Zasady są po to, żeby ich przestrzegać, a sukces można odnieść bez stosowania „ciosów poniżej pasa” – o biznesowym fair play, niechodzeniu na skróty oraz o tym, jak wygląda droga do celu w branży reklamowej opowiada Michał Maciejewski, Prezes Zarządu Reklamowe24, firmy oferującej gadżety reklamowe.
Reklamowe24 działa na rynku już od 10 lat. W tym czasie z małej, dwuosobowej firmy rozwinęliście się do przedsiębiorstwa zatrudniającego 20 osób i obsługującego setki firm rocznie. Skąd pomysł na biznes w branży gadżetów reklamowych i jakie były początki?
Obserwowaliśmy rynek reklamy i zauważyliśmy duży wzrost zainteresowania upominkami i gadżetami reklamowymi. Firmy przeznaczały coraz więcej środków finansowych na tego typu promocję. Dlatego w 2007 roku wraz z Michałem Niewiadomskim postanowiliśmy założyć Reklamowe24. Trzy lata później dołączyła do zespołu Gabriela Niewiadomska i od tamtej pory zarządzamy firmą wspólnie. Sam pomysł na biznes wydawał się dość prosty i trafiony, choć oczywiście wiązał się z wieloma wyzwaniami. Wejście na tak konkurencyjny rynek nie było łatwe. Po tych 10 latach, widzimy, że obraliśmy właściwy kierunek. Reklamowe24 to obecnie jedna z wiodących firm dostarczających gadżety reklamowe.
Prowadzenie firmy to ogromna odpowiedzialność i konieczność mierzenia się z szeregiem problemów. Co było największym wyzwaniem? Jakie obawy musieliście przezwyciężyć na początku prowadzenia działalności?
Największym wyzwaniem było dla nas zaistnienie na rynku i wyróżnienie się na tle konkurencji. W latach, w których rozpoczynaliśmy swoją działalność branża reklamowa cieszyła się już dużym zainteresowaniem. W Łodzi powstawało w tym okresie wiele firm o podobnym profilu do naszego, więc konkurencja była dość duża. Naszym atutem była bardzo dobra znajomość możliwości, jakie daje Internet oraz wiedza na temat wykorzystania nowych technologii w prowadzeniu biznesu. Postanowiliśmy rozwijać się w tym kierunku i przyniosło to pożądany efekt. Nasze zaangażowanie i determinacja w dążeniu do celu pozwoliły na przezwyciężenie wielu problemów i zbudowanie silnej pozycji na rynku.

Zespół firmy Reklamowe24
Czy to, jak wygląda obecnie przedsiębiorstwo pokrywa się z początkowymi planami na biznes?
Od momentu zarejestrowania firmy chcieliśmy działać w branży reklamowej. Nasze początkowe plany zostały zrealizowane, jednak cały czas podnosimy poprzeczkę i myślimy o naszym biznesie perspektywicznie. Udało nam się dotrzeć do satysfakcjonującego momentu w rozwoju działalności, ale nie spoczywamy na laurach i mamy nowe cele na horyzoncie. Cały czas dążymy do wzrostu firmy. Prawdą jest, że w biznesie „apetyt rośnie w miarę jedzenia”. Chcemy rozbudować naszą ofertę tak, aby świadczyć kompleksowe usługi marketingowe. Kolejnym krokiem będzie też wejście na rynki zagraniczne, ponieważ na polskim jesteśmy już rozpoznawalni. Naszym marzeniem było zawsze posiadanie własnej siedziby – nadeszła pora na zrealizowanie także tego planu.
Który rok w historii Reklamowe24 był przełomowy?
Zdecydowanie najważniejszy był 2010 rok, gdy zarząd firmy ostatecznie się wyklarował i dołączyła do nas Gabriela Niewiadomska. Nastąpiło to po wielu zmianach związanych z nazwą oraz organizacją struktur przedsiębiorstwa. Od tego momentu Reklamowe24 odnotowuje coraz większe przychody. Podział, który wtedy ustaliliśmy funkcjonuje do chwili obecnej – Gabriela Niewiadomska jest Dyrektorem sprzedaży, Michał Niewiadomski zarządza Działem IT, a ja pełnię funkcję Dyrektora finansowego. Każdy z nas jest specjalistą w swojej dziedzinie, dzięki czemu firma może efektywnie funkcjonować. Może trudno w to uwierzyć, ale sytuacji konfliktowych między nami było do tej pory naprawdę niewiele. Zdarza się, że każdy z nas ma inne spojrzenie na jakiś temat, ale zawsze udaje się dojść do kompromisu. Każdy z członków zarządu ma decydujące zdanie w kwestiach dotyczących swojego obszaru działania i to jest chyba nasza recepta na sukces.
Na swoim profilu firmowym, na portalu Facebook, często zamieszczacie fotorelacje albo filmiki z akcji organizowanych razem z pracownikami. Jaki jest przepis na stworzenie przyjacielskiej atmosfery w biurze?
Trudno powiedzieć, czy istnieje na to jakiś przepis. Warto angażować się w budowanie relacji z pracownikami – przebywać z nimi, rozmawiać nie tylko o pracy – po prostu poznać swoją ekipę jak najlepiej, traktować wszystkich z szacunkiem, ale i z ciepłem. Razem ze wspólnikami od początku bronimy się przed stworzeniem korporacyjnej atmosfery. Chcemy, żeby każda osoba czuła się potrzebna i ważna. Reklamowe24 tworzy 20 osób, a nie trzy zarządzające. Sukces należy do nas wszystkich.
Czy Pana opinia na temat praw rządzących biznesem zmieniła się pod wpływem doświadczenia?
Na początku wszystko było nowe i nieznane, ja i moi wspólnicy musieliśmy nauczyć się bardzo wielu rzeczy. Teraz mamy dużo większe doświadczenie i znamy mechanizmy rządzące rynkiem. Mimo to prywatnie pozostaliśmy dobrymi znajomymi i mamy głowy pełne pomysłów. Niektórzy twierdzą, że biznes wypala i zmienia na gorsze. My tego tak nie odczuwamy – być może dlatego, że nigdy nie stosowaliśmy nieczystych zagrywek. Działamy według zasady fair play, więc nie dręczą nas później wyrzuty sumienia. Myślę, że to jest najważniejsze – być w porządku w stosunku do samych siebie oraz konkurencji. Uważam, że każdy zasługuje na szacunek. Moja opinia na temat praw rządzących biznesem tylko się utwierdziła – sądzę, że zasady są po to, żeby ich przestrzegać, a sukces można odnieść bez stosowania „ciosów poniżej pasa”.
Gdyby osoba, która planuje założyć swoją działalność zapytała Pana o radę?
Na początek należy jak najlepiej poznać rynek, na którym chce się rozpocząć działalność. Zobaczyć jak funkcjonuje i czy w ogóle możemy zaoferować klientowi coś więcej niż to, co do tej pory oferowała konkurencja. Kolejnym krokiem jest stworzenie biznes planu, który określi cele, jakie chcemy osiągnąć. Rzetelne przygotowanie strategii dotarcia do klientów i wypromowania swoich usług przed rozpoczęciem jakichkolwiek działań to kluczowa sprawa.
Duże znaczenie w codziennym prowadzeniu działalności ma jakość obsługi klienta. Odpowiednie podejście do tej kwestii ma znaczący wpływ na to, jak jesteśmy postrzegani. Dzięki temu budujemy dobre relacje, które owocują długotrwałą współpracą.
Nie ma sukcesu, bez porażki. Zgadza się Pan z tym?
Tak, zdecydowanie. Prowadząc działalność gospodarczą nie można przewidzieć wszystkich zmian zachodzących na rynku i odpowiednio się do nich przygotować. Dlatego porażki się zdarzają, ale my traktujemy je jako cenne lekcje, które głęboko zapadają w pamięci. Wszystkie błędy, jakie popełniliśmy w przeszłości przekładają się na doświadczenie i wiedzę, które wykorzystujemy by osiągnąć nasze kolejne cele.
Wróćmy do dobrych momentów. Jakie sytuacje są najbardziej budujące?
Najmilsza jest zawsze wdzięczność klientów, którzy nam zaufali i nie zawiedli się. Wspaniale jest usłyszeć od zleceniodawcy, że ktoś nas polecił. Lista pozytywnych referencji rośnie z roku na rok. Budujące jest to, że Reklamowe24 przestało być firmą anonimową. Jesteśmy już rozpoznawalni zarówno na rynku lokalnym, jak i ogólnopolskim. Bardzo cieszy również pozyskanie nowych partnerów biznesowych oraz wypracowanie z nimi stałych relacji opartych na wzajemnym zaufaniu.
Czym Reklamowe24 wyróżnia się spośród firm o podobnym profilu?
Wyróżnia nas na pewno nastawienie do świata i branży. Jesteśmy otwarci nie tylko w stosunku do swoich pracowników, ale także klientów. Dbamy o dobre relacje, nigdy nikogo nie ignorujemy i staramy się sprostać nawet najtrudniejszym zadaniom. Zarząd firmy tworzą osoby, które mają pozytywne podejście do życia, a to przekłada się na atmosferę panującą w pracy. Wbrew pozorom ma to również duży wpływ na odbiór naszej firmy w oczach klientów i dostawców, którzy wyczuwają dobrą aurę i chętnie z nami współpracują. Nigdy nie szliśmy na skróty. Uczciwość, rzetelność i wysoka jakość usług to atuty Reklamowe24.
Rozmawiała Jaga Kolawa
Michał Maciejewski – Założyciel i Prezes Zarządu Reklamowe24, pełni również funkcję Dyrektora finansowego spółki. W biznesie stawia na rozwój. Twardo stąpa po ziemi, czuwa nad efektywnym funkcjonowaniem firmy i z zapałem podchodzi do nowych wyzwań.
Artykuł ukazał się OOH magazine nr 2/2017. Pobierz wersję online TUTAJ
Z nowym prezesem Klubu Agencji Eventowych, Sebastianem Oprządkiem rozmawiamy o misji KAE i wyzwaniach przed którymi stoi branża eventowa.
Został Pan nowym prezesem Klubu Agencji Eventowych, jakie działania zamierza Pan wdrażać w trakcie trwania kadencji nowego Zarządu KAE?
Wspólnie z pozostałymi Członkami Zarządu KAE zamierzamy kontynuować flagowe projekty klubu: spotkania Business Mixer, Okrągły Stół, Platforma Przetargowa, Badanie Salary Survey, Badanie Satysfakcji Klientów, Dialog Branżowy SAR – PSML w kategorii Eventy. Klub zamierza również zintensyfikować działania promujące wysokie standardy i dobre praktyki, a także w większym stopniu angażować się w działania edukacyjne i szkoleniowe branży, wspierać ciekawe inicjatywy oraz współpracować z innymi organizacjami i mediami branżowymi.
KAE powstał w 2012 roku przy Stowarzyszeniu Komunikacji Marketingowej SAR, jakie są priorytetowe zadania klubu?
Naszą misją jest stworzenie organizacji funkcjonującej według jasno określonych standardów i zgodnie z wartościami zawartymi w Zbiorze Dobrych Praktyk. Promujemy i upowszechniamy najwyższe standardy eventowe na rynku. Zrzeszamy stabilne finansowo agencje, oferujące kompleksowe rozwiązania w obszarze event marketingu. Członkostwo w klubie to certyfikat gwarancji najwyższej jakości usług i bezpieczeństwa współpracy. Zamierzamy aktywnie działać, aby skutecznie realizować naszą misję.
Ważnym elementem Waszych działań jest edukacja i szkolenia. W jaki sposób zamierzacie wspierać ciekawe inicjatywy oraz współpracować z innymi organizacjami i mediami branżowymi?
Jesteśmy otwarci na dialog i współpracę ze wszystkimi podmiotami działającymi na rynku. Chcemy współpracować z uczelniami w zakresie kształcenia osób, które chcą związać swoją przyszłość i karierę z eventami. Planujemy również w ramach SAR podnosić kwalifikację pracowników agencji realizując szkolenia m.in. z zarządzania projektem. Prowadzimy również dialog branżowy z działami procurement klientów (dialog branżowy SAR – PSML w kategorii eventy), którego owocem będzie wypracowanie zasad współpracy i wzorcowych dokumentów dla klientów i agencji. Materiały te będziemy promować i edukować branżę.
Kim są Wasi członkowie?
Członkowie KAE to agencje eventowe zatrudniające co najmniej kilka osób, posiadające pracowników kreacji, event managerów, pracujące dla co najmniej kilku klientów, stabilne finansowo.
Mamy 5 filarów, które wyróżniają członków agencji eventowych na rynku; Wiarygodność: dbałość o świadczenie wysokiego poziomu obsługi klientów, co potwierdzają wyniki badań, zrealizowane przez MMP i Millward Brown. Standardy: przestrzeganie i promocja dobrych standardów (tzn. edukacja, standaryzacja dokumentów). Kodeks: przyjęcie przez członków klubu i przestrzeganie opracowanych przez KAE Zasad Dobrych Praktyk. Kompleksowość: dbałość o to, aby członkowie klubu spełniali kryteria jakościowe, uwzględniając kompleksowe świadczenie usług w zakresie działań eventowych: kreacja, strategia, produkcja, nadzór. Stąd m.in. wieloetapowy proces przystąpienia do KAE. Finanse: członkami klubu są podmioty, które w swoim dorobku mają eventy na dużą skalę, co łączy się z kredytowaniem kosztów związanych z realizacją. Agencja eventowa chcąca przystąpić do KAE musi spełniać co najmniej cztery z pięciu poniższych punktów: firma powinna mieć osobowość prawną, agencja powinna istnieć min. 3 lata na rynku, większość przychodów (powyżej 50%), musi pochodzić z działalności eventowej, obrót firmy na poziomie 5 mln zł, uzyskanie pisemnej rekomendacji od dwóch członków zwyczajnych.
Jak Pana zdaniem przez ostatnie lata zmieniła się branża eventowa i MICE?
Ostatnie lata to zwiększenie profesjonalizmu branży eventowej i rozwój wiedzy marketingowej agencji. Wynika to z tego, że coraz więcej projektów stanowi element wielokanałowych działań marketingowych realizowanych przez klientów. Tylko takie realizacje wykorzystujące dodatkowe kanały komunikacji, media społecznościowe, Internet, itd. przekładają się na skuteczne działania eventowe. Największe wyzwania agencji to nadążanie za zmieniającym się technologicznie światem.
Na co dzień jest Pan Prezesem agencji El Padre, Pana recepta na udany event to?
Systematyczna praca i dbanie o każdy projekt jak o własne dziecko.
Rozmawiała Jaga Kolawa
Sebastian Oprządek – Magister AE w Krakowie (Marketing). Absolwent studiów podyplomowych UW (Psychologia Zachowań Rynkowych). W latach 2005-2009 Prezes Zarządu Grupy Eskadra. Od 2010 r. Prezes Zarządu agencji El Padre. Członek założyciel KAE przy SAR, członek Jury konkursu KTR. Laureat statuetki MP Power Awards 2012 w kategorii agencja eventowa. Laureat statuetki Osobowość Roku MICE Poland 2015 w kategorii Organizator, od lutego 2017 roku Prezes Zarządu KAE.
Artykuł ukazał się OOH magazine nr 2/2017. Pobierz wersję online TUTAJ
Branżą, która już dawno temu przekonała się o tym, że doświadczenie marki jest najważniejsze jest segment dóbr luksusowych. Brand managerowie stojący za takim logo jak Ferrari, Rolex czy Chivas zdają sobie sprawę ze skuteczności event marketingu w promocji dóbr premium. Ale tym by być premium są zainteresowane nie tylko marki, ale również firmy organizujące luksusowe eventy w celu pozyskiwania wartościowych kontaktów biznesowych.
Event marketing jest specyficzną dziedziną marketingu, tą najbardziej namacalną, rzeczywistą, czyli spełniającą założenia marketingu doświadczeń, w którym marka luksusowa może wyjść poza zamknięte ramy swojej niedostępności i dać się dotknąć. To bardzo kuszące, by na chwilę podnieść kurtynę i dać się pooglądać bliżej, oczywiście w najlepszym możliwym stylu. Przykładami marek, które najczęściej są kojarzone jako luksusowe są: Ferrari, Louis Vuitton, Prada, Versace, Dior, Chanel. Event marketing jest tą wyjątkową okazją kiedy niedostępne marki mogą zbliżyć się do zamożnego konsumenta. W ostatnich latach coraz częściej możemy uczestniczyć w luksusowych eventach, ponieważ zamożność naszego społeczeństwa rośnie z roku na rok, a co za tym idzie kolejne marki luksusowe wchodzą na polski rynek.
Coraz więcej luksusu
Liczba zamożnych i bogatych Polaków w 2016 r. przekroczyła milion (za osoby bogate i zamożne uważa się te, których roczny dochód brutto przekracza 85 tys. zł). Wysokość wydatków jakie na dobra luksusowe przeznaczają Polacy zwiększa się z roku na rok o około 15%. W ubiegłym roku na luksus wydaliśmy 16,4 mld złotych. Według szacunków KPMG wartość tego rynku wzrośnie do 2020 roku o 27% i osiągnie poziom około 21 mld zł. Dobra luksusowe, na które Polacy wydają najwięcej pieniędzy to samochody premium i luksusowe, ekskluzywna odzież i dodatki oraz usługi hotelarskie i SPA.
Prestiżowe eventy w Polsce
Patrząc na eventy dóbr luksusowych organizowane przez ostatnie lata można dostrzec, że organizują je już nie tylko znane marki. Dziś to znacznie szersza kategoria. Zaliczają się do niej także eventy firmowe i imprezy branżowe. Ekskluzywne mogą być również wyjazdy incentive. Są również eventy, które prestiżowe marki integrują. Wydarzeniem tego typu jest na przykład Pomorskie Randez-Vous, którego celem jest połączenie firm reprezentujących różne branże m.in. jachtową, motoryzacyjną, lotniczą, jubilerską, modową, hotelarską czy turystyczną, przedstawicieli świata sztuki, nowych technologii oraz ekskluzywnych dyscyplin sportowych. To gigantyczne wydarzenie, którego wspólnym mianownikiem jest luksus.
Okiem organizatora
Już samo stworzenie koncepcji luksusowego eventu nie należy do łatwych zdań. Przygotowanie takiego eventu bywa nie lada wyzwaniem, ponieważ marki prestiżowe wolą wyznaczać trendy niż podążać ugruntowanymi szlakami, dlatego podczas organizacji takich wydarzeń pracownicy agencji eventowej nieraz zmieniają się w detektywów branżowych trendów. Celem jest zachwycenie gości: ludzi biznesu, przedsiębiorców, znanych artystów oraz celebrytów i stworzenie niezapominanego wydarzenia.
Event, który opowiada historię marki
Marki prestiżowe w eventach widzą okazję do tego, by marka mogła stać się czymś więcej niż logo, za pomocą eventu chcą opowiedzieć swoją legendę i przybliżyć swoje niezwykłe dziedzictwo. Eventy muszą – nie tyle się w tą historię wpisywać – co również ją tworzyć. Przykładem takiego charakterystycznego eventu jaki był organizowany niedawno w Polsce było Ferrari Corsa Baltica. Za organizację wydarzenia odpowiedzialna była agencja Power. Ferrari Corsa Baltica to ekskluzywny event motoryzacyjny, święto właścicieli i fanów samochodów tej marki, które odbyło się w dniach 28-31 lipca 2016. Wzięło w nim udział 34 kierowców samochodów Ferrari. Wydarzenie zostało zorganizowane tak, by cały scenariusz nawiązywał do rodowodu marki. Już samo opracowanie trasy przejazdu było wyjątkowym wyzwaniem, ponieważ miała ona przebiegać przez najbardziej „włoskie” zakątki Polski. Na pierwszy nocleg wybraliśmy Mazury i hotel Głęboczek w Brodnicy ze względu na malownicze położenie, winnice i najbardziej włoski klimat, które nierozerwalnie łączą się z rodowodem marki Ferrari. Częścią programu stał się rajd na regularność, zawody nawiązujące do historycznych włoskich zawodów Mille Miglia. Na końcu trasy na uczestników czekał pobyt w Sopocie w ekskluzywnym hotelu. Wydarzenie zostało zorganizowane tak, by zbiegło się z najbardziej prestiżowymi w Polsce regatami Energa Sopot Match Race, co dodatkowo nadało eventowi pożądany
kontekst.
Ekskluzywne eventy dla kontrahentów
Ekskluzywne eventy to nie tylko eventy organizowane przez marki, to także wydarzenia branżowe i firmowe, które są doskonałym kanałem komunikacji między firmą a kontrahentami. W Polsce coraz częściej organizuje się je po to, by wykazać się przed partnerami biznesowymi i pozyskać nowe, wartościowe kontakty. Zgodnie z oczekiwaniami takie wydarzenia są organizowane „na bogato”. Na pierwszym miejscu jest zawsze lokalizacja, którą zwykle stają się pięciogwiazdkowe hotele ze wszelkimi udogodnieniami. Serwuje się catering, którego cena liczona jest w dziesiątkach tysięcy złotych. Spotkaniom towarzyszą atrakcje w postaci występów gwiazd światowego formatu, czy loty prywatnymi odrzutowcami. Tego rodzaju eventy coraz częściej przypominają ekskluzywne spotkania networkingowe. Takich wydarzeń jest coraz więcej, dlatego że premium opłaca się nie tylko markom luksusowym.
Olga Krzemińska-Zasadzka, Agencja POWER
Artykuł ukazał się OOH magazine nr 2/2017. Pobierz wersję online TUTAJ
Rekomendacja magazynu Forbes i Certyfikat Wiarygodności Biznesowej dołączyły do kolekcji nagród mazowieckiego hotelu Manor House SPA**** Pałac Odrowążów***** W 2017 r. Manor House SPA kolejny rok z rzędu trafił do znakomitego grona obiektów rekomendowanych przez Forbesa, który rokrocznie publikuje listę najciekawszych obiektów turystycznych w Polsce. To już piąte takie wyróżnienie dla Manor House SPA przyznane przez Forbes Travel.
Zbiegło się to w czasie z otrzymaniem przez właściciela kompleksu hotelowego w Chlewiskach – spółkę Manor House – Certyfikatu Wiarygodności Biznesowej. Ten międzynarodowy certyfikat jest przyznawany przez Grupę Bisnode – europejskiego lidera branży informacji gospodarczej specjalizującego się w zarządzaniu ryzykiem biznesowym. Kryteria certyfikacji – wiarygodność i stabilność firm – są oceniane na podstawie analizy moralności płatniczej i wskaźników finansowych oraz największej w Polsce bazy relacyjnych powiązań korporacyjnych i osobowych. Certyfikat nadany Manor House przez Bisnode Polska potwierdza wysoką ocenę stabilności firmy w 2016 roku.
– Otrzymywane przez Manor House SPA nagrody są najlepszym potwierdzeniem wytężonej pracy całego naszego zespołu, konsekwentnie realizowanej filozofii firmy, nieustannego rozwoju oferty i dbania o najwyższą jakość usług w każdej sferze działalności. W dobie dużej konkurencji na polskim rynku usług hotelowych nie wystarczy już tylko dobre położenie obiektu czy utrzymanie wysokiego standardu. Każda rekomendacja, certyfikat, wyróżnienie jest przypieczętowaniem obranej drogi i wiarygodnym kierunkowskazem dla klientów szukających solidnego partnera w biznesie oraz przy wyborze miejsca na wypoczynek, czy to prywatny, czy firmowy – mówi Jerzy Przemysław Wrona, Wiceprezes Zarządu Manor House.
Wysoka jakość usług i profesjonalna obsługa w kompleksie hotelowym Manor House SPA**** Pałac Odrowążów***** były już wielokrotnie nagradzane. Obiekt od lat zajmuje czołowe miejsca w krajowych oraz międzynarodowych rankingach na najlepsze hotele SPA i jest doceniany zarówno przez branżę, jak i biznes oraz klientów indywidualnych. Warto wymienić m.in.: pierwsze miejsce w Polsce w kategorii Luxury Wellness Spa i najlepszy polski Luxury Hotel Spa w międzynarodowym konkursie World Luxury Spa Awards, tytuł Najlepsze Holistyczne Spa w Polsce w X edycji Prestige SPA Awards, I nagroda w plebiscycie Polish Businesswomen Awards w kategorii Najlepsze SPA dla Kobiet Biznesu, znak jakości V – Vege (certyfikat przyznawany firmom oferującym usługi najwyższej jakości zgodne ze stylem życia wegan i wegetarian) czy przedłużony ostatnio o kolejne dwa lata znak jakości ECARF potwierdzający szczególną troskę o potrzeby osób zmagających się z alergiami. Prestiżowym tytułem „Hotel przyjazny dla osób z alergiami” mogą się posługiwać jedynie trzy hotele w Polsce, w tym właśnie Manor House SPA. Kompleks może się pochwalić również Godłem Złoty Standard będącym gwarancją najwyższej jakości obsługi gości hotelowych oraz rekomendacjami portalu MojeKonferencje.pl – jako najlepszy obiekt na organizację szkoleń, konferencji i eventów, a także ekspertów Żółtego Przewodnika Gault&Millau – jako jedno z najlepszych miejsc noclegowych w kraju.
JK
Agencja FIRST LINE Polska wygrała przetarg na przygotowanie ogólnopolskiej loterii audiotekstowej dla brandów TOTAL i ELF. To już czwarta edycja loterii organizowana przez Agencję dla Total Polska. Akcja wspierana jest kampanią reklamową, a nagrodą główną jest samochód Peugeot 208.
Loteria dla produktów marki TOTAL i ELF wystartowała 1 maja i potrwa do 31 lipca br. Aby wziąć w niej udział należy kupić lub wymienić w warsztacie jeden z promocyjnych produktów TOTAL lub ELF, a następnie zarejestrować dowód zakupu na stronie www.teamtotal.pl lub wysłać SMS na nr 70866 (0,62 zł z VAT), w treści wpisując numer dowodu zakupu. Po rejestracji Uczestnik natychmiast dowiaduje się czy wygrał jedną z ponad 1200 nagród (markowych kamizelek Gilet Jacket i T-shirtów Aston Martin oraz biletów do kin Cinema City). Dodatkowo wszystkie zgłoszenia biorą również udział w losowaniu nagrody głównej na koniec loterii – samochodu Peugeot 208.
Agencja FIRST LINE POLSKA, działając na zlecenie TOTAL Polska, odpowiedzialna jest za koncept kreatywny akcji, jak również za jej kompletną organizację i obsługę, a także za opracowanie materiałów kreatywnych kampanii, w tym banerów internetowych. Loteria ma charakter ogólnopolski i wspierana jest kampanią wykorzystującą m.in. reklamę w internecie (Facebook, bannery internetowe), mailing pocztowy i elektroniczny, prasę konsumencką i branżową oraz działania w punktach sprzedaży.
Planowaniem i zakupem mediów zajął się dom mediowy Vizeum Polska.
JK
Aleksandra Marchocka objęła funkcję Creative Director w agencji Peppermint. Poprzednio stanowisko to pełniła Ewa Cymer, która obecnie jest CEO agencji.
Aleksandra Marchocka pracuje w agencji Peppermint od 2010 roku, zaś w branży reklamowej działa od blisko 10 lat. Przed objęciem stanowiska Creative Directora, pełniła funkcję Head of Design agencji Peppermint. Marchocka jest laureatką wielu prestiżowych konkursów, w tym Golden Drum International Festival, Kreatury, Webstar, czy Design and Design, zaś jej ilustracje były wystawiane m.in. w Polsce, Meksyku, Włoszech i Australii. W tym roku znalazła się również w gronie jurorów w kategorii „Ilustracje” w ramach Konkursu Twórców Reklamy.
Do tej pory stanowisko Creative Directora pełniła Ewa Cymer, która łączyła tę funkcję z zarządzaniem agencją jako CEO, którą pozostaje.
– Objęcie stanowiska Creative Directora przez Aleksandrę Marchocką to proces jednocześnie naturalny i ekscytujący dla Peppermint. Jej doświadczenie i umiejętności sprawiają, że awans i pełne zarządzanie działem kreacji stanowią ważny krok dla agencji– mówi Ewa Cymer, CEO Peppermint.
Aleksandra Marchocka pełni funkcję Creative Directora od maja 2017.
JK
Danonki mają teraz nowe, atrakcyjne opakowania. Ich wprowadzeniu towarzyszy komunikacja podkreślająca korzyści wyróżniające produkty. Danonki mogą być elementem zbilansowanej diety, ponieważ powstają aż z dwóch kubeczków mleka, są wzbogacone w wapń i witaminę D, które wspomagają prawidłowy wzrost i rozwój kości u dzieci. Warto pamiętać, że ważna jest także zbilansowana i zróżnicowana dieta oraz zdrowy styl życia. Na nowych opakowaniach Danonków oraz materiałach reklamowych, tj. w spotach TV oraz na materiałach POS pojawiła się informacja o tym, że Danonki nie zawierają syropu glukozowo-fruktozowego, barwników*, sztucznych aromatów oraz konserwantów.
Zmianie uległy opakowania Danonków. Etykiety stały się przejrzyste, zmieniły kolor na biały z czerwonymi elementami, a na ich tle został umieszczony Danonek – maskotka marki. Wyraźnie widoczny jest również wariant smakowy konkretnego produktu.

W ramach relaunchu powstały trzy nowe spoty reklamowe emitowane w tradycyjnym kanale telewizyjnym (spot 10”, spot 30” i spot 15”) oraz na VOD (spot 10”, taki sam jak na kanałach telewizyjnych). Ponadto w punktach sprzedaży pojawiły się dedykowane materiały POS. Zaplanowano także szereg działań w social mediach, wsparcie PR oraz specjalną współpracę reklamową ze znanym portalem parentingowym, za realizację której odpowiada agencja VML. Spoty reklamowe wyprodukowała agencja Y&R. Za zakup mediów odpowiedzialny był MediaCom.
* W zależności od wariantu smakowego barwa produktu może pochodzić z dodanych koncentratów, szczegóły na opakowaniu.
JK
Z Marketing Managerem Hotelu Czarny Potok Resort & SPA, Arturem Kopacz rozmawiamy o przemyśle spotkań, rozwoju, nagrodach i planach na przyszłość.
Krynica-Zdrój to perła polskich uzdrowisk i miejsce wielu wydarzeń przemysłu spotkań. W jaki sposób jako obiekt wykorzystujecie tą niezwykłą lokalizację?
Krynica-Zdrój jest niezwykłym miastem, gdzie raz do roku, cyklicznie odbywają się ważne imprezy, m.in. Festiwal Jana Kiepury (w sierpniu), Festiwal Biegowy czy Forum Ekonomiczne (we wrześniu). Od niedawna Krynica może się także pochwalić przepięknym miejscem, jakim jest Pijalnia Główna. Od momentu renowacji, co jakiś czas mają tutaj miejsce liczne koncerty, występy kabaretów, np. w ramach cyklu „Krynica Źródłem Kultury”. Hotel Czarny Potok mocno wspiera i sponsoruje te imprezy, ale także inne mniejsze wydarzenia, mające wpływ na promocję miasta i regionu.
Piszecie o łatwym dostępie do sportu i kultury? Co to oznacza?
Krynica-Zdrój to miasto-legenda z zachowanym dawnym budownictwem i rozległymi parkami. Nazywana jest „perłą uzdrowisk polskich” już od XIX stulecia. Powrót do zdrowia i odrodzenie witalności zapewniają m.in. kąpiele mineralne, inhalacje solankowe, okłady borowinowe. Miejsce jest rozsławione obecnością wybitnych osobistości świata kultury, biznesu, polityki. Łączą się z nim m.in. nazwiska malarza Nikifora i śpiewaka Jana Kiepury. Ten wielowątkowy kontekst sprzyja rozwojowi hotelu. Szczególnym atutem jest lokalizacja na terenie Popradzkiego Parku Krajobrazowego w Beskidzie Sądeckim u stóp Jaworzyny Krynickiej, dlatego nie możemy narzekać na brak atrakcji znajdujących się wokół naszego obiektu. Na wielbicieli „białego szaleństwa”, czekają m.in.: kolej gondolowa prowadząca na szczyt Jaworzyny, wiele nowo wybudowanych i zmodernizowanych wyciągów, lodowisko, snowpark. Obecnie to jeden z najnowocześniejszych i największych kurortów narciarskich w Polsce. Natomiast poza sezonem zimowym Krynica oferuje wprost wymarzone warunki dla miłośników zarówno pieszych, jak i rowerowych wędrówek górskich. Dodatkowo turyści mogą skorzystać z toru gokartowego, kortów tenisowych, stadniny koni, sankostrady czy parku linowego. Do jednych z najpopularniejszych atrakcji w naszej okolicy należy spływ rzeką Dunajec oraz Poprad.
Czy jako hotel, który otrzymał tytuł Super Star Awards 2016 w kategorii Family pozycjonujecie się jako obiekt dla turystyki rodzinnej?
Tak, w drugiej edycji konkursu Hotel Brand Awards, organizowanego przez firmę Profitroom, Czarny Potok otrzymał tytuł Super Star Awards 2016 w kategorii Family. Kolejnym wyróżnieniem jest tytuł Travellers’ Choice 2017 portalu TripAdvisor – Perły branży turystycznej – wybranej przez miliony podróżnych! Wyróżnienie w kategorii Family wskazuje na obiekty szczególnie dbające o bogatą ofertę dla rodzin z dziećmi, w tym z całkiem małymi pociechami i będące odpowiedzialne za realizację tej oferty, a Czarny Potok jest wręcz stworzony dla rodzin z dziećmi. W naszym hotelu każde dziecko jest VIP-em. Dlatego, wszystkie pakiety, które tworzymy wzbogacamy o ofertę dla najmłodszych gości. Programy zawierają opiekę profesjonalnych animatorek, konkursy, wycieczki oraz atrakcje specjalne. Hotel zachwyca nietypową u nas, alpejską architekturą zharmonizowaną z górskim otoczeniem. Przyciąga nie tylko rodziny z dziećmi, ale również pary, osoby poszukujące luksusowego odpoczynku w SPA, biznesmenów, organizatorów i uczestników konferencji czy bankietów. Każda grupa gości odnajdzie w Czarnym Potoku odpowiedź na swoje potrzeby.
Obiekt nie jest tylko i wyłącznie hotelem, to również największy obiekt konferencyjny w regionie. Na jakie wydarzenia biznesowe stawiacie – targi, konferencje czy szkolenia?
Tak jak Pan wspomniał, jesteśmy największym centrum konferencyjnym w regionie. Daje nam to olbrzymią przewagę nad konkurencją, ponieważ możemy sprostać oczekiwaniom nawet najbardziej wymagającego klienta. Wiemy jak organizować małe eventy firmowe, szkolenia, jak i duże kongresy.
Wykorzystując nasze doświadczenie i wiedzę, każde zapytanie traktujemy indywidualnie. Nasz zespół to grupa profesjonalistów, która zrealizuje najbardziej wymagające eventy, czuwając nad każdym z etapów jego przygotowania. Posiadamy modułowe sale konferencyjne, trzy sale restauracyjne oraz przestronny klub muzyczny, co idealnie nadaje się do organizacji małych, jak i bardzo dużych spotkań. System modułowy sal umożliwia podzielenie przestrzeni na bardziej kameralne w zależności od indywidualnych potrzeb gości. Dodatkowo oferujemy organizację atrakcji po konferencji czy szkoleniu. Zapraszamy na imprezy góralskie z muzyką regionalną, off-road, narty, spływy pontonowe, degustacje nalewek regionalnych, gry terenowe, czy skorzystanie z parku linowego.
Czy Hotel Czarny Potok stawia na rozwój? Jakie inwestycje planowane są w najbliższym czasie?
Oczywiście. Cały czas podnosimy jakość naszych usług, jak i rozwijamy infrastrukturę hotelową dla wygody naszych gości. Z ostatnich inwestycji wymienić można zewnętrzną siłownię, która pozwala na aktywną rekreację na świeżym powietrzu, profesjonalną przechowalnię sprzętu narciarskiego idealnie spełniającą swoją rolę w okresie zimowym, czy też bogato wyposażony salon gier dla dzieci. Hotel Czarny Potok Resort & SPA realizuje plan stania się miejscem, które na zawsze znajdzie się w kategorii „ulubione” w notatnikach wielu gości.
Rozmawiał Andrzej Kuczera
Artykuł ukazał się OOH magazine nr 2/2017. Pobierz wersję online TUTAJ
Dzień eventu. Ten jeden jedyny, kiedy czas biegnie jak szalony, a Ty jesteś w 5 miejscach jednocześnie – głową, a w porywach też ciałem. Tak właśnie wygląda dzień z życia osoby pracującej w event managemencie: szybko, ale i ciekawie. O ile ktoś lubi zawód z pogranicza wiecznego niedoczasu, pełnych obrotach i potężnej dawki adrenaliny. Takiej, bez której zawód event managera nie miałby zwyczajnie sensu.
Tygodnie przygotowań spędzonych na żmudnej pracy ze wzrokiem wbitym w ekran laptopa podczas sporządzania ofert czy wycen, niekończących się negocjacji umów z podwykonawcami, setek wykonanych telefonów i tyluż wysłanych mejli, po których wreszcie nadchodzi – ten dzień, kiedy Ty, event manager odpowiedzialny za organizację i koordynację całego tego zamieszania, stajesz się prawdziwym jego prestidigitatorem. Jak więc wygląda dzień pracy event managera od eventowej kuchni?
Poranek
Godzina 4 rano, za oknem jednak noc. Budzik dzwoni jak oszalały, ale nie włączasz drzemki. Nie masz na nią czasu. Zaraz, zaraz, czy Ty w ogóle spałeś tej nocy…? Nieważne. O 6 masz wyjazd na miejsce przygotowywanego od tygodni ważnego dla klienta eventu firmowego dla kilkuset osób. Śniadanie w biegu, kawa „na jedną nóżkę”, szybki prysznic, ubranie wyprasowane poprzedniego dnia masz już na sobie
– i jesteś gotowy. Pod pachą laptop i mała walizka z rzeczami na przebranie. Na odchodnym wsypujesz karmę swoim rybkom do akwarium i wyłączasz listwy zasilające wszystkie elektroniczne sprzęty
w mieszkaniu. Nigdy bowiem nie wiesz, kiedy wrócisz po udanej imprezie. Ale jedno na pewno: na pewno nie tego samego dnia, w którym wyjdziesz do pracy.
Komu w drogę, temu czas
W dniu eventu, czyli wieczornego garden party, wszystkie potrzebne do jego przygotowania sprzęty powinny być już dawno na miejscu. Zawsze jednak zdarzy się, że coś może się zawieruszyć i nie trafi do podróżnej torby czy firmowego dostawczaka. Checklista jest w tym momencie Twoim nieodłącznym „gadżetem”. To Ty kontrolujesz, co musicie jako ekipa koniecznie ze sobą zabrać na miejsce, ile i jakich konkretnych sprzętów, czy zleceniobiorcy są pod telefonem, ba – sprawdzasz wreszcie, kto już jest w busie, a kto się spóźni. Odpowiedzialność za dopilnowanie tych i wielu innych rzeczy spoczywa na Tobie. Dlatego weryfikujesz wszystko co najmniej 5 razy, zanim wsiądziesz za kółko i ruszysz na pełnym gazie na miejsce wydarzenia.
Wszystko jest na miejscu. Z Tobą włącznie
Na miejscu jesteś już o 8. Albo, jak wolisz, dopiero o 8 – bo po głowie kołacze Ci się niecierpliwa myśl, że nie zdążycie wszystkiego przygotować. Jednak Ty stresujesz się na zapas. Bo taki już jesteś, bo tego zwyczajnie wymaga ta praca. Bez nerwów nie ma przecież efektów, motywacji w zespole, działania według ustalonego wcześniej planu. Po wyjściu z auta przed Twoimi oczami rozpościera się prawdziwe pole bitwy: rozkładana scena, stawiane powoli namioty z cateringiem czy dłużący się montaż instalacji dla pokazu świetlnej wizualizacji. Zaczynasz żałować, że nie przyjechałeś dzień wcześniej i nie nocowałeś tu na miejscu, by dopilnować najbardziej newralgicznych kwestii odrobinę wcześniej. Ale w momencie, gdy Twoja strefa komfortu zaczyna się niebezpiecznie kurczyć, Ty wchodzisz w ulubioną parę butów nazywaną „jestem szefem wszystkiego”. Nie pozostaje Ci więc nic innego, jak zakasać rękawy i skupić się na najważniejszym: na koordynacji całej tej zabawy i właściwym jej ukierunkowaniu, czyli na pożądane przez klienta efekty. Bo on będzie rozliczał z całości Ciebie, nie zaś podlegające Ci współpracujące podzespoły ludzi.
Być o krok przed wszystkim i wszystkimi
W momencie, kiedy wkraczasz do gry, bierzesz na siebie odpowiedzialność za cały dzień przygotowań do popołudniowego eventu. Rozdzielasz zadania nie tylko w swoim zespole, ale też wśród podwykonawców przygotowujących wszystkie niezbędne instalacje na zaplanowane wydarzenie. Jako osobowość wielozadaniowa musisz się znać po prostu na wszystkim: począwszy od właściwej prezentacji multimediów w trakcie pokazu, przez kolejność ustawiania ławostołów cateringu, przeprowadzenie prób wszystkich urządzeń, a skończywszy na ustawieniu oświetlenia. Nerwy trzeba mieć w tym momencie stalowe, a empatię i umiejętność słuchania na najwyższy poziomie. Bez tych niepotrzebne starcia, niedokończone realizacje i w efekcie niepowodzenia całego wydarzenia są gwarantowane. Bo to Ty odpowiadasz w tym momencie za ułożenie wszystkich elementów tej układanki, by tworzyła spójną, zazębiającą się w każdym punkcie konstrukcję. W końcu wyprzedzasz fakty, nim inni o nich pomyślą. Świadomość konsekwencji, jakie mogą spowodować konkretne działania – zarówno te związane z kwestiami technicznymi, jak i prawnymi – wpisana jest w charakter Twój i Twojej pracy. Ale Ty przecież to wiesz, prawda?
Godzina zero
Jakieś 60 minut przed wybiciem „godziny zero” wszystko jest już na swoim miejscu, gotowe i na pierwszy rzut oka dopięte na ostatni guzik. Pozostaje tylko czekanie na gości. Ale nie Tobie. Bo teraz tak naprawdę zaczyna się Twoja właściwa praca, czyli czuwanie nad przebiegiem całego wydarzenia i dopilnowanie, czy to, co się dzieje dookoła, jest zgodne z zaplanowanym tygodnie temu scenariuszem, który masz w głowie. Teraz dopiero zaczyna się prawdziwa zabawa. Pod recepcją powoli zagęszcza się zarówno tłok, jak i atmosfera. Goście zajmują swoje miejsca, a następnie zaczyna się oficjalnie powitanie przez prezesa firmy klienta. Luźna, sympatyczna atmosfera tego rozpoczęcia przy akompaniamencie płynącej z głośników nastrojowej muzyki udziela się zgormadzonym. Dziesiątki gości krążą po rozświetlonym nastrojowymi lampkami plenerze, prowadząc bardziej lub mniej niezobowiązujące rozmowy. Jest szampan, pyszne jedzenie, niczym niezmącona atmosfera sielankowa. Idealnie. Ty jednak czujesz, że Twoje ciśnienie, zamiast opadać, zaczyna niebezpiecznie rosnąć. Następujące potem występ gwiazdy i pokaz mappingu 3D z ciekawą muzyką i pirotechniką to prawdziwy sprawdzian dla Ciebie, który musisz zdać śpiewająco. I robisz to najlepiej, jak umiesz, czując na sobie ogromną odpowiedzialność. Jedyne bowiem, czego nie masz w harmonogramie ani Ty, ani tym bardziej Twój klient, to chaos i nuda. Dlatego tego wieczoru jesteś dosłownie wszędzie i w każdym momencie. Bo taka już Twoja rola.
Kiedy (nareszcie) schodzi ciśnienie
I wreszcie koniec – rzecz jasna eventu, nie Twój. Późną nocą, o ile już nie rankiem, milkną w końcu sety DJ-a, a ostatni tańczący w części nieoficjalnej wydarzenia goście opuszczają miejsce zabawy. Gasną światła, muzyka cichnie, porcelanowe naczynia z cateringu lądują w wielkich kontenerach. Wszyscy członkowie Twojej firmowej ekipy idą spać, ale nie Ty. Bo jako planer miejsc dla gości, specjalista ds. cateringu, montażysta sceny, muzykolog, technik od oświetlenia, słowem: człowiek od wszystkiego, położysz się do swego łóżka jako ostatni, tuż po pracownikach zleceniobiorców. Musisz dopilnować, by wszystko zostało odpowiednio zabezpieczone, a ostatnia wtyczka wyjęta z kontaktu. W efekcie nie pamiętasz, kiedy położyłeś się spać. Ale to nie ma znaczenia, bo przy dobrych wiatrach jutro, a raczej dzisiaj nad ranem będziesz w domu.
A kiedy wreszcie nastąpi i przekroczysz próg swojego domu, rzucisz okiem na akwarium z wygłodniałymi rybkami i oprzesz się o drzwi, poczujesz, jak powoli uchodzą z Ciebie eventowe emocje. Przyjemne, prawda? Czy to w tym zawodzie jest w ogóle możliwe? Pewnie, że tak.
Do następnego eventu rzecz jasna. Za dwa dni wszystko przecież zacznie się od nowa. Nowy klient, nowa realizacja, kolejna pracowita i nieprzespana noc. Ale dla Ciebie to żadna nowość.
Bo w tej pracy czujesz się jak ryba w wodzie, po prostu!
Paweł Haberka / General Manager PowerEvents
MW
Od zawsze obserwujemy różnice międzypokoleniowe. Jednak na przełomie XX i XXI w., procesy wyodrębniania się kolejnych pokoleń maksymalnie przyspieszyły za sprawą błyskawicznego rozwoju nowych technologii. Różnice pomiędzy pokoleniami X, Y, Z widać w oczekiwaniach, jakie mają wobec świata, swojej pracy oraz w sposobie w jakim się komunikują.
Marcin Błajecki, Strategy Director z JUST oraz Szymon Pieczyński, Managing Director z Kava Studio opowiadają o marketingu międzypokoleniowym, targetowaniu, kategoriach oraz o sposobach dotarcia do poszczególnych grup wiekowych. Dwa spojrzenia.
– Pytanie o marketing międzypokoleniowy jest tak naprawdę pytaniem o segmentację, demografię, targetowanie… Czyli to jeden z ciekawszych, a na pewno ważniejszych obszarów o jakich dyskutuje się w marketingu. Albo raczej należałoby powiedzieć: o jakim powinno się dyskutować. Upraszczając nieco, można powiedzieć, że żyjemy w czasach, w których precyzja targetowania stała się dominującą praktyką. Nie dość, że ciągle odmieniamy big data przez wszystkie możliwe przypadki, to uwierzyliśmy, że mamy dostęp do wiedzy, jak konsumenci się zachowują. I owszem: tak. Targetowanie behawioralne, tak oczywiste, szczególnie dla tzw. digitalowców, jest dziś bez wątpienia bardzo istotnym narzędziem w rękach marketera czy planera. Słowem: śledzimy, co konsument klika, jak klika, kiedy klika… I już nam się wydaje, że wiemy kim jest. To wrażenie dostępu w czasie rzeczywistym do obserwacji zachowania ludzi tak nami zawładnęło, że zapędziliśmy się w dzieleniu konsumentów na kolejne segmenty, podsegmenty i podsegmenty segmentów, w zależności od tego jak klikają. Jeśli na to nałożymy fakt, że media społecznościowe dają nam wgląd w to, jak i co lajkujemy, czyli jacy jesteśmy, to wydawać się może, że o konsumentach wiemy już wszystko. W tym kontekście stara demografia, grupująca konsumentów w klasyczne kategorie, takie jak płeć, miejsce zamieszkania czy wiek właśnie, wydaje się nieco przestarzała. Nie, że nikt jej nie używa. O, nie! Wystarczy spojrzeć, na jakich danych pracują mediowcy, szczególnie ci od telewizji… Ale w kontekście pokus jakie daje cyfrowe big data opieranie się na takich zwykłych danych wydaje się niewystarczające. Brniemy więc coraz bardziej w targetowanie, którego konsekwencją jest w pewnym sensie kreowanie kolejnych segmentów klientów.
Tymczasem, na tym obrazie od jakiegoś czasu pojawia się pewna rysa. Okazuje się bowiem, że szczególnie na masowym rynku strategia precyzyjnego targetowania i pozycjonowania swoich produktów dla ściśle określonych grup odbiorców (dzielonych na przykład wg wieku, vide: tzw. Millenialsi) nie są równoznaczne z budowaniem wzrostu wartości marki czy sukcesem sprzedażowym. W połowie zeszłego roku Marc Pritchard, global marketing and brand building officer Procter & Gamble przyznał otwarcie, że PG targetowało swoje reklamy zbyt ściśle. Okazuje się bowiem, że maksymalizacja zasięgu kosztem bardzo precyzyjnego targetowania może być lepszą strategią działania. Ta myśl wypływa bezpośrednio z argumentacji, z jaką od kilku lat występuje profesor Byron Sharp z australijskiego Ehrenberg-Bass Institute for Marketing Science, autor książki „How the Brands Grow”. Dowodzi on, że nadmierna segmentacja i skupianie się przede wszystkim na tzw. lojalizacji klientów to błąd. Większość klientów danej marki na masowym rynku stanowią bowiem klienci okazjonalni, którzy nie dość, że pochodzą z różnych „segmentów”, to jeszcze współużytkują kilka marek z danej kategorii. Dopóki więc nie oferujemy produktów bardzo ściśle powiązanych z kategorią wiekową, czyli np. nie sprzedajemy telefonów komórkowych dla seniorów, warto rozważyć myślenie bardziej zasięgiem, niż precyzją targetowania. Masowy komunikat dostosowany do maksymalnie szerokiego targetu, dystrybuowany w masowych mediach, może okazać się skuteczniejszym rozwiązaniem. Ostatecznie, taki na przykład majonez, kupują nie tylko gospodynie domowe w wieku 25 – 45 lat, ale i młode singielki, i nasze babcie… Warto o tym pamiętać – mówi Marcin Błajecki.
Powstaje zatem pytanie jak tworzyć strategie marketingowe dla danego produktu/usługi, który/która jest dla wszystkich?
– W ujęciu marketingowym nie powinno używać się takiego określenia jak produkt dla wszystkich. Każdy produkt, czy usługa powinien być skierowany do danej grupy docelowej, nawet ten z kategorii użytku codziennego. Im dokładniejsze określenie tej idealnej persony, na której najbardziej nam zależy, której diagnozę można oprzeć na badaniach i researchu, tym łatwiej będzie nam dopasować produkt, oprawę graficzną czy całą komunikację. Dla przykładu weźmy taką pomarańczę. Wydawać się może, że każdy po nią sięgnie, ale nic bardziej mylnego. Coraz rzadziej konsumenci wierzą w nieobrandowane produkty, nadając im niższą wartość. Wystarczy natomiast doprecyzować, że naszym idealnym klientem jest osoba, która dba o zdrowie, kupuje tylko produkty żywnościowe z ekologicznych upraw, by tak skonstruować przekaz, aby właśnie te wartości do niej docierały i były łatwo rozpoznane. Pozostała grupa odbiorców i tak kupi, bo będzie podążała za wyborami tego „autorytetu” – mówi Szymon Pieczyński.
W takim razie, jak mówić do poszczególnych grup wiekowych?
– Tym, co najważniejsze w komunikacji z poszczególnymi grupami wiekowymi oraz nawiązaniu z nimi dialogu jest przede wszystkim obserwacja szybko zmieniających się trendów, reagowanie na nie, a także przewidywanie tych nadchodzących. Żyjemy w czasach błyskawicznego postępu technologicznego, także istotne jest bycie na bieżąco z tymi zmianami. Istotnym elementem jest również obserwacja potencjalnych klientów w wybranych kategoriach wiekowych. Możemy zrealizować to na profesjonalnych badaniach, jak choćby fokusy czy wywiady indywidualne, ale czasem wystarczy tzw. desk research, śledzenie mody na portalach społecznościowych czy obserwacja swojego otoczenia. Przykładem tego, jak marki obserwują te trendy niech będzie choćby Apple, który w ostatnich miesiącach bardzo mocno akcentuję nie tyle co niezawodność sprzętu, ale także produkt, który jest modny, sprzyja rozrywkom, czy byciu fit (poprzez zegarki z modułem monitorowania zdrowia). Wystarczy spojrzeć na coraz częściej pojawiające się emotikony (graficzne ikony ukazujące emocje), które pojawiają się w całej komunikacji wizualnej apple. Kolejnym ważnym aspektem w komunikacji z poszczególnymi grupami wiekowymi jest nie zakładanie, że dany trend trafi do wszystkich grup docelowych. Przykładem jest Facebook, cieszący się dużą popularnością wśród pokolenia Millenialsów. Natomiast, jeśli zbadamy zachowania pokolenia Z w obszarze mediów społecznościowych, możemy zauważyć, że wśród tej grupy dużą popularnością cieszą się takie aplikacje jak Snapchat, Instagram, czy Musica.ly – która w szybkim tempie zdobywa ogromną ilość fanów tego pokolenia. Najważniejsze jest zatem bycie na czasie, posiadanie otwartego umysłu i elastyczność w działaniu – mówi Szymon Pieczyński.
Jak skutecznie pozyskać i zatrzymać klientów z różnych grup wiekowych?
– To pytanie, które w dużej mierze nawiązuje do poprzedniego. Dlatego kluczem do pozyskania i zatrzymania klientów, znowu będzie wszelka obserwacja reakcji poszczególnych grup na nasze produkty czy usługi i reagowanie na nie. Wsłuchiwanie się w to, czego poszczególne grupy potrzebują i za co chwalą nasz produkt czy usługę. Szczególnie, że pokolenie Millenium i młodsze bardzo chętnie dzieli się opiniami, jeśli tylko o nie poprosimy! Ponadto na wartości bardzo zyskuje storytelling, czyli opowiadanie historii, która pozwala nam w pewnym sensie zbliżyć się do odbiorcy, wpłynąć na jego emocje, zaangażować go i sprawić, że nasza marka będzie mu bliska. Jednak, aby tego dokonać musimy najpierw znaleźć naszego klienta, np. za pośrednictwem mediów społecznościowych, następnie nawiązać z nim pierwszy kontakt, zainteresować – odnosząc się do aktualnych trendów lub reagując na real time marketing – oraz zaangażować go historią i po prostu… rozmawiać – dodaje Szymon Pieczyński.
O wspomnianym storytellingu pisano już wielokrotnie, Paweł Tkaczyk słynny storytellingowiec, który jak sam o sobie mówi żyje z opowiadania historii, zawsze podkreśla, że potencjalnego klienta trzeba czymś zaskoczyć, opowiedzieć mu historię, aby w jego wyobraźni od razu ukazał się obraz, który wzbudzi pozytywne skojarzenie z marką/produktem. Ważne jednak jest to, aby znaleźć złoty środek i swoimi działaniami dotrzeć do właściwego odbiorcy.
Rozmawiała Magdalena Wilczak
Artykuł ukazał się OOH magazine nr 2/2017. Pobierz wersję online TUTAJ
Raport dotyczący marketingu dla „silver generation” znajdziecie TUTAJ.