediach. Kobieta Roku 2016 magazynu Twój Styl.
Wywiad ukazał się w OOH magazine. Wersja online znajduje się TUTAJ
Blisko 200 uczestników, 4 prelegentów, 50 wystawców – premierowa edycja Silesia Marketing Day w Muzeum Śląskim zakończyła się sukcesem. Wydarzenie dedykowane pracownikom działów marketingu, agencji reklamowych i eventowych pokazało potencjał Katowic i regionu.
Pierwsza edycja wydarzenia odbyła się w Muzeum Śląskim w Katowicach. Na scenie pojawili się doświadczeni praktycy, którzy zaprezentowali najnowsze trendy w marketingu. Konferencję otworzył Marcin Gieracz prelekcją na temat marketingu strategicznego. Następnie Adriana Piekarska z Exclusive Event opowiadała o skutecznym event marketingu. A o budowaniu relacji w biznesie mówił Tomasz Przewoźnik z Happy Gifts. Ostatnie wystąpienie poświęcone było Content Online i Social Media w kontekście przyszłości marketingu. Poprowadziła je Anna Mościcka z agencji WHITES.
Wydarzenie było doskonałą okazją do nawiązania kontaktów branżowych. Na uczestników Silesia Marketing Day czekała oferta ponad 50 czołowych dostawców artykułów promocyjnych wspierających sprzedaż w ramach PROMO SHOW 2016.
– Udało nam się zorganizować wydarzenie, jakiego jeszcze na Śląsku nie było. Duża dawka wiedzy, świetny networking, oprawa audiowizualna, wykwintny catering i komfortowe przestrzenie Muzeum Śląskiego nadały mu wyjątkowy charakter. Mamy tak pozytywny oddzew, że grzechem byłoby nie robić kolejnej edycji we wrześniu 2017 r. – mówi Robert Załupski, dyrektor marketingu OOH magazine.
– Wiedziałam, że na rynku śląskim jest zapotrzebowanie na tego typu wydarzenia, ale odzew, z jakim się spotkaliśmy, przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Podeszliśmy do organizacji konferencji, jak do eventu – oprócz wartości merytorycznej, niezwykle ważne były aspekty wizualne, smakowe oraz logistyczne – i z racji faktu, iż od kilku dobrych dni, na nasze skrzynki spływają maile z gratulacjami – mogę śmiało powiedzieć, iż za nami kolejny sukces. Warto również podkreślić fakt, że było to pierwsze tego typu wydarzenie na Śląsku i mogę zapewnić, iż z roku na rok będzie rosło w siłę – mówi Adriana Piekarska, CEO firmy Exclusive Event & Event Marketing Institute.
Organizator: OOH magazine.
Partner strategiczny: Exclusive Event & Event Marketing Institute
Catering: Catering24
Multimedia: Super AV
Meble eventowe: Colours of Design
Barista & fotobudka: 007 Event Agency
Patroni medialni: OOH magazine, OOH event!, Dziennik Zachodni.
Zdjęcia z wydarzenia TUTAJ
MW
Energiczna, żywiołowa i bezkompromisowa. Niekwestionowana gwiazda telewizji Dorota Wellman, gość specjalny konferencji EVENT MIX, w szczerej rozmowie z Robertem Załupskim opowiada o swoich pasjach, sukcesach, porażkach, rynku eventów i o tym – czy warto podejmować ryzyko.
Mówi Pani, że Jej żywiołem jest prowadzenie programów na żywo, podczas których wszystko może się zdarzyć. Czy w przypadku nieprzewidzianych zdarzeń stawia Pani na improwizację albo zawsze ma „plan B”?
Dorota Wellman: Nie możemy polegać na „planie B”. To są rzeczy zaskakujące, rzeczy których nikt nie jest w stanie przewidzieć, nawet wróżbita Maciej. W związku z tym improwizujemy. Wychodzimy z opresji obronną ręką, bo nie ma takiej sytuacji, której nie udało by się odkręcić i naprawić. Podobnie zresztą jest na eventach. Nic nie jest w stanie już mnie zaskoczyć. Na porządku dziennym są nagłe zmiany w scenariuszu, nieobecność gości, kłopoty techniczne – to stały punkt programu, zarówno w programie telewizyjnym, jak i wydarzeniu eventowym. Po prostu trzeba się nauczyć z tym żyć i umieć, oczywiście skutecznie, z tego wyjść.
Czy zdarzają się również sytuacje, w których sami uczestnicy eventu czy też programu sprawiają kłopoty?
Tak. Nie wiem o jakich kłopotach Pan mówi, bo specyfika eventu i programu TV jest nieco inna.
Czasami pewnie dochodzi do negatywnej interakcji między prowadzącym a gościem?
W programach ludzie są zestresowani, zdenerwowani i trzeba ich rozmasować, pomóc im przebrnąć przez sytuację, która dla nich wydaje się być wyjątkowo stresująca. Za każdym razem jestem wsparciem dla swojego gościa. Może być też sytuacja, że gość jest niechętny, że został przymuszony przez produkcję filmową, bądź swoich przełożonych do tego, żeby wystąpić w telewizji. Z tego też musimy wybrnąć. Tak, żeby gościowi i sobie nie zrobić krzywdy. Są goście którzy zdecydowanie nie nadają się do wystąpień publicznych. Na wszystkie pytania odpowiadają „tak” albo „nie”. Takiej osobie też pomożemy, właściwie odpowiadając za gościa. Nie mamy innego wyjścia, a nie chcemy przecież mu podziękować w programie czy też na scenie po dwóch minutach wstępnej rozmowy.
W przypadku eventow jest podobnie. Zdarzają się osoby zestresowane, które mają na przykład współprowadzić program, a są ważnymi osobami w firmach. Ja mam być wsparciem, ramieniem, które pomoże, poprowadzi. Muszę wtrącić słowo jeśli widzę, że gość zagubił się, bo się niestety wyuczył swojego wystąpienia na pamięć. A tu „pyk”. Coś się zawiesiło i nie potrafi tego odtworzyć. Wtedy wchodzę ja, cała na biało, żeby natychmiast pomóc, wspomóc i pociągnąć imprezę do przodu. Są też inne sytuacje, w których goście próbują się rozluźnić przed wejściem na scenę. Tych sytuacji bardzo nie lubię. Uważam, że zasada „w pracy nie piję” jest zasadą obowiązującą wszystkie strony. Niestety, alkohol plus adrenalina to koktajl, którego nie powinniśmy stosować. Działa zwalniająco lub przyspieszająco na mowę. Nie reagujemy poprawnie. Lepiej, aby inni uczestnicy wydarzenia takich sytuacji nie widzieli.
Jakie najczęściej popełniane są błędy na linii prowadzący – organizator?
Najczęstsze błędy to brak umiejętności wcześniejszego sprecyzowania, ile będą trwały poszczególne elementy eventu. To jest stały błąd. Bardzo często mówię, że ten punkt programu nie będzie tyle trwał, za to wręczenie nagród na pewno zajmie więcej czasu, to organizator potrafi nie słuchać. Ja i Marcin Prokop mamy naprawdę ogromne doświadczenie w eventach, więc warto nas posłuchać. Brak precyzyjności w scenariuszu do ostatniej chwili jest zagrożeniem dla wydarzenia. Nie może dochodzić także do niekończących się poprawek w programie eventu. Rozumiem, że jest część rzeczy, które wychodzą w ostatniej chwili, ale większość naprawdę da się wyeliminować lub ustalić wcześniej.
Kłopotliwe jest również, gdy ze strony agencji kilka osób jest odpowiedzialnych za event. To jest rzecz, która naprawdę nas rozwala, bo nie wiemy kogo mamy słuchać. Dobrze jeśli jest jeden człowiek, który przekazuje te wiadomości i koordynuje całość.
Problemem są też niedopracowania w scenariuszu. Czegoś nie ma, czegoś nie wiemy, coś nie zostało wpisane. Taki chaos zdecydowanie utrudnia pracę prowadzącym.
Jakie są Pani zdaniem trzy dobre, kluczowe cechy prowadzącego?
Dobry prowadzący powinien lubić ludzi. Dobry prowadzący powinien być bystry, bo znajduje się w różnych sytuacjach, prowadzi rozmaite imprezy wielu firm i musi być do każdej z tych imprez bardzo dobrze przygotowany. Musi być też dowcipny, bo dowcip i poczucie humoru ratuje nas wszystkich w trudnych sytuacjach.
Jak ocenia Pani marketingowy potencjał eventów w Polsce? Czy biznes umiejętnie je wykorzystuje?
Moim zdaniem, eventy stały się bardzo przewidywalne. Nie poszukujemy nowości. A jeśli nie poszukujemy nowości, jest moda na kręcenie filmów, robienie imprez stylizowanych, gier terenowych itp., to wszyscy robią to samo. Myślę, że jest wiele rzeczy, które można zaproponować pracownikom, gościom, swoim klientom, które byłyby zaskakujące, ciekawe, wciągały do wspólnej zabawy, integracji.
Wiele eventów jest spotkaniem towarzyskim zakończonym popijawą. Wielka szkoda, bo firma może się świetnie w czasie takich eventów zaprezentować tylko trzeba znaleźć na to oryginalny, ciekawy i dobry sposób. Trzeba pamiętać, że klienci czy pracownicy mają takich imprez kilkanaście. Jeśli wszystkie będą wyglądały tak samo, to powieje nudą.
Zdarzają się propozycje prowadzenia wydarzeń, które Pani odrzuca?
Tak, zdecydowanie. Nie uczestniczę w prywatnych imprezach okolicznościowych osób bogatych, którzy chcieliby mieć prowadzącego na weselu, na imieninach, na 60. urodzinach itd. Unikam także występów w galeriach handlowych, chyba, że jest to coś wyjątkowego. Wyjątkowy pokaz, wyjątkowa okoliczność.
Staram się, by w moim życiu zawodowym było pół na pół imprez komercyjnych i charytatywnych, które robię z wielką radością.
Odmawiam także ze wzglądu na samą firmę, organizatora. Nie poprowadziłabym eventu firmy, która daje gangsterskie pożyczki, gdzie trzeba oddać 500 albo 5000 % więcej. Nawet gdyby oferowali dużo pieniędzy, takie wydarzenie mnie nie interesuje.
Z Marcinem Prokopem tworzycie charyzmatyczny duet. Jaki jest przepis na dobry, zgrany zespół?
Lubić się, szanować, być lojalnym wobec siebie. Podstawą jest złapanie pewnego rodzaju chemii, prawie jak w miłości, naturalna, prawdziwa relacja między osobami. Wtedy jest szansa, że taki duet będzie dobry i będzie trwał. Jeśli jest to duet, który został stworzony sztucznie, który się nie znosi, jak tylko kończy się program, gasną światła, kończy event, najchętniej wbiliby sobie nóż w plecy to nic z takiej współpracy nigdy nie będzie.
W tytule Pani wystąpienia podczas EVENT MIX pojawia się zdanie: „kto nie ryzykuje, ten nie ma szansy na sukces”. Czy ryzyko jest wpisane na stałe w nasz rozwój?
Tak. Myślę, że jeśli ktoś tego nie docenia i boi się bardzo, to będzie stał w miejscu. Uważam, że należy ryzykować, nawet jeśli później ponosimy porażki. Porażki także są wpisane w część naszego sukcesu i nie ma mowy, żebyśmy przez całe nasze życie szli tylko ścieżką sukcesu. Ryzyko pozwala nam się także rozwijać. Każda zmiana związana z ryzykiem może nam przynieść absolutnie nowe doświadczenia i popchnąć nas do przodu.
Kiedy Dorota Wellman podjęła największe ryzyko? Pamięta Pani?
Wiele zawodowych doświadczeń było podszytych ryzykiem. Przejście z radia do telewizji bez telewizyjnej urody, to jest zdecydowanie ryzyko. Przejście z telewizji publicznej, w której pracowałam przez 20 lat, do telewizji komercyjnej, o zupełnie innych wymaganiach, było dużym ryzykiem.
Stworzenie duetu z Marcinem, a potem wspólna praca było ryzykiem. Mogło się nie udać, a przecież się udało.
Zagranie w filmie Andrzeja Wajdy było ryzykiem, ale opłaciło mi się, bo w życiu już mi się nie powtórzy to, że będę mogła w swojej biografii wpisać – zagrałam u Wajdy.
Podejmuje to ryzyko, tak samo często w życiu zawodowym, jak i w prywatnym. W wielu rzeczach zaryzykowałam i nie żałuję, a na wielu poległam i to dosyć poważnie.
Dorota Wellman poległa na jakiejś rzeczy?
Oczywiście. Nie udały mi się programy telewizyjne, które budziły wielkie nadzieje na to, że pokażę się z innej strony. Programy okazywały się klapą. Można po takiej klapie po prostu już nigdy nie próbować robić czegoś nowego. To mnie zaboli, upadnę i znów się podnoszę. Myślę, że ten sposób jest lepszy, niż tchórzostwo i nie ryzykowanie w swoim życiu zawodowym.
[galeria=”1″]
Skąd Pani bierze w sobie tyle pozytywnej energii?
Nie mam zielonego pojęcia. Po prostu tak mam od urodzenia, tak mam po rodzicach. Nie odziedziczyłam po nich pieniędzy ani majątku, za to odziedziczyłam dobrą energię.
Przeszła Pani do telewizji komercyjnej. Jaki jest Pani stosunek do branży reklamowej?
Korzystam z niej jako konsument, więc mam do niej stosunek zdecydowanie pozytywny.
Co skłoniło Panią do wzięcia udziału w kampanii Lidla? Decyzja była dość szeroko krytykowana.
Nie bardzo rozumiem taką krytykę. Brałam poprzednio udział w przeróżnych reklamach i jakoś nikt się tak nie podniecał. Były co prawda trochę mniejszymi kampaniami, ale także widocznymi.
Kwestia naszej polskiej mentalności i zazdrości?
Przyznam szczerze, że zupełnie mnie to nie obchodzi. Mnie raczej obchodziło to, jaką jakość będzie miała ta kampania. Uważam, że z Karolem zrobiliśmy naprawdę dobrą robotę. Znowu udało mi się nawiązać duet z kimś ciekawym. Zrobiliśmy dowcipne, fajne reklamy, które odchodzą od schematu reklamowania dużych supermarketów. Do tego mini-reklamę gadaną, będącą takim małym programem telewizyjnym, który ma ze sobą nieść wartości poznawcze. Ryzykując wydaje mi się, że nie poniosłam klęski. Mogą sobie ludzie krytykować. Zawsze będą to robić. Musimy być w naszym zawodzie gotowi na nieustanną ocenę, ciągłą krytykę. Trzeba się liczyć, że nie będą to same pochwały.
A jak Dorota Wellman rodzi sobie z hejtem w Internecie?
Mam ten hejt centralnie w dupie.
Decyzja o przekazaniu części honorarium nie była odpowiedzią na tą krytykę?
Absolutnie. Przypomnę, że już wcześniej przekazałam pieniądze z poprzedniej reklamy na cele charytatywne. Jak mi się zdarzy kolejna reklama, to zrobię dokładnie to samo.
Wspiera Pani także kampanie społeczne. Ostatnio dość dosadnie, ale trafnie wypowiada się Pani w kampanii przeciwko homofobii. Czy kampanie społeczne muszą mieć tak wyrazisty przekaz, aby dotrzeć do odbiorców?
Moim zdaniem muszą, bo już cichego, miłego i grzecznego głosu zwracającego uwagę na ważne rzeczy społeczne – nikt nie słyszy!
Według „Gazety Wyborczej” jest Pani jedną z najbardziej wpływowych kobiet w polskich mediach. Jak Pani ocenia show biznes?
Czy chcę, czy nie chcę jestem jego częścią. Natomiast jakoś się nim nie zachłystuje Nie uważam, że jest to świat, do którego jest mi wyjątkowo blisko. Ze względu na charakter mojej pracy i rodzaj programu jaki prowadzę, jestem związana z show biznesem. Pewne rzeczy mi się podobają. Inne, niekoniecznie. To jest normalne.
Dużo Pani czyta. Naprawdę siedem książek tygodniowo?
Czasami i więcej. Naprawdę je „połykam”. Jestem kolekcjonerem książek i czytam kilka książek na raz. Stąd też taka ilość. Jestem pożeraczem słowa drukowanego. Potrafię się „pobić” rano z mężem o gazetę.
oJakie pozycje przeczytane ostatnio poleciłaby Pani naszym czytelnikom?
1. „Spacerownik Warszawa w filmie” Jerzego S. Majewskiego.
2. „Cyganie. Spotkanie z nielubianym narodem” Rolfa Bauerdicka.
3. „Grecja po mojemu” Marcina Pietrzyka.
4. „Pani Furia” Grażyny Plebanek.
5. „Kryzysowa narzeczona” Andrzeja Mogielnickiego.
6. „Dziewczyna Misia” o Krystynie Podlewskiej.
Teraz czytam także książkę o etyce w życiu społecznym. Czytam jak widać od Sasa do Lasa. Tu literaturę. Tu wywiady. Tu biografię.
Czego życzyć Dorocie Wellman, poza czasem na czytanie kolejnych książek?
Żeby mnie kręgosłup nie bolał. Takie mam drobne życzenie. Resztę rzeczy, które bym sobie życzyła, muszę sobie sama wypracować.
Rozmawiał Robert Załupski
Dorota Wellman – Dziennikarka telewizyjna, radiowa i prasowa. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego na Wydziale Filologii Polskiej I Historii Sztuki.
Razem z Marcinem Prokopem tworzy charyzmatyczny duet w programie Dzień Dobry TVN. Z Pauliną Młynarską prowadzi w TVN Style program „Miasto kobiet”. W przeszłości znana również z programów telewizyjnych m. in. „Podróże z żartem”, „Clever – widzisz i wiesz”, „Czytam, bo lubię”, „Ten jeden dzień”, „Pytanie na śniadanie”.
Felietonistka Wysokich Obcasów. Z prasą była związana także za pośrednictwem tytułów takich jak „Gala”, „Viva”, „Fashion Magazine” czy „Existence”. Autorka książki „Ja nie mogę być modelką?!”.
Nie obca jest jej także kariera filmowa w charakterze reżyserki, producentki i aktorki (m. in. u Andrzej Wajdy wcieliła się w role Henryki Krzywonos w obrazie „Wałęsa. Człowiek z nadziei”). W sferze radiowej współpracowała m. in. z Radio Solidarność, Radio Eska, Radio Zet i Tok FM.
Laureatka licznych nagród, m. in. Wiktory w kategorii Prezenter Telewizyjny w 2010 roku, InicjaTOR 2015 (MediaTory), Europejska Nagroda Tolerancji 2014, a także wielu. Według rankingów Gazety Wyborczej i Wprost jedna z najbardziej wpływowych kobiet w polskich mediach. Kobieta Roku 2016 magazynu Twój Styl.
Wzwiad ukazał się w OOH magazine. Wersja online znajduje się TUTAJ
Zespół pracowni koncepcyjnej One Eleven (O11E) PiPiotr Gąsienica-Daniel i Karolina Kaczmarczyk-Rogalska) powiększył się o dwie nowe osoby: Karolinę Kaczmarczyk-Rogalską i Piotra Gąsienicę-Daniela, którzy wzmocnili dział strategii.
W One Eleven będą współprowadzili projekty strategiczne dla klientów z różnych branż, a także będą odpowiedzialni za tworzenie i wdrażanie nowych narzędzi badawczych.
– Zatrudnienie Karoliny i Piotra jest efektem dynamicznego rozwoju pracowni i większej niż dotychczas ilości projektów. Ich doświadczenie i wiedza w zakresie strategii i badań są niezwykle cenne w tworzeniu projektów, które często wykraczają poza standardowe rozumienie zadań strategicznych – wyjaśnia Marcin Bełza, partner zarządzający w One Eleven.
Karolina Kaczmarczyk-Rogalska z wykształcenia jest magistrem marketingu i zarządzania. Z branżą marketingową związana jest od 2008 roku, a consultingową od 2012. Doświadczenie zdobywała w sieciowych i lokalnych agencjach reklamowych (JWT, San Markos), gdzie uczestniczyła w projektach jako Project Manager oraz strateg. W latach 2012-2016 pracowała jako brand consultant w firmie CPC dla takich marek jak: Philips, Play, Link4, Biblioteka Narodowa, Grupa Żywiec, CEDC, Marie Brizard Wine & Spirits (właściciela marek Sobieski i Krupnik), Polpharma, Grupa Azoty, Visa.
Brała udział w dwóch pierwszych edycjach konkursu Young Creatives Planners w 2013 (shortlista) i 2014 roku (wyróżnienie). Wystąpiła także jako prelegent na XV Kongresie Badaczy.
Piotr Gąsienica-Daniel jest związany z badaniami i strategią od kilku lat. Ostatnio przez dwa lata pracował jako główny specjalista ds. strategii marketingowej i badań w PZU, gdzie odpowiadał za współtworzenie strategii marketingowej Grupy PZU. Wcześniej związany był z TNS Polska, gdzie pracował dla klientów z branży Finansowej i FMCG. Z wykształcenia jest socjologiem. Należy do Polskiego Towarzystwa Badania Rynku i Opinii (PTBRiO).
JK