
Pięć lat to idealny moment na podsumowania. Jak z perspektywy czasu wspominacie moment powstania Nice Idea? Skąd wziął się pomysł na markę?
Pomysł narodził się właściwie zupełnie spontanicznie, podczas spotkania towarzyskiego. Z Dawidem znamy się od dziecka, wychowywaliśmy się razem, a tego wieczoru rozmowa zeszła akurat na pracę i biznes. Dawid specjalizował się w handlu, ja w produkcji. W pewnym momencie połączyliśmy kropki i stwierdziliśmy: skoro mamy kompetencje po obu stronach, to po co sprowadzać gotowe produkty z Chin, skoro możemy stworzyć od podstaw coś własnego – zaprojektowanego i wyprodukowanego tutaj?
Tak narodziła się marka Little Story. Od początku zależało nam na tym, żeby nie być tylko kolejnym importerem, ale mieć realny wpływ na produkt – od pierwszego pomysłu i projektu, przez technologię produkcji, aż po gotowe opakowanie.
Gdybyście mieli porównać Wasz pierwszy model z tymi, które tworzycie dzisiaj – jak bardzo zmieniło się Wasze podejście do projektowania i produkcji?
Różnica jest ogromna. Pierwsze projekty robiliśmy trochę po omacku i zapłaciliśmy niezłe frycowe za brak doświadczenia. Naszym pierwszym modelem była Pszczoła – proste puzzle dla dzieci składające się z kilkunastu elementów. Co ciekawe, ten model nadal mamy w ofercie.
Dzisiaj stoi on obok konstrukcji składających się nawet z około 1900 elementów, więc dobrze pokazuje drogę, którą przeszliśmy. Obecne modele wymagają już zupełnie innego podejścia do projektowania, prototypowania i samej produkcji.
Mimo pięciu lat doświadczenia cały czas się uczymy. Produkcja jest dla nas nieustającym procesem doskonalenia – szukania lepszych rozwiązań, skracania procesów, poprawiania jakości i testowania nowych technologii. W zasadzie każdy bardziej skomplikowany projekt uczy nas czegoś nowego.
Co było największym wyzwaniem przez te pierwsze 5 lat działania w branży DIY?
Myślę, że największym wyzwaniem było to, że bardzo wielu rzeczy musieliśmy nauczyć się sami. Nie kupiliśmy gotowego know-how ani kompletnej technologii produkcji. Rozwijaliśmy ją razem z produktem.
Trzeba było nauczyć się projektowania modeli pod realną produkcję, odpowiednio dobierać materiały, maszyny i parametry, rozwiązywać problemy technologiczne, a jednocześnie budować markę i sprzedaż. Czasami coś, co świetnie wyglądało na ekranie projektanta, zupełnie inaczej zachowywało się później na produkcji.
Z perspektywy czasu właśnie to doświadczenie jest jednak jedną z naszych największych przewag. Dzisiaj bardzo dużo procesów mamy u siebie, dzięki czemu możemy szybko przejść od pomysłu do prototypu, wprowadzać zmiany i uruchamiać produkcję.
Często myślimy o puzzlach w kontekście dzieci, ale Wasze produkty mocno przyciągają też dorosłych. Kto tak naprawdę jest dzisiaj Waszym głównym odbiorcą?
Nasze modele kierujemy przede wszystkim do odbiorców 14+, głównie ze względu na poziom ich złożoności. W praktyce jednak górnej granicy wieku właściwie nie ma.
Mamy proste konstrukcje, ale również bardzo rozbudowane modele przeznaczone dla osób, które chcą spędzić nad składaniem wiele godzin. Dlatego naszym odbiorcą może być nastolatek, trzydziestolatek, ale równie dobrze osoba na emeryturze.
Bardzo ważny jest też aspekt wspólnie spędzanego czasu. Model może składać jedna osoba, ale często staje się on pretekstem do tego, żeby rodzic z dzieckiem albo cała rodzina usiedli razem przy stole i przez kilka godzin robili coś wspólnie – bez telefonu czy telewizora w tle.
Wasze produkty idealnie wpisują się w trend gadżetów premium oraz eko. W jaki sposób firmy wykorzystują Wasze modele jako prezenty dla klientów czy pracowników?
Tutaj największą wartością jest dla nas połączenie kilku funkcji w jednym produkcie. Model może być spersonalizowanym gadżetem reklamowym, ale jednocześnie daje odbiorcy frajdę ze składania, a po złożeniu staje się przedmiotem dekoracyjnym, który może zostać z nim na lata.
Możemy stworzyć konstrukcję nawiązującą bezpośrednio do firmy, jej produktu czy branży, umieścić na niej logo, zmienić wybrane elementy oraz przygotować dedykowane opakowanie. Dzięki temu marka nie jest tylko nadrukowana na kolejnym standardowym gadżecie – staje się częścią całego doświadczenia.
Podoba nam się również element zaskoczenia. Osoba otrzymująca taki prezent często nie do końca wie, co znajdzie w środku i jaki będzie efekt końcowy. Dopiero gdy otwiera opakowanie, zaczyna składać kolejne elementy i odkrywa produkt krok po kroku. To sprawia, że kontakt z marką trwa znacznie dłużej niż w przypadku klasycznego gadżetu reklamowego.
Będziecie po raz pierwszy prezentować swoja ofertę na Festiwalu Marketingu. Co skłoniło Was do udziału i jakie możliwości pokażecie na targach?
Do udziału skłoniło nas przede wszystkim rosnące zainteresowanie wykorzystaniem naszych produktów jako niestandardowych gadżetów reklamowych. Zauważyliśmy, że technologia, którą rozwijaliśmy przez ostatnie lata na potrzeby własnych kolekcji, daje bardzo duże możliwości również działom marketingu i agencjom reklamowym.
Na Festiwalu Marketingu pokażemy naszą kolekcję modeli, ale przede wszystkim chcemy pokazać możliwości, które stoją za tymi produktami. Jesteśmy producentem, dlatego nie jesteśmy ograniczeni do gotowego katalogu.
Możemy dostosować istniejący model do konkretnej marki, zmienić jego elementy, nanieść branding albo zaprojektować zupełnie nową konstrukcję nawiązującą do produktu czy działalności klienta. Może to być pojazd, budynek, maszyna czy charakterystyczny produkt danej firmy.
Naszą przewagą jest elastyczność. Projektowanie i produkcję mamy blisko siebie, dzięki czemu możemy szybko prototypować, wprowadzać poprawki i realizować nawet bardzo niestandardowe pomysły. W zależności od stopnia skomplikowania projektu czas od pomysłu do gotowego produktu może być naprawdę krótki.
5 lat za Wami. Jakie wyzwania i cele stawiacie sobie na kolejne?
Na pewno nie zamierzamy zwalniać. Chcemy dalej rozwijać istniejące kolekcje, ale również tworzyć zupełnie nowe linie produktowe. Widzimy bardzo duży potencjał we współpracy licencyjnej, bo możliwość przełożenia znanych marek, pojazdów czy obiektów na model DIY otwiera przed nami wiele ciekawych kierunków.
Drugim obszarem, który chcemy mocno rozwijać, są właśnie personalizowane modele i gadżety dla firm. Tutaj widzimy przestrzeń zarówno do współpracy bezpośrednio z dużymi markami, jak i z agencjami reklamowymi.
Jednocześnie cały czas patrzymy na nowe technologie i materiały. Nie chcemy zamykać się w tym, co robimy dzisiaj. Pięć lat temu zaczynaliśmy od kilkunastoelementowej Pszczoły. Dzisiaj projektujemy konstrukcje mające blisko dwa tysiące części. Trudno więc przewidzieć, gdzie będziemy za kolejne pięć lat – i właśnie to jest w tym wszystkim najciekawsze.
Rozmawiała Małgorzata Malinowska-Krawczyk
Jan Mazuryk
Współzałożyciel Little Story odpowiedzialny za obszar produkcji, technologii i rozwoju produktów. Od początku związany z budowaniem własnego zaplecza produkcyjnego firmy oraz wdrażaniem nowych rozwiązań. Koncentruje się na rozwijaniu możliwości produkcyjnych, nowych technologiach oraz przekładaniu pomysłów na produkty, które można efektywnie wytwarzać na większą skalę.
Z ofertą firmy Nice Idea będzie można zapoznać się 16 i 17 września podczas Międzynarodowych Targów Reklamy i Druku Festiwal Marketingu, odwiedzając stoisko E7.
Trwa bezpłatna rejestracja na targi–> KLIKNIJ.
Więcej materiałów o podobnej tematyce TUTAJ.