Gadżety reklamowe Ćwierć wieku znakowania artykułów reklamowych (i nie tylko) | Magdalena Sadomska, Centrum Nadruków...

Ćwierć wieku znakowania artykułów reklamowych (i nie tylko) | Magdalena Sadomska, Centrum Nadruków i Reklamy

196
0

O historii tampodruku w sektorze artykułów reklamowych oraz usługach znakowania w reklamie – rozmawiamy z Magdaleną Sadomską, właścicielką firmy Centrum Nadruków i Reklamy.

W tym roku firma świętuje swój jubileusz – która to już wiosna za Państwem?

Oficjalnie, firma Magdalena Sadomska, Centrum Nadruków i Reklamy, została zarejestrowana 12 lutego 2001 roku. Czyli mogę powiedzieć, że obchodzimy mocne 20 lat na rynku. Jednak zważywszy na fakt, że jej utworzenie zostało dokonane w skutek przekształceń i kontynuacji działalności prowadzonej we wcześniejszych latach przez mojego męża, Tomasza Sadomskiego, mogę śmiało powiedzieć, że znakowaniem zajmujemy się już przeszło ćwierć wieku.

To długi okres czasu, jak rozwijała się przez te wszystkie lata Wasza firma?

W tym czasie przeszliśmy długą drogę od faktycznego pionierstwa w Polsce w zastosowaniu tampodruku do potrzeb znakowania artykułów reklamowych, technicznych czy POS, poprzez wprowadzanie innowacyjnych maszyn i technologii również dla sitodruku czy grawerowania laserowego. Początkowo firma działała w dwóch lokalizacjach w Warszawie, podzielona na biuro handlowe i produkcję wraz z magazynem, co było rozwiązaniem dość kłopotliwym. Dlatego też, postanowiliśmy postawić na integrację i ostatecznie całą działalność skonsolidowaliśmy na naszym terenie w warszawskim Wawrze. Dzięki inwestycjom w infrastrukturę dziś dysponujemy halą produkcyjną, magazynami oraz biurem z wzorcownią na blisko 2000 m2 i wygodnym dostępem dla dostaw czy odbiorów, choćby TIR.

Wydawać by się mogło, że po tylu latach, proces ten osiągnął kres. Nic bardziej mylnego. Nowe technologie, nowe możliwości i materiały jak również wymagania norm bezpieczeństwa czy środowiskowych, nie mówiąc już o bezpieczeństwie i higienie pracy stale stawiają przed nami kolejne zadania. Zdawać by się mogło, że nasze inwestycje w fotowoltaikę, termomodernizację czy systemy wentylacyjne zostały dopiero co zrealizowane, a już pojawiają się nowe pomysły, na których realizację przyjdzie czas po nadchodzącym szczycie sezonu i zimie. To oczywiście dotyczy nie tylko infrastruktury „zewnętrznej”. Stale obserwujemy rynek i ciągle wyszukujemy nowe rozwiązania i technologie dla znakowania. Już chociażby obecność na ostatnim Festiwalu Marketingu, pozwoliła nam rozpocząć rozmowy z nowymi potencjalnym dostawcami maszyn.

Skoro jesteśmy przy maszynach, jak powinien wyglądać park maszynowy firmy oferującej wszechstronne usługi znakowania?

Niewątpliwie musi być rozbudowany… W swojej ofercie postawiliśmy na szeroki wachlarz możliwości, co wymusiło na nas przygotowanie zaplecza maszynowego oraz stałe pogłębianie „know-how”. Obecnie dysponujemy między innymi szeregiem maszyn tampodrukowych, jedno i wielokolorowych, w tym również zintegrowanymi z liniami automatycznymi do znakowania, szeregiem rozwiązań dla sitodruku od ręcznych karuzel, poprzez półautomaty do linii automatycznych, tak dla powierzchni płaskich jak i druku „na okrągło”, pełnym pokryciem technologii laserowych – lasery CO2, YAG, fiber czy MOPA, urządzeniami do druku cyfrowego UV, a to wszystko w otoczeniu urządzeń uzupełniających takich jak tunele, piece czy prasy. Naszą „wisienką na torcie” jest automatyczna linia do grawerowania laserowego, zintegrowana z dwoma głowicami i najciekawszym rozwiązaniem – możliwością grawerowania długopisów na ich całej powierzchni. Sporo tego jest, ale świat ciągle kusi nas nowymi urządzeniami i rozwiązaniami. I tu pojawia się najtrudniejsze: oczywiście jako firma bez gigantycznego zaplecza finansowego, akcjonariuszy czy powierzonego kapitału musimy stale dokonywać wyborów pomiędzy dostępnymi ofertami, ograniczeni wielkością środków na inwestycje, kierując się obserwowanymi trendami, potrzebami klientów, kalkulacjami i odrobiną intuicji. Mam nadzieję, że tak jak w latach ubiegłych tak i obecnie czy w przyszłości – wybory te będą słuszne i trafne.

Rozumiem, że inwestycje te są jakoś ukierunkowane?

Oczywiście. Obserwujemy stale zmieniające się potrzeby i wymagania klientów w zakresie znakowania artykułów reklamowych, jak również samych produktów używanych do promowania własnych marek. Ich zaspokojenie będzie wymagało koncentracji na technologiach cyfrowych, wykorzystywanych zarówno w całkowicie nowatorski sposób, jak i wspierających stare, dobre techniki znakowania. Bo musimy pamiętać, o „nieśmiertelnych” gadżetach, które długo jeszcze będą obecne na rynku: długopisach, kubkach, czy torbach, dla których technologie znakowania tylko na pozór nie zmieniają się od lat.

Wspomniała Pani o „nieśmiertelnych gadżetach”. Czy jest coś w czym wybitnie się specjalizujecie?

To trudne pytanie. Oczywiście moglibyśmy mówić o dziesiątkach milionów długopisów reklamowych, które przeszły przez ręce naszych drukarzy czy operatorów laserów, setkach tysięcy kubków czy toreb, jednak dziś jako naszą wybitną specjalizację określiłabym: wszechstronność. Po długich latach dysponowania własnym katalogiem produktów, obecnie znakujemy głównie produkty przysyłane do nas przez klientów, pochodzące od praktycznie wszystkich dostawców artykułów reklamowych i promocyjnych w Europie. Do tego dochodzą artykuły nietypowe: customowa elektronika, totalnie „odjechane” produkty, zaproponowane klientom przez agencje reklamowe ich obsługujące, czy też elementy urządzeń technicznych, panele i wiele, wiele innych. Różnorodność produktów, form i wymagań jest tu niesamowita. A naszą mocną stroną jest to, że w 99,9% przypadków stajemy na wysokości zadania i dostarczamy odbiorcy produkt oznakowany według jego wymagań. Ten 0,1% to pomysły, które wymagają albo wybitnie wyspecjalizowanych maszyn czy technologii, albo są fantazjami grafików kreujących wizualizacje nic nie mające wspólnego z praktycznymi możliwościami. W takich przypadkach – mówimy „nie”, staramy się zaproponować alternatywne rozwiązania lub wyjaśnić przynajmniej istniejące ograniczenia.

Pani Magdo, zaintrygowała mnie informacja o własnym katalogu. Co miała Pani na myśli?

Jest to mniej znany, słabiej kojarzony przez osoby spoza grona „pionierów reklamy” fakt z naszej historii. Musielibyśmy cofnąć się do lat, w których Polska otwierała się na katalogowych dostawców artykułów reklamowych. Czasów, gdy polskie firmy już ugruntowane na rodzimym rynku rozpoczynały współpracę i wprowadzenie do Polski takich marek jak: Macma, midocean, Insprion, czy pochodząca z Czech – REDA. To właśnie tę markę, pod nazwą REDA Polska rozpoczęliśmy promować i sprzedawać od 2004 roku, początkowo na rynku polskim, stopniowo rozszerzając obszar na republiki bałtyckie, Ukrainę i Białoruś. Przez lata dysponowaliśmy więc własnym, trochę „innym niż wszystkie” katalogiem, z mocną ofertą zwłaszcza ceramiki. Niestety, projekt ten z przyczyn od nas niezależnych dobiegł końca w 2018 roku, a wkrótce zakończyła również działalność pod własną marką firma REDA A.S. Nie uważam jednak, żeby był to czas stracony. Te wspólne 14 lat, to jednak wiele dobrych doświadczeń i budowania licznych, interesujących relacji biznesowych, z których do dziś korzystamy. To również wiele miłych wspomnień ze wspólnych przedsięwzięć, imprez integracyjnych, wystaw czy targów.

Skoro jesteśmy ponownie przy targach: jaka jest ich rola dla firmy oferującej głównie usługi?

Targi, to nieodłączna część naszej działalności i, jak chyba śmiało mogę powiedzieć – tradycja. Na przestrzeni lat uczestniczyliśmy w takich imprezach jak te organizowane przez PSI, wszystkich edycjach RemaDays i szeregu edycji Festiwalu Marketingu. Oczywiście nasza ekspozycja mocno ewoluowała od czasów „REDY” i gdy byliśmy dystrybutorem marki Lamborghini i już od kilku lat kładziemy największy nacisk na przedstawienie oferty i możliwości znakowania najrozmaitszych artykułów. Tu dochodzimy do roli targów – dla nas to obecnie miejsce gdzie możemy w łatwy sposób zaintrygować ciekawie oznakowanym produktem i przykutą uwagę zamienić w szerszą prezentację naszej firmy i jej możliwości. Rynek stale się zmienia, wciąż pojawiają się nowe „twarze” i do nich najłatwiej dotrzeć właśnie w ten sposób.

W tym roku spotkaliśmy się ponownie na Festiwalu Marketingu. Jak świętujecie Państwo jubileusz?

Ciężką pracą… Na poważnie. Czas epidemii to bardzo trudny okres, obecne rozluźnienie, to szansa na odrobienie zaległości i wrócenie do dobrej kondycji. Oczywiście jest czas na wspólne świętowanie i okolicznościową biesiadę, jednak najważniejsze jest, że przetrwaliśmy razem. Wierzymy w kolejne, coraz lepsze lata.

Rozmawiała Magdalena Wilczak

Magdalena Sadomska – Absolwentka Wydziału Ogrodniczego SGGW w Warszawie, od 20 lat prowadząca działalność gospodarczą, która wraz z utrzymaniem domu i wychowaniem trzech synów pochłania ją w 100%. Pasjonatka narciarstwa i aktywnego wypoczynku na świeżym powietrzu. Wykształcenie wykorzystuje w przydomowym ogrodzie, rozwijając jednocześnie zainteresowania florystyczne.

Artykuł ukazał się w najnowszym wydaniu OOH magazine. Do pobrania TUTAJ.