Nikogo nie trzeba przekonywać, że najlepszym zabezpieczeniem stron przy rozpoczęciu współpracy, czy nowego zlecenia, jest profesjonalnie i rzetelnie napisana umowa. Niestety, w naszej codziennej praktyce nieraz spotykamy się z licznymi błędami, jakie występują w związku z zawieraniem umów. Warto pamiętać, że każde porozumienie w zakresie nawiązania współpracy jest formalnie umową. Zgodnie z odpowiednimi przepisami możemy mówić o różnych formach umów, w tym pisemną, pisemną z podpisami notarialnie lub urzędowo poświadczonymi, pisemną z datą pewną, czy też aktem notarialnym. W szczególnych przypadkach niezachowanie określonej formy powoduje nieważność danej czynności prawnej, w tym przypadku umowy. Ponadto, wraz z postępem technicznym coraz więcej umów jest zawieranych przy użyciu wiadomości e-mail, wiadomości SMS, za pośrednictwem faksu lub też w trakcie zwyczajnej rozmowy telefonicznej.
Wiadomość e-mail, SMS, a forma pisemna
Do zachowania formy pisemnej wystarczy złożenie na dokumencie zawierającym oświadczenie woli własnoręcznego podpisu. Za taką formę uważa się również oświadczenie woli w postaci elektronicznej, opatrzone bezpiecznym podpisem elektronicznym weryfikowanym przy pomocy ważnego kwalifikowanego certyfikatu. Brak spełnienia tych warunków nie pozwala zakwalifikować danego oświadczenia, jako dokonanego w formie pisemnej.
Mając na uwadze powyższe można stwierdzić, iż wymiana korespondencji e-mail czy SMS również nie spełnia wymogów formy pisemnej. Nie powoduje to jednak nieważności zawartej tak umowy, chyba że ustawa lub zgodna wola stron zastrzega taki rygor (w praktyce sprowadza się do stwierdzenia ,,wymaga formy pisemnej pod rygorem nieważności” lub podobnego).
Jeżeli strony prowadzą negocjacje w celu zawarcia umowy, w tym za pośrednictwem poczty elektronicznej czy wymiany wiadomości SMS, umowa dochodzi do skutku, jeżeli dojdą one do porozumienia, co do wszystkich jej postanowień, które były przedmiotem negocjacji.
W naszej praktyce nieraz spotkaliśmy się z sytuacją, w której pomimo obszernego materiału mailowego, umowa nie została zawarta ze względu między innymi na nie dość precyzyjne określenie ceny towaru lub usługi.
Umowa zawarta przy pomocy wiadomości e-mail czy SMS będzie traktowana jako zawarta w formie ustnej. Przykładem może być umowa zlecenia organizacji imprezy promocyjnej, czy usługi cateringowej, dla ważności której forma pisemna wymagana nie jest. W powyższych sytuacjach wystarczające będzie potwierdzenie jej otrzymania przez drugą stronę, np. w formie zwrotnej wiadomości lub też przystąpienia do realizacji.
Z tych właśnie względów rekomendujemy, aby w celu podsumowania negocjacji handlowych sporządzić wiadomość, w której uwzględnimy wszystkie warunki współpracy i wysłać ją drugiej stronie do potwierdzenia. W razie ewentualnego sporu z kontrahentem taka korespondencja może okazać się niezwykle cenna.
Umowa zawarta ustnie
W branży eventowej często spotykamy klientów, którzy zawierają umowy w formie ustnej i nie dysponują pisemnym dowodem potwierdzającym fakt jej zawarcia. W przypadku sporu zadają następnie pytanie, czy takie porozumienie w ogóle obowiązuje i istnieje.
Czy w takiej sytuacji jest możliwe dochodzenie praw przed sądem?
Bez wątpienia bezpieczniejsze jest zawieranie umów w formie pisemnej, ale jeżeli – ze względu na szczególne okoliczności (np. dynamika sytuacji) – dojdzie do ustnych uzgodnień warto zadbać, aby co najmniej jedna osoba była przy takich ustaleniach obecna. W wypadku ewentualnego sporu zeznanie świadka może okazać się niezwykle pomocne. Nie mniej jednak, jest to praktyka ryzykowna i zdecydowanie ją odradzamy chociażby z powodu niedoskonałości ludzkiej pamięci lub zmienności charakteru relacji, jaki mamy z potencjalnym świadkiem (np. pracownik, z którym rozwiązano umowę o pracę).
Podsumowując, wola strony umowy może być wyrażona przez każde zachowanie, które ujawni ją w sposób dostateczny. W polskim prawie ustawodawca przewidział liczne wyjątki, gdy dla ważności umowy wymagane jest zachowanie formy szczególnej. Zawarcie umowy w sposób nieprecyzyjny i nieutrwalający treści porozumienia dla celów dowodowych rodzi poważne ryzyka prawne i biznesowe. Dlatego rekomendujemy przywiązywanie zdecydowanie większej wagi do tych kwestii na etapie nawiązywania współpracy. Unikniemy wtedy nieporozumień i poważnych sporów.
Treść umowy
Po rozważaniach na temat formy zawierania umów nadszedł czas na skupieniu się na jej treści. To właśnie ona stanowi najistotniejszy aspekt umowy. Każda umowa organizacji eventu ze względu na specyfikę całej branży MICE jest inna. Istnieją jednak zagadnienia, które powinny zostać zawarte bez wyjątku w każdej tego typu umowie, z dokładnym opisem jej przedmiotu na czele.
Tak jak w przypadku przedstawienia przedmiotu umowy, kluczowe dla poprawnego obowiązywania umowy jest precyzyjne i dokładne opisanie obowiązków jej stron. Kwestia ta jest o tyle istotna, gdyż pominięcie nawet z pozoru najbardziej błahego i oczywistego zagadnienia może wpłynąć na brak możliwości jej wyegzekwowania od kontrahenta. Jak powyżej zostało wspomniane, każdy element umowy powinien zostać wyraźnie określony.
Zabezpieczenie interesów stron
Równie istotną sprawą jest zabezpieczenie interesów stron umowy, na wypadek niewywiązywania się z warunków umowy przez drugą stronę. Prawidłowo opisany zakres odpowiedzialności w takim przypadku jest bardzo dużym udogodnieniem. Zwiększa on bowiem szansę wyegzekwowania przedmiotu umowy, jak również pozwala uniknąć czasochłonnych sporów przed sądem.
W celu ograniczenia ryzyka nieuzyskania pożądanego efektu końcowego warto zadbać też o precyzyjne określenie w umowie terminu jej wykonania, a w razie takiej potrzeby o zawarcie kar umownych, na wypadek nie wywiązania się z warunków umowy w odpowiednim czasie.
Dobrze przygotowana umowa powinna przewidywać również wypadki, w których organizowany event nie dojdzie do skutku, przy braku winy żadnej ze stron (np. przejście huraganu w przypadku imprezy organizowanej na świeżym powietrzu). Zapisy te powinny wymienić możliwe przyczyny odwołania eventu, a także ustalić kwestie rozliczeń między stronami na okoliczność takiego niepożądanego stanu rzeczy.
Podsumowując, przy podejmowaniu się każdego nowego zlecenia warto pamiętać o profesjonalnym przygotowaniu umowy. Nie zadanie sobie trudu sformalizowania współpracy i utrwalenia na piśmie wzajemnych praw i obowiązków potrafi być opłakane w skutkach. Z tego względu staramy się popierać działania zmierzające do zawierania indywidualnie przygotowanych umów nawet przy okazji mniejszych zleceń, jak również przy podejmowaniu współpracy z zaufanymi podmiotami. Relacje ludzkie potrafią być niezwykle zmienne, a dobrze napisana umowa w każdej sytuacji da nam poczucie komfortu i większego bezpieczeństwa.
8 najistotniejszych kwestii, które powinny zostać zawarte w umowie
1. Określenie przedmiotu umowy.
2. Określenie obowiązków stron.
3. Określenie wynagrodzenia.
4. Określenie zakresu odpowiedzialności stron.
5. Konkretne określenie okresu obowiązywania umowy oraz najważniejszych terminów.
6. Ustalenie kwestii praw autorskich i praw do udostępniania wizerunków osób.
7. Ustalenie kar umownych za niewypełnienie warunków umowy.
8. Zawarcie klauzuli o zachowaniu poufności lub zakazie konkurencji.
Maciej Dudziński, Pałucki Trusiński Prawo i Podatki Sp.j.
MACIEJ DUDZIŃSKI – prawnik, specjalista ds. marketingu w Kancelarii Pałucki Trusiński Prawo i Podatki sp.j. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.
Uczestnik podyplomowego studium Prawa Podatkowego Akademii Leona Koźmińskiego realizowanych we współpracy z Akademią Biznesu MDDP. Pracował przy organizacji dużych eventów promocyjnych, organizowanych dla branży radiowej, modowej oraz dla największych polskich wydawców czasopism. W czasie wolnym jeździ na snowboardzie, oraz pływa na kitesurfingu i wakeboardzie.
Artykuł ukazał się w OOH Event. Wersja online znajduje się TUTAJ
Już niebawem kolejna edycja Akademii Handlowca – 23 listopada w Warszawskim Teatrze Kamienica, spotkają się najlepsi handlowcy z całej Polski, by zdobywać nowe narzędzia sprzedażowe i wzmacniać swoją motywację. By się rozwijać.
Uczestnicy zwiększają dzięki temu swoje obroty, poszerzają portfolio klientów i mają niesamowitą satysfakcję z pracy, która staje się ich pasją. Akademia Handlowca – tym razem występuje pod tytułem Challenge Day – mówią organizatorzy.
Program:
10.00 rozpoczęcie – Paweł Burczyk
10.15-11.00 Adam Szaran Sztuczki umysłu – krótki kurs hakerski.
11.00-11.45 Roman Kawszyn Capax causae. Odkryj swoją wewnętrzną motywację.
11.45-12.20 Przerwa kawowa
12.20-13.00 Maria Rotkiel Work-life balance w życiu handlowca i obsługującego klientów.
13.00-13.40 Jacek Kotarbiński Shrek czy Książę z bajki – wykorzystaj niepowtarzalność. Techniki budowania rozmowy handlowej na własnych przewagach osobowych.
13.40-14.20 Wojciech Herra Be the best – jak wykorzystać strategie mistrzów w osiąganiu sukcesu w sprzedaży.
14.20-15.30 Przerwa lunchowa
15.30-17.10 Dariusz Milczarek – Zamknij sprzedaż albo zamknij sprawę. Zasady prowadzenia skutecznych działań handlowych.
Więcej na: www.challengeday.pl
W tym dniu będzie miała swoją premierę książka „Motivazione. O prawdziwej motywacji”, napisana przez Pana Romana Kawszyna, autora kilku książek i audiobooków, cenionego trenera sił sprzedaży i mówcy motywacyjnego.
Z Panem Romanem o jego książce rozmawiał Robert Załupski dyrektor marketingu OOH magazine, wywiad będzie można przeczytać w najbliższym numerze.
Dla czytelników OOH magazine, którzy chcą wziąć udział w akademii Challenge Day, wpisując na stronie www.challengeday.pl kod promocyjny: OOH2016, zakup biletu z 10% zniżką.
OOH magazine jest partnerem tegorocznej edycji Akademii Handlowca oraz objął swoim patronatem książkę „Motivazione. O prawdziwej motywacji”.
MW
Promowanie polskich rozwiązań modowych to biznes, który w 2008 roku zrealizowali dwaj uczniowie. Mustache.pl jest platformą internetową, skupiającą najlepszych niezależnych projektantów mody i designu. Sklep internetowy stanowi tylko rozwinięcie targów polskich projektantów Mustache Yard Sale, które są największym wydarzeniem z zakresu niezależnej mody i designu w Europie Środkowo-Wschodniej. Jak to się zaczęło i jak się rozwijają wydarzenia modowe oraz o historii targów i trudnościach na rynku opowiada Patrick Deba, Co-founder w Mustache.
Skąd pomysł na promowanie polskich projektantów i kiedy zorganizowaliście pierwsze targi Mustache Yard Sale?
Patrick Deba: Na pomysł zorganizowania pierwszego Yard Sale (czyli naszych targów) wpadliśmy zupełnie przypadkiem, gdy w 2008 roku szukaliśmy z Konradem Ozdowym, moim wspólnikiem, formy naszej kreatywnej działalności. Do tej pory, wspólnie robiliśmy strony internetowe i grafiki dla mniejszych biznesów. Byliśmy w liceum i chcieliśmy robić fajne rzeczy. Moja ówczesna dziewczyna zakładała wtedy swój mini vintage Store no, równocześnie podczas którejś z wycieczek do Londynu odkryliśmy idee Sunday Marketów ze starymi autorskimi ubraniami. Postanowiliśmy przeszczepić ten model do Polski. Jak widać, udało się. Nasz młodzieńczy zapał i nienasycony rynek zagwarantowały nasz sukces.
Wydaje się, że wynajęcie powierzchni i zdobycie wystawców, to nie jest bardzo wymagające wydarzenie. Czy zorganizowanie takiego wydarzenia jest trudne?
To kompletna bzdura. Mustache Yard Sale jest ogromnym wydarzeniem, w które wkładamy wszystkie swoje siły. Organizacja jednej edycji to tygodnie przygotowań. Pracuje nad tym cały sztab ludzi: od programistów piszących nasz system zgłoszeń, przez zespół weryfikujący zgłoszenia projektantów, architektów projektujących układ przestrzeni po kilkunastu wolontariuszy na targach i ekipę czuwająca, żeby całe wydarzenie odbyło się zgodnie z planem.
Byliście pierwsi na rynku? Jak teraz prezentuje się rynek targów odzieżowych? Macie dużą konkurencję?
Tak, Mustache Yard Sale, nad Wisłą był pierwszym konceptem tego typu. Dziś, po 8 latach naszej działalności, targów zwłaszcza przed Świętami Bożego Narodzenia jest całe mnóstwo. Większe, mniejsze, tu i tam. To niestety utrudnia działanie. Mam poczucie, że wszyscy wzajemnie się kanibalizujemy. Z drugiej strony duża konkurencja motywuje do działania oraz potwierdza, że to co robimy ma sens, a za kilka lat rynek sam się zweryfikuje.
Koncepcja targów zakłada podział na cztery strefy, jakie? Chyba nie od początku tak było? Wciąż przodująca jest część modowa?
Podział pojawił się w związku ze wzrostem ilości wystawców. Wraz ze wzrastającymi potrzebami naszych klientów postanowiliśmy rozszerzyć działalność o kolejne pasujące do wydarzenia tematy. Poza strefą modową, proponujemy również strefę modową dziecięcą, designu oraz gastronomiczną. Cały czas myślimy o dalszym dzieleniu na streetwear, smartcasual itd. Dążymy do tego, aby każda strefa miała swój oddzielny charakter: klimat, muzykę, aktywności. Ale oczywiście pierwsze skrzypce nadal gra moda. Z niej wyrośliśmy i to ona jest głównym element pojawiającym się w przestrzeni naszych targów, czego odzwierciedlenie widać na naszej platformie internetowej.
[galeria=”1″]
Moda to bardzo zmienny temat. Jak dobieracie swoich wystawców? Czy każdy kto projektuje w Polsce może się wystawić podczas Mustache?
Co do zasady, nie mam żadnych ograniczeń, dla nas ważne żeby produkt był ciekawy, estetyczny i rzetelnie wykonany. Na targach zawsze wspieramy nawet najmniejsze marki – stąd proponujemy projektantom nawet najmniejsze stoiska za niewielką opłatą jak na targi o takiej skali. Na naszej platformie weryfikujemy też zdjęcia i opisy produktów – to wszystko ma wpływ na finalny efekt, czyli sprzedaż. Każda aplikacja na Mustache.pl jest dokładnie weryfikowana przez nasz zespół. Naszym celem jest jednak pomaganie naszym projektantom, dlatego konsultujemy, sugerujemy i tłumaczymy jak przygotować się do sprzedaży na naszym portalu.
Z jakimi problemami borykaliście przy pierwszych edycjach, z jakimi konfrontujecie się dziś?
Pierwsze edycje, od początku do końca były organizowane tylko przeze mnie i Konrada. Byliśmy monterami, elektrykami, help deskiem czy komisją weryfikującą wystawców. Podobno nie można robić wszystkiego, a my jesteśmy żywym dowodem na to, że jednak się da. Aczkolwiek wiązało się z tym wiele wyrzeczeń. Teraz pozwalamy już zdjąć ze swoich barków większość tych obowiązków. Mamy zespół, który dba o wszystko i pozwala nam się zająć rozwojem biznesu. W końcu dzisiaj to impreza na inną skale – setki wystawców, 5 rożnych miast, setki tysięcy odwiedzających rocznie, większy zespół a przede wszystkim ogromne doświadczenie, więc sami nie dalibyśmy rady. Mimo wszystko, ciągle staramy się zaskakiwać i wprowadzać nowe pomysły. Nasza wyobraźnia jest nieograniczona.
W ubiegłym roku w Warszawie blisko 40 tysięcy gości i kilkuset projektantów brało udział w Waszych targach. Jak osiągnęliście takie zasięgi?
To prawda, jedną warszawską edycje odwiedza ok. 40 tysięcy osób. Edycje w innych miejscach są o połowę mniejsze. To daje zasięg kilkuset tysięcy rocznie. Jesteśmy już marką rozpoznawalną na rynku, ale wymaga to też dużo pracy: robimy kampanie plakatowe, marketing internetowy, korzystamy z sieci kontaktów naszych projektantów oraz patronów medialnych. W innych miastach staramy się organizować wydarzenie przy udziale lokalnych miejskich aktywistów. Nie chcemy być tylko „warszawką”, która przywozi swój styl życia. Chcemy, żeby każde targi miały fajny lokalny klimat.
Jak Wasi klienci, czyli wystawcy odbierają targi? Jak ich zachęcacie do wystawienia się, czy już nie musicie?
Patrząc na frekwencje, chyba się podoba. Bardzo cieszy nas to, że odwiedzają nas całe rodziny, ludzie w rożnym wieku, często spędzając na targach po kilka godzin, to już nie tylko targi mody, to już swego rodzaju towarzyskie wydarzenie! Z pewnością, pozytywne komentarze po wydarzeniu są bardzo fajną motywacją, żeby robić to dalej jeszcze lepiej!
Jakie macie plany rozwoju Waszych eventów? Może wyjście za granicę? Zdradźcie kilka szczegółów.
Na razie chcemy, żeby edycje w innych miastach niż Warszawa, czyli Katowice, Poznań, Wrocław i Trójmiasto, rosły w sile. Chcemy też, żeby każda edycja stanowiła mini festiwal pełen mody, muzyki i sztuki. Stąd też liczne imprezy muzyczne i jedzeniowe towarzyszące naszym targom. I na tym właśnie chcemy się skupić, by doskonalić to, co mamy. A zagranica… na nią też już mamy pomysł, ale wszystko w swoim czasie. Pozwólcie, że zachowamy to jeszcze na chwilę dla siebie.
Rozmawiała Paulina Pięta
Patrick Deba, wraz z Konradem Ozdowy stworzyli markę Mustache. Patrick już od czasów podstawówki bez przerwy związany z różnymi projektami i inicjatywami. Jego ostatni i największy stał się sposobem na życie. Wraz z Konradem Ozdowy współtworzy największe w Polsce targi niezależnej mody i designu Mustache Yard Sale oraz platformę e-commerce – Mustache.pl. Człowiek odpowiedzialny za cały wizerunek i komunikację marki. Absolwent studiów prawniczych na Uniwersytecie Warszawskim.
Wywiad ukazał się w OOH Event. Wersja online znajduje się TUTAJ
Dobiega końca Pierwsze badanie polskiego rynku DOOH realizowane przez MyLED. Tylko do końca września można jeszcze wypełnić kwestionariusz dostępny na www.badaniadooh.pl
Realizacja projektu trwa od 23 sierpnia, a jego głównym celem jest zgromadzenie opinii, ekspertów z branży reklamowej na temat cyfrowej reklamy zewnętrznej. Badanie ma wykazać jakie są perspektywy rozwoju medium w Polsce oraz podejście marketerów do tej formy reklamy. Grupą odbiorców badania są przede wszystkim pracownicy domów mediowych, agencji reklamowych czy działów marketingu firm.
-Po zakończeniu zbierania kwestionariuszy przejdziemy do opracowywania i analizowania wyników, z których stworzymy pierwszy w naszym kraju raport wiedzy o DOOH. Zapraszam jeszcze w tych ostatnich dniach wszystkich specjalistów z branży do wypełnienia ankiety – zachęca Grzegorz Śliwa, CEO MyLED.
Badanie od początku wspierają partnerzy: Videomill, Infinity Media, Mint Media i Helion oraz media branżowe: Nowy Marketing, OOH Magazine oraz Portal Medialny.
MW
Teraz w sklepie internetowym Mount Blanc (www.mountblanc.pl) można robić słodkie zakupy online w nowy, bardziej przyjazny i nowoczesny sposób. Nowy sklep to także rewolucja w kwestii realizacji i odbioru zamówień.
Już teraz można sprawdzić które produkty dostępne są w konkretnej, stacjonarnej Pijalni Czekolady i Kawy Mount Blanc, złożyć zamówienie online i odebrać je w wybranym przez siebie lokalu. Nie trzeba czekać na kuriera, słodki zestaw można odebrać w dowolnym momencie w godzinach otwarcia lokalu i przy okazji skosztować przepysznej, belgijskiej czekolady do picia. Funkcjonalność ta jest nie tylko wygodna, ale również korzystna z punktu widzenia finansowego, ponieważ przy opcji odbioru osobistego nie doliczana jest opłata za wysyłkę paczki.
Czekoladowa oferta Mount Blanc jest niezwykle bogata i stale będzie się powiększała. Znależć tu można czekoladowe prezenty na każdą okazję. Eleganckie, drewniane szkatułki, klasyczne bombonierki, kolekcje projektowane na specjalne okazje oraz niewielkie słodkie upominki i czekoladowe figury. To oczywiście tylko niewielki fragment asortymentu. Ponieważ Klienci często poszukują oryginalnych rozwiązań, prezentów które robią wrażenie i są niepowtarzalne, do oferty sklepu zostały wprowadzone również produkty personalizowane. Od teraz robiąc zakupy online na www.mountblanc.pl można zamówić szkatułkę lub bombonierkę np. z nadrukowanych własnym zdjęciem oraz z wygrawerowanym tekstem.
Firma Mount Blanc postawiła na nowe technologie i ciągły rozwój. Cały czas testowane są nowe funkcje i rozwiązania przyjazne Klientowi oraz konkurencyjne na rynku. Informacje o wszystkich nowościach oraz promocjach będzie można znaleźć w aktualnościach, newsletterze oraz na firmowym blogu.
KL