Kalendarz adwentowy CASILLO to produkt, który sprawi wiele radości nie tylko w czasie oczekiwania na święta. Szufladki ozdobione świątecznymi motywami można wypełnić słodyczami lub innymi drobiazgami, które umilą odliczanie czasu do najbardziej wyczekiwanych świąt w roku.
Po świętach z łatwością można zamienić kalendarz na praktyczny organizer poprzez odwrócenie szufladek na stronę bez nadruku. Taka skrzyneczka idealnie nada się do przechowywania na przykład biżuterii, przyborów do szycia, śrubek czy gwoździ.
[galeria=”1″]
Projekt nadruku wykonany specjalnie dla katalogu BLUE COLLECTION. Personalizację wykonać można na pudełku metodą nadruku bezpośredniego UV lub tampondruku.
KL
GOODRAM prezentuje najnowszy produkt w swoim portfolio – przenośną pamięć UCA 3.0. To, jak podkreśla producent, elegancki, subtelny i praktyczny produkt.
Stalowa pamięć z wbudowanym karabińczykiem ułatwia przymocowanie do smyczy reklamowej, kluczy czy nawet łańcuszka. Idealny jest zarówno dla kobiet jak i mężczyzn. Subtelna obudowa sprawia, że USB UCA staje się eleganckim gadżetem.
Specyfikacja produktu:
pojemność: 16GB
interfejs: USB 3.0
materiał: stal szczotkowana
Rozmiar: 41×14,5×6,1 mm.
znakowanie: grawerowanie laserowe
obszar znakowania: 16×8 mm
gwarancja: wieczysta
dostępne kolory: srebrny
KL
Z Davide Odella rozmawiamy o nadchodzącym jubileuszu, możliwościach obiektu, zorganizowanych wydarzeniach, sukcesach i o najważniejszym – ludziach tworzących zespół „oczka”.
Liczba 21 z powodzeniem towarzyszy Wam od początku działalności. Czy rzeczywiście popularne „oczko” przynosi szczęście i sprzyja działalności EXPO XXI Warszawa?
Coś w tym jest. Patrząc na rozwój naszej działalności, faktycznie możemy stwierdzić, że mamy dobrą passę. Wyjątkowa atmosfera w pracy, pozytywne opinie klientów, wygrane przetargi oraz nowe inwestycje dają nam poczucie szczęścia. Liczba 21 w nazwie obiektu oznacza również rozwój cywilizacyjny – reprezentuje wizję założycieli, którzy od początku chcieli stworzyć biznes na miarę XXI wieku i zdecydowanie im się to udało.
Nie powinno więc nikogo dziwić, że nie świętujecie 20 lat istnienia, ale 21-lecie… Jak będą wyglądały obchody w 2020 roku?
Zmiana cyfry w stażu działalności nie ma dla nas większego znaczenia. W EXPO XXI urodziny trwają 365 dni w roku. Każdy zrealizowany projekt konferencyjny, eventowy czy targowy jest dla nas okazją do świętowania. W przypadku tego konkretnego jubileuszu obchody rocznicy istnienia EXPO XXI to dla nas cały proces, który już trwa, a o jego efektach będziemy informować na bieżąco.
Jubileusz to dobry moment na podsumowania. Czy już zliczyliście ile imprez wystawienniczych, konferencji czy eventów zamkniętych odbyło się przez te dwie dekady przy ul. Prądzyńskiego?
W Expo XXI odbywa się około 150 dużych wydarzeń rocznie, w których uczestniczy od kilkuset do kilku tysięcy osób. Oczywiście 20 lat temu sytuacja wyglądała inaczej, rynek był świeży. W tamtych czasach było znacznie mniej imprez wystawienniczych i dużych konferencji. Nie istniały inne obiekty przygotowane do obsługi tego typu wydarzeń. Do tej pory gościliśmy ponad 2000 eventów. Jesteśmy dumni z tego, że ponad 70% klientów, współpracuje z Expo XXI od wielu lat, podpisując długoterminowe umowy, nawet na kolejnych 5 lat. Dzięki wysokiej jakości świadczonych usług, cieszymy się dużym zaufaniem klientów, którzy chcą do nas wracać.
Główna część centrum targowo-wystawienniczego została oddana do użytku we wrześniu 2001 roku, w 2009 roku hala nr 4. Jakie możliwości daje ta powierzchnia, czy spełnia wyśrubowane wymagania organizatorów imprez z sektora EVENT & MICE?
Pomimo że hala 4 powstała ponad 10 lat temu, śmiało możemy powiedzieć, że nadal pozostaje bezkonkurencyjna na warszawskim rynku. Jej wyjątkowe parametry takie jak: wysokość (10 metrów), brak filarów, możliwość podziału powierzchni oraz umieszczenia outdoorowego brandingu – to tylko kilka powodów dla których klienci decydują się na jej wybór. Branża Event & MICE jest różnorodna i dynamiczna, a jej wymagania stanowią dla nas inspiracje do dalszego rozwoju.
Zgodnie ze strategią inwestycyjną EXPO XXI, z wiodącymi organizatorami targów umowy zostały podpisane aż na 5 lat. Czy wiele imprez u Was jest przeprowadzanych cyklicznie?
Coraz więcej. Z roku na rok nasz kalendarz zapełnia się tak szybko, że jeśli organizatorom zależy na dogodnych terminach, rezerwują daty z dużym wyprzedzeniem, nawet o kilka lat wcześniej. To dla nas ogromne wyróżnienie.

To dowód dużego zaufania dla Waszej marki. Jaki macie sposób na budowanie trwałych relacji z klientami?
Na pierwszym miejscu stawiamy potrzeby naszych klientów i do ich spełnienia podchodzimy w sposób indywidualny. Branża się rozwija, organizatorzy coraz częściej szukają nowych pomysłów, unikatowych rozwiązań i sposobów na oszczędności. Bazując na wieloletnim doświadczeniu, umiemy doradzić klientowi najlepsze rozwiązania. Po drugie, dajemy gwarancję stabilności. Mamy solidną pozycję na rynku, działamy na transparentnych zasadach, a coroczne audyty od początku działalności potwierdzają naszą uczciwość. Poczucie bezpieczeństwa organizatorów wybierających nasz obiekt jest dla nas istotnym kierunkiem działań.
W bieżącym roku zanotowaliście kolejne prestiżowe sukcesy, po raz pierwszy w Polsce odbyły się: Europejski Kongres Psychiatrii EPA i Amazon Web Services Global Summit. Jak duże były to przedsięwzięcia logistyczno-organizacyjne dla obiektu?
Mimo że faktycznie Polska, po raz pierwszy, zyskała uznanie organizatorów tych eventów, na naszym koncie mamy już inne światowe kongresy, pokazy mody z najsłynniejszymi gwiazdami, Centrum Nadawcze UEFA 2012 i wiele innych. Wspomniane imprezy to rzeczywiście wyzwania nie tylko dla nas, ale również dla organizatorów i całego miasta. Dzięki dobrej współpracy przyczyniliśmy się do tego, że Warszawa zostanie dobrze zapamiętana jako miasto gospodarz, a EXPO XXI jako obiekt w którym zgrany zespół świadczy usługi na światowym poziomie. Niezależnie od tego, czy jest to lokalne wydarzenie na kilkaset osób czy międzynarodowy kongres na światową skalę do każdego wydarzenia podchodzimy z pełnym profesjonalizmem. Po prostu dorośliśmy do tematu! Mamy już 21 lat. Bazując na wieloletniej tradycji, odważnie podchodzimy do nowych wyzwań.

„Największym kapitałem EXPO XXI Warszawa jest doświadczenie i sprawdzony zespół specjalistów” – można przeczytać na Waszej witrynie internetowej. Czy rzeczywiście większość teamu to pracownicy, którzy zostają z Wami na dłużej?
Zdecydowanie tak. Największą wartość w EXPO XXI stanowią ludzie. Razem tworzymy zgrany zespół, który łączy entuzjazm do pracy i zaangażowanie. Wspólnie pracujemy na sukces EXPO XXI – nasz sukces. W zespole są osoby pracujące od ponad dekady, sam prezes, Grzegorz Słyszyk jest związany z obiektem od momentu jego powstania. Prezes, niejednokrotnie podkreślał: „Biznes to nie jest tylko cyfra, to nie jest bilans, to jest przede wszystkim zespół ludzi, którzy mają swoje rodziny, dzieci i to oni decydują o sile tego zespołu”. Poza dobrze przygotowaną powierzchnią, organizatorzy mogą zawsze liczyć na profesjonalną obsługę zespołu… Jesteśmy partnerem i doradcą rozpoznawalnym w branży.
Wracając do strony internetowej obiektu, niedawno została uruchomiona jej odświeżona wersja. Czy pójdą za tym jakieś inne zmiany np. w identyfikacji wizualnej, strategii promocyjnej?
Zmieniając stronę internetową kierowaliśmy się przede wszystkim jej przydatnością dla użytkowników oraz jej funkcjonalnością dla odbiorcy. Istotne dla nas było zwiększenie widoczności wydarzeń. Zależało nam również na tym, aby organizatorzy mogli znaleźć niezbędne informacje, ważne dla nich oraz ich klientów. Chcieliśmy zapewnić dobrą widoczność naszym partnerom.

Rozwój branży targowo-konferencyjnej w Polsce przyczynia się do powstawania nowych obiektów. Czy czujecie na plecach oddech konkurencji?
Tak, i cieszymy się z tego, bo oznacza to, że działamy na atrakcyjnym rynku. Dodatkowo jest to dla nas źródło motywacji. W ciągu ostatnich 20 lat funkcjonowania EXPO XXI powstało kilka nowych obiektów – rynek się rozwija, a my razem z nim. Znamy nasze mocne strony, więc nie musimy się tego obawiać. Niepokoi nas nieuczciwa konkurencja, zjawisko dumpingowania cen oraz rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji na nasz temat, ale jak widać EXPO XXI dobrze prosperuje, a zespół dokłada wszelkich starań, żeby było jeszcze lepiej.
Chociaż kalendarz wydarzeń pęka w szwach, ciągle rozrasta się o nowe. Co na nas czeka w EXPO XXI w 2020 roku?
Warto wspomnieć o kolejnej edycji znanych na polskim rynku wydarzeń – Forum Branży Eventowej czy FestiwalMarketingu.pl. W nadchodzącym roku odbędą się także wydarzenia międzynarodowe takie jak: Perspektywy Women in Tech Summit czy Kongres Stowarzyszenia Lekarzy Weterynarii. Fanów mocnego brzmienia z pewnością ucieszy informacja, że już we wrześniu odbędzie się u nas koncert Behemotha. Dodatkowo, spodziewamy się również około 2000 osób z całego świata, na specjalnym wydarzeniu, które na razie pozostawimy w tajemnicy.
Rozumiem, że w przyszłość patrzycie z optymizmem?
Oczywiście i śmiało możemy Państwa zapewnić, że mamy jeszcze niejednego ASA w rękawie.
Rozmawiała Jaga Kolawa
Davide Odella
Dyrektor sprzedaży w EXPO XXI, specjalista z ponad 10-letnim doświadczeniem w branży eventowej, laureat nagrody „Odkrycie Roku MPI Poland” za aktywną działalność na rzecz branży spotkań. W ramach swoich obowiązków jest odpowiedzialny za tworzenie strategii sprzedażowo-marketingowej obiektu, jak i również utrzymywanie relacji z klientami biznesowymi.

Wywiad ukazał się w ostatnim numerze magazynu OOH event!
Wersja online: CZYTAJ TUTAJ.
Tymbark został sponsorem głównym targów Poznań Game Arena 2019. Marka – obecna nie od dziś w gamingowym świecie – pojawi się na wydarzeniu, na którym 18-20 października spotkają się fani wirtualnej rozrywki.
Marka Tymbark jest na stałe obecna w życiu konsumentów, towarzyszy im także na wielu wydarzeniach kulturalnych. Wydając własne darmowe gry mobilne zapewnia też wszystkim wygodną rozrywkę zawsze pod ręką. Najnowszą z nich jest Tymbark Jump w aplikacji Messenger. Tymbark jest bliski fanom eventów i gamingu, dlatego łączy te dwa obszary jako sponsor główny PGA 2019. Tymbark na targach towarzyszył będzie uczestnikom wydarzenia nie tylko w dedykowanej strefie, ale i na terenie całych targów. Do wygrania będą również liczne gadżety i produkty marki.
Poznań Game Arena to największe w Polsce i tej części Europy targi gier komputerowych i multimedialnej rozrywki. Wydarzenie ma już ponad 10-letnią historię, którą zbudowano z setkami tysięcy polskich i zagranicznych fanów gamingu. Tymbark jako sponsor tego eventu kolejny raz udowadnia, że takie wydarzenia są dla marki doskonałą dodatkową platformą komunikacji z konsumentami.
Wydarzenie będzie promowane także poprzez komunikację w social mediach PGA, na profilu Tymbarku na Facebooku i na kanale Studio Tymbark na YouTube. Tymbark już teraz zaprasza na Poznań Game Arena!
Data – sponsorowanego przez Tymbark – Poznań Game Arena: 18-20.10.2019 r.
Agencja odpowiedzialna za strefę Tymbarku na PGA: Eventart
Informacje dodatkowe o evencie: TUTAJ.
Zanim na grudniowym niebie pojawi się pierwsza gwiazdka w agencjach i domach mediowych trwa gorączkowa praca, bo stworzenie zapadającej w pamięć konsumenta, efektywnej reklamy świątecznej to nie lada wyzwanie. Ważne, by bazując na klasycznych, motywach „sprzedać” emocje, które są najmocniejszym bodźcem do zakupów.
Trudno wyobrazić sobie Boże Narodzenie bez reklam, wyprzedaży czy promocji. Jak w tym święcie komercji ma odnaleźć się konsument, no a wcześniej marketer? Przed tym ostatnim stoi trudne zadanie umiejętnego wykorzystania świątecznej „klasyki”, tak żeby wyjść poza jej schemat i konserwatyzm.
Storytelling dobry na wszystko?
Według Agnieszki Sosnowskiej, CEO Biuro Podróży Reklamy, w Polsce marketing świąteczny ma pewien problem z kreacją, boi się odważnych przekazów audiowizualnych. – Nadal tkwimy na bezpiecznym polu choinki, kolęd i rodziny w temacie świąt tradycyjnych, co zresztą jest piękne! Ale dla marketerów dość ograniczające. Przy czym, każde ograniczenie w reklamie to jednocześnie zagrożenie i szansa. Klasyczne podejście zaprezentowało Allegro w spocie „Czego szukasz w święta?” Wystarczy zerknąć na komentarze na YT – widać zachwyt obcokrajowców „I want Polish grandpa!”. Ale jest to pozornie bezpieczne podejście. Granie na głębszych emocjach, wzruszenie widza nie zawsze się udaje. Ba, często grupa docelowa, która ma się wzruszać, śmieje się (i odwrotnie). Allegro się udało. Na przeciwległym biegunie jest przełamywanie tradycji kulturowych, wychwytywanie nowych trendów w nowoczesnych, dynamicznych społeczeństwach – to na pewno szansa dla reklamy bożonarodzeniowej. Przykładem takiej kampanii świątecznej jest norweska kampania Coca-Coli dotycząca Ramadanu. Ale w przypadku kampanii „przełamujących” trzeba zawsze pamiętać o ryzyku. No i oczywiście sztuką jest zestrojenie marki, produktu i koncepcji tak, by zwiększyć szansę na pozytywny wirusowy efekt – wyjaśnia Agnieszka Sosnowska.
Spektakularny sukces kampanii Allegro z 2016 roku i innych reklam w tej konwencji, potwierdza, że niezawodnym sposobem na zaprezentowanie swojego pomysłu, którego zastosowanie w okresie bożonarodzeniowym w reklamie wzrasta, jest storytelling. – O zaletach tej metody można pisać wiele, ale w tym przypadku ważne jest, aby odbiorca mógł się z nią utożsamić i aby oddziaływała na emocje. Przemycając motywy w ciekawej historii, zwiększamy swoje szanse na dotarcie do konsumenta. Wiele marek o tym wie i skrupulatnie stosuje się do tej zasady, a dowodem na to jest wykorzystanie storytellingu w reklamach bożonarodzeniowych oscylujące wokół 80%1. W innych sezonach jest to aż o połowę mniej! – zaznacza Łukasz Wołek, CEO Abanana.
Przykład storytellingu pokazuje, że chociaż pewne świąteczne motywy wydają się nie do ruszenia, ponieważ zostały silnie zapisane w świadomości społeczeństwa – warto zboczyć z utartej ścieżki kreacji. – Kluczem do wyjścia poza schemat jest umiejętna personalizacja przekazu i customizacja produktów, które sprzedajemy w ofercie świątecznej. Produkt powinien być tu tylko przemycany. Marka musi opowiadać historię, której niezbędnym elementem jest właśnie produkt. Tak, żeby w świadomości potencjalnego odbiorcy zrodziła się emocja. „Moments Marketing” to relatywnie nowy sposób pokazywania produktów. To przekaz, który łączy w sobie potrzeby konsumenta z odpowiednio spersonalizowaną treścią opublikowaną we właściwym momencie i na właściwym urządzeniu. Konsekwencją połączenia tych elementów będzie reklamowe wyjście poza schemat i konserwatyzm reklamowy – podkreśla Małgorzata Michalska, Account Manager KAMIKAZE.
Nie dla efektu „the same story”
Grudzień to miesiąc, gdy odnosi się wrażenie, że reklamuje się wszystko i wszędzie. Intensywność komunikacji to jedna strona medalu. Drugą jest jej zauważalność, a co za tym idzie umiejętność zmaksymalizowania sprzedaży. Od października 2018 roku Havas Media prowadzi comiesięczny audyt zauważalności reklam, który może stanowić pewnego rodzaju miernik ich efektywności. Wyniki grudniowej fali Havas Ad Recall pokazują dwie znaczące anomalie2. – Po pierwsze, w grudniu 2018 roku kategoria finansowa (Banki, Pożyczki) zdetronizowała stałych liderów rankingu – Telekomunikację (Internet, Telewizja, Telefon), Retail oraz Leki i suplementy diety. Przyczyn tej zmiany upatrujemy w bardzo zauważalnej kampanii reklamowej ING, która zachęcała do oszczędzania, a także zauważalnym wzroście reklam pożyczek (+67% vs listopad 2018). Po drugie, wśród badanych, diametralnie wzrosła liczba respondentów nie potrafiących określić reklamowanej marki (+32% względem listopada 2018), co może oznaczać, że świąteczne kreacje są dla konsumentów zbyt do siebie podobne – zaznacza Dorian Szymański, Senior Data & Insight Specialist w Havas Media Group.
To kolejny problem marketerów. Przekaz z nachalną magiczną atmosferą albo zimową aurą prowadzić może do efektu „the same story”. Katarzyna Mikołajczak, Strateg komunikacji Albedo Marketing uważa, że przy projektowaniu komunikacji świątecznej, warto zastanowić się, w jaki sposób klasycznym motywom nadać nowego znaczenia.
– Świąteczne materiały POS nie muszą być przecież zawsze prezentem z kokardką, a promocja konsumencka nie jest skazana na wizerunek Świętego Mikołaja. Dobrym przykładem przełamania schematu jest świąteczna loteria Winiary, w której tradycyjny kalendarz adwentowy zastąpiono Kalendarzem Świątecznych Inspiracji – a przygotowujący się do Świąt konsumenci każdego dnia mogli wygrywać nagrody odpowiadające pozycjonowaniu marki. Bożonarodzeniowy motyw graficzny został połączony z mechanizmem promocyjnym, wychodząc tym samym poza jego tradycyjne postrzeganie – dodaje Katarzyna Mikołajczak.
Istotnym czynnikiem jest nie tylko zaprojektowanie kampanii, ale wybór odpowiedniej formy komunikacji, by konsument „atakowany” reklamami telewizyjnymi, mailowymi powiadomieniami oraz zaproszeniami do promocyjnych konkursów i loterii, nie uciekł z pola reklamowego rażenia! Na wybór narzędzi marketingowych ma wpływ to, czy produkty w Święta dobrze się sprzedają czy muszą dopiero walczyć o zysk i pozycję na rynku.
– W pierwszym przypadku warto skoncentrować się na widoczności, jasności komunikacji, a dopiero na kolejnym miejscu zadbać o kreatywność komunikacyjną. To podejście Apple, Samsunga. Tutaj podstawą będzie znakomita strategia digitalowa, TV, ew. prasowa i radiowa. Kreacje też są ważne, ale bardziej w zakresie dopasowania do mediów, grup docelowych, formatów, placementów. Natomiast, jeśli jesteś w sytuacji, że musisz walczyć o zysk w biznesie, powinieneś zaryzykować i szukać rozwiązania, która doda Twojej marce wiatru w żagle – dzięki lajkom i komentarzom próbować przebić się poza drogi system reklamy sformatowanej. Jeśli masz szeroką i sprawnie funkcjonującą sieć sprzedaży, wciąż dobrym pomysłem w okresie świątecznym są akcje promocyjne, obniżki cen, loterie, kupony, programy lojalnościowe. Polacy przeznaczają na Boże Narodzenie z roku na rok coraz więcej pieniędzy, ale szukają okazji cenowych – jesteśmy rynkiem rabatów, promocji w handlu. Konsumenci są przyzwyczajeni do okazji i chcą ich jeszcze więcej – podpowiada Agnieszka Sosnowska.
Zdaniem Małgorzaty Michalskiej, najbardziej angażującym nośnikiem w ostatnich latach jest video. – Taki sposób prezentowania reklam przekłada się realnie na konwersję i na wysokie ROI. Ten trend jest rosnący i w moim przekonaniu nie będzie odnotowywał spadków. Niemniej, video-spoty powinny być skorelowane ze wszystkimi formami komunikacji jakimi posługuje się marka. Mam na myśli, rozpoczęcie kampani video i dopasowanie do niej ongoingowej komunikacji marki z wykorzystaniem np. mailingów, GDN-ów, TV, prasy. Tak, żeby całość budowała spójną kampanię reklamową. Wszystko zależy od tego, jaką strategię obiera dana marka i do jakiej grupy docelowej chce dotrzeć – podsumowuje przedstawicielka KAMIKAZE.
Czynnikiem decydującym o wyborze rodzaju komunikacji z klientem obok branży zawsze pozostaje budżet, który marketer ma do dyspozycji. – Naprawdę ciekawy TV spot to chyba najlepszy sposób na przyciągnięcie uwagi klientów, ale najpierw trzeba mieć świetny pomysł i odpowiedni budżet, publikując materiał niskiej jakości osiągniemy efekt odwrotny od zamierzonego. Dlatego w przypadku większości firm lepsze będą kampanie bannerowe w social mediach czy loterie promocyjne. Email marketing na przykład może być skuteczny tam, gdzie klienci sami zapisują się do newslettera i są szczerze zainteresowani nowościami w ofercie – tak bywa choćby w przypadku niektórych marek odzieżowych – wyjaśnia Magdalena Kubasiewicz, PR & Content Marketing Specialist w agencji Intellect.
Trzeba też pamiętać o tym, żeby ułatwić konsumentowi podjęcie decyzji i przeprowadzić go przez całą ścieżkę zakupową. – Istotne jest dobranie odpowiedniego insightu, np. mówiącego o świątecznym zabieganiu oraz analiza tzw. consumer journey. W natłoku komunikacyjnym ważne jest, żeby skupić szczególną uwagę na ostatnim kroku konsumenta, jakim jest sklep. To właśnie tam podejmowany jest ostateczny wybór, co do produktu, który trafi do naszego koszyka. Marka, która dobrze wykorzysta przestrzeń sklepową i wybije się na tle konkurencji ma dużą szansę na wygraną w świątecznym wyścigu komunikacyjnym – mówi przedstawicielka Albedo Marketing.
Rynek reklam świątecznych jest już na tyle rozbudowany, że powstają coroczne rankingi, w których oceniana jest pomysłowość i efektywność marek. – Nie chodzi już o zwykłe zareklamowanie oferty, a o przemycenie wartości i opowiedzenie historii. Konstruując tego typu spot, możemy liczyć, że trafimy do świadomości klienta na nieco wyższym poziomie niż tylko zachęta do zakupu. W tym okresie dobrze sprawdzają się też mailingi wysyłane do klientów – w 2018 liczba maili wysłanych w tym czasie przez sprzedawców wyniosła ponad 7,5 miliarda3! Jeśli chodzi o loterie, warto wzorować się na organizacji hiszpańskiej Sorteo Extraordinario de Navidad, która ma ponad 200-letnią historię i przyciąga co roku około 150 milionów graczy. Jeśli tylko nagrody będą zachęcające, a warunki czy koszty udziału niezbyt wygórowane w tym gorącym finansowo okresie, loteria powinna spełnić swoje zadanie – zdobyć klienta – podkreśla Łukasz Wołek.
Reklama? Na mnie nie działa
Większość konsumentów deklaruje, że nie kupują pod wpływem reklam. Jednak, gdy zapyta się ich – czy ich przekaz działa na innych – zdecydowanie potwierdzają. Jak jest naprawdę? Psycholodzy twierdzą, że jest skuteczna, ponieważ wykorzystuje mechanizmy, którym trudno się oprzeć, np. podsuwa odpowiednie skojarzenia. A z czym kojarzą się Święta? Wiadomo. Dlatego marketerzy często wybierają drogę na skróty i korzystają ze sprawdzonych pomysłów. – Najważniejsze, aby w natłoku świątecznej komunikacji unikać utartych schematów, które bezpośrednio kojarzą się z tym, co pojawia się w działaniach konkurencji. Ogólnopolski tour bożonarodzeniowej ciężarówki z Mikołajem sprawdza się w przypadku Coca-Coli, gdyż jest mocno zakorzeniony w świadomości konsumentów i kojarzy się z marką. Nie każdy brand może sobie pozwolić na wykorzystanie takiego motywu, gdyż jego fenomen często wynika z wartości emocjonalnej, jaką niesie za sobą dany schemat – komentuje Marcin Sommerfeld, Strateg Komunikacji w Albedo Marketing.
Loteria Kalendarz Świątecznych Inspiracji Winiary, organizator Albedo Marketing.
Irytujący i nachalny przekaz może skutkować stworzeniem antyreklamy. – Tworząc koncept komunikacyjny, nie zapominajmy o ludzkiej przyzwoitości oraz o zasadzie decorum (zasada zgodności treści z formą, inaczej jednorodność stylistyczna) w przekazach, wystarczy tylko tyle i aż tyle. Możemy też pomyśleć ciepło o naszym odbiorcy, wziąć pod uwagę jego uczucia i problemy. Patrzenie oczami konsumenta często pomaga uniknąć wielu kłopotów. No może przyda się jeszcze doświadczona agencja – dopowiada Agnieszka Sosnowska.
Może w takim razie warto postawić na niekonwencjonalność i oryginalność? Według Łukasza Wołka lepiej trzymać się zasady złotego środka i nie przesadzić w żadną ze stron.
– Przekoloryzowany, słodki i idealny obraz rodziny przy świątecznym stole, jak i kontrowersyjne, zbyt smutne czy nafaszerowane humorem w złym guście obrazy pozostawią konsumenta ze złymi skojarzeniami z naszą marką. Najlepiej współpracować w różnorodnej grupie, w której każdy spojrzy swoimi oczami na projekt i zasugeruje, co może nie spodobać się klientowi. Lepiej bowiem rozpracować planowaną reklamę z każdej strony jeszcze przed premierą, niż borykać się z negatywnymi opiniami po fakcie. Należy pamiętać, że nawet jeśli przekaz wyjdzie doskonały, zbyt często emitowany prędzej czy później stanie się irytujący dla każdego – reasumuje przedstawiciel agencji Abanana.
Biorąc pod uwagę wyniki badania zauważalności reklam Havas Ad Recall, można zauważyć, że reklamy których zauważalność jest niewspółmiernie wysoka względem wydatków na ich reklamę czy ilości GRP, charakteryzują się znacznie wyższym wskaźnikiem sentymentu. – Jeśli porównamy listę 20 najbardziej zauważalnych marek z listą 20 marek o najwyższym wskaźniku GRP w tym samym okresie, to znajdziemy 6 „diamentów” zauważalności – Żubr, Żabka, E. Wedel, Plush, Voltaren i Ikea. Średnia ocena sentymentu do komunikacji tych marek w badanych miesiącach wyniosła 4,2 (skala 1-5), co stanowi wynik o 34% lepszy od topowej 20-tki najbardziej zauważalnych reklam. Co charakteryzuje komunikację tych marek? Co sprawia, że Polacy uwielbiają ich reklamy? Po pierwsze, kreacje tych marek wykorzystują lekki i prosty do zrozumienia humor. Po drugie, ich struktura opiera się na kilku (zazwyczaj 2-3) scenach. Po trzecie, większość z nich bazuje na tzw. platformach, a więc stanowi kontynuację pewnego schematu komunikacyjnego, konsekwentnie powielanego przez markę w dłuższym okresie czasu. Co ciekawe, z naszego badania wynika, że to właśnie platformowość jest czynnikiem, który najbardziej wpływa na poziom zauważalności komunikacji reklamowej – akcentuje Dorian Szymański.
Reklamowa gwiazdka z nieba
A może wystarczy wziąć szczyptę świątecznych klimatów i stworzyć przepis na idealną świąteczną kampanię? Według Łukasza Wołka nie istnieje wzór gwarantujący sukces, niemniej da się wyodrębnić kilka zasad, którymi powinno się kierować, przygotowując świąteczną kampanię. – Wszystkie polegają na elemencie, który sprawi, że będziemy się wyróżniać – a ten, marka musi wypracować sama. Bazując na nim, warto wykorzystać element wyczekiwania na święta, na Mikołaja, na pierwszą gwiazdkę; budowane napięcie budzi pożądanie i chęć do działania. Warto też odwoływać się do emocji i wartości towarzyszących świętom – szczęściu, rodzinności, spokoju, ale też np. tęsknocie. Dobrym posunięciem będzie również umożliwienie personalizacji klientom – dodawanie własnych napisów bądź wybór cech produktu – oraz personalizowanie komunikatów skierowanych do klientów.
Nie zaszkodzi podążać za potrzebami klienta, którzy chętnie korzystają z nowych mediów. – Trendem w komunikacji jest influencer marketing, który dobrze wpisuje się w kampanie bożonarodzeniowe. Dzięki platformom takim jak np. Reach a Blogger, które umożliwają zakup publikacji reklamowych od influencerów online przez agencje, marki, sklepy e-commerce Influencer Marketing – kiedyś dostępny dla nielicznych – stał się dostępny dla wszystkich. Święta są ponadto doskonałą okazją do pokazania naszego biznesu od tej ludzkiej, ciepłej strony. Akcje CSR, współpraca z fundacjami, ocieplenie wizerunku działaniami charytatywnymi są doskonałą metodą na pozyskanie przychylności klientów – ale zwykle nie przekładają się na realną sprzedaż – zaznacza Agnieszka Sosnowska.
Bożonarodzeniowa kampania marki Verbena, organizator Abanana.
Autentyzm, szczerość, prawdziwe emocje – te wartości w kreacji kampanii świątecznych pozostają niezmiennie najważniejsze. – To co się najlepiej sprzedaje w kampaniach reklamowych, to nie tylko produkty, to emocje, oryginalność i historia, która łączy te wszystkie elementy. Świąteczny czas jest wyzwaniem, bo występuje tak zwany traffic reklamowy. Wszystkie marki chcą skorzystać na świątecznym szale i sprzedać jak najwięcej. Jednak, żeby mogło się tak stać marka powinna zawsze być o krok przed konkurencją. Nie jest to wcale takie skomplikowanie zadanie, o ile ma się dobrych specjalistów i odpowiedni budżet. Brand musi obserwować trendy panujące na rynku i im dorównywać, a jeśli ma odwagę wychodzić z oryginalnymi kreacjami przed szereg – mówi Małgorzata Michalska.
Na szczęście dla konsumentów i kreatywnych z agencji reklamowych nie ma wzoru na idealną reklamę. – Ale wszystko przed nami, AI, również w reklamie rozwija się dość dynamicznie. W perspektywie kilku czy kilkunastu lat algorytmy mogą ratingować koncepty reklamowe, również te bożonarodzeniowe. Wtedy jeszcze zatęsknimy za niezdarnymi, ułomnymi i nietrafionymi przekazami reklamowymi na Święta – podsumowuje przedstawicielka Biuro Podróży Reklamy.
Kumulacja komunikatów reklamowych w okresie przedświątecznym sprawia, że coraz bardziej przesuwa się granica i niektóre kampanie bożonarodzeniowe pojawiają się w Polsce w listopadzie, a nawet w październiku. W innych krajach, np. w USA już we wrześniu. Co zrobić? Tak działa magia Świąt, nie tylko w branży reklamowej.
Jaga Kolawa
Artykuł ukazał się w ostatnim numerze OOH magazine, pobierz bezpłatnie TUTAJ.
Na myśl o ikonie przychodzi nam do głowy wiele skojarzeń – postaci, miejsc i przedmiotów, które bezwzględnie zasługują na to miano. Nikt nie zaprzeczy, że ikoną kina jest Audrey Hepburn, ikoną muzyki The Rolling Stones, mody „mała czarna”, a ikoną naszych czasów – laptop czy smartfon. W polskiej kulturze kultowe są również spotkania towarzyskie – uroczystości rodzinne, imprezy, czy wieczorne kameralne domówki w gronie najbliższych znajomych. Ikonami spotkań są także symboliczne przedmioty. Wśród nich bez wątpienia jest Polska Wódka – Wyborowa, która łączy z innymi lepiej niż niejeden smartfon – od teraz w nowej odsłonie.
Ikona spotkań w nowej butelce
Tej jesieni na rynku pojawi się Polska Wódka Wyborowa w zupełnie nowej odsłonie. Choć nie posiada wi-fi, jest zawsze w zasięgu. Nie ma wbudowanej kamery, ale pozwala tworzyć wyjątkowe wspomnienia. Nie ma wbudowanej pamięci operacyjnej, ale ma swoją historię. I choć nie posiada żadnych ikon to sama jest IKONĄ – od 90 lat gości na stołach Polaków i jest świadkiem ich spotkań.
W związku z premierą nowego designu marki Wyborowa powstał projekt „Ikona spotkań w nowej butelce”, w ramach którego marka opowiada o symbolach, które w naturalny sposób nawiązują do polskiej kultury i celebracji spotkań. Ambasadorem kampanii jest aktor, Maciej Zakościelny, którego można zobaczyć w najnowszym spocie marki tutaj.
– Praca przy projekcie „Ikona spotkań w nowej butelce” była dla mnie wielką przyjemnością. Jest to projekt hybrydowy, który połączył bliskie mi przestrzenie, tzn. digitalową, wykorzystując tak popularną współcześnie ideę unboxingu, ale również świat towarzyskich spotkań w realu oraz wymiar kulturowy – tak trafnie zaadresowany przez Sylwię Chutnik. Całość to godna celebracja wprowadzenia na rynek marki Wyborowa w nowej odsłonie – mówi Maciej Zakościelny, ambasador marki Wyborowa.
Główną inspiracją dla projektantów nowej butelki wódki Wyborowa były falujące łany żyta – charakterystyczny obraz pól, na których zaczyna się historia marki. W nowej odsłonie Wyborowa może pochwalić się nowym, charakterstycznym kształtem. Wyraźnie zaznaczony skos widoczny na etykiecie oraz szklanej butelce symbolizuje synergię okresu, w którym zaczłęłą się historia marki Wyborowa i obecnych czasów, w których wciąż kultywujemy tradycję wspólnych spotkań. Przez całą butelkę przechodzi mocne ścięcie, które nadaje jej dynamiczny charakter. Motyw ten jest również wykorzystywany w działaniach komunikacyjnych marki. Dodatkowo na zakrętce pojawiła się litera „W”, czyli symbol produktu. Polskość zaakcentowano poprzez flagę znajdującą się na dole etykiety oraz certykfikat Polska Wódka (chronione oznaczenie geograficzne) na etykiecie tylnej. Wieloletnia historia produktu – została zaakcentowana tłoczeniem roku powstania marki, które podkreśla charakter premium.
10 niezbędnych elementów celebracji
W ramach projektu „Ikona spotkań w nowej butelce” Wyborowa stworzyła, wspólnie z Sylwią Chutnik – polską pisarką i kulturoznawczynią zestawienie dziesięciu symboli spotkań. W tym przedmiotów codziennego użytku, z których często korzystamy, uczestnicząc we wspólnej celebracji.
– Wspólny projekt zrealizowany z marką Wyborowa był dla mnie bardzo ciekawym wyzwaniem. Nie tylko dlatego, że uwielbiam spotkania towarzyskie, ale również ze względu na to, że naukowo zajmuję się antropologią codzienności. Badam, jak spędzamy wolny czas. Zależało nam na tym, aby w ramach projektu przedstawić rekwizyty, z którymi każdy z nas ma dobre wspomnienia i które w sposób naturalny łączą się z tematem spotkań – mówi Sylwia Chutnik.
Zaczynając od stołu, Sylwia Chutnik wybrała 10 niezbędnych przedmiotów, które symbolizują spotkania w najbliższym gronie. W naszej kulturze bowiem żadna uroczystość nie może obyć się bez stołu… Stawiamy na nim wszystko, czym chcemy się dzielić. Czasami jest to duży mebel, przekazywany z pokolenia na pokolenie – po rodzicach czy dziadkach, czasem jest to mały stolik, bo ten wiekowy zająłby połowę naszego mieszkania. Niezależnie od rozmiaru, to właśnie stół jest nieodzownym miejscem spotkań, które zbliża, zacieśnia więzi i pozwala na budowanie autentyczncyh relacji.
Szykując się na spotkanie, nawet mniej zobowiązujące chcemy dobrze wyglądać i świetnie się czuć. Szybkim sposobem kobiet na odświeżenie wyglądu jest pociągnięcie ust szminką, najlepiej czerwoną. W trakcie spotkań towarzyskich czasami zdarza się, że jej odcisk pojawi się na czyimś policzku lub męskim kołnierzu od koszuli, jest to wówczas nie tylko symbol piękna ale także symbol niewinnej interakcji.
Od niedawna do zestawienia przedmiotów będacych ikonami spotkań można również dodać smartfon, który bardzo często jest pomocny szczególnie na początku interakcji towarzyskiej. Zdzwaniamy się i umawiamy na spotkanie przez telefon, w mediach społecznościowych zaznaczamy, że weźmiemy udział w wydarzeniu, ustalamy gdzie się spotykamy, co i kiedy przynosimy. W telefonie mamy cały świat, również towarzyski. Wśród ikonicznych przedmiotów znajdziemy również: bombonierkę, chleb, marynarkę, radio jamnik, talerz oraz sofę. Ikoną, która zamyka listę towarzyskich symboli jest Wyborowa w nowej butelce w trzech wariantach, która tej jesieni ma swoją premierę.
Od ponad 90 lat marka Wyborowa wypracowała sobie status ikony, rozpoznawalnej na całym świecie i stale gości na stołach Polaków. Kultowa Wyborowa powróciła do korzeni, design nowej butelki inspirowany modernizmem lat 20., to hołd złożony czasom, w których powstała marka, czasom, w których technologia nie była obecna w każdej dziedzinie życia, a relacje z innymi były istotą spotkań towarzyskich. Do takich właśnie relacji zachęca Wyborowa razem z Maciejem Zakościelnym w najnowszym spocie kampanii.
JK
W dobie wszechobecnej technologii, Internetu oraz szalejącej digitalizacji, bardzo często zapominamy, że sprzedaż B2B to nie tylko wspaniale zaprojektowany proces IT z narzędziami e-commerce, wspomagany przez SEO i inne wirtualne „maszynki” do zarabiania pieniędzy. „Ludzki interface” wciąż żyje, ma się dobrze i jest naszym zdaniem najbardziej skuteczną metodą na sprzedaż i pozyskiwanie klientów w tak specyficznej branży, jaką jest branża upominków reklamowych.
Ktoś powie, że reprezentuję grupę sprzedawców old-schoolowców, którzy z końcem lat 90. wykonywali setki telefonów dziennie tak, aby ich tygodniowy grafik przepełniony był wielką ilością spotkań z klientami (korpo wyznaczała magiczną cyfrę 5, określającą dzienną ilość spotkań, i która była podstawowym KPI w ocenie pracy handlowca). Lecz w tej materii chyba niewiele się zmieniło – sprzedaż wciąż jest bardzo relacyjna, wciąż wymaga bezpośredniej prezentacji u klienta i ten model wciąż najlepiej się sprawdza.
Z drugiej jednak strony, nasi zapracowani klienci nie ułatwiają nam życia – robią wszystko, aby jak najwięcej spraw załatwić poprzez telefon, maila czy inną wersję on-line, mobile lub każdą inną, która pozwoli im uniknąć spotkania i nie burzy ich precyzyjnie zaplanowanych kalendarzy. Zupełnie nieświadomie zapewne, generują przy tym ogromną ilość argumentów dla naszych handlowców, aby odpowiedź na pytanie o ilość wizyt handlowych (spotkań z klientami), była tak prosta.

Jako nowocześni managerowie i szefowie agencji jesteśmy często rozdarci. Bo fakt, takich dożyliśmy czasów, że ludzie unikają spotkań i to jest bezsprzecznie fakt. Z drugiej jednak strony, kto jak nie my powinien znaleźć przysłowiowy wytrych, aby skutecznie namówić klienta na 30-minutowy wysiłek umysłowy – czyli spotkanie z nami? Przecież sprzedajemy gadżety, które wszyscy lubią używać, testować, otrzymywać. Dodatkowo zaskakujemy naszych klientów coraz to nowszymi produktami, nowinkami technicznymi i cudami technologii, które jako pierwsi mamy okazję znaleźć na licznie odwiedzanych przez nas targach branżowych. Nie wspomnę już nawet, że staramy się zawsze być mili, pozytywni i profesjonalni inspirując naszych klientów i podsuwając wizje skutecznej kampanii marketingowej przy skromnym udziale produktu, który prezentujemy. A jeżeli jest taka konieczność, klient bez problemu namówi nas na pozostawienie próbki produktu do przetestowania. Wydawałoby się, że klienci wprost powinni się domagać spotkań z agencją, lecz w rzeczywistości nie wygląda to tak różowo.
Na szczęście jesteśmy drużyną kreatywną, co wszem i wobec deklarujemy, gdzie tylko jest to możliwe. Odrzucamy więc każdy „excuse” i wymyślamy coraz to nowsze i bardziej skuteczne metody na spotkania z klientami. Ranga tych spotkań jest dla nas nie do przecenienia – skuteczność naszej sprzedaży jest wprost proporcjonalna do ilości przeprowadzonych prezentacji. Przez lata udało nam się wypracować cały arsenał argumentów, które powodują, że klienci dostrzegli wartość dodaną oraz możliwość inspiracji i korzystania z naszego doświadczenia. Świetnie wspomagają nas w tym procesie dostawcy i wspólne, trójstronne spotkania na stałe weszły już do naszego kalendarza.
Szanując jednak czas naszych klientów oraz ich priorytety i obowiązki, od kilku lat kontynuujemy tradycję organizowania raz w roku całodziennego eventu w formule open-day. Co roku w połowie maja, przygotowujemy wraz z naszymi dostawcami i partnerami coś na wzór mini-targów dla końcowego klienta. Podczas jednego dnia mają oni możliwość spotkać się z nami i zapoznać się z wachlarzem naszych możliwości, jeżeli chodzi o produkty promocyjne oraz usługi, które świadczymy. Jest to doskonała okazja, aby w miłej atmosferze święta gadżetów spokojnie porozmawiać o biznesie, wspólnie się inspirując i zaplanować działania, które przyniosą namacalny efekt w przyszłości. Jeżeli do całości dołożymy mnóstwo atrakcji i niespodzianek przygotowanych dla klientów to całość nabiera kształtu bardzo atrakcyjnego eventu i o frekwencję nie mamy się co martwić. Klienci ochoczo i z zainteresowaniem reagują na taką formułę, czego dowodem jest licznie płynący pozytywny feedback, po każdej edycji naszego Golden Day’a.
Dla nas i naszych dostawców to także doskonała okazja, aby wspólnymi siłami w ciągu jednego dnia maksymalnie skoncentrować się na odwiedzających nas klientach i w możliwie najlepszy sposób personalizować dla nich rozwiązania.
Statystyki nie kłamią – w ciągu jednego dnia – jesteśmy w stanie wykonać taką ilość rozmów i prezentacji, która pozwala nam na kilkumiesięczną spokojną, kreatywną pracę nad tematami poruszonymi podczas Golden Day.
Olaf Dąbrowski, Goldenberry Group
Wywiad ukazał się w ostatnim numerze OOH magazine, pobierz bezpłatnie TUTAJ.
O specyfice branży ceramiki reklamowej, wprowadzaniu nowych technologii, roli outsourcingu produkcyjnego oraz unikatowej ofercie świec reklamowych mówi Maciej Pasternak, członek Zarządu Premier Group.
Premier Group. Czy może Pan powiedzieć kilka słów o tej marce?
Firma i marka powstały w 2016 roku. Kilka osób z pasją i doświadczeniem postanowiło pokazać, że nie wszystko jeszcze zostało powiedziane w branży ceramiki reklamowej. Mając sięgające blisko 20 lat doświadczenie w dekoracji porcelany i szkła oraz wsparcie naszych partnerów oraz klientów, podjęliśmy decyzję, że jesteśmy gotowi pokazać, co potrafimy. Poza działalnością związaną stricte z produkcją ceramiki reklamowej, świadczymy usługi outsourcingu produkcyjnego dla naszych partnerów oraz działamy na rynku nieruchomości.
Jak ocenia Pan rynek ceramiki reklamowej?
Rynek ceramiki reklamowej w Polsce jest zdominowany przez jednego producenta. Jest to naturalny proces przy braku aktywnej konkurencji. Pomimo tego, świetnie się na nim odnajdujemy. Dzisiejszy klient jest przede wszystkim bardziej świadomy oferty oraz tego, jaki produkt ma promować jego markę. Jeszcze 8 lat temu najważniejszą kwestią w procesie zakupu kubków była cena. Od dobrych 5 lat ta tendencja się zmienia. Zauważyliśmy to jako pierwsi i już pod „poprzednim” szyldem wprowadzaliśmy na rynek porcelanę z europejskich fabryk, stopniowo rezygnując z tanich, chińskich zamienników. Ponadto, wdrażając jako pierwsi w Polsce technologię HydroColor, pokazaliśmy, że możemy produkować kubki lepszej jakości, jeszcze bardziej spersonalizowane. Było to dość ryzykowne działanie, ponieważ nasze produkty były zdecydowanie droższe. Rynek przyjął jednak nowe technologie i produkty z entuzjazmem. Dziś pod marką Premier Group nadal rozwijamy ofertę opartą w 98% o produkty z europejskich fabryk oraz wprowadzamy technologie, których do tej pory w Polsce nikt nie oferował.
Mówi Pan o nowych technikach zdobień. Czy w dekorowaniu ceramiki jest jeszcze miejsce na coś nowego?
Tak, ciągle jest potencjał i możliwości rozwoju. Udoskonalamy też technologie już używane w naszym zakładzie. Jako jedyni w Polsce wykonujemy powłoki typu Soft Touch na porcelanie. Technologia HydroColor została rozszerzona o powłoki Beton Optic oraz imitujące mokrą powierzchnię „Wet Surface”. Oferowane przez naszą firmę techniki związane z piaskowaniem porcelany są rozwiązaniami unikatowymi na skalę Europy, a nasza wydajność, powtarzalność oraz jakość może bez wstydu konkurować z najlepszymi w tej branży. Od czerwca bieżącego roku w ofercie pojawiły się również powłoki ceramiczne funkcjonujące na rynku pod nazwami
Onglaze/ Multicolor z wypałem na 850 stopni oraz Inglaze/ Base color z wypałem na 1150 st.

Fot. Świeca reklamowa 430 ml.
Wspomniał Pan wcześniej o outsourcingu produkcyjnym. Czym firma zajmuje się w tym zakresie?
W skrócie, dekorujemy kubki pod marką innych producentów. Produkujemy dla firm z Niemiec oraz Holandii, Francji i Polski. Otrzymując produkty do dekoracji, realizujemy zlecenia, które następnie trafiają na rynek pod szyldem zleceniodawców. Zajmujemy się całym procesem zdobienia: barwieniem, drukiem i aplikacją dekoracji, wypałem, pakowaniem oraz piaskowaniem, jeśli jest w projekcie.
Czy proponują Państwo jakieś nowe modele kubków na nadchodzący sezon?
Tak. Premierę mają dwa nowe modele z serii Dallas. Wprowadzamy do oferty produkt stanowiący uzupełnienie serii i jest on dedykowany klientom nie będącym fanami dużych kubków. Pojawia się zatem Dallas o pojemności 200 ml oraz model dla fanów espresso o pojemności 100 ml.
W ofercie firmy występują również świece zapachowe. Jak ten produkt został przyjęty przez rynek?
Świece sprzedają się bardzo dobrze. Oferując klientom 5 podstawowych rozmiarów oraz 30 aromatów, jesteśmy w stanie spełnić wszelkie oczekiwania. Dodając do tego wszystkie techniki dekoracji szkła, którymi dysponujemy, możemy zaproponować naprawdę unikatowy i prestiżowy upominek reklamowy. Jeden z naszych modeli zgłoszony został do konkursu Super Gift 2019. Jego finalne wyniki poznamy podczas wrześniowych targów FestiwalMarketingu.pl w Warszawie.
Rozmawiała Jaga Kolawa
Maciej Pasternak – W Premier Group motywuje swój zespół, pomagając w tworzeniu ofert oraz pomysłów na wizualizacje produktów dla klientów. W życiu prywatnym jest fanem podróży, dobrej kuchni i sportów, zarówno wodnych, jak i tych związanych z lataniem. W wolnych chwilach biega maratony, a także oddaje się pasji gotowania.
Wywiad ukazał się w ostatnim numerze OOH magazine, pobierz bezpłatnie TUTAJ.
Podkładka pod mysz ze skóry żółwia skórzastego, plecak ze skóry tygrysa, USB z koralem z Wielkiej Rafy Koralowej, zaklejka na kamerę z płetwy Tuńczyka Błękitnopłetwego.
Arkadiusz Majewski, Właściciel Red Bird
Nie ukrywajmy, to my nas w to g…o wsadziliśmy i to my musimy nas samych z niego wyciągnąć. Wszyscy jesteśmy winni, nie musimy się odpowiedzialnością przerzucać, nic udowadniać. Trzeba po prostu zacząć to zmieniać. Marketerzy, designerzy, dostawcy, producenci, kooperanci. Marketing. Największe zło na tej planecie. Skutecznie wmówiliśmy wszystkim, że potrzebują naszych produktów na drugim końcu globu. Mało tego. Skutecznie przekonaliśmy, że potrzebują więcej niż jeden. A jeśli nie, to skutecznie tak zaprojektowaliśmy nasz produkt, żeby się w odpowiednim czasie zepsuł, nie dało się go naprawić i żeby klient potrzebował następnego. Przekładamy g…o folijką, żeby się nie zlepiało, potem zawijamy w papierek, nie, nie w jeden papierek, ale w trzy i kartonik ze złotym napisem. Popatrzcie na swoje zakupy, kiedy wracacie do domu i chowacie je do lodówki. Marketerzy marketerom zgotowali ten los. Garstka jedzenia, góra papierów i folii. Ogórki, ziemniaczki, pomidorki wszystko w torebeczce. Żarcie dla kota? W miniaturowej torebeczce wartej więcej niż zawartość. Jogurcik na dwa machnięcia łyżeczką i jeb, plastikowa wytłoczka ląduje w śmieciach. To wszystko marketing. Dla wygody klienta, dla prestiżu marki, dla większej sprzedaży firmy, bo produkt zmieści się przy kasie.
Co sezon nowy produkt i jego nowe warianty, nie w trzech, ale w pięciu nowych kolorach. Marketing na pewno odkryje jakąś potrzebę, którą zaraz uda mu się zaspokoić. Będzie można spokojnie wyrzucić stary produkt i kupić nowy.
Nie zapominajmy o wsparciu sprzedaży. Do każdego produktu trzeba zrobić promocje. Dobrze, żeby to był nasz własny produkt, np. trzeci gratis, bo kupując dwa i tak klient zapłacił z nawiązką. Ale jak się nie da to można dać gratis. I tak za jednym strumieniem produktów, płynie drugi w postaci opakowań i trzeci w postaci gadżetów najczęściej nikomu do niczego niepotrzebnych. Nie strumień. Rzeka. Niesie te śmieci prosto do mórz i oceanów. Tworząc wielką wyspę pięć razy większą od Polski. Wyobraźcie sobie wyspę Waszych produktów, opakowań i gadżetów pięć razy większą od naszego kraju!
Możemy oczywiście jeszcze przez chwilę się pooszukiwać. Przecież klimat bada się raptem od ok. 80 lat, więc może te zmiany są tylko jakimś mikrotrendem. Przecież jeden wulkan wypluwa więcej CO2 niż ileś tam fabryk przez rok. Przecież opakowania są biodegradowalne, więc pewnie się rozłożą. Przecież susze już bywały w latach ubiegłych. I gwałtowne zimy też. Przecież gdzieś podali, że bawełniana torba ma jednak większy wpływ na środowisko niż foliowa, więc może jednak używajmy foliowych. Przecież to, że wyginął jakiś gatunek zwierzęcia na dalekiej wyspie to nic strasznego, umieranie jest naturalne, zresztą po co komu orangutan. Przecież kornik niszczy puszczę, a drzewa odrosną. Przecież węgiel leży w naszej kochanej polskiej ziemi, więc możemy być niezależni (od czego? od klimatu?!). Przecież wstajemy z kolan i gonimy Zachód i musimy go dogonić. Przecież Elon Musk poleci na Marsa, a za nim Jeff Bezos. Na razie pierwszy wysłał kupę złomu w kosmos, jakby już tam było mało śmieci, no ale przecież…
Otóż skoro udało się namówić tyle ludzi, że potrzebują tych wszystkich rzeczy, to uda się ich też przekonać, że wszystko jest nadal w porządku. Ale ja uważam, że nie jest. Co możesz zrobić – zapytasz? Mamy porzucić nasze zajęcia i wrócić na wieś? Przestać produkować i sprzedawać nasze produkty? Rzucić robotę i pleść koszyki? Dać się wyprzedzić? Spróbujmy patrzeć perspektywicznie na nasze poczynania. Jakiś wybór jednak mamy. Udało się z freonem to może uda się z plastikiem na początek. Chociaż część z nas na pewno pamięta, że wędliny i ser nie zawsze były w plasterkach. Po ziemniaki chodziło się z siatką. Tak, siatką z oczkami. Żeby kupić mleko trzeba było oddać butelkę. W swoich działaniach promocyjnych możecie wybierać produkty, które do czegoś służą, są przydatne, funkcjonalne i trwałe. Naprawdę wierzycie, że zmieni się postrzeganie Waszej marki jeśli zrobicie 1000 plastikowych gadżetów po 5 zeta? Takich, z których połowa po otworzeniu nie nadaje się już do użytku?
Jako marketerzy macie wpływ na rynek. Wasze produkty nie muszą być otoczone plastikiem. Damy sobie jako klienci spokojnie radę z rozdzieleniem plasterków serka albo szynki parmeńskiej. Idźcie, zmieniajcie przyzwyczajenia klientów i nie czyńcie sobie Ziemi poddanej. Ziemia sobie poradzi, ale my nie!
Wywiad ukazał się w ostatnim numerze OOH magazine, pobierz bezpłatnie TUTAJ.
O trudnej lekcji przedsiębiorczości na początku działalności, roli bogatego asortymentu i zaskakiwania nowościami produktowymi, jako sposobu budowania przewagi nad konkurencją oraz bolączkach polskiej branży upominków reklamowych mówi Maciej Dembiński, CEO Rosnowski Gift.
Maciej Dembiński, CEO Rosnowski Gift
Korzenie firmy Rosnowski Gift sięgają roku 1994, co oznacza, że możecie śmiało świętować okrągły jubileusz. Początki chyba nie były łatwe?
Moja rodzina zawsze była przedsiębiorcza. Mój dziadek przyjechał do Gdyni przed II Wojną Światową i założył z bratem tartak. Mój tata otworzył własną działalność w 1970 roku. Początki mojej działalności były dość trudne i skomplikowane. Już w roku 1990 miałem wraz ze wspólnikiem swoją pierwszą firmę – sklep muzyczny, ale po pół roku zakończyliśmy działalność spółki. Ponownie – po 5 latach pracy w blisko 7 różnych firmach, licznych awansach – podjąłem decyzję, że „wezmę sprawy w swoje ręce” i zacznę działalność gospodarczą. Początki rzeczywiście były niełatwe, brak kapitału utrudniał realizację większych zamówień. Lata 90. rządziły się zasadą – kto miał gotówkę, ten rozdawał karty. Oczywiście, po czasie można było wypracować sobie z dostawcami terminy płatności, co pozwoliło na współpracę z coraz większymi firmami. Rok 2001 okazał się dla nas przełomowy i kolejne 8 lat było czasem szybkiego rozwoju. Dla nas były to również najlepsze lata w branży.
Jak czujecie się w roli jubilata na rynku artykułów promocyjnych?
Trudne pytanie, ale… WSPANIALE!!! Ćwierć wieku na rynku to ogrom czasu. Znamy i pamiętamy wszystkich, którzy zaczynali budować ten rynek, części z nich już nie ma, nie prowadzą działalności albo odeszli do innego świata. Z tymi, co pozostali wspominamy „złote czasy” w branży – wysokie marże, duże zyski, a przede wszystkim wielki luz, szczególnie podczas targów w Poznaniu. Wtedy nie trzeba było zabiegać o klienta, wszystko sprzedawało się samo, a my pionierzy rynku mogliśmy w tym czasie spokojnie sączyć drinki w targowych restauracjach.
Na Waszej firmowej stronie można przeczytać, że „zaufało nam już ponad 10.000 klientów”. Pamiętacie, jakie zlecenie z ostatnich 25 lat było największym wyzwaniem?
Bywa czasem tak, że te wydawałoby się najprostsze okazują się najtrudniejsze, bo działa „prawo Murphy’ego” – jak coś ma się nie udać, to na pewno się tak stanie. Takich zleceń – wyzwań było co najmniej kilka. Były to zamówienia o wartości blisko 100.000 Euro netto, realizowane za pośrednictwem agencji reklamowych dla dużych koncernów tytoniowych lub alkoholowych. Dbaliśmy wtedy z największą starannością o każdy detal, terminowość realizacji, jak i dostawę towaru do magazynu odbiorcy. Jedno z bardziej skomplikowanych składało się z 10 elementów, każdy był z innej bajki. Wszystkie trzeba było wyprodukować i połączyć, co zajęło nam 1,5 miesiąca. Finalnie klient był bardzo zadowolony z produktu.
Jednym ze znaków firmowych Rosnowski Gift jest mnogość kategorii produktowych, od popularnych smyczy po wyszukane akcesoria do urządzeń elektronicznych. Z czego wynika taka polityka firmy?
Jesteśmy chyba jedyną firmą w Polsce, która oferuje tak bogaty asortyment produkcji na indywidualne zamówienie. Plasujemy się pomiędzy firmami „katalogowymi” a producentami jednego lub dwóch asortymentów produktów. Nasza strategia pozwala nam obsłużyć najbardziej wymagających klientów, którzy szukają nietypowych artykułów promocyjnych. Jedne agencje zamawiają u nas metalowe znaczki, inne breloczki z gumy, a jeszcze inne gadżety elektroniczne z kolekcji SWIZZ.
Ciągle stawiacie na rozszerzenie swojego portolio, jako jedyni w Europie produkujecie Promo Lamps – lampy z dowolnym logo klienta. Czy wielu odbiorców wybiera tego typu jakościowe gadżety?
Fakt, że rozszerzamy portfolio produktów wynika z potrzeb naszych odbiorców, którzy sami podpowiadają nam, co chcieliby kupować, a także z ciągłości procesu budowania firmy i jej oferty. Gadżety niszowe są chętnie kupowane, ale sprzedaje się ich kilkanaście lub kilkadziesiąt razy mniej, niż smyczy czy długopisów. Niemniej jednak nowatorskie pomysły są zawsze mile widziane w każdej branży, w tym i w naszej. Najbardziej otwartymi klientami na nowości są agencje reklamowe z Zachodniej Europy.
Karty do wyciągania kleszczy, drewniane kartki świąteczne, eko-notes do wielokrotnego użytku – nieustająco zaskakujecie nowościami. Co przygotowaliście na sezon jesienno-zimowy?
Karty do usuwania kleszczy.
Nieustannie pracujemy nad nowościami, badamy trendy. Obserwujemy też konkurencję, choć nigdy jej nie naśladujemy. Wielokrotnie też zdarzało się, że ktoś kopiował nasze pomysły, produkty, a nawet proponował opatentowany przez nas produkt. Dlatego nasze nowości są trzymane w tajemnicy, a ich premiera odbywa się zazwyczaj podczas targów branżowych lub podczas indywidualnych prezentacji w agencjach reklamowych.
Oferujecie kilkanaście form znakowania. Chyba bez personalizacji trudno sobie wyobrazić gadżety reklamowe?
Większość realizowanych przez nas zamówień, to produkty spersonalizowane. Z punktu widzenia agencji reklamowej jest to bardzo wygodne rozwiązanie, gdyż zamawiane są u nas produkty oznakowane i najczęściej są wysyłane bezpośrednio do klienta w neutralnej przesyłce. Natomiast zdarza nam się realizować część produktów bez znakowania, ale wtedy ryzyko oznakowania przechodzi na dystrybutora. Co do samej personalizacji – jak sama nazwa mówi – gadżet reklamowy, artykuł promocyjny, to produkt mający za zadanie zaistnienie i utrwalenie w świadomości klienta określonej marki. Zatem oznakowanie jest wręcz niezbędne, szczególnie w przypadku artykułów wielorazowego użytku. Nie zmienia to jednak faktu, że również słodycze reklamowe albo napoje są personalizowane, mimo że są konsumowane, a opakowanie trafia do kosza.
Festiwal świątecznych inspiracji – pod takim hasłem odbędzie się 11. edycja targów reklamy. Po raz kolejny wystąpicie na wrześniowej imprezie w roli wystawcy. Co będziecie promować tym razem?
Na jesiennych targach upominków prezentujemy zazwyczaj gadżety, które sprzedają się w okresie jesienno-zimowym, ale również nowości. Ponadto, prezentujemy prezenty i paczki świąteczne, w naszym wydaniu złożone wyłącznie z hiszpańskich produktów.
Od kilku lat firma aktywnie włącza się w prace Polskiej Izby Artykułów Promocyjnych. Jakie działania na rzecz tego, by artykuły promocyjne były traktowane jako ważne i skuteczne narzędzie marketingowe, a wydatki na takie produkty stanowiły stały punkt w budżetach firm – uważacie za najbardziej znaczące?
Najważniejszym punktem jest uwolnienie artykułów promocyjnych od limitów podatkowych, czyli każdy zakup w każdej ilości i wartości, której dana firma potrzebuje na promocję powinien być kosztem uzyskania przychodu wraz z pełnym odliczeniem podatku VAT. Niezrozumiałe są dla nas obecne od wielu lat limity wartościowe stosowane wobec upominków, konieczność wręczania PIT dla obdarowanego w przypadku droższych prezentów. Reklama telewizyjna czy na billboardach nie ma limitów – ile firm zamierza wydać środków na tą formę reklamy – jest tylko i wyłącznie jej sprawą. Dlaczego zatem ustawodawca ogranicza wydatki na promocję w formie materialnej? Jest to dla nas niepojęte. Przecież tworzymy produkty, zakłady produkcyjne, dajemy miejsca pracy, kupujemy maszyny i urządzenia, płacimy podatki. Dlaczego więc mamy gorszą pozycję startową? Dlaczego nasze „materialne” produkty są gorsze od „ulotnych” reklam?
Jak z perspektywy wieloletniej obecności na rynku, oceniacie kondycję polskiej branży upominków reklamowych?
Pozytywnie, ale… kuleje wciąż system dystrybucji oraz problem niskich marż. Rynek w naszej branży rozwija się o kilka punktów procentowych rocznie, natomiast nie możemy uporać się z „ułożeniem” naszego rynku w stylu niemieckim czy brytyjskim, które funkcjonują na zdrowej zasadzie – producent/ importer – agencja reklamowa/ dystrybutor – klient końcowy. Ta formuła pozwala na zdrowe budowanie rynku, który daje przejrzyste zasady współpracy i biznes oparty na zasadach FAIR PLAY. Dzięki temu również wzrasta zatrudnienie, a tym samym wpływy do budżetu w postaci podatków i składek ZUS. Co do marż, to wyjątkowo istotny element w naszej codziennej działalności. Zbyt małe narzuty powodują mniejsze zyski, brak możliwości zakupu nowych maszyn, urządzeń, inwestowania w rozwój firmy. Dziwi mnie nadal to, że niektóre agencje żyją z 2-5% marż, bo to wprost niemożliwe, aby „godnie żyć” z takimi małymi zarobkami. U naszych zachodnich sąsiadów min. narzut wynosi 30%, w wyjątkowych przypadkach schodzi do 20%. Natomiast nikt nie będzie pracował za grosze, za które harują Polacy. Rozwiązaniem tego problemu może być np. solidarność dostawców i importerów, którzy będą eliminować takie agencje spośród grona swoich odbiorców po prostu nie sprzedając im swoich produktów. Ale to chyba bardzo trudne zadanie. Miejmy nadzieję i życzmy sobie wszyscy, aby rynek się „poukładał”, a marże wzrosły do poziomu Europy Zachodniej.
Rozmawiała Jaga Kolawa
Wywiad ukazał się w ostatnim numerze OOH magazine, pobierz bezpłatnie TUTAJ.