Logo


O pomyśle na sukces w sektorze retail, kreowaniu potrzeb klientów i angażowaniu się w kwestie zdrowia publicznego, fenomenie Świeżaków oraz Słodziaków, a także umiejętności wykorzystywania consumer experience – mówi Beata Jankowiak, dyrektor działu marketingu, członek zarządu Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci Biedronka.

Jeronimo Martins Polska jest właścicielem sieci Biedronka, największej sieci detalicznej w Polsce, która zajmuje również drugie miejsce na liście największych firm w naszym kraju. Jaki jest Wasz sposób na sukces w branży retail?
Przede wszystkim robimy wszystko, żeby być blisko naszego klienta i jak najlepiej rozumieć jego potrzeby zakupowe. Dzisiaj, kiedy mamy sieć ponad 2900 sklepów w ponad 1100 polskich miastach i miejscowościach, jest to łatwiejsze. Ale żeby dojść do tego punktu, kiedy każdego dnia odwiedza nas 4 miliony klientów, konieczne były ogromne inwestycje. Szacujemy, że od 1995 roku Grupa Jeronimo Martins zainwestowała w Polsce ponad 14 mld zł. Bycie blisko oznacza też bliską współpracę z polskimi producentami i wspieranie lokalnej przedsiębiorczości. Aż 92 procent produktów dostępnych w naszej sieci w 2018 roku pochodziło od polskich dostawców. Nasi klienci przyzwyczaili się już do tego, że codziennie niskie ceny to norma w Biedronce, teraz oczekują dodatkowo wysokiej jakości za niską cenę. I tą jakość im dajemy. Jesteśmy pierwszą i jak na razie jedyną siecią, która posiada certyfikat ISO 22000, dotyczący bezpiecznego przechowywania oraz dystrybucji żywności. A wiele marek własnych Biedronki zajmuje pozycję lidera na swoich rynkach. Przykładem mogą być pieluchy Dada – bodaj jedyny znany na świecie przypadek, kiedy marka własna jest numerem jeden na całym rynku.

Biedronka jest obecna na polskim rynku od ponad 20 lat. Jakie są kluczowe działania marketingowe i kanały komunikacji z klientem?
Naszym najlepszym kanałem komunikacji z klientem jest ponad 2900 sklepów, które są zarówno w wielkich miastach, jak i małych gminach, na północy Polski, jak i w jej południowo-zachodnim krańcu. Liczymy, że jesteśmy jednym z największych wydawców prasy w Polsce, jeśli nasze cotygodniowe gazetki zaliczylibyśmy do tej kategorii. Do tego niejedna telewizja chciałaby docierać na ekranach do 4 milionów klientów każdego dnia, a w większości sklepów mamy jeszcze systemy dźwiękowe, czyli takie odpowiedniki stacji radiowej. Dzięki nim w naszych sklepach możemy mówić w reklamach o produktach i ofertach. Co więcej, 7 milionów Polaków ma kartę lojalnościową Moja Biedronka, dzięki której możemy zaproponować im ofertę wprost skrojoną do ich potrzeb.

Plakat z kampanii Gang Słodziaków.

Ale Biedronka już nie tylko odpowiada na potrzeby klientów. Wy je kreujecie, podobnie jak zachowania klientów.
Biedronka to przyjaciel z sąsiedztwa, z którym dodatkowo można porozmawiać i na niego wpływać. Nasza chęć pomagania i bycia blisko Polaków dotyczy nie tylko odżywiania, ale też okazji, które są związane ze stylem życia. Dla nas święta czy inne okazje, jak np. grillowanie, są ważną formą spędzania wolnego czasu z bliskimi, przyjaciółmi i rodziną. Chcemy, żeby za każdym razem było to święto dobrego smaku i wysokiej jakości czasu spędzonego z bliskimi. To dla nas ważna misja bycia blisko ludzi. Jesteśmy marką egalitarną i poważnie traktujemy swoje zadanie oferowania produktów wysokiej jakości i najlepszego smaku, co nie oznacza, że czasami nie zdarza nam się mrugnąć okiem do konsumenta. Przykładem jest choćby współpraca z grupą Big Cyc, która bez naszego zlecenia czy zaangażowania napisała piosenkę, a ta stała się prawie hymnem do grilla. Biedronka jest marką zaangażowaną w sprawach najpoważniejszych, dotyczących zdrowia publicznego. Jeśli powiedzieliśmy sobie, że nie chcemy oleju palmowego w produktach marki własnej, to konsekwentnie go eliminujemy albo wprowadzamy tylko taki ze specjalnymi certyfikatami RSPO. Jeśli popatrzymy na wyniki reformulacji w produktach marki własnej, to od 2014 roku do marca 2019 r., zmniejszyliśmy ilość soli o 188 ton, cukru o 670 ton, a tłuszczu o 1707 ton. Nie koncentrujemy się na zapowiedziach tego, co będziemy robić. My to po prostu konsekwentnie realizujemy na co dzień.

Uznanie i przywiązanie konsumentów Biedronka zdobywa udanymi kampaniami. Przysłowiowym strzałem w dziesiątkę była akcja lojalnościowa Świeżaki. Maskotki, otrzymywane za uzbierane punkty przez klientów robiących zakupy w Biedronce, cieszyły się olbrzymim wzięciem. Co warte podkreślania, kampania „Gang Świeżaków” zgarnęła dwie nagrody w prestiżowym konkursie reklamowym Effie Awards 2017. Czy spodziewaliście się takiego odzewu na tę akcję promocyjną?
Od początku byliśmy przekonani, że ta akcja spotka się z zainteresowaniem naszych klientów, ale odzew kilkukrotnie przekroczył nasze najśmielsze oczekiwania. Ponad 6 milionów wydanych maskotek mówi samo za siebie, ale znaczenie Świeżaków przekracza wymiar samej maskotki. To fenomen, który pokazuje jak ważne są dla nas zabawa i edukacja. To najważniejszy aspekt naszych akcji lojalnościowych. Bez wspierania dobrej diety, chęci kształtowania dobrych nawyków żywieniowych, a konkretnie jedzenia warzyw i owoców przez dzieci, nie byłoby ich fenomenu. Wiele lat temu wyprzedzając konkurentów wprowadziliśmy tzw. ‘fresh focus’. Cieszy nas, że te wysiłki są zauważane, o czym świadczy niedawno przyznana nam nagroda za najlepszą ofertę produktów świeżych w Polsce.

Chyba trudno będzie przebić tak udaną kampanię, która dodatkowo przemycała ważny walor edukacyjny?
Na pewno niełatwo, ale jak pokazała nasza kolejna akcja, czyli Gang Słodziaków, niemożliwe nie istnieje. Z tej akcji jesteśmy podwójnie dumni, bo pomysł na nią i wszystkie jej założenia powstały w naszym polskim zespole, nie jest to akcja oparta na pomyśle licencyjnym. Jej kluczowym przesłaniem edukacyjnym jest z kolei promowanie czytania dzieciom, jako wartościowego sposobu spędzania czasu. Osiągnęliśmy niebywałe jak na polski rynek efekty – nasze dwie książki o Słodziakach trafiły do ponad miliona klientów. A należy pamiętać, że według najnowszych badań Biblioteki Narodowej jedynie 37% Polaków zadeklarowało, że w ub. r. przeczytali minimum jedną książkę. Ciekawe jest też to, że naszym kolegom z należącej do Grupy Jeronimo Martins sieci Pingo Doce pomysł Gangu Słodziaków tak się spodobał, że wkrótce po Polsce, Gang Słodziaków – już jako Bondo de Bosque – zadebiutował w Portugalii.

Czy w dyskontach materiały POS spełniają swoje zadanie i jaką rolę odgrywa merchandising w Państwa sklepach?
Materiały POS są elementem przekazującym ważne dla marek atrybuty. Merchandising jest doskonałym sposobem na zaprezentowanie produktu, czasami też w formie audiowizualnej i umożliwienie jego „dotknięcia”. Telewizja wirtualna, która współistnieje ze światem realnym i pozwala dotknąć warzywa czy owoce, jest niezwykle silnym instrumentem wywołującym impuls zakupowy. Szczególnie ważne dla klientów jest pokazywanie nowości, produktów w ofercie czasowej oraz unikalnych produktów, które mogą znaleźć wyłącznie w naszej sieci. Pomaga też kierować uwagę klienta na ciekawe oferty, a także wspiera kształtowanie zdrowych trendów żywieniowych. Nie bez powodu w naszych sklepach w pierwszej alei przy wejściu znajdują się owoce i warzywa.

Biedronka angażuje się w sprawy społeczne, w 2017 roku przeznaczyliście na działalność charytatywną ponad 12,3 mln zł. Proszę przybliżyć kulisy praktyk CSR, jak oceniacie te działania pod kątem osiągniętych celów?
Są różne podejścia, ale my nie wierzymy w CSR, który ma tylko i wyłącznie być elementem korporacyjnej strategii. Rozumiemy swoją rolę w społeczeństwie w taki sposób, że jesteśmy w pełni odpowiedzialni za działania naszej sieci. Eliminacja plastiku, działania proekologiczne, pomoc seniorom, wspieranie dzieci z domów dziecka, promowanie zdrowego żywienia czy wreszcie propagowanie niemarnowania żywności – to tylko kilka przykładów z katalogu działań podejmowanych w Biedronce. Blisko współpracujemy z Caritasem – zarówno w obszarze zbiórek żywności w naszych sklepach, jak i przy przekazywaniu niesprzedanych, ale nadających się do spożycia produktów na rzecz potrzebujących. Wspieramy też seniorów w trudnej sytuacji, dając im karty przedpłacone do dowolnego wykorzystania w Biedronce, a jednocześnie jesteśmy sponsorem głównym mistrzostw Polski i Świata Dzieci z Domów Dziecka w Piłce Nożnej. To bardzo różne działania, ale w każdym mamy poczucie odrobiny dobra, jaką robimy w interesie społeczeństwa. Co ważne, w naszych aktywnościach CSR na pierwszym miejscu zawsze stawiamy pracowników sieci Biedronka. Ponad 65 tysięcy pracowników to ogromna siła, dzięki której możemy realnie zmieniać otaczającą nas rzeczywistość.

Fot. Sklep sieci Biedronka w Galerii Młociny w Warszawie.

Prawdziwe żniwa dla sektora retail to okres przedświąteczny. W jaki sposób przyciągacie uwagę klientów w tym trudnym momencie, kiedy są dosłownie bombardowani reklamami?
Przede wszystkim przekonujemy klientów, że skoro na co dzień, to również i od święta Biedronka posiada najlepszą ofertę, a jednocześnie jesteśmy blisko – na zakupy do Biedronki zazwyczaj nie trzeba jechać na drugi koniec miasta, planując to od kilku dni. Z roku na rok obserwujemy też w okresach świątecznych coraz większą popularność produktów linii Biedronka premium jako oferty na specjalne okazje. Mam tu na myśli zarówno żółte sery i wędliny, jak i czekolady oraz inne słodycze. Biedronka jest też dobrym pomysłem na zakupy przedświąteczne, bo poza pełnym zaopatrzeniem lodówki podsunie też dobre pomysły na prezent – jak na przykład nowy na polskim rynku system ekspresów do kawy Delta – oraz produkty, dzięki którym lepiej spędzimy czas z bliskimi.

Skuteczna strategia marki za punkt wyjścia przyjmuje tzw. consumer experience, czyli doświadczenie klienta postrzegane jako całościowa relacja i interakcja między marką a konsumentem. W jaki sposób, na co dzień Biedronka buduje uznanie i przywiązanie klientów?
O tym już wiele powiedzieliśmy: przede wszystkim będąc blisko naszych klientów. Ta bliskość ma wiele wymiarów – od bliskości geograficznej, przez mnóstwo różnych badań konsumenckich, jakie przeprowadzamy każdego roku, aż po wprowadzanie coraz to nowych produktów. Dla przykładu, w 2018 roku wprowadziliśmy ponad 1100 nowych produktów do oferty, podczas gdy nasi konkurenci niemal dwukrotnie mniej. Ale to, z czego najbardziej jesteśmy dumni to fakt, że Biedronka łączy i unifikuje bardzo różne grupy klientów. W Biedronce klient ma szansę przekonać się o sile swoich pieniędzy. Chcemy, żeby każdy czuł się dobrze w naszym sklepie, tak jakby odwiedzał lubianego sąsiada. Jesteśmy marką demokratyczną i egalitarną, dumną z Polski i Polaków.

Rozmawiała Jaga Kolawa

Beata Jankowiak – Absolwentka Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu na wydziale neofilologii oraz Executive MBA Kanadyjskiego Instytutu Zarządzania, a także podyplomowych studiów w Wyższej Szkole Logistyki w Poznaniu. Karierę zawodową w Jeronimo Martins Polska rozpoczęła w 1995 r. W 1997 r. objęła stanowisko Menedżera Zakupów, a rok później stanowisko Menedżera Łańcucha Dostaw. W 2000 r. awansowała na stanowisko Dyrektora Organizacji Dostaw. W 2003 r. objęła stanowisko Dyrektora Kategorii. W 2010 r. przejęła obowiązki Dyrektora Zakupów, a w 2016 r. objęła stanowisko Dyrektora Handlowego. W 2019 r. została nominowana na stanowisko Dyrektora Marketingu oraz członka zarządu Jeronimo Martins Polska.

Wywiad ukazał się w ostatnim numerze OOH magazine, pobierz bezpłatnie TUTAJ.

Z Agatą Młynarską dziennikarką, producentką i niekwestionowaną królową szklanego ekranu rozmawiamy o jej początkach w mediach, współpracy z Jurkiem Owsiakiem, zmieniającym się świecie telewizji, potrzebie niesienia pomocy i wielkich realizacjach.

Podobno w dzieciństwie chciała Pani zostać nauczycielką. Marzenia poszły w kąt i stała się Pani jedną z najbardziej rozpoznawalnych prezenterek telewizyjnych. Jak wyglądała ta droga?
To prawda chciałam być nauczycielką i nawet przez chwilę nią byłam. Skończyłam na Uniwersytecie Warszawskim wydział filologii polskiej. Przez pewien czas pracowałam w jednym z najlepszych warszawskich liceów i utrzymywałam się też z korepetycji. Nawet kiedy zaczynałam pracować w telewizji, miałam pod swoją opieką uczniów, których przygotowywałam do matury. Czułam jednak, że atmosfera pokoju nauczycielskiego jest trochę nie dla mnie. Miałam znakomity kontakt z uczniami, ale w szkole jako instytucji nie czułam się najlepiej. Dlatego ostatecznie nie zdecydowałam się na tę pracę.

Pod koniec studiów usłyszałam, że jest konkurs na prezenterów do Wiadomości w TVP1. Był rok 89’ wszystko w Polsce się wtedy zmieniało i na tej fali zmieniały się też media. Trafiłam do telewizji i poczułam, że to jest praca moich marzeń. Z ludźmi, w ruchu, gdzie cały czas dzieje się coś nowego. Piszę zresztą o tym w mojej książce „Moja wizja”.

Nazwisko Młynarska pomagało czy przeszkadzało?
Nazwisko Młynarska zawsze mi pomagało i przeszkadzało zarazem. To się stale ciekawie zmienia, ponieważ na samym początku, w latach 80. i 90. mój ojciec był u szczytu popularności. Ludzie go absolutnie uwielbiali. Bo wtedy artyści byli traktowani nie jak celebryci, tylko jak prawdziwi twórcy, „gwiazdy” budzące respekt, szacunek. Nie było mediów plotkarskich, o życiu prywatnym znanych osób nie spekulowano, tak jak teraz. Pisano za to o ich doniesieniach artystycznych, to było ważne. Więc ja w swoje życie zawodowe, wchodziłam z nazwiskiem, które było znane wszystkim. Oczywiście na samym początku to przeszkadzało; było trudne dla dziecka, które chciało mieć swoją odrębność, ale słyszało… „ty musisz być tak dobra jak ojciec”. Twój tata skończył polonistykę z wyróżnieniem, to od Ciebie oczekujemy 10 razy więcej. I myślisz sobie: a gdzie jest moja tożsamość, a może ja nie jestem taka dobra jak ojciec? Poza tym każdą rzecz, którą się robi, widać i słychać bardziej. Przejdziesz przed kogoś w kolejce niechcący, głośniej się odezwiesz to mówią, że Młynarski nie wychował córki… Krótko odpowiadając na to pytanie, na początku znane nazwisko może pomóc, ale później już jest tylko trudniej, bo zobowiązuje. A ty wciąż musisz udowadniać, że na nie zasługujesz.

Była Pani świadkiem telewizyjnych rewolucji w 1989 roku. Jak przedstawia się historia tego medium z Pani perspektywy?
To pytanie jest na książkę, więc ja mogę tylko powiedzieć, że miałam dane uczestniczyć w jednym z najważniejszych skoków historycznych, jeżeli chodzi o przemiany w telewizji. Zmieniło się wtedy wszystko, przyszli nowi ludzie, ale ja od samego początku wiedziałam, że telewizja nie jest wdzięcznym miejscem do pracy. Jest przede wszystkim narzędziem politycznym, co obserwujemy do dzisiaj. Byłam też świadkiem narodzin telewizji Polsat, później TVN. Wówczas nikt tego nie traktował poważnie i nie uważał tych kanałów za konkurencję. Wszyscy raczej myśleli, że hegemonia Telewizji Polskiej jest niepokonana. Kiedy jednak przyszły pierwsze badania oglądalności i okazało się, że serial „Kiepscy” bije na głowę wszystkie inne programy, to zrobiło się ciekawie. Narodziła się kompletnie inna rzeczywistość telewizyjna tak, jak teraz widzimy wielką zmianę polegającą na rozkwicie telewizji w Internecie.

fot. Jan Bogacz /TVP/ East News
fot. Jan Bogacz /TVP/ East News

Współtworzyła Pani wraz z Jurkiem Owsiakiem podwaliny Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w programie „Róbta, co chceta!”. Takiego programu i wydarzenia nie było do tej pory w Polsce. Co spowodowało, że stała się Pani częścią tego projektu?
Pracowałam w Telewizyjnej Dwójce, byłam dziennikarką, prezenterką, ale również z powodu mojej troszkę innej powierzchowności, innego sposobu ubierania się, typu: jeansy, biała koszula, t-shirt, płaskie buty, czarna marynarka, jeansowa kurtka, byłam trochę inna wizerunkowo.
Jedna z dziennikarek, która przyprowadziła Jurka Owsiaka do telewizji powiedziała mu: słuchaj, potrzebujesz fajnej dziewczyny w swoim programie, znam taką. Przedstawiła mnie i my natychmiast poznając się na korytarzu, poczuliśmy, że jesteśmy z tej samej bajki, śmieszy nas to samo; ja natychmiast zrozumiałam o co mu chodzi. Cały ten świat koloru, odwagi, szaleństwa, był czymś innym. Wówczas w szarym, dopiero budzącym się do życia kraju, było to dość kontrowersyjne. Kiedy podjęłam decyzję, że łączę się z Owsiakiem usłyszałam od wielu osób, że popełniam fundamentalny błąd, że powinnam się zajmować rzeczami poważnymi, np. reportażami. Że jak to możliwie, że dziennikarka z ambicjami łączy się z facetem, który się jąka i nosi brudne buty. Ja od samego początku wiedziałam, że Jurek to niesamowicie intrygująca osobowość i że to przynajmniej będzie coś innego i twórczego. Wtedy pomyślałam, sobie: nie będę jedną z wielu prezenterek! Przecież to nie jest żadne wyzwanie, wyzwaniem za to jest zrobić coś, czego nie zrobił nikt inny i bawić się tą pracą. Przy okazji możemy pomagać innym wykorzystując narzędzie, jakim jest telewizja. Uważam, że najważniejsze w telewizyjnej pracy jest wykorzystywanie jej do zmiany świata na lepsze. Nie dla samego występowania, nigdy mnie to nie interesowało i zrozumiałam to dzięki Owsiakowi.

Czy Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zajmuje wciąż specjalne miejsce w Pani sercu?
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy dawała poczucie, że zmieniamy kraj… absolutnie, rozbijamy ściany, które były nie do przebicia, otwieramy drzwi, które były kompletnie zamknięte i nikomu nawet się nie marzyło, żeby sięgnąć po klucz. Orkiestra ten klucz zdobyła i otworzyła te drzwi, wpuściła nowe powietrze do telewizji. Zjawili się młodzi „zakręceni” ludzie, dzieciaki z pofarbowanymi włosami z nową muzyką, wszędzie pojawiały się czerwone serduszka. Tego wcześniej nikt w Polsce nie zrobił. Na początku patrzono na nas trochę jak na wariatów, ale Polska tego potrzebowała. Fantastyczne jest to, że jeżeli ktoś jest prawdziwą osobowością, jest autentyczny do bólu, to ludziom nie przeszkadza to jak wygląda czy, że się jąka. Dlatego też fenomen Jurka Owsiaka trwa do dzisiaj. Od samego początku współpracuję z Wielką Orkiestrą w różnych formułach. Teraz jesteśmy z Jurkiem w jednej stacji, w TVN, a ja w ubiegłym roku nadawałam na żywo z jednego z największych sztabów w Łodzi. To było dla mnie poruszające, bo znowu byliśmy razem. Dwa lata temu wspólnie z rodzeństwem przekazaliśmy na WOŚP jeden z najważniejszych rękopisów taty z piosenką „Róbmy swoje”. Nie wyobrażam sobie, żebym nie wspierała Jurka.

Udziela się Pani w licznych kampaniach społecznych, m.in. działa na rzecz rodzinnych domów dziecka. Dlaczego warto pomagać?
Bardzo proste, a zarazem trudne pytanie. Im dłużej żyję, tym bardziej jestem przekonana, że warto pomagać dla samego siebie. To ma przede wszystkim znaczenie dla mnie, jako małej cząstki wielkiego wszechświata. To, że przy okazji ktoś czerpie z tego korzyść, radość, też jest ważne. Ale przede wszystkim ja realizuję swój „plan życia” na ziemi i to jest najistotniejsze w pomaganiu. Nie to, że robisz coś dla kogoś – dla siebie to robisz. Jest w tym „pozytywny egoizm” – ja się lepiej czuję kiedy pomagam. Czuję, że robię coś wartościowego i to uzasadnia mój sens istnienia.

fot. VIPHOTO0/ East News
fot. VIPHOTO0/ East News

Nie pojawia się Pani tylko w telewizyjnym oknie. Koncerty, festiwale, gale – jak Pani się czuje w tym eventowym żywiole?
Ten „eventowy” żywioł pojawił się jeszcze kiedy pracowałam w TVP. Wtedy łączyłam w swojej pracy najróżniejsze formy aktywności telewizyjnej: od występowania w maleńkim studiu, przez pisanie scenariuszy, montowanie, przynoszenie starszym koleżankom kawy, po gigantyczne sceny Sylwestrowe, kiedy trzeba było wszystko przygotować, napisać, wyprodukować i na końcu stanąć na tej scenie i zobaczyć 700 tysięcy ludzi przed sobą. Nie będę ukrywać, że jest to uczucie, które uwielbiam! Jest to dla mnie najbardziej przyjemna część aktywności telewizyjnej, którą traktuję jak najpyszniejszy deser. Takich dużych gal robiłam sporo. Kiedy publiczność zaczęła mnie kojarzyć z atmosferą, którą tworzę na scenie, byłam coraz częściej zapraszana do ich prowadzenia. Bardzo lubię być na scenie przed publicznością, lubię mieć z nią kontakt. I tu dotykamy bardzo ważnej sprawy – żeby pojawić się na scenie, i żeby to się nam udało, trzeba wiedzieć po co się na tą scenę wychodzi. Bo tylko po to, żeby ładnie wyglądać i się uśmiechnąć, to za mało. Ja muszę mieć powód do wyjścia na scenę, bo jeżeli w ten sposób wyjdę, to ludzie mnie „kupią”, nawet jeżeli nie wszystkim się podobam, bo wolą brunetki albo podoba im się Grażyna Torbicka. „Kupią” mnie, ponieważ jestem prawdziwa i mam im do przekazania jakąś szczerość w ważnej sprawie, np. chcę zapowiedzieć koncert jubileuszowy… Wszystko to musi być autentyczne. Ja to uwielbiam, robię to bardzo chętnie i nie ukrywam, że teraz trochę mi tego brakuje.

Kunsztu estradowego uczyła się Pani od najlepszych. Kto był wzorem, może mistrzem?
Wychowywałam się w otoczeniu mistrzów, między innymi wielkich aktorów, którzy tworzyli koloryt naszego domu, ponieważ rodzice z nimi dużo pracowali. Ewa Wiśniewska, Marian Opania, Jan Kobuszewski, Krzysztof Kowalewski, Gustaw Holoubek i Magda Zawadzka, Zbigniew Wodecki, Irena Santor, Michał Bajor, Alicja Majewska i wielu innych… To byli naturalni przyjaciele, znajomi, koledzy rodziców, którzy w sposób oczywisty pojawiali się w naszym życiu. Począwszy od mamy i taty, ci wszyscy na których patrzyłam i w których towarzystwie przebywałam byli dla mnie naturalnym wzorem. Podglądałam ich i patrzyłam jak poważnie traktują ten zawód.

Jest Pani inicjatorką portalu OnaOnaOna.com oraz festiwalu dla kobiet „Teraz ONE”. Skąd pomysł na te aktywności?
Był czas kiedy pracowałam w Telewizji Polskiej i wiedziałam, że to są już ostatnie chwile, bo zmienia się po raz kolejny polityczna aura i zaczęłam rozglądać się za nową pracą. Wtedy też usłyszałam w telewizji, że już jestem za stara, a właśnie skończyłam 40 lat. To mnie bardzo dotknęło. Spojrzałam do lustra i ujrzałam całkiem atrakcyjną babkę z ogromnym doświadczeniem. Pomyślałam sobie, kto ma prawo tak mi mówić? Myślałam sobie o Oprah Winfrey czy innych wspaniałych dziennikarkach, albo o mojej guru dziennikarstwa Barbarze Walters, która w wieku lat 80-ciu ma cały czas swój program w telewizji w USA. Wszyscy kłaniają się jej w pas, to pionierka wywiadów telewizyjnych.
Bardzo to przeżyłam. Kiedy podzieliłam się swoim doświadczeniem z koleżankami, okazało się, że jest nas więcej. I nie ma to znaczenia, czy jest to Agata Młynarska z telewizji, czy to jest pani księgowa, pani farmaceutka, czy nauczycielka. One słyszą to samo. I z tej potrzeby powstał portal. Początkowo był to portal dla kobiet dojrzałych, ale później pomyślałam sobie, że może być też w różnych odsłonach, dlatego było „ONA, ONA, ONA”. Postawiłam wtedy wszystko na jedną kartę, zainwestowałam swoje oszczędności. Kobiety poszły za tym jak w dym, miałam ogromny sukces wśród Polek. Pojawiały się kolejne kluby ONA, na tej fali powstał także Festiwal dla Kobiet, który zgromadził ich aż 5 tysięcy. Potem byłam przez 3 lata redaktorem magazynu „SKARB”. To było ogromne doświadczenie, ponieważ „SKARB” dystrybuowany jest w ROSSMANNIE, a kiedy byłam redaktorem naczelnym ukazywał się w prawie 2 mln egzemplarzy. Nikt w Polsce, żaden dziennikarz, redaktor naczelny nie zmierzył się dotąd z takim nakładem. Ta praca przyszła między innymi dlatego, że dostrzeżono moje zaangażowanie na rzecz kobiet.

fot. TRICOLORS/ East News
fot. TRICOLORS/ East News

Już we wrześniu była Pani prelegentką konferencji EVENT MIX. Temat wystąpienia – „Jak zorganizować event i nie zwariować?” – brzmiał zachęcająco. Jak to wygląda okiem prowadzącego?
Ja nie tylko jestem prowadzącą – to jest dla mnie oczywiście miła „wisienka na torcie”. Natomiast ja najczęściej te wszystkie gigantyczne koncerty, w których występowałam, organizowałam jako współproducentka odpowiedzialna za stronę merytoryczną wydarzenia. Struktura takiego eventu składała się z różnych części, z produkcji kreatywnej i produkcji technicznej. Podczas wrześniowej konferencji podzieliłam się swoim doświadczeniem i opowiedziałam, jak krok po kroku dotrzeć do momentu, kiedy stoisz na scenie i „wszystko gra”. Pokazałam to i opowiedziałam na podstawie przykładów, które przygotowałam.

Ma Pani jakąś sprawdzoną receptę na stres towarzyszący wystąpieniom publicznym?
Wiadomo – każdy przeżywa stres. Ale ja po prostu uwielbiam wystąpienia publiczne, więc jest to dla nie pozytywne spięcie. Odpowiedzialność też ma znaczenie, bo wiem jakie mogą być konsekwencje źle poprowadzonej imprezy, a ja sobie nie chcę tych konsekwencji fundować. Im jestem starsza, tym bardziej się przygotowuję. Jedynym sposobem na uniknięcie stresu jest po prostu bycie bardzo dobrze przygotowaną. Tak jak chirurg, który robiąc operację musi zawsze się liczyć z niewiadomą, ale przecież po to się uczył, kończył studia, szkolił i doskonalił, żeby dać sobie radę. I druga rzecz, która jest najważniejsza, to wiara w siebie, świadomość, że sobie poradzisz w każdej sytuacji. Bo nawet, jeśli czegoś nie wiesz, to musisz wybrnąć z wdziękiem. Nie bój się zaskoczeń! Pewne podekscytowanie jest zawsze, ale ono wynika wyłącznie z poczucia odpowiedzialności, a nigdy z nerwów, że zgubię wątek. Nie znam takich sytuacji. Ponieważ po to jestem stosownie wykształcona i odpowiednio przygotowana, żeby wiedzieć, co mam mówić!

Rozmawiała Magdalena Wilczak

Wywiad ukazał się w ostatnim numerze magazynu OOH event!

Wersja online: CZYTAJ TUTAJ.

 

Pierwsza edycja Forum Pharma 360° PLanet to odpowiedź na wyzwanie poprawy efektywności w najważniejszych dziś obszarach branży farmaceutycznej. Ponad siedemdziesięciu prelegentów wyznaczy kierunek rozwoju sektora.

Dlaczego warto?

W dniach 15 -16 października 2019 w Warszawie odbędzie się pierwsza edycja Forum Pharma 360° PLanet. Spotkanie rozpoczyna sesja plenarna, podczas której wystąpią m.in. Minister Zdrowia Łukasz Szumowski oraz prezesi największych firm farmaceutycznych w Polsce.

W programie znajduje się aż pięć specjalistycznych konferencji dedykowanych zróżnicowanym specjalizacjom:

  •        Strategies, Governmental Affairs & Legal Regulations
  •        Marketing & Digital Revolution, Omnich@nnel & e-Communication
  •        Sales Strategy, Commercial Excellence & Data Challenge
  •        Distribution & Supply Chain Excellence
  •        People, Field Force Motivation & Leadership Development

Wśród prelegentów spotkać będzie można przedstawicieli m.in.:

Pfizer, Teva Pharmaceuticals, Gedeon Richter, Merck, Abbvie, Roche, Medtronic, Astrazeneca Pharma, Allergan, Fresenius Kabi, Philips Healthcare, Klosterfrau Healthcare, Mylan, Adamed, Bayer, Nutricia, Servier, Accord Healthcare, Nestle Health Science, Polpharma, Medicare Galenica, MSD, Biocodex, Mylan, USP Zdrowie, GSK, Amgen, PGF, Paul Hartmann, Celgene, Egis, Sandoz, Baxter, Boehringer-Ingelheim, Eli Lilly

Dodatkowo uczestnicy mają do wyboru udział w aż pięciu równoległych warsztatach.

Wydarzenie to obowiązkowa pozycja w kalendarzu branżowym.

Szczegóły TUTAJ.

MW

5. urodziny Hotelu Centrum Sosnowiec i Restauracji Warszawskiej odbyły się 19 września 2019 roku.

Od wejścia gości witali: Dyrektor Hotelu Katarzyna Różańska oraz Szef Kuchni i Właściciel Restauracji Warszawskiej – Bartłomiej Kornacki. Dało się wyczuć podniosłość wydarzenia za sprawą wystroju oraz przygotowanymi rozrywkami inspirowanymi latami dwudziestymi XX wieku. Wydarzenie odbyło się w stylowych wnętrzach Restauracji Warszawskiej do późnych godzin wieczornych bawiło się ponad 200 zaproszonych osób. Wśród zaproszonych gości, wydarzenie swoją obecnością zaszczycił Prezydent Miasta Sosnowiec Arkadiusz Chęciński.

Wśród licznych atrakcji przygotowanych dla gości, ogromny entuzjazm wzbudził magiczny występ iluzjonisty Wojciecha Napory. Gorące oklaski otrzymała para tancerzy, która w swoich występach nawiązywała do stylów tanecznych z lat 20tych, jednak największych emocji można było doświadczyć przy stole do ruletki, gdzie wytrawny krupier wprowadzał gości w tajniki gry.

Obchody 5. urodzin Hotelu Centrum Sosnowiec odbyły się 19.09.2019 o godzinie 18.00.
Wejście tylko z zaproszeniami od strony Restauracji Warszawskiej.

 

Już dziś w niemieckim Poing, gdzie Canon posiada swoje Customer Experience Centre, rozpoczyna się II edycja spotkania z cyklu Future Promotion Forum. Z kolei jutro i pojutrze (25-26 września), podczas Production Printing Business Days, uczestnicy forum będą mogli dowiedzieć się, jak w nowoczesny sposób rozwijać innowacyjne modele biznesowe i zwiększać swoją ofertę usług dzięki rozwiązaniom druku. W obu tych wydarzeniach weźmie udział blisko 1000 gości z całej Europy, w tym specjaliści ds. brand-marketingu, przedstawiciele agencji kreatywnych i domów mediowych, dostawcy usług poligraficznych i przedstawiciele działów druku korporacyjnego.

Emocje + Dane = Zaangażowanie

Celem obu wydarzeń jest zgromadzenie społeczności dostawców usług marketingowych i druku, aby wspólnie, w szerokim gronie ekspertów i praktyków, zastanowić się nad obecnymi oraz przyszłymi trendami w marketingu. Pod hasłem: „Postaw na zaangażowanie! Wykorzystuj dane i sprzedawaj emocjami”, które przyświeca tegorocznym spotkaniom, eksperci z Canon wspólnie ze zgromadzonymi gośćmi postarają się prześledzić ewoluującą rolę druku w wielokanałowych kampaniach marketingowych oraz jego zdolność do zwiększania zaangażowania klientów na rzecz marki i stymulowania rozwoju biznesu.

Tegoroczne prezentacje odnosić się będą do tego, w jaki sposób marki mogą efektywniej planować wielokanałowe strategie marketingowe. W czym tkwi sekret? Kluczem może być umiejętne połączenie  narzędzi cyfrowych oraz druku, które daje lepsze rezultaty niż działania jednokanałowe. Wykorzystanie druku niesie bowiem dodatkową korzyść w postaci angażowania zmysłów konsumentów, które przykuwane są za pomocą kreatywnych formatów, rozmiarów i tekstur. Możliwości druku wraz z inteligentnym wykorzystaniem danych behawioralnych sprawiają, że marki mogą tworzyć personalizowane komunikaty i całe kampanie w celu zwiększenia wskaźnika reakcji klientów.

Dzięki rozwiązaniom druku cyfrowego i możliwościom zautomatyzowanego przepływu pracy możliwa jest realizacja – i to w czasie rzeczywistym – kampanii, której częścią są m.in. spersonalizowane przesyłki drukowane. Aby pokazać odwiedzającym, w jaki sposób uzyskać możliwie największy zwrot z inwestycji w urządzenia cyfrowego druku, podczas spotkań zrealizowane zostaną „na żywo” przykładowe kampanie promocyjne. Obserwowanie całego procesu produkcyjnego pozwoli odwiedzającym przekonać się, w jaki sposób można zwiększyć wydajność produkcyjną i rozwijać swoją działalność, oferując szeroki zakres kreatywnych aplikacji. A przecież aplikacje o wysokiej wartości przynoszą wyższe marże.

Future Promotion Forum otworzy wystąpienie znanego futurysty, dr Patricka Dixona z Global Change Limited, poświęcone tworzeniu komunikacji z klientami i perspektywom marketingu na następną dekadę.

– Przyszłością marketingu są emocje klientów – to one ostatecznie wyzwalają zaangażowanie. Marketerzy muszą dziś budować relacje z klientami, aby przyciągnąć ich uwagę. Aby zrozumieć, jak tego dokonać, powinni zastanowić się, co obecnie ma największe znaczenie dla klientów. Marki potrzebują głębszych insightów i szerszej analizy tego, w jaki sposób ich klienci korzystają z mediów drukowanych i cyfrowych. Tylko w oparciu o taką wiedzę można tworzyć skuteczne, wielokanałowe doświadczenia, przyciągające uwagę klientów – mówi Patrick Dixon.

Po przemówieniu Patricka Dixona głos zabiorą m.in.:

  •         Catharina van Delden, współzałożycielka Innosabi GmbH, która opowie, dlaczego marki muszą wprowadzać innowacje, aby dotrzymać kroku zmianom wynikającym z cyfrowej rewolucji;
  •         Olaf Hartmann, partner w Multisense Institute for Sensory Marketing, który opowie o „sile dotyku”, bazując na danych z badań nad wpływem druku w reklamie;
  •         Faye Hawkins, dyrektor zarządzający First Base Unlimited, który przedstawi „paradoks druku”, odwołując się do spostrzeżeń na temat druku w relacji do najbardziej efektywnych kanałów komunikacji marketingowej;
  •         Patrick Brück, kierownik zespołu HubSpot, który wyjaśni, dlaczego marketing zorientowany na klienta jest kluczem do sukcesu;
  •         Lars Schlimbach z działu Rozwoju Biznesowego w Deutsche Post, który spróbuje przekonać zgromadzonych do tezy mówiącej o tym, że papier jest dziś de facto nowym narzędziem digitalowym.

 

Podsumowania i zebrania wniosków z wystąpień podejmie się przewodniczący wydarzenia i uznany przedsiębiorca – Richard Askam.

Cztery ścieżki tematyczne

Podczas Production Printing Business Days zgromadzeni goście przekonają się, w jaki sposób można rozwijać innowacyjne modele biznesowe i zwiększać swoją ofertę produktów i usług – wszystko to przy wykorzystaniu najnowszych technologii druku cyfrowego i rozwiązań automatyzujących przepływ pracy zaprojektowanych przez Canon i firmy partnerskie.

Zaprezentowane zostaną m.in. najnowsze rozwiązania druku cyfrowego Canon, takie jak wysokonakładowe urządzenia atramentowe na papier ciągły i cięty (Océ ProStream 1000, Océ ColorStream 6000 i Océ VarioPrint i300) oraz urządzenia produkcyjne. Uczestnicy zobaczą również niedawno wprowadzoną na rynek drukarkę imagePRESS C165 – intuicyjne, kolorowe urządzenie wielofunkcyjne, które łączy zaawansowane technologie znane z urządzeń biurowych serii imageRUNNER i systemów druku produkcyjnego Canon serii imagePRESS. Swoje miejsce podczas pokazów znajdą także urządzenia wielkoformatowe do druku na płasko i z roli (Océ Arizona 1380 GT i Océ Colorado 1650).

Aby pokazać odwiedzającym, jak mogą rozwijać swoje modele biznesowe, Canon przygotował cztery kampanie wykorzystujące druk, które stanowią odbicie środowiska produkcyjnego klientów:

  •         Ścieżka tematyczna nr 1: Druk na żądanie

W ramach pierwszej ścieżki tematycznej, zaprezentowana zostanie produkcja książek, podręczników i materiałów szkoleniowych. Pokazany zostanie pełen proces realizacji zamówień
i omówione zostaną korzyści, jakie niesie za sobą zaprezentowany zestaw rozwiązań
(m.in. wydajna produkcja pojedynczych egzemplarzy, zmniejszenie zapasów magazynowych, niezawodna dostawa i lepsza kontrola kosztów produkcji).

  •         Ścieżka tematyczna nr 2: Dobre praktyki produkcyjne

W przypadku dokumentów wymagających wysokiej dokładności, takich jak ulotki farmaceutyczne czy wyciągi bankowe, zaprezentowana konfiguracja urządzeń pozwoli uzmysłowić przedsiębiorcom, jak skutecznie produkować krótkie serie, nawet na tańszych nośnikach, monitorując jednocześnie produkcję w czasie rzeczywistym.

 

  •         Ścieżka tematyczna nr 3: Dynamiczne publikowanie

Ten rodzaj produkcji zobrazowany zostanie poprzez wykorzystanie rozwiązań do druku katalogów
i magazynów, które pozwalają tworzyć personalizowane treści w zautomatyzowanym procesie produkcyjnym Skuteczne wykorzystanie danych zmiennych może zwiększyć zaangażowanie
i zatrzymać uwagę czytnika na dłużej.

 

  •         Ścieżka tematyczna nr 4: Druk programowy

Połączenie druku z kanałami cyfrowymi maksymalizuje efekty kampanii. Druk programowy integruje zautomatyzowane aplikacje do zastosowań promocyjnych i transakcyjnych, takie jak mailing bezpośredni, kupony i pocztówki. Wykorzystując dane behawioralne, marki mogą dotrzeć do konsumentów za pomocą preferowanego kanału komunikacji, w najbardziej korzystnym dla nich czasie – nawet w czasie rzeczywistym. Większe zaangażowanie klienta to w końcu wyższy zwrot z inwestycji. 

 

Peter Wolff, Vice President, Production Printing Products (PPP), EMEA Commercial Printing w Canon Europe, przyznaje:

– Po udanym starcie projektu Future Promotion Forum w ubiegłym roku, cieszymy się, że po raz kolejny udało się nam zgromadzić specjalistów ds. marketingu, aby porozmawiać o przyszłości komunikacji promocyjno-reklamowej. Istotne jest, aby dostawcy usług druku i partnerzy technologiczni, tacy jak Canon, ściśle ze sobą współpracowali, wykorzystując naszą wspólną wiedzę na temat rynku i klientów. Wszystko po to, aby pomóc markom w nawiązywaniu angażujących relacji z konsumentami. Dziś bowiem mogą zrobić to dużo lepiej, wykorzystując moc druku w sposób bardziej efektywny. Dzięki bogatej ofercie produktów i możliwości obserwowania szerokiego wachlarza jej zastosowań w praktyce, jesteśmy przekonani, że nasi goście poczują się zainspirowani do wykorzystania druku w jeszcze bardziej kreatywny sposób. Nie tylko będą mogli zwiększyć wartość komunikacji prowadzonych przez siebie kampanii promocyjnych i zrobić to skutecznie, ale także zrozumieją, w jaki sposób druk może stymulować rozwój biznesu.

www.canon.pl

JK

Grudzień to doskonały czas na realizację kampanii outdoorowej. Każdy kto to już robił wie, że na rynku trudno wtedy o wolne lokalizacje, bo nośniki cieszą się bardzo dużym powodzeniem. Aby jednak kampania była skuteczna, pamiętać trzeba o dobrym projekcie, za którym stoją umiejętności grafika, mechanizmy psychologiczne i doświadczenie marketera.

Projektowanie z głową
Plakaty przeznaczone na nośniki outdoorowe rządzą się swoimi prawami. Powinny one zawierać niewielką ilość informacji – najlepiej jedno krótkie zdanie; liczy się prostota przekazu. Jeśli reklamujemy świąteczne produkty spożywcze, to ważne aby przekaz zawierał przymiotniki opisujące produkt. Dla przykładu: jeśli kawa, to aromatyczna, jeśli czekoladki to delikatne, jeśli napój, to orzeźwiający. Sam layout powinien mieć jeden główny i skupiający uwagę element – np. kubek kawy w świątecznym wydaniu. Stosowane kolory powinny być żywe, intensywne, tak, aby przyciągały wzrok. W przypadku Bożego Narodzenia takim naturalnym kolorem jest czerwień i zieleń, które doskonale wybijają się z szarości (grudnie w Polsce już od wielu lat nie są śnieżne). Nie sprawdzają się kolory pastelowe czy delikatne przejścia tonalne. Jeśli jednak już jest konieczność ich zastosowania, to ważne, aby w projekcie znajdował się jeden żywy i kontrastujący element. Do projektowania reklam outdoorowych najlepiej użyć koła kolorów, które podpowie jakie barwy najlepiej ze sobą współgrają i się uzupełniają. Zastosowane kroje czcionki muszą być proste, bez ozdobników (bezszeryfowe) – są wtedy bardziej czytelne. Reasumując: sprawdzają się żywe kolory, jeden dominujący element i prosty krój fontu.

Mechanizmy psychologiczne
Reklama, w szczególności świąteczna, ma za zadanie zbudować świadomość produktu, tak aby w momencie wyboru (stojąc przed półką w markecie lub szukając produktu w Internecie) nasz umysł podsunął nam odpowiednie skojarzenia. Niezależnie, czy tego chcemy czy nie, reklama na nas wpływa. Ta świąteczna w szczególności. Dlaczego? Bo wykorzystuje mechanizmy psychologiczne, którym trudno się oprzeć. Jeden z nich to mechanizm torowania, czyli wzbudzania bodźców kojarzących się ze Świętami. Gdy widzimy świąteczne reklamy, gwiazdki, choinki w sklepach czy kolorowe światełka na ulicach, to przypominają nam się wszystkie poprzednie Święta Bożego Narodzenia, a te najczęściej kojarzą się pozytywnie. Działa w tym przypadku pamięć autobiograficzna, która ma tendencję do wypierania zjawisk negatywnych. Przywołanie pozytywnych skojarzeń ze Świętami wyzwala w ludziach nastawienie emocjonalne. Emocje zaś osłabiają element poznawczy i dzięki temu łatwiej skusić się nam na dokonanie zakupów. Outdoorowe działania reklamowe, realizowane już na początku listopada, mają za zadanie przygotować grunt pod przyszłe decyzje zakupowe, ponieważ psychologia mówi, że afekt często przesłania poznanie.

Świąteczna reklama Pasażu Grunwaldzkiego.

W przypadku świątecznych kampanii i przekonywania do zakupów wykorzystuje się też, bardzo znany w psychologii, społeczny dowód słuszności. Polega on na tym, że ludzie widząc jakieś społeczne zachowania, zaczynają je naśladować. W socjologii czymś podobnym jest tak zwany „owczy pęd“. Jeśli reklama na OOH przypomina, że w sklepach ruszyły już świąteczne promocje, to ludzie zaczynają naśladować zachowania innych i też dokonują zakupów.

Istotnym elementem marketingu świątecznego jest też porównywanie ofert. Proces porównywania jest wbudowany w nasz system poznawczy. Ocen dokonujemy w sposób nieuświadomiony. Nie ma czegoś takiego jak system absolutny – coś jest dla nas dobre, złe, lepsze, gorsze, ponieważ możemy to odnieść do innych przypadków. To w psychologii nazywa się point of reference, czyli punkt odniesienia. Reklama świąteczna ma na celu stworzyć taki punkt odniesienia, aby produkt świąteczny wydawał nam się bardziej atrakcyjny. Dobrze do tego służy outdoor, który może w sposób graficzny uwypuklić cechy danego produktu i pokazać, że jest bardziej atrakcyjny niż inne.

Inspiracje
Na koniec garść inspiracji. Jako przykład dobrych praktyk mogą posłużyć świąteczne kampanie outdoorowe galerii handlowych. Tu marketerzy czerpią z własnych doświadczeń i najczęściej wykazują się pomysłowością przygotowując dobre projekty plakatów OOH. W 2018 roku ciekawe layouty zaprezentowały: Galeria Bałtycka, Pasaż Grunwaldzki czy Focus Mall Bydgoszcz. Były to proste i czytelne projekty stworzone w zgodzie ze sztuką projektowania plakatów.

Marcin Stan, Członek Zarządu Cityboard Media

Artykuł ukazał się w ostatnim numerze OOH magazine, pobierz bezpłatnie TUTAJ.

To wyjątkowy czas dla każdego z nas, od zawsze związany z większą konsumpcją i wydatkami. Jest to również okres wzmożonych działań reklamowych sklepów i marek, prześcigających się w promocjach i specjalnych ofertach. Zwłaszcza centra handlowe stają się prawdziwą mekką konsumpcyjnego świata.

Duszę klienta wygrywa ta marka, która potrafi dotrzeć z odpowiednim komunikatem w odpowiednim momencie. Marka, która za pomocą najnowszych technologii potrafi oddziaływać na emocje i zachęcać konsumentów do jeszcze większych impulsowych zakupów. Jak jednak skutecznie wyróżnić się z tłumu innych konkurentów? Odpowiedzią jest użycie ekranów Digital Out Of Home.

Ekrany DOOH w połączeniu z technologią Digital Signage są niezwykle skuteczne w świątecznych kampaniach, a co ważniejsze często działają one zupełnie bezobsługowo. Technologie zaimplementowane w ekranach potrafią wejść w bezpośrednią komunikację z konsumentem, dostarczając mu tego, czego potrzebuje w danej chwili. W Australii firma Swarovski wykorzystała zlokalizowane w centrach handlowych ekrany dotykowe do stworzenia swoistego „hot spotu” prezentowego. Klienci nie potrafiący się zdecydować na najwłaściwszy upominek, mogli skorzystać ze stworzonego przez firmę konfiguratora, który podsuwał im najlepsze propozycje biżuterii dopasowane do ich budżetu. Co istotne, przed zakupem, rozwiązanie pozwalało na wysyłkę, za pomocą e-maila bądź SMS-a, wybranego produktu bezpośrednio do potencjalnego obdarowanego, aby upewnić się, że na pewno będzie on z prezentu zadowolony.

Fot. www.oceanoutdoor.com

Prawdziwy świąteczny klimat nie może obyć się bez padających gęsto płatków śniegu. Co jednak możemy zrobić, gdy przez kapryśną pogodę brakuje kolejnych białych świąt? Możemy stworzyć swój własny! Tak właśnie stało się dzięki firmie Ocean Outdoor i siatce ekranów digital OOH zlokalizowanej w centrum Londynu. Firma stworzyła wyjątkową kampanię dla sieci handlowej „Waitrose”, której celem było budowanie poczucia bliskości i wzajemnej życzliwości w te wyjątkowe świąteczne dni. Wykorzystano do tego celu możliwości łączenia ekranów z dowolnymi urządzeniami cyfrowymi. W przypadku kampanii dla „Waitrose” były to zaadaptowane do tego celu armatki śnieżne połączone z ekranem i systemem nagłaśniającym. Armatki co pół godziny wystrzeliwały w powietrze tysiące sztucznych płatków śniegu. Wydarzeniu towarzyszyła dedykowana muzyka oraz oczywiście spot reklamowy wyświetlany na ekranie LED. Spektakl był niezwykle angażujący i skutecznie budował świąteczny klimat wśród licznych przechodniów.

Fot. www.lemonorange.pl

Ekrany DOOH to również możliwość wykorzystania wirtualnej rzeczywistości. Marki chętnie po nią sięgają z uwagi na możliwość zaangażowania odbiorcy i przeniesienie go do jej świata. W świątecznej trasie ciężarówek Coca-Coli, które każdego roku odwiedzają polskie miasta, swoją instalację miała polska firma Lemon Orange. Dzięki wykorzystaniu gogli Oculus Rift dodali oni do wydarzenia szczyptę technologicznej magii. Tysiące ludzi z odwiedzanych miast mogło przenieść się do wirtualnej rzeczywistości i wcielić się w Świętego Mikołaja jeżdżącego w magicznych saniach. Podczas tej przejażdżki uczestnicy przemierzali przystrojone miasteczka, śnieżne równiny i zatłoczone autostrady, a wszystko to w towarzystwie charakterystycznych ciężarówek Coca-Coli. Rozwiązanie budowało emocje i więź z marką, która byłaby trudna do osiągnięcia bez użycia najnowszych technologii. DOOH jest niewątpliwym sprzymierzeńcem marek w walce o uwagę konsumentów w okresie świątecznym. Co istotne, medium nie robi tego nachalnie, męcząc powtarzającymi się, bezproduktywnymi reklamami. Ekrany DOOH odpowiednio wykorzystane tworzą świąteczną atmosferę i w adekwatny do potrzeb sposób, pomagają spieszącym się do swoich domów klientom. Potrafią wytworzyć autentyczną emocjonalną więź, co dla współczesnych marek jest wartością absolutnie nadrzędną.

Damian Rezner, Dyrektor ds. Innowacji Screen Network,
autor Vloga poświęconego reklamie Digital OOH – DOOH VLOG.

Artykuł ukazał się w ostatnim numerze OOH magazine, pobierz bezpłatnie TUTAJ.

Wielkopolski operator logistyczny od 10 lat zapewnia miejsca pracy i świadczy usługi na najwyższym poziomie. Firma, która powstała z wewnętrznej potrzeby profesjonalnego wsparcia magazynowania, sprzedaży i dystrybucji produktów spółek Jana Kolańskiego, na przestrzeni dekady wyrosła na silną firmę logistyczną o globalnym zasięgu. W tym roku Colian Logistic świętuje swoje dziesięciolecie.

– To logistyka buduje dzisiaj przewagę konkurencyjną. Producenci wiążąc się z doświadczonym operatorem, oferującym kompleksowe usługi spedycji, magazynowania i customer service, mogą skupić się na procesach sprzedaży. Colian wie to najlepiej. Jako grupa posiadająca 6 zakładów i prowadząca produkcję i dystrybucję w obrębie 4 dywizji biznesowych: słodyczy, kulinariów (przyprawy i bakalie), lodów oraz napojów, zbudowaliśmy optymalny łańcuch dostaw. Naszą wiedzą i doświadczeniem logistycznym od 10 lat dzielimy się z innymi – mówi Tomasz Kosik, Prezes Colian Logistic.

Aktualnie Colian Logistic świadczy usługi nie tylko na potrzeby Grupy Colian. Kierując się zasadami partnerstwa i zaufania, współdziałając z klientami i optymalizując zasoby, spółka stała się wiarygodnym dostawcą usług logistycznych na skalę międzynarodową. Firma dysponuje 60 tys. m2 powierzchni magazynowej i 100 tys. składowanych palet. Rocznie obsługuje 200 tys. zleceń. Do dyspozycji partnerów i kontrahentów pozostaje 9 oddziałów spedycji.

Przyszłość firmy to dalsze inwestycje m.in. w automatyzację i cyfryzację procesów, a także rynki wschodzące. Do obecnych oddziałów rozsianych po całej Polsce (w Kostrzynie Wielkopolskim, Kaliszu, Bielanach Wrocławskich, Lublinie, Bydgoszczy, Strykowie, Katowicach, Pruszkowie, Wykrotach, Robakowie i Glince Duchownej), wkrótce dołączy nowy, w pełni zautomatyzowany magazyn w Opatówku, o budowie którego ostatnio podjęto decyzję.

Firma stawia na nowatorskie rozwiązania techniczne, podnoszenie kwalifikacji kadry oraz dbałość o jak najwyższą jakość pracy. Partnerstwo i zaufanie, wartości którymi kieruje się spółka, są tak uniwersalne, że o dalszy rozwój Colian Logistic można być spokojnym.

JK

Pamiętam jak dziś, jak prawie dekadę temu, zaczynałam swoją karierę w branży reklamowej właśnie w okresie świąt. Nie był to jednak listopad, to były wakacje! Dokładnie tak. Pierwsze zapytania odnośnie gadżetów na Boże Narodzenie zaczynały spadać już w sierpniu. Wtedy sprzedawało się wszystko na pniu.

Najpierw droższe upominki z wyższej półki, potem w drugim rzucie drobiazgi, takie jak antystresy w kształcie mikołaja i długopisy choinki, a od listopada znikało z magazynów to, co zostało – w tym głównie gadżety w kolorze czerwonym, niekoniecznie ze świątecznym akcentem. Klienci, jak pazerne hieny, rzucali się na wszystko, a agencje zacierały ręce nie nadążając z wystawianiem faktur VAT. Kolor czerwony przyciągał jak płachta byka, a gadżety do firm płynęły szerokim strumieniem, zasypując rynek bezwartościowymi upominkami.

Na szczęście czasy się zmieniły, a święta w branży reklamowej, chociaż nadal bardzo komercyjne, zaczynają wchodzić na zupełnie nowe tory. Dokąd zawiezie nas ten reklamowy pociąg? Jaką stację końcową wybierze, jako swój przystanek, w tym gorącym okresie Świętego Mikołaja?

Otwórzcie swoją biurową szufladę i spójrzcie na to, co stoi na biurku. Zawaleni zbędnymi rzeczami, niepotrzebnymi gadżetami, które albo pięknie zbierają kurz albo zajmują wolne miejsce w szafce? Rękę do góry niech podniesie ten, kto nie ma tych wszystkich gadżetów reklamowych wokół siebie, kto nie daje i nie przyjmuje zbędnych bibelotów. Czuję, że jeśli nawet ktoś podniósł tą rękę, to i tak będzie w mniejszości. Zdaję sobie sprawę, że pisząc ten tekst wsadzam niejako kij w mrowisko, ale wierzę, że Ci, którzy przeczytają ten tekst do końca, będą mieli moment refleksji przed nadchodzącymi świętami.

Z czym kojarzą się Wam święta? Większości na pewno z rodziną, bliskimi, z wyjątkowym okresem przepełnionym empatią, wrażliwością i dobrocią. Od pewnego czasu obserwuję na rynku trend w reklamie, wśród znanych nam wszystkim marek, takich jak Allegro, Ikea czy Ford, który uderza właśnie w te uczucia, chwyta ze serce i wyciska niejedną skrytą łzę z oka. Zwracamy uwagę i pamiętamy właśnie to, co nas porusza. Nasuwa się zatem pytanie, dlaczego nie pójść tym samym tropem w branży gadżetów reklamowych? Czemu pierwszy raz nie podejść do świąt z nastawieniem, że to, co dajemy, ma być czymś od serca, czymś wyjątkowym, czymś nad czym na moment zatrzyma się obdarowana osoba, uśmiechnie i zapamięta.

Fot. Reklamowe24

Połowa z Was zaraz powie, że z księżyca się urwałam, bo nie da rady masowo rozdawać gadżetów i zachować magii świąt. Czy na pewno? Czy nie wybieramy przypadkiem drogi na skróty podążając w myśl zasady, kupić, dać i zapomnieć?
Spieszę zatem z rozwiązaniem. Zacznijmy od najprostszej kartki świątecznej. Pomijam fakt, że już prawie nikt nie wysyła papierowych kartek, gdyż wolimy zaśmiecać swoje skrzynki elektronicznym spamem, którego i tak nie czytamy. Jeśli już ktoś się wysili i zdecyduje na papier, to nie musi wcale kupować gotowej kartki świątecznej. Jak zareagowaliby Wasi klienci gdyby otworzyli kopertę, a tam zamiast sztampowej pocztówki zobaczyliby zdjęcie całego Waszego zespołu z najlepszymi życzeniami? Zdjęcie zrobione z piękną choinką w tle, specjalnie dla kontrahentów. A może wystarczy poprosić jedno z dzieci pracowników, żeby zrobiło własnoręcznie kartkę świąteczną, którą można by w kolorze powielić i rozesłać? Takie trudne? Raczej nie, a oryginalne i chwyta za serce. Można zamówić lub upiec zwykłe pierniki i wysłać takie słodkości zapakowane w celofan z kokardką. Przy otwarciu paczuszki nuta orientalnych przypraw na pewno wywoła uśmiech na twarzy obdarowanego.
Chylę czoła przed tymi, którzy myślą o świętach z dużym wyprzedzeniem. Te firmy, które więcej czasu poświęcają na przygotowania, mogą stać się inspiracją dla innych i odpowiednio przygotować coś naprawdę wyjątkowego. Kiedyś dostaliśmy od naszego kontrahenta pięknego renifera ze świeżego igliwia. Po całym biurze rozniósł się zapach lasu i choinki, aż ciężko było się skupić na pracy. Takich inspiracji szukajmy i zarażajmy nimi innych. Sprawmy, aby święta przestały kojarzyć się nam z masową chałturą. Przecież można naprawdę się postarać, bo tam, po drugiej stronie, za logiem firmowym zawsze kryją się ludzie. To z nimi piszemy maile, rozmawiamy przez telefon, rozwiązujemy trudne sprawy, a czasami też reklamacje. To człowiek z człowiekiem tworzy wartość dodaną. Zastąpmy maile – papierem, życzenia elektroniczne rozmową telefoniczną, piłeczkę antystresową w kształcie mikołaja ręcznie pieczonym piernikiem. W końcu pracujemy wszyscy w branży reklamowej, która z założenia ma opierać się na kreatywności.

Gabriela Niewiadomska, Reklamowe24

Artykuł ukazał się w ostatnim numerze OOH magazine, pobierz bezpłatnie TUTAJ.

Zmiany przeprowadziła z pomocą agencji Brandwell. Hellena należy do jednego z największych polskich koncernów spożywczych – Colian. Obok takich marek jak Grześki, Jeżyki, Familijne, Goplana, Solidarność czy Apetita, napoje Hellena stanowią jeden z filarów koncernu. Marka ma już bez mała 30 lat, a ostatnia zmiana logo odbyła się ponad 10 lat temu.

O ile poprzednia zmiana była ledwie dostrzegalna, o tyle obecna – znaczna. To nadal lifting, ale tym razem głęboki. Intencją marketera było dostosowanie marki do dzisiejszej estetyki, ale bez przeprowadzania ryzykownej rewolucji. Przeprojektowaniu podległy wszystkie elementy – tarcza, kolor i typografia. Logo otrzymało również tag line – kusi smakiem, który będzie zamieszczany na opakowaniach produktów. Nowe logo jest lżejsze, typografia mniej pomnikowa a zieleń tarczy bardziej witalna. Mimo wyraźnych zmian, nie ma wątpliwości, że to nadal ta sama, znana i lubiana Hellena.

Zdecydowanie bardziej radykalne zmiany agencja zaproponowała w obszarze opakowań. Problemem napojów był nijaki wizerunek – brak własnego wyróżniającego języka graficznego, nazbyt bliskie podobieństwo stylistyczne do liderów kategorii i brak unikalności. Opakowania napojów otrzymały wyrazisty i spójny system, który wybija się na tle kategorii.

Pablo Biardzki – właściciel Brandwell, head of creative – o procesie wdrożenia zmian.

Czym propozycje Brandwell przekonały do siebie właścicieli marki?

– Stanęliśmy do kilkuetapowego konkursu, jaki zorganizował marketer. W pierwszej fazie oceniane było nasze portfolio, jakość strategicznego myślenia i adekwatność dotychczasowych projektów wobec przyjętych strategii. Tę próbę przeszliśmy gładko. W kolejnym etapie wygrała nasza propozycja rebrandingu marki. W ostatnim projekty opakowań. Wybierając nas do prac kreatywnych nad systemem opakowań, klient podzielił się z nami wątpliwościami jakie miał wobec Brandwell. W naszych dotychczasowych doświadczeniach przeważają projekty wysokiej półki, dużo kosmetyków i mało projektów związanych z branżą spożywczą. Z drugiej strony przyznał, że stanowiliśmy pewną obietnicę unikalności, myślenia „out of the box” i prac na światowym poziomie. Finalnie przekonaliśmy do siebie klienta rozumieniem kategorii, świadomym projektowaniem i brakiem naśladownictwa.

Co stanowiło trudność w procesie projektowania?

W pracach projektowych istotne było to, żeby pamiętać o tym, że marka operuje w segmencie economy i jest masowa. Pomocne było wypracowane przez klienta pozycjonowanie marki, ale nadal odnalezienie odpowiedniej równowagi między oryginalnością a oczekiwaną przez rynek masowy stylistyką było wyzwaniem. Łatwo było popaść w wysofistykowane projektowanie dla hipsterów, które z pewnością zbierałoby pochlebne opinie branży designerskiej, ale nie znalazłoby akceptacji na rynku. Jednocześnie projektowanie takich samych opakowań jak cały rynek nie interesowało ani nas ani klienta. Wierzymy, że udało nam się odnaleźć ten balans.

Co chcieliśmy uchwycić w projektach?

Hellena to zdrowa marka z wiernymi klientami, którzy ją cenią i lubią od lat. Jest przyjazna, bliska i zrozumiała. To, co wspólnie z klientem chcieliśmy osiągnąć to wrażenie prostoty, przystępności i nieudawania. Chcieliśmy też wywołać pewien sentyment do czegoś co nazwaliśmy „nowoczesną tradycją”. Trochę jak z Fiatem 500, który swoją nowoczesność skrywa pod stylistyką dawnych lat. Mamy nadzieją, że przemyciliśmy to w tarczy, typografii i projektach w całej ich rozciągłości.

JK