Logo


Mistrzostwa Świata to nie tylko międzynarodowe święto miłośników piłki nożnej. To także, a może przede wszystkim, ogromny biznes, w którym, co nie jest tajemnicą, rządzi pieniądz. Brak sponsorów pragnących wesprzeć finansowo to wydarzenie na niespełna pół roku przed mundialem to dla FIFA spory problem.

W ramach współpracy reklamowej podczas Mistrzostw Świata FIFA oferuje trzy pakiety sponsorskie, co daje tym samym trzy grupy sponsorów. Kluczowi są partnerzy, których docelowo powinno być ośmiu (w tym momencie jest siedmiu). Jak podaje portal CNN Money, zobowiązani przez długoterminowe kontrakty (podpisane jeszcze przed skandalem korupcyjnym w FIFA) w grze pozostali tacy giganci jak Coca-Cola, Visa czy adidas. Nowi partnerzy to rosyjski Gazprom, katarskie linie lotnicze Qatar Airways oraz chiński deweloper Wanda Group. Kolejna grupa to sponsorzy MŚ, których jest pięciu, a powinno być ośmiu. Z poprzednich edycji pozostał McDonald’s oraz Budweiser. Jednakże Castrol, Continental oraz Johnson & Johnson – sponsorzy poprzedniego mundialu, nie przedłużyli z organizacją kontraktów. Zamiast tego dołączyły trzy spółki z Chin – Vivo, Hisense i Mengniu. Najgorzej jednak wygląda sytuacja z lokalnymi sponsorami mundialu (po 4 firmy z 5 regionów). W tym momencie na 20 miejsc, jedynym potwierdzonym jest Alfa Bank.

Seweryn Plotan, Dyrektor Zarządzający agencji Sponsoring Insight specjalizującej się w badaniach, analizie i doradztwie w zakresie sponsoringu oraz marketingu sportu i kultury, zaznacza, że doszukiwanie się jakichś szczególnych, ukrytych powodów niskiego popytu na pakiety sponsoringowe Mistrzostw Świata w Rosji jest raczej bezcelowe. – Wpływ na brak zainteresowania marketerów mają tu głównie dobrze wszystkim znane aspekty wizerunkowe – FIFA jako organizatora, ale też Rosji jako gospodarza. Pojawiają się oczywiście opinie, że to zmiana specyfiki rynku i przeznaczanie budżetów na inne formy komunikacji marek. Ale gdyby tak było, spadek popularności sponsoringu byłby zauważalny także w przypadku innych produktów dostępnych na rynku globalnym, a jest zupełnie odwrotnie – podkreśla Seweryn Plotan.

Pierwsze informacje o kłopotach z pozyskaniem sponsorów na MŚ w Rosji podał w zeszłym roku dziennik „The New York Times”, powołując się m.in. na raport FIFA dotyczący przygotowań do mundialu. Na łamach gazety Patryk Nally, konsultant ds. marketingu sportowego, odpowiedzialny za jeden z pierwszych programów marketingowych FIFA, mówił bez ogródek, że jest to toksyczna marka. – Żadna firma nie uzna za bezpieczne nawiązanie współpracy biznesowej z FIFA, chyba, że pochodzi z Chin lub innego kraju, w którym fakt, że w sądzie w Nowym Jorku toczy się sprawa o korupcję, nie ma znaczenia – powiedział dziennikowi „New York Times” Nally.

Z drugiej strony, czy taki gigant jak FIFA może upaść? Czy hegemonia tego monopolisty stoi pod znakiem zapytania? Jak zaznacza Jędrzej Hugo-Bader, account director w Havas Sports & Entertainment (agencja mediowa Havas Media Group) prestiż mundialu oraz jego zasięg powinny mimo wszystko sprawić, że FIFA poradzi sobie z pozyskaniem sponsorów. – Być może FIFA będzie musiała jedynie obniżyć ceny pakietów, bowiem sytuacja, kiedy pozyskanie sponsorów przeciąga się, wzmacnia pozycję negocjacyjną potencjalnych partnerów. Zwłaszcza, że ich ewentualny brak wpływa nie tylko na pustki w kieszeni, ale stanowi dla FIFA również problem wizerunkowy – wyjaśnia Jędrzej Hugo-Bader. Zaznacza również, że wizerunkowe problemy FIFA dla ostatecznego konsumenta nie mają znaczenia. – Nie wydaje mi się, żeby na trudności z pozyskaniem sponsorów miały wpłynąć problemy wizerunkowe FIFA. Kibic, a zatem konsument, nie utożsamia bezpośrednio mundialu z federacją, zatem nie będzie funkcjonowało bezpośrednie przełożenie wizerunku FIFA na markę sponsora. Problemów w pozyskaniu sponsorów doszukiwałbym się raczej w tym, że marki zamiast inwestować w prawa sponsoringowe, poszukują rozwiązań z obszaru ambush marketingu (przyp. red. próba zaistnienia podczas eventu bez ponoszenia kosztów sponsoringu) i są w tym coraz bardziej pomysłowe. Brak praw sponsoringowych przestaje być barierą – podsumowuje.

Na korzyść FIFA przemawia również fakt, że jest swego rodzaju monopolistą. W piłce nożnej nie ma alternatywy dla mundialu, nie ma konkurencyjnych federacji, które byłyby zagrożeniem dla FIFA – tak, jak ma to miejsce w różnych innych dyscyplinach, np. w sportach walki. A obecność na piłkarskich mistrzostwach świata to wciąż ogromny prestiż i globalny zasięg.

Jak reasumuje Seweryn Plotan, można się spodziewać, że kilka pakietów zostanie jeszcze sprzedanych, ale raczej nie wszystkie. Czas jaki pozostał do imprezy to niespełna pół roku, a działań aktywacyjnych i komunikacji wokół tak dużego przedsięwzięcia nie planuje się z dnia na dzień. Dla porównania warto dodać, że w 2014 roku, gdy mundial organizowany był w Brazylii, sześć miesięcy przed rozpoczęciem FIFA poinformowała, że wszystkie kontrakty sponsorskie i te dotyczące praw do transmisji zostały już podpisane.

Katarzyna Lipska-Konieczko

Artykuł ukazał się OOH magazine nr 1/2018. Pobierz wersję online TUTAJ.

Producent ceramiki reklamowej z nadrukiem przygotował kilkanaście nowości produktowych na nadchodzący sezon.

W ofercie można znaleźć m.in. Prim – cylindryczny kubek bez uchwytu, który nie parzy w dłonie dzięki zastosowaniu rzadko spotykanej, izolującej struktury o podwójnych ściankach.

Fresh Cool to z kolei – nowy członek rodziny kubków Fresh. Model czerpiący inspiracje z popularnego stylu skandynawskiego przyciąga uwagę ciekawym designem.

W ofercie pojawił się też Handy Cool – kolejny produkt należący do bestselerowej rodziny kubków Handy. Model także czerpie inspiracje z popularnego stylu skandynawskiego.

Wśród ceramicznych nowości warto wyróżnić model Scout. To emaliowany kubek o klasycznym kształcie. Produkt dostępny jest w wielu wersjach kolorystycznych i rozmiarowych.

Latino Art to najwyższy kubek z oferty MAXIM przystosowany do nanoszenia wysokiej jakości nadruków Art Print.

Tomek Art Matt to kubek o klasycznym kształcie z nowoczesnym matowym wykończeniem. Produkt dostosowano do nanoszenia nadruków Art Print.

Tomek Big Art to z kolei bardzo duży kubek reklamowy, dostosowany również do nanoszenia wysokiej jakości nadruków Art Print.

Kubki dostępne są w różnorodnych wersjach kolorystycznych i technikach zdobienia.

http://maxim.com.pl

 

JK

Skrót PSI pochodzi od pierwszych liter słów Professional (Profesjonalny), Strong (Silny) and International (Międzynarodowy). Jak podkreśla organizator, tym razem największe w Europie targi branży produktów promocyjnych wzmocniły znaczenie kryjące się za tymi inicjałami.

58% odwiedzających przybyło na targi spoza Niemiec, a jeden na siedmiu odwiedzających przyjechał spoza Europy. W Düsseldorfie swoją ofertę prezentowali przedstawiciele niemal 90 krajów, zmieniając przez te trzy dni targi w prawdziwe centrum świata branży gadżetowej. Podsumowując imprezę pod kątem liczb, organizator wydarzenia, Reed Exhibitions Deutschland zanotował obecność 925 wystawców z 37 krajów (rok poprzedni: 988) i 17 342 gości (rok poprzedni: 18 094). Spośród tej grupy, 1200 klientów branżowych posiadających zaproszenie od dystrybutora uczestniczyło w ostatnim dniu targów.

Dominacja digitalu, to jak informuje PSI, już nieaktualny stan rzeczy. Tłumacząc na język marketingowy – dzisiejsi konsumenci, zwłaszcza Millenialsi, coraz częściej szukają autentycznych doświadczeń związanych z marką i chcą identyfikować się z nią.

– Obecnie w wielu dziedzinach widzimy trend, który najlepiej można opisać jako rewolucję analogową lub wręcz dotykową. W dobie cyfrowej odtwarzalności i arbitralności ludzie szukają rzeczy, których mogą doświadczyć w sposób namacalny i multisensoryczny. Ten megatrend ma pozytywny wpływ na branżę produktów promocyjnych – mówi Michael Freter, dyrektor PSI.

Jeśli chodzi o rynek artykułów promocyjnych, po raz pierwszy w historii sprzedaż w branży upominków osiągnęła w Niemczech poziom 3,5 mld euro (rok wcześniej: 3,47 miliarda euro). Dodatkowym impulsem do wzrostów rynku – zwłaszcza w Niemczech i Europie – mają być najbliższe Mistrzostwa Świata 2018 w Rosji.

Kolejne targi PSI odbędą się w Düsseldorfie w dniach 8-10 stycznia 2019 r.

www.psi-network.de, www.psi-messe.com

Artykuł ukazał się OOH magazine nr 1/2018. Pobierz wersję online TUTAJ.

O historii firmy i ponad ćwierćwieczu działalności, a także o rozwoju na polskim rynku opowiada Milan Walter, dyrektor komercyjny i jeden z właścicieli firmy REDA.

REDA pozycjonuje się jako numer 1 na rynku produktów promocyjnych w Czechach. Jak wyglądała historia firmy?
REDA została założona 26 lat temu pod pierwotną nazwa REDAP (Reklamni Dárkové Předmĕty, pl.: produkty i upominki reklamowe). W tamtych czasach młody rynek czechosłowacki był głodny produktów z nadrukiem. W domowych warunkach, a konkretniej w garażu, firma działała w oparciu o jedną, starą maszynę do tampodruku. Początkowo firma była w stanie zasilać rynek dzięki tej jednej maszynie, z czasem, kwitnący biznes domagał się większych przestrzeni. Już pod obecną nazwą firma była jednym z pierwszych importerów artykułów piśmienniczych. W połowie lat 90. ta oferta została rozszerzona, a REDA zaczęła importować produkty z Dalekiego Wschodu. W tym samym czasie firma rozszerzyła możliwości druku o takie techniki jak: sitodruk, druk transferowy, haft i grawerowanie laserowe. Kolejnym ważnym krokiem było utworzenie filii w Chinach, dzięki czemu REDA jest teraz firmą o silnej orientacji międzynarodowej.

Teraz wkraczacie do Polski. Jakim rynkiem jest dla Was nasz kraj?
Polski rynek jest jednym z największych i najbardziej skomplikowanych w Europie Środkowej, jest też niezwykle konkurencyjny i dla mnie – nie do końca czytelny. W Polsce istotną rolę odgrywa cena, i to niestety czasem kosztem jakości towarów i usług, jednak powoli to się zmienia. Polscy dystrybutorzy to też jedni z najbardziej wykształconych profesjonalistów w naszej branży.

Personalizacja to dziś silny trend. Jak odpowiadacie na tę potrzebę rynku?
W czasie ostatniej dekady staliśmy się silnym graczem w europejskim segmencie znakowania artykułów promocyjnych. Jesteśmy dumni, że zbudowaliśmy bardzo nowoczesną drukarnię o dużej wydajności. Jesteśmy w stanie spersonalizować wszystkie nasze produkty przy użyciu prawie 20 różnych technologii, naszą specjalnością jest zwłaszcza drukowanie na artykułach do podawania napojów – oferujemy naszym klientom kubki w ich własnym kolorze, nadruk full-print czy wszechstronną personalizację. Każdego roku wprowadzane są nowe technologie w naszej produkcji, ostatnio zwracamy się głównie w kierunku pełnego druku cyfrowego na różnych podłożach. Jednym z największych wyzwań są obecnie czasy dostaw. Rynek, nie tylko w Polsce, stał się w tym aspekcie bardzo wymagający. Dzięki wprowadzeniu strategii „szczupłej produkcji” (lean manufacturing) i rosnącej automatyzacji jesteśmy w stanie odpowiedzieć pozytywnie na te wymagania.

Byliście uczestnikiem wrześniowego FestiwalMarketingu.pl. Co zaprezentowaliście podczas targów?
Nasz doświadczony i zorientowany na klienta zespół sprzedaży z sukcesem zaprezentował nasze produkty, jak i całą firmę podczas targów. Zaprezentowaliśmy obszerny katalog promocyjny EXCURSION 2017 z szeroką kolekcją produktów. Koncentrujemy się na naczyniach ceramicznych i porcelanowych, artykułach piśmienniczych, parasolach i torbach reklamowych. Wszystko to przedstawiliśmy wraz z przykładami naszych możliwości brandingowych – we własnym zakresie oferujemy 16 technologii znakowania.

Jaka jest Wasza oferta na najbliższy sezon?
Nie chcę zepsuć niespodzianki naszym klientom, którzy otrzymają nowe katalogi na targach na początku 2018 roku. W każdym razie możemy potwierdzić, że katalog EXCURSION przejdzie istotne przeobrażenie. Duża liczba nowości przyczyni się do zwiększenia atrakcyjności naszej kolekcji. Będziemy też nadal kroczyć ścieżką, którą wyruszyliśmy wiele lat temu, mocno rozwijając produkty i trendy w dziedzinie artykułów piśmienniczych. Można także spodziewać się nowości w technikach drukowania, niebagatelny wpływ ma na to digitalizacja druku.

Jakie będą Wasze dalsze aktywności na polskim rynku?
Poza wspomnianymi działaniami biznesowymi i marketingowymi planujemy rozbudowę naszego zespołu sprzedażowego działającego na rynku polskim, zwłaszcza o nowego przedstawiciela handlowego, który będzie opiekował się naszymi dystrybutorami i współpracował z nimi.

Rozmawiała Katarzyna Lipska-Konieczko

Milan Walter – Milan Walter, dyrektor komercyjny REDA, działający w branży reklamowej ponad 20 lat. W roku 1997 zaczął jako pionier w holenderskiej firmie KCF, rozwijając rynek wschodni. Uczestniczył w połączeniu firm ITD i ARCO, dziś znanych jako Mid Ocean Brands, gdzie następnie prowadził ich wschodnioeuropejską aktywność aż do roku 2007. W roku 2007 pracował dla ponadnarodowej korporacji Li&Fung przy znaczących projektach w Rosji, skąd następnie przeniósł się do Czech, gdzie dla firmy REDA prowadzi europejską integrację i sprzedaż. W REDA jest teraz odpowiedzialny za jej najważniejszy i najbardziej efektywny segment sprzedaży B2B.

Artykuł ukazał się OOH magazine nr 1/2018. Pobierz wersję online TUTAJ.

W pierwszej połowie XX wieku wypromowana została klasyczna elegancja strojów biznesowych, która do dziś stanowi standard. Wciąż udoskonalana, nie przemija wraz z trendami czy modą. Pewne jest, że dbałość o detale, miarowe krawiectwo i jakość wykończenia nigdy nie wyjdą z mody.

Marka Frost wywodzi się ze Skandynawii. Znana jest bardziej jako lokalna manufaktura, z pasją szyjąca koszule na miarę dla wymagających klientów, niż firma dostarczająca odzież na szerszą skalę. Znając potrzeby klientów wybierających odzież biznesową marki James Harvest oraz ceniąc idee przyświecające marce Frost, połączyliśmy siły, aby dostarczyć klientom doskonały produkt, jakością dorównujący miarowemu krawiectwu – tak powstało J.Harvest&Frost. Idea, która nam przyświecała to chęć stworzenia produktów o bardzo wysokiej jakości, w przystępnej cenie, które sami z dumą chcielibyśmy nosić. Naszym celem było to, aby ubrania były wyszukane i dobrze zaprojektowane oraz nadawały się zarówno do pracy oraz podczas wypoczynku. Nie krępowały ruchów i były proste w utrzymaniu.

Klient ma możliwość wyboru aż pięciu wyjątkowych linii w ramach kolaboracji J.Harvest&Frost, dopasowanych charakterem do otaczającego nas świata. Nie ma drugiego na rynku katalogu prezentującego wyłącznie koszule i skupiającego się na tym elemencie odzieży, jako podstawie wielu służbowych uniformów. Dbając o wygodę użytkowników marki, w ofercie znalazły się koszule w kroju Regular i Slim. Dzięki temu, istnieje możliwość dopasowania ubrania do danej sylwetki. Osobną kategorię stanowią kroje damskie. Marka zadebiutowała na polskim rynku niespełna dwa lata temu i z miesiąca na miesiąc coraz więcej klientów docenia jakość, która łączy się z nazwą J.Harvest&Frost. Ostatnio oferta została rozszerzona o najbardziej innowacyjny i ekskluzywny z naszych produktów – koszulę Black Bow, która spełnia marzenia o prawdziwej plamoodporności i dodatkowo dzięki zastosowaniu nanotechnologii wcale się nie gniecie. Choć brzmi to jak mrzonka, niezależne testy przeprowadzone przez naszych zadowolonych klientów potwierdzają to, co my deklarujemy. W Szwecji marka jest dystrybuowana również w sprzedaży detalicznej, a jej sklep w Sztokholmie zwraca uwagę tak samo jak produkty, które oferuje. Profesjonalna obsługa, dbałość o detale, wsłuchiwanie się w potrzeby klientów – to niezwykle ważne, kiedy mówimy o produktach, które są naszą wizytówką.

Zachęcamy do zapoznania się z tym niezwykłym konceptem i jakością, którą sobą reprezentuje. W dobie fastfashion wysoka jakość i odrobina luksusu w dobrze dopasowanej koszuli może podnieść morale i zachęcić do działania. Zadowolony użytkownik to najlepsza wizytówka marki – my mamy tylko takich!

www.harvest-frost.pl

Artykuł ukazał się OOH magazine nr 1/2018. Pobierz wersję online TUTAJ.

 

Trwa czwarta edycja Międzynarodowego Festiwalu i Konkursu Kalendarzy ZoomArt. Najciekawsze realizacje poznamy w kwietniu.

Organizatorzy zapraszają do zgłaszania prac:
• zleceniodawców kalendarzy, firmy polskie lub zagraniczne,
• wydawców, agencje reklamowe, drukarnie,
• grafików, fotografów, ilustratorów, freelancerów
• artystów, którzy uczestniczą w procesie powstawania kalendarza.

Konkurs jest otwarty i dotyczy każdego typu kalendarzy o dowolnej tematyce. Kwalifikują się kalendarze wszystkich rodzajów: ze zdjęciami, z ilustracjami, a także kalendarze czysto graficzne. Kalendarze można zgłaszać w 13 kategoriach. W tej edycji konkursu pojawiła się kolejna kategoria KF – kalendarz zaprojektowany przez freelancerów, autorski pomysł artystyczny (dowolny typ i format, niekoniecznie wydrukowany masowo). W każdej kategorii laureaci zostaną uhonorowani pierwszym, drugim i trzecim miejscem z nagrodami ZoomArt oraz wyróżnieniami.

– Wszystkie kalendarze zgłoszone do konkursu, zostają ocenione według następujących kryteriów: koncepcja, typografia, projektowanie, fotografia, ilustracja, jakość druku, ale również według indywidualnych kryteriów jury. W jego składzie znajdą się osoby profesjonalnie zajmujące się m.in. grafiką, projektowaniem i fotografią. Zachęcam do udziału zleceniodawców, wydawców i twórców, potrafiących z kalendarza uczynić dzieło sztuki – podkreśla Marzena Miszczyk, właścicielka kreatywnej Agencji AgirArt, organizatorka ZoomArt.

Termin nadsyłania prac upływa 26 marca 2018 r.

Wszyscy uczestnicy konkursu zostaną zaproszeni na Galę Finałową, która odbędzie się 6 kwietnia br. w Katowicach. Finał konkursu jest połączony z wystawą wszystkich zgłoszonych kalendarzy oraz z wystawami towarzyszącymi. Organizatorzy rokrocznie drukują album ze wszystkimi zgłoszonymi kalendarzami, wydawnictwo jest dostępne dla każdego uczestnika ZoomArt.

Szczegóły na stronie www.zoomart.pl

OOH magazine jest patronem medialnym konkursu.

Artykuł ukazał się OOH magazine nr 1/2018. Pobierz wersję online TUTAJ.

Obecny moment w branży jest równie trudny, co ekscytujący. Firmy coraz częściej dostrzegają potencjał produktów promocyjnych, jako skuteczny i konkurencyjny środek reklamowy. W globalnym i szybko zmieniającym się świecie kluczowa jest zdolność do adaptacji, która jest podstawowym warunkiem osiągnięcia sukcesu.

Od momentu założenia w 1944 roku Paul Stricker rozwijał się w sposób stabilny i konsekwentny, a jego zdolność do adaptacji, innowacji i przewidywania trendów rynkowych, pozwoliła firmie stać się dostawcą obecnym na trzech kontynentach. W ciągu ostatnich siedmiu lat, pod przewodnictwem nowego CEO Paulo Strickera, firma zmieniła strategię i postanowiła dotrzeć do rynków poza Portugalią i stać się powszechnie znanym na całym świecie dostawcą produktów promocyjnych. W 2010 r. Paul Stricker był liderem branży w Portugalii, ale mając bardzo silną pozycję w regionie postanowił rozszerzyć swoją działalność. To w tym momencie rozpoczął się proces ekspansji. Rozwój był bardzo szybki – w ciągu siedmiu lat grupa zyskała klientów w 75 krajach i pięciokrotnie zwiększyła obroty w skali globalnej.

Siedziba firmy Paul Stricker

Według Alexandre Gil, CEO w firmie Paul Stricker, rozbudowany system logistyczny, stałe zwiększanie poziomu zapasów, które pozwala na generowanie w magazynie ponad 13 000 palet, przy wsparciu silnego systemu logistycznego, gwarantuje zadowolenie klientów i możliwość obsługi dużej liczby zamówień. Opierając się na zrównoważonym wzroście, koncentrując na doświadczeniu, wiedzy i kreatywności, w roku 2013 została stworzona hi!dea™ – ekskluzywna i awangardowa marka designerska, która powstała po to, aby wyznaczać trendy w branży. Jej nietuzinkowy design i precyzyjnie dobrane materiały zapewniają unikalną jakość produktów, które zaspokoją gusta każdego klienta. Celem projektantów Strickera było opracowanie kolekcji artykułów, które będą jednocześnie przydatne w codziennym użytkowaniu, a zarazem wyjątkowe ze względu na design i wysoką jakość. Dzięki przemyślanym inwestycjom oraz odpowiednim narzędziom przygotowano firmę do wprowadzenia na globalny rynek. Następnie zadbano o zbudowanie zespołu sprzedaży opartego na doświadczonych ludziach znających branżę, aby umożliwić firmie rozwój bazy klientów w szybki i stabilny sposób. Dlatego Alexandre Gil podkreśla, że wzrost jest organiczny, nieskutkujący przejęciem innych firm lub zawarciem umów przedstawicielskich.

Tempo ekspansji zostało utrzymane i Paul Stricker odniósł duży sukces. Oprócz biura w Szanghaju, firma posiada również biura w Barcelonie, Madrycie i Warszawie, a także oddziały handlowe w Paryżu, Lyonie, Bordeaux, Mediolanie, Rzymie, Amsterdamie, Kolonii, Lizbonie i filię w São Paulo. Co roku uczestniczy także w największych i najbardziej prestiżowych imprezach targowych w Europie, takich jak PSI, CTCO, Premium Sourcing, PTE, PPD i polskich – FestiwalMarketingu.pl oraz RemaDays.
– Od 2013 r. Paul Stricker jest obecny właśnie na polskim rynku, który stał się wiodącym rynkiem w Europie Środkowej. Kluczem do osiągnięcia sukcesu było indywidualne podejście do potrzeb lokalnych agencji reklamowych, a także dopasowanie się do standardów obsługi, jakie zapewniają nasi globalni i lokalni konkurenci – mówi Paweł Grzeszczuk, Central Europe Direcor w firmie. – Atrakcyjna logistyka, darmowy transport od 1200 PLN i dostawa w 4 dni oraz katalog w języku polskim szybko znalazły uznanie w oczach naszych klientów. Punktem zwrotnym był rok 2015, kiedy Paul Stricker zdecydował się otworzyć w Polsce biuro wraz z magazynem wzorów (dostawa 24h) oraz rozpocząć fakturowanie w PLN. Kolejnym elementem, który pozwolił poszerzyć grono klientów było wprowadzenie lokalnego drukowania, aby zapewnić szybsze dostawy produktów z nadrukiem. Udział w imprezach branżowych takich jak FestiwalMarketingu.pl czy RemaDays, stał się elementem obowiązkowym w naszym kalendarzu. Po pięciu latach obecności, na jednym z najbardziej konkurencyjnych rynków w Europie mamy swoją ugruntowaną pozycję i grupę oddanych klientów. Jest to dla nas olbrzymia motywacja i zobowiązanie, aby stale usprawniać nasz serwis i wychodzić naprzeciw oczekiwaniom naszych klientów – podkreśla Paweł Grzeszczuk.

Nowy katalog hi!dea™ 2018 

Dostępny w 8 językach katalog hi!dea™ 2018 jest zaskakujący i zawiera nowości, które nie pozwalają oderwać od siebie wzroku. Zaczynając od dobrze znanej oferty artykułów piśmienniczych, gdzie inwestujemy w odważne nowe modele z niesamowitą paletą kolorów, nie zapominamy o notesach i folderach, które cały czas są nowoczesnymi i modnymi produktami. Elektronika użytkowa jest nieodzownym elementem tego katalogu, a artykuły związane ze sportem stanowią jego mocny punkt. Butelki, bidony i inne akcesoria skierowane do tych, którzy kochają aktywny tryb życia, zajęcia na świeżym powietrzu lub siłowni. – Bardzo mocno inwestujemy również w segment toreb podróżnych, zaczynając od walizek, poprzez torby i plecaki, które charakteryzują się doskonałym wykończeniem, funkcjonalnością i innowacyjnością. Jedną z największych niespodzianek, jakie przygotowaliśmy dla naszych klientów w 2018 jest wprowadzenie odzieży promocyjnej marki TH Clothes, która gwarantuje doskonałą jakość, szeroką gamę modeli oraz kolorów. Sukcesywnie rozwijamy także linię produktów hi!dea™, w których łączymy wyjątkowe i ekskluzywne wzornictwo z wysokiej jakości materiałami – tłumaczy Paweł Grzeszczuk.

Dla Alexandre Gil’a wyzwaniem są możliwości rozwoju biznesu, które pojawiły się w Internecie i wciąż bardzo szybko się rozwijają. Ma on świadomość, że w tym sektorze jest jeszcze wiele do zrobienia. W międzynarodowym i cyfrowym świecie nacisk na ciągłe wprowadzanie innowacji i doskonalenie jest ogromny, zmusza nas to do wyjątkowej czujności i elastyczności, aby być gotowym dostosować się do wymagań rynku w każdej chwili.

Odnośnie nieustannej innowacji w cyfrowym świecie, o której wspominał CEO, Paul Stricker odnowił stronę internetową, która zapewnia klientom dynamiczny, intuicyjny i elastyczny dostęp z każdego urządzenia. Nowa strona zawiera symulator znakowania, który ułatwia zamawianie produktów z nadrukiem, pokazuje stan magazynowy w czasie rzeczywistym, umożliwia zamawianie online, a także tworzenie kalkulacji dla klienta końcowego.

Magazyn w Murtede

Obecnie w branży konieczne jest, aby oferta produktów była unikalna pod względem designu oraz jakości, a także zapewnienie odpowiedniej logistyki, która pozwoli reagować na zapotrzebowania rynku. W dzisiejszych czasach niezbędne jest również dostosowanie usług do nowych form komunikacji, informowanie klientów w różnych mediach, w których się poruszają, a mianowicie w sieciach społecznościowych, gdzie obecny jest również Paul Stricker.

Cały ten wzrost i ekspansja na arenie międzynarodowej pozwoliły firmie Paul Stricker zrobić ogromny krok naprzód. – Ze strategicznego punktu widzenia, doszliśmy do momentu, w którym co najmniej jedna trzecia produktów przez nas sprzedawanych pochodzi z naszej własnej kolekcji i zdobywa z powodzeniem rynki, na których po raz pierwszy zdecydowaliśmy się utworzyć lokalne zespoły sprzedaży – Włochy, Niemcy i Holandia – reasumuje Paweł Grzeszczuk.

Stricker pozostaje aktualny i ciągle ewoluuje, aby dostosować się do zmian i nowych wyzwań, zawsze dążąc do zadowolenia klienta – zgodnie z hasłem „jesteśmy Twoim partnerem w doskonałości”.

www.stricker-europe.com

Artykuł ukazał się OOH magazine nr 1/2018. Pobierz wersję online TUTAJ.

Artykuł promocyjny

Asgard, właściciel marki niezwykle popularnych upominków reklamowych BLUE COLLECTION, w tym roku obchodzi swoje 25-lecie. Ta polska firma jest obecnie jednym z liderów sprzedaży na rynku krajowym, a jednocześnie dynamicznie rozwija sprzedaż na rynkach zagranicznych. Klienci doceniają ofertę za wyjątkowy katalog i dobór produktów, miłą i profesjonalną obsługę oraz etykę w działaniu. Z Anną Roszczak, Prezesem Zarządu, rozmawiamy o historii firmy i składnikach sukcesu.

Jesteście na rynku od ćwierć wieku. Jak wyglądały początki firmy i droga przez te 25 lat działalności?
Tak, w 2018 roku obchodzimy jubileusz 25-lecia. Ja w firmie pracuję już prawie 13 lat, przez ten czas jestem świadkiem jej dynamicznego rozwoju, wielkich sukcesów, ale też potknięć, których chyba nie da się uniknąć. Początki firmy były bardzo skromne – można powiedzieć, że wiązały się ze sprzedażą uliczną prowadzoną głównie przez właścicieli. Z czasem firma rozwinęła się i jej głównym asortymentem były artykuły biurowe takie jak: segregatory, zeszyty, artykuły piśmiennicze. Jednym z naszych klientów była mi. in. sieć sklepów Emipk, która sprzedawała zestawy piśmiennicze z naszej oferty. Jednak z końcem lat 90. konkurencja na rynku stała się tak silna, że właściciele byli zmuszeni do poszukania alternatywnych dróg rozwoju. I tak z czasem zaczęli sprowadzać towary bezpośrednio z Chin: zestawy piśmiennicze, termosy, breloki, kalkulatory, parasole. Sprzedaż na początku była bardzo dobra, jednak z upływem lat Asgard nie nadążał za oczekiwaniami rynku i jego przyszłość stanęła pod znakiem zapytania. Przełomowym momentem w firmie było podjęcie decyzji o wydawaniu dwóch edycji katalogu w ciągu roku, tak abyśmy mogli szybko nadrobić stracony czas. Wtedy też położyliśmy podwaliny pod strategię rozwoju na kolejne kilkanaście lat. Od 2010 roku Asgard rozwijał się bardzo dynamicznie i zaczynało brakować miejsca w magazynie. W 2015 roku zmieniliśmy siedzibę przeprowadzając się do podpoznańskiego Baranowa, tym samym powiększyliśmy magazyn do 3500 miejsc paletowych, a także wyposażyliśmy 800-metrową pracownię znakowania. W 2016 roku przekroczyliśmy liczbę 100 pracowników. Nasz rozwój to nie tylko sprzedaż na rynku polskim, ale i zagranicznym. Rynki międzynarodowe rozwijamy od 2012 roku, obecnie mamy klientów w ponad 26 krajach na świecie, a udział sprzedaży międzynarodowej w roku 2017 przekroczył 30%. Klienci z zagranicy cenią naszą ofertę za oryginalność, dobrą jakość, konkurencyjne ceny. To nasze ogromne atuty. Ponadto niedawno uzyskaliśmy prawa ochronne dla znaku BLUE COLLECTION, jako naszej marki upominków reklamowych. Mamy ambitne plany rozwoju, związane głównie z umacnianiem marki oraz zwiększeniem sprzedaży na rynkach zagranicznych.

Kadr z filmu promującego jesienno-zimową ofertę BLUE COLLECTION


Jak oceniacie te 25 lat w kontekście całej branży artykułów promocyjnych? Co się zmieniało, jak się rozwijał ten segment?

Mam wrażenie, że zmieniło się wszystko. Rynek stał się znacznie bardziej dojrzały, a klienci są coraz częściej świadomi swoich oczekiwań. Produkty? Jeszcze 15 lat temu sprzedawało się prawie wszystko bez względu na wygląd, cenę czy jakość. Obecnie wszystkie elementy są ważne. Widzimy jak dużą wagę nasi odbiorcy przywiązują nie tylko do samego produktu, ale także jego bezpieczeństwa, spełniania wymogów prawnych oraz jakości i wyglądu opakowania. Zmieniło się postrzeganie upominków w kontekście ich przeznaczenia – kiedyś były one głównie elementem promocji sprzedażowych, obecnie częściej stosowane są jako środek do budowania relacji. Zmiany widzimy także w oczekiwaniach co do wyglądu upominków. Pamiętam, że dawno temu im śmieszniejszy i dziwniejszy przedmiot był prezentem, tym lepiej, aktualnie nasi klienci poszukują produktów zaskakujących, a jednocześnie praktycznych.

Pytanie rzeka – jakie znaczenie mają artykuły promocyjne w działaniach marketingowych?
Niedawno brałam udział jako prelegent w „ IX Forum Marketingu Zintegrowanego” w Warszawie, mówiłam wówczas o tym, że upominki będą miały coraz większe znaczenie w marketingu. Dlaczego? Współczesny człowiek jest zalewany wszelkimi formami reklamy masowej – od reklam telewizyjnych i radiowych, poprzez billboardy, reklamy w Internecie, maile, ulotki, media społecznościowe. Reklama atakuje nas z każdej strony. Badania wyraźnie pokazują, że młode pokolenie nie będzie się poddawało temu trendowi, ale uciekało w stronę marketingu relacyjnego i szanującego wybór konsumenta. Wiele osób rezygnuje z telewizji na rzecz płatnych kanałów internetowych wolnych od reklam takich jak Netflix. Podobnie z reklamą w Internecie – badania pokazują, że reklamy, które użytkownik może wyłączyć są dużo lepiej oceniane od tych, które musi obejrzeć w całości. Tak więc, konsumenci nie chcą być już zarzucani reklamą masową z każdej strony. Chcą być traktowani podmiotowo, oczekują by szanowano ich wybór. A pamiętajmy, że należy patrzeć w stronę przyszłości, czyli młodego pokolenia, bo to ono będzie dyktowało warunki rynkowe!

Jak dobierać upominki? Jakimi wyznacznikami się kierować, na co zwracać uwagę, by wybierać je skutecznie?
Upominek sam w sobie może być bardzo atrakcyjny i efektowny, ale tak naprawdę tu chodzi o coś innego. Uważam, że upominek powinien być zawsze świadomie wybrany w powiązaniu ze strategią marki, celem kampanii czy efektem emocjonalnym, jaki firma chce uzyskać. Poza tym, należy uważnie przyjrzeć się temu, kto będzie odbiorcą, z jakiej okazji, kto będzie wręczał upominek i jak będzie się z tym czuł? Wyobraźmy sobie sytuację, w której przedstawiciel handlowy wręcza upominek swojemu kontrahentowi, bardzo dobremu zaznaczam, dodatkowo odbiorcą jest Prezes firmy, i wręczając mówi: „Mam dla Pana taki skromny upominek, no takie w tym roku nam przygotował Marketing…”. Nieistotny jest sam upominek, ale skoro miał on wyrazić wdzięczność za współpracę, to już na samym początku efekt został zniweczony. Prezes na pewno nie poczuł się doceniony, handlowiec musiał wręczyć upominek do którego nie był przekonany, więc wyraził swoją opinię. Podsumowując: sam upominek musi być dobrej jakości, bo inaczej nie ma sensu go wręczać, ale duża część sukcesu to także dobrze zaplanowana i dobrana kampania.

A jak promować upominki? W tym roku stworzyliście film promocyjny jesienno-zimowego katalogu BLUE COLLECTION, ukazujący siłę gadżetów. Skąd pomysł na ten klip? Czym się kierowaliście? Czy ta kampania będzie kontynuowana?
Promować produkty, które z założenia powinny być „no name” – to bardzo trudne zadanie. Nie ułatwia tego też ciągle jeszcze ograniczone zaufanie ze strony agencji reklamowych, które niejednokrotnie upatrują w naszych formach promocji zawoalowanego sposobu na bezpośrednią sprzedaż klientom finalnym. Postawiliśmy sobie jednak za cel pokazać, że upominki BLUE COLLECTION są inne – są trendy, dobrej jakości i w rozsądnej cenie. Teraz chcemy aby nie tylko agencje reklamowe potrafiły zidentyfikować naszą markę, ale także aby klienci finalni mogli świadomie wybierać z oferty rynkowej.
A klip? W naszej firmie zawsze szukamy nietypowych sposobów na wyróżnienie, dlatego też powstał klip promujący jesienno-zimową edycję. Chcieliśmy w nowoczesny sposób pokazać co klienci mogą znaleźć w najnowszej ofercie. Jednak filmy jako idea nie są dla nas czymś nowym. Do dnia dzisiejszego wyprodukowaliśmy ponad 20 filmów promujących wiele produktów z oferty BLUE COLLECTION. Te filmy nie tylko pokazują funkcjonalność upominków, której nie możemy pokazać w katalogu, ale są niezwykle pomocnym środkiem prezentacji w codziennej pracy naszych dystrybutorów. Aktualnie możecie nas zobaczyć nie tylko na YouTube, ale także na Instagramie.


Targi w Pradze, 2002, Tomasz Sobaszek – właściciel firmy

Jesteście właścicielem wspomnianej marki BLUE COLLECTION. Jakie artykuły znajdziemy pod tym brandem?
Zasada jest prosta – BLUE COLLECTION to produkty trendy, dobrej jakości i w rozsądnej cenie. Takie, które każdy chciałby mieć. Nie chcemy mieć najszerszej oferty, ale taką która idealnie trafia w potrzeby współczesnych marketerów. Dlatego wydajemy katalog dwa razy w roku – aby była to najbardziej aktualna oferta na rynku z bardzo dobrymi cenami. Kto chciałby czekać cały rok na kolejną edycję? (śmiech). Wybór upominków to czasem trudna praca, a czasem fantastyczna zabawa. W Asgardzie pracują specjaliści dedykowani do każdej grupy produktów. Podczas wyboru upominków kierujemy się zasadą, że nie muszą one się podobać wszystkim, bo przecież gusta są różne, ale zawsze musi być ktoś kto powie „ja to chcę, to jest świetne”. Potem jeszcze testujemy produkty, dopracowujemy opakowanie i cenę. Dzięki temu 90% naszych nowości jest bardzo dobrze przyjmowana przez klientów.

Jesteście wielokrotnym zdobywcą takich nagród jak „Gazele Biznesu”, „Diamenty Forbesa”, czy też wielu nagród targowych. Jaki jest Wasz przepis na sukces? Czym wyróżniacie się od konkurencji?
Nie mamy łatwego zadania. Jako nieliczni jesteśmy polską firmą z wyłącznie polskim kapitałem i autorską ofertą. Uczymy się głównie na własnych błędach, których też mieliśmy na pewno niemało. W Asgardzie pracują bardzo oddani ludzie, którym się po prostu „chce” – to uważam za najważniejszy czynnik sukcesu. Przyświeca nam wszystkim idea, że chcemy robić „dobrą robotę” dla naszych klientów – i zazwyczaj nam się to udaje.

Rozmawiała Beata Jankowska

Artykuł ukazał się OOH magazine nr 1/2018. Pobierz wersję online TUTAJ.

Dział EVENT w OOH magazine rośnie w siłę. Pojedyncze artykuły na temat rynku eventowego pojawiały się w kwartalniku już w 2016 roku. Liczba stron zwiększała się systematycznie z numeru na numer.

W ostatnim czasie redakcja otrzymała liczne zapytania na temat działu EVENT. W związku z dużym zainteresowaniem, zespół postanowił powiększyć dział o kilkanaście dodatkowych stron.

Wiodącym tematem kwietniowego numeru jest marketing w branży sportowej i fitness. Będzie można przeczytać między innymi o kampaniach prozdrowotnych, znajdzie się także sporo ciekawych wywiadów, między innymi ze współzałożycielem marki Foods by Ann – Pawełem Ciuraj, z marketingiem marki adidas, PKO, Runmageddon, Kinga Pienińska. Kwietniowy numer to równiez obszerny dział POS, który skupi najlepsze firmy z branży. W dziale event natomiast będzie można przeczytać między innymi o eventach na obiektach sportowych i zasadach ich organizacji, a także o fitness cateringu.

Co kwartał każdy marketingowiec i event manager będzie miał pod ręką kompendium wiedzy na tematy, które go interesują.

Poprzedni nr OOH magazine można zobaczyć TUTAJ.

We wrześniu z kolei, podczas 10., jubileuszowej edycji targów FestiwalMarketingu.pl ze Strefą EVENT, będzie miało swoją premierę kolejne wydanie katalogu OOH event!

Ostatnia edycja katalogu: KLIKNIJ

MW

Na was też to działa? Media elektroniczne mają łatwiej, prawda? Mogą przyciągnąć naszą uwagę nawet na te kilka sekund, które wystarczą do zaprezentowania nowej usługi lub produktu. Nie musimy czytać całości, wystarczy rzut oka na nagłówek lub śródtytuł. Później podczas pogawędki ze znajomymi możemy już przytakiwać na pytanie „Widziałeś ten nowy produkt firmy X?”? „Tak, coś widziałem. O co chodzi z tą nowością?”. Czasem taki nagłówek to tylko wytrych. Nie kryje się za nim nic wielkiego, ale przenosi nas na nową stronę, a tam już może się wyświetlać nowa porcja reklam. Wydawca zlicza sobie nowe kliknięcie, reklamodawca płaci za wyświetlenie reklamy, a użytkownik dostał swoją porcję karmy. Pan kilka, Pani klika, Pan płaci, Pani płaci. I wszyscy są zadowoleni (względnie).

Sex, Strach i jeszcze jedno „S”

Przyjmując do pracy nowe osoby i szkoląc je, zwracam im uwagę, że od zawsze sprzedają dwie rzeczy: Sex i Strach. Sex sprzedaje się dosłownie (tzw. „szczucie cycem”), stąd reklamy pięknych, roznegliżowanych kobiet, ale też i męskich „ciach”. Ale sprzedaż przez sex to także wszystko co po Jasnej Stronie Mocy, te wszystkie ładne rzeczy (choć niekoniecznie praktyczne) i wszystkie przyjemności, jakie kryją się za produktami lub usługami. Strach także sprzedaje. Agent ubezpieczeniowy nie sprzedałby żadnej polisy, gdyby obrazowo nie wytłumaczył jakie to przykrości mogą nas spotkać, jeśli jej nie wykupimy. Nieszczęścia z łatwością daje się mnożyć, stąd polisę najlepiej kupić zarówno od stłuczki, wybitej szyby, od choroby (z wyłączeniem nowotworu, bo na to są osobne polisy), od zgubienia kluczy itd.

Strach w marketingu nie musi być aż tak wyrazisty. W naszej firmie świetnie sprzedają się kubki Contigo, ponieważ z takiego kubka nic się nie wyleje. Nie zalejesz więc swojego laptopa, dokumentów, nowej bluzki (Panie) czy tapicerki w samochodzie (Panowie). Sprzedajemy więc mały strach. Czytacie jeszcze? To znaczy, że Was też przyciągnął sex i strach.

Dołożyłbym do tego jeszcze jedno „S”. Jak Sensacja

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce jaką były lata 80. i 90., pitawal czyli zbiór sprawozdań z sali rozpraw kryminalnych zajmował ledwo fragment na przedostatniej stronie mniej szanowanych gazet. Dziś przemoc, tragedie, prywatne sprawy gwiazd, a nawet zwykłych ludzi, o ile tylko zapewnią dodatkowy „klik”, zajmują pierwsze strony portali.

Czy zawężając nieco spojrzenie na marketing jako BTL, a dokładnie na strefę prezentów firmowych (jak wiecie nie lubię słowa gadżet), nie moglibyśmy wykorzystać tych samych mechanizmów, aby przyciągnąć uwagę klienta? A może byłoby to nieetyczne? A może jednak stosujemy te same praktyki? Czy dając komuś długopis z logo nie zależy nam na tej sekundzie uwagi? Koszt podobny do kliknięcia w reklamę AdWords (mowa o tanich długopisach). Efekt? Z pewnością długofalowy, nawet przy niskiej jakości samego długopisu. Czy to etyczne? Czy tego śmietnika z przestrzeni cyfrowej nie przenosimy czasem na naszą rzeczywistość? Czy to źle? Nawet jeśli długopis czy inny gadżecik rozpadnie się po tygodniu, albo od razu trafi na śmietnik historii? Czy warto trwonić nasze budżety na kliknięcia w reklamę, która nie konwertuje i czy warto je trwonić na przedmioty, które także nie skonwertują? A może warto bardziej? W reklamie w Internecie wprawdzie łatwo zmierzyć konwersję, a jak zmierzyć konwersję z podarowanego długopisu? Druga sprawa, że pomimo łatwości pomiarów, nie znam nikogo, kto osiągnął konwersję z reklam 100%, więc zawsze jakaś część budżetu jest stracona. I to na zawsze. A długopis nawet o wartości kliknięcia, zostaje.

Poszukiwanie Świętego Graala

Nazywam to, na swój użytek, poszukiwaniem Świętego Graala. Wierzę, że istnieje, a ten kto go odnajdzie zyska (marketingową) nieśmiertelność. Myślę nawet, że już go znalazłem. Nazywam Świętym Graalem bowiem wszystkie te produkty w naszej ofercie, po które klienci naszych klientów sięgają codziennie, przez wiele miesięcy, a nawet lat. I wszystkie są nośnikiem logo. Spotkała mnie ostatnio ciekawa sytuacja. Na prywatnym wyjeździe na nurkowanie spotkałem osobę, która była naszym klientem jakieś 8 lat temu. Spotkaliśmy się tylko raz, a wiele razy realizowaliśmy projekty ustalając wszystko telefonicznie, więc jej nie poznałem. Osoba ta jednak rozpoznała mnie ponownie, kiedy podałem swoje nazwisko. Okazało się, że do tej pory posiada produkty z zakresu odzieży reklamowej dostarczone przez moją firmę (i notabene szyte przez nas). Nie tylko nie zużyły się fizycznie, ale i zaprojektowane wzory okazały się ponadczasowe. Prawie zyskałem nieśmiertelność. Osiem lat epatowania dyskretnym logotypem firmy – to dopiero jest konwersja! Na razie, póki mogę, rekomenduję wszystkim klientom takie rozwiązanie: „Owszem, możecie przyciągać uwagę na sekundę długopisem. Fajerwerkiem, który błyśnie i zaraz zgaśnie. Tysiące takich fajerwerków, które zapalą się na chwilę, jak na pokazie sztucznych ogni. Ja proponuję ogrzać swoją markę w blasku Świętego Graala”. I dziękuję wszystkim tym naszym klientom, którzy nam na to pozwalają. Jeśli chcecie spróbować, miejsca przy tym ogniu mamy dosyć. Polecam spróbować.

PS. Dostałem jeszcze od redakcji 400 znaków. Mam napisać coś o sobie. Ale wolałbym napisać o kimś lub o czymś, ponieważ jest łatwiej. Zawsze można powiedzieć, że się „myliłem co do Ciebie”. A jak napisać, że się myliłem co do siebie? O marketingu też się pisze łatwo, ponieważ też łatwo się pomylić. Mówią, że marketing to sztuka. Ja się z tym zgadzam. Ta sama kropka na środku płótna popełniona przez mistrza, to dzieło sztuki. A kropka popełniona przez dyletanta to kicz lub gniot. Na ten Nowy Rok, życzę wam artystycznych kropek, które zamienią się na artystyczne piksele, a te w wyśmienite marketingowe przekazy.

Arkadiusz Majewski
Właściciel Red Bird

Artykuł ukazał się OOH magazine nr 1/2018. Pobierz wersję online TUTAJ.