
tam
Historia Ekorolu zaczyna się w 1988 roku. Stanisław Janicki, założyciel firmy, dziś wciąż obecny w codziennym życiu zakładu, chciał uruchomić działalność poligraficzną w czasach, gdy wymagało to specjalnych zezwoleń. Odmówiono mu. Powód? Zużyje papier przeznaczony dla Trybuny Ludu, oraz zabierze ze sobą pracowników, których i tak brakowało na rynku.
Finalnie otrzymał zgodę i produkcja ruszyła w garażu. Sitodruk, proste realizacje, rynek, który chłonął wszystko. Ale Ekorol od początku nie był zwykłą drukarnią.
Stanisław Janicki, z wykształcenia technolog, gdy brakowało narzędzi, konstruował je sam. Maszyna do zgrzewania opakowań, którą zbudował własnymi rękoma była wtedy jedynym dostępnym rozwiązaniem. Pierwsze maszyny offsetowe zostały kupione z Danii i Austrii. Następnie przyszedł czas na rolową maszynę do druku opakowań – również z Danii.
Rozładunek, montaż – wszystko własnymi siłami. Jedna z maszyn wymagała wykopania dołu w ziemi, żeby w ogóle dało się ją zdjąć z przyczepki i wprowadzić na miejsce.
W 2001 roku powstaje nowa hala 2000 m2. Firma drukuje dla odbiorców dla których drukuje do dziś: etykiety samoprzylepne, opakowania dla branży spożywczej, chemicznej, przyprawy i zioła.
Izabela Modzelewska, dziś prezes Ekorolu, przez lata robiła karierę naukową w obszarze materiałów papierniczych i poligrafii. Do rodzinnej firmy wchodziła stopniowo i świadomie. Mówi, że z drukiem była związana od zawsze: jako mała dziewczynka zauroczyła ją maszyna kserograficzna – odbijała na niej wszystko, co tylko się dało.
Piotr Modzelewski, jej mąż, zaczynał w Ekorolu jako grafik. Dziś zarządza działem handlowym i myśli o firmie w kategoriach, które jasno wskazują kierunek: portfel klientów, struktura zleceń, możliwości produkcyjne i efektywność.
Trzy perspektywy: Stanisław, Izabela, Piotr, jedno podejście do decyzji. Żadnych pochopnych ruchów.
Ekorol widział cyfrową maszynę Durst po raz pierwszy 5- 6 lat temu na targach Label Expo. Wiedzieli już wtedy, że „cyfra” to kierunek w którym będzie podążała znaczna część rynku. Rynek wymagał coraz krótszych serii, szybszego reagowania – czyli większej elastyczności.
Pierwszą cyfrową inwestycją była maszyna z Japonii. Przyjechała do Ekorolu w momencie kiedy rozpoczął się COVID, a inżynier który miał ją instalować pojawił się o wiele później. Do tego czasu uruchamiali ją sami, nabierając doświadczenia i odkrywając zalety nowej technologii.
Gdy firma zaczęła dojrzewać do kolejnej inwestycji, wrócili do Durst’a. Przez cały proces analizowali również hybrydy, inne rozwiązania cyfrowe, porównywali dokładnie koszty.
I właśnie tu padł argument, który Piotr podkreśla dziś wyraźnie: – W druku fleksograficznym pozornie niski koszt zlecenia weryfikuje się w momencie, gdy doliczymy formę drukową (polimer), którego przygotowanie kosztuje i wymaga czasu. Przy krótkich nakładach zamawianych przez klientów, cyfra wygrywa nawet tam, gdzie flekso wydaje się poznornie tańsze.
Wybór padł na Durst TAU 340 RSCe.Szybkość, jakość druku, prosty mainenance – bingo.
Zanim Ekorol podpisał umowę, porozmawiał z inną drukarnią, która pracuje na systemie Durst. Takie rozmowy są w branży bezcenne, żaden materiał marketingowy nie zastąpi szczerej rozmowy z kimś, kto już przeszedł tę drogę. Opinia była jednoznaczna.
Ale równie ważne było to, co Ekorol widział przez lata kontaktu z LFP Industrial Solutions. Wojciech Talarek, odpowiadający za segment label, towarzyszył temu procesowi od momentu, gdy zainteresowanie Durstem zaczęło nabierać realnych kształtów. – Wojtek ma moc przekonywania – pada podczas rozmowy z Piotrem, ale zaraz pada też coś ważniejszego: że ta moc nie bierze się z handlowego zacięcia, tylko z tego, że był dostępny, szczery i mówił o maszynie tak samo przed zakupem, jak i po nim. To jest różnica między handlowcem a partnerem.
Samo wdrożenie maszyny przebiegło spokojnie.
Oleh Maievskyi, inżynier serwisu z LFP Industrial Solutions przeprowadził instalacje krok po kroku, przekazując niezbędną wiedzę operatorom. Szybki przepływ informacji, szybka reakcja, poczucie kontroli przez cały proces. Po doświadczeniu z japońską maszyną, którą uruchamiali sami przez dwa miesiące, to właśnie ta kontrola miała największe znaczenie.
– W LFP zawsze ktoś odbierze telefon. I nie czujemy się jak klient, który już swoje kupił. Czujemy się jak ktoś, kto jest mile widziany, bo ta relacja nie kończy się po podpisaniu odbioru – mówi Piotr Modzelewski.
Durst Tau 340 RSCe pracuje od połowy marca, mimo że na maszynę trafia jeszcze stosunkowo niewielka część zleceń, zmiana jest już wyraźna – produkcja przyspieszyła dwukrotnie. Cały cykl, od wyceny po realizację, skrócił się znacząco. Na horyzoncie pojawiają się zlecenia, których wcześniej Ekorol nie mógł w ogóle przyjąć.
– Maszyna drukuje tak szybko, że graficy nie nadążają – mówi Piotr. Pół żartem. Ale tylko pół.
Plan na kolejne miesiące jest jasny: stopniowo przenosić małe i średnie serie z flekso na TAU, żeby odciążyć park maszynowy. A jako kolejny krok: rozbudować go tak, żeby nadążał za nowym tempem produkcji.
Ekorol nie jest firmą, która zmienia technologię pod wpływem impulsu. Buduje swoją pozycję od 38 lat – krok po kroku, własnym sumptem, z głową. Ta sama filozofia, która kazała Stanisławowi samemu montować maszyny sprowadzane z Danii, dziś widoczna jest w tym, jak Izabela i Piotr podchodzą do każdej inwestycji: z pełną świadomością konsekwencji i gotowością na to, co przyniesie.
Durst TAU 340 RSCe jest kolejnym krokiem. Przemyślanym, dojrzałym potwierdzonym przez rynek, przez innych użytkowników i przez lata kontaktu z partnerem, któremu ufają.
I jak sami mówią: jedyne, czego żałują, to że ten krok mogli zrobić wcześniej.
Materiał promocyjny