Marketing miejsc to nie tylko reklamowe hasła, gadżety i logotypy. To także działania niestandardowe i wykorzystanie Internetu, bo za pomocą mediów społecznościowych można prezentować interesujące miejsca lub wydarzenia. Doskonale wiedzą o tym samorządy na Podkarpaciu. Tym bardziej, że już niedługo stolica tego województwa będzie miejscem VI edycji Kongresu Innowacyjnego Marketingu w Samorządach.
Kongres jest doskonałym forum do wymiany poglądów na temat zastosowania nowoczesnych technik marketingowych. Swoje prelekcje wygłoszą naukowcy, eksperci, a także specjaliści, którzy na co dzień zajmują się promowaniem miast i regionów. Swoją wiedzą podzieli się np. Dawid Lasek, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki, który objął wydarzenie Patronatem Honorowym. Patronem Honorowym wydarzenia jest także Prezes Polskiej Organizacji Turystycznej,
Jak miasto i województwo może się promować na Facebooku?
Internet daje ogromne możliwości. Miasto Rzeszów promuje się w nim m.in. poprzez serwis informacyjny www.rzeszow.pl. Obecnie planowana jest aktualizacja strony, dodatkowo utworzona zostanie strona turystyczna z wersją mobilną oraz aplikacja mobilna dla turystów. Z kolei na portalu społecznościowym Facebook działa oficjalny fanpage, który obecnie prowadzi zewnętrzna firma. W ciągu ostatnich dwóch lat liczba fanów profilu „Rzeszów – Stolica Innowacji” wzrosła o 20 000 użytkowników. Od początku roku 2016 odnotowano 384 000 aktywności użytkowników w obrębie profilu. 32 000 fanów wykonało co najmniej jedną aktywność na profilu w roku 2016, co pozwala stwierdzić, iż ponad 90% fanów tworzy aktywną społeczność.
Departament Promocji i Współpracy Gospodarczej Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podkarpackiego prowadzi profil „Podkarpackie – przestrzeń otwarta” na Facebooku oraz „visitpodkarpackie” na Instagramie. W obu kanałach opowiada o walorach turystycznych regionu, jego kulturze i tradycji. Na profilach pojawiają się teksty i galerie zdjęć. Pracownicy Urzędu śledzą też najnowsze trendy – tworzą m.in. dedykowane na Facebooka krótkie filmy, infografiki, czy panoramy 360 ukazujące atrakcje naszego regionu. Udało się także stworzyć społeczność wokół marki Podkarpackie. To przede wszystkim blogerzy, piszący o naszym regionie, ale i podróżnicy, turyści czy fotografowie. Wysyłane przez nich zdjęcia i artykuły, udostępniane są na obu profilach. Dzięki czemu stają się oni współtwórcami oficjalnej komunikacji – jako tzw. ambasadorzy marki. W comiesięcznych raportach Fanpage Trends, analizującym najważniejsze polskie strony na Facebooku profil „Podkarpackie – przestrzeń otwarta” zajmuje wysokie pozycje w kategorii Regiony. Raport opracowuje firma badawcza Sotrender.
Nowoczesny marketing to nie tylko social media
Wszystkie działania w mediach społecznościowych oraz w Internecie powinny być zawarte w strategii danej miejscowości. Przed stworzeniem takiego dokumentu należy pamiętać jednak o badaniach. Podejmowanie decyzji tylko na podstawie własnego przeczucia jest na dzisiejszym konkurencyjnym rynku mocno ryzykowne – także w przypadku samorządów.
Nasze intuicje nie zawsze pokrywają się z rzeczywistością w 100 proc. Badania pozwalają nam przekonać się, jak jest naprawdę. Pozwalają też na rzetelne porównanie się z konkurentami czy dokładną charakterystykę naszych grup docelowych i ich potrzeb. Z badań uzyskujemy również informacje na temat trendów w konsumpcji mediów. Przykładowo, dzięki naszemu badaniu Gemius/PBI można uzyskać wiedzę, które serwisy internetowe są najskuteczniejsze w dotarciu do grupy internautów o określonych parametrach. Dzięki temu wiadomo, gdzie powinniśmy umieścić reklamę lub którą redakcję uwzględnić w działaniach media relations. Można też poznać trendy w użytkowaniu serwisów internetowych i sprawdzić, jak zmienia się ich popularność na przestrzeni lat, miesięcy czy nawet dni. Chociażby podczas Euro 2016 można było zauważyć szybki wzrost zainteresowania internautów serwisami o tematyce sportowej – mówi Anna Miotk, dyrektor ds. komunikacji w firmie Polskie Badania Internetu.
Użyteczność badań w planowaniu strategii promocji to tylko jeden z tematów, który będzie poruszony podczas VI Kongresu Innowacyjnego Marketingu w Samorządach. Organizatorem Kongresu zaplanowanego na 17-18 listopada 2016 roku jest firma Exacto, a Partnerami strategicznymi: Urząd Marszałkowski Województwa Podkarpackiego,Urząd Miasta Rzeszowa i Stowarzyszenie Informatyka Podkarpacka.
OOH magazine jest patronem medialnym wydarzenia.
MW
PROMO SHOW to kontynuacja warszawskich targów reklamy i poligrafii reklamowej, FestiwalMarketingu.pl. Trzecia edycja imprezy była absolutnie rekordową odsłoną, podczas której swoją ofertę zaprezentowało łącznie 138 firm. W Gdańsku zaprezentowało się 44 wystawców, w Poznaniu pojawiło się blisko 40 firm, a w Katowicach było ich aż 54.
[youtube=”dGf12XVKe5Y”]
Wydarzeniem towarzyszącym road show w stolicy Śląska była pierwsza edycja konferencji Silesia Marketing Day. Wydarzenie skierowane było dla wszystkich osób poszukujących inspiracji w obszarze event marketingu, budowania relacji i marketingu strategicznego. W gronie prelegentów znaleźli się m.in.: Adriana Piekarska, Marcin Gieracz i Tomasz Przewoźnik.
KL
Z początkiem października rozpoczęła się kampania reklamowa nowej oferty sprzedażowej TAURONA – „RABATOR”.
Za kampanię promocyjną odpowiada Dział Marketingu TAURON Sprzedaż sp. z o.o. reprezentowany przez Dorotę Kulpińską, Monikę Gałaś i Kingę Warchoł. Działania komunikacyjne przygotowała agencja Hand Made.
Kampania komunikuje możliwość uzyskania rabatu przy zakupie prądu i gazu w ofercie z RABATOREM w TAURONIE. „RABATOR” jest zabawnym określeniem najwyższego możliwego rabatu, jaki można otrzymać w związku z zakupem usług oferowanych przez TAURONA. Działania skierowane są zarówno do odbiorcy indywidualnego, jak i do przedsiębiorstw. Kampania prowadzona jest w większości wiodących mediów.
[youtube=”4h_CkgPDJZM”]
Na jej potrzeby agencja Hand Made przygotowała spot telewizyjny, spot radiowy, kampanię outdoorową oraz materiały BTL dla Punktów Obsługi Klienta. Spoty telewizyjne emitowane są w TVP, TVN i Polsacie. Kampania radiowa prowadzona jest tak w stacjach regionalnych takich jak Radio Plus, Radio Złote Przeboje czy Radio Wrocław.
Obecna kampania to kolejna realizacja Hand Made dla marki TAURON. Agencja jest autorem kilku wcześniejszych realizacji, m.in. „Serwisant z TAURONA, nie z przypadku” czy „Piec gazowy może być darmowy”.
JK
W wyniku wygranego przetargu firma Czteryczwarte Brand Design opracowała nowy wizerunek marki Lech. Efekty pracy możemy już oglądać na półkach sklepowych.
Dotychczasowy design produktu nie był zmieniany od 2011 roku. W związku z tym brakowało mu nowoczesności i świeżości, zarówno w kontekście dopasowania do platformy komunikacyjnej, jak i trendów w projektowaniu.
Zadaniem dla Czteryczwarte Brand Design był nowy design Lecha, mający na celu komunikację cech wizerunkowych marki, takich jak: nowoczesność, premium, orzeźwienie, energia, optymizm. Klientowi zależało na zmianie ewolucyjnej, respektującej kapitał wizualny marki, w szczególności kolorystyki i stałych elementów BI, decydujących o rozpoznawalności („tab” z pionowo ustawionymi literami LECH).
Pracując nad marką, projektanci Czteryczwarte zadbali przede wszystkim o większą siłę opakowania i poprawę widoczności na półce. Wprowadzono ożywienie kolorów, zmianę ich nasycenia i tekstury, by uzyskać efekt orzeźwiającej, energetycznej zieleni i zwiększyć wrażenie chłodu i świeżości. Celem redesignu było także podniesienie postrzeganej jakości marki, stąd uproszczenie logotypu i zmiana formy liternictwa na bardziej współczesną i prostszą.

Tak zaprojektowany Lech jest teraz wyrazisty i pewny siebie!
JK
Przenośne urządzenia do ładowania (powerbanki) zakupione w sklepach House (LPP S.A.) mogą spowodować pożar. Produkt został wycofany ze sprzedaży, a klienci którzy go nabyli, proszeni są o jego zwrot.
LPP S.A. z siedzibą w Gdańsku powiadomił Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, że Power Banki 2600mAh OW793-03X, wyprodukowane w Chinach mogą przegrzewać się w czasie ładowania, co może prowadzić do oparzeń użytkowników, uszkodzeń lub zniszczenia mienia, a w skrajnych przypadkach do pożaru.
Wadliwy produkt został wycofany ze sprzedaży. Klienci zostali poinformowani o potencjalnym zagrożeniu drogą mailową oraz za pośrednictwem strony internetowej i profilu marki na portalu społecznościowym. Klienci proszeni są o zwrot ww. wyrobu do sklepu marki House lub sklepu on-line, gdzie otrzymają pełen zwrot kosztów zakupu.
Komunikat marki TUTAJ
Informacja na stronie UOKiK TUTAJ
KL
Amerykanie mawiają, że nie można zrobić dwa razy pierwszego wrażenia. Trudno się z tym nie zgodzić, a my – organizatorzy eventów – powinniśmy to zdanie wyryć złotymi zgłoskami nad drzwiami naszych biur – mówi Adriana Piekarska, właścicelka agencji Exclusive Event. Wyobraźmy sobie bezcenne miny gości eventu, którzy niczego się nie spodziewając wchodzą do autokarów oczekujących przed hotelem. Po malowniczej podróży w nieznane trafiają do wiekowego młyna albo nieczynnej walcowni cynku, które nawet odrobinę nie przypominają ani restauracji, ani centrum konferencyjnego, ale dzięki dedykowanej oprawie i logistyce zapewniają wszelkie luksusy i udogodnienia przeistaczając się w niezwykłą przestrzeń przygotowaną specjalnie na ich przybycie. „WOW” gwarantowane jeszcze zanim zasiądą do stołów, a nawet zanim zobaczą scenografię…
Po pierwsze – nietypowa lokalizacja
Pierwszy element układanki to nietypowa lokalizacja. Im bardziej wyszukana, wyjątkowa, a najlepiej „jeszcze nieodkryta” przestrzeń, tym większy efekt „WOW”. Idealnie, gdy są to powierzchnie opuszczone i nieużytkowe. To niezwykle zwielokrotnia efekt zaskoczenia.
Kilka lat temu podjęłam ryzyko organizacji eventu na polskiej Saharze – w samym sercu Pustyni Siedleckiej. Pomysł wydawał się być co najmniej ryzykowny, żeby nie powiedzieć nierealny, a jednak okazał się strzałem w dziesiątkę i pozostał na długo w pamięci nie tylko gości, ale i samej branży eventowej oraz mediów. Jako agencja udowodniliśmy tym samym, że nie ma rzeczy niemożliwych.
Takie przedsięwzięcia, o ile dobrze zorganizowane pod kątem logistycznym, zachwycą każdego uczestnika eventu oraz sprawią, że poczuje się on niezwykle wyjątkowo mając świadomość, iż został zaproszony na event zaprojektowany i stworzony specjalnie tylko na tę jedną i jedyną uroczystość.
Trzeba jednak pamiętać, iż niesłychaną rolę odgrywa tutaj doświadczenie agencji, niezawodna logistyka oraz stuprocentowa organizacja pracy.
Po drugie – niebanalna scenografia
Współczesna technologia pozwala na wszelkie szaleństwa i realizację nawet najbardziej egzotycznych projektów. Dzięki nowoczesnym rozwiązaniom multimedialnym jesteśmy w stanie przenieść gości do każdego zakątka świata, w przestworza, a nawet w kosmos. Ogromną rolę odgrywają tutaj wizualizacje i animacje, które przygotowane specjalnie na potrzeby danego projektu, wprowadzają gości w niezwykle barwny i niezapomniany świat będący odzwierciedleniem wartości firmy, marki czy produktu klienta. Jednym z takich projektów była produkcja Secret Club, gdzie montaże trwały 3 dni i angażowały ponad 120 osób tylko po to, by zmienić wnętrze Galerii Sztuki w zupełnie nowe, niepowtarzalne i nie do poznania miejsce. Istotnym elementem scenografii, rodem z telewizyjnych show, był dwudziestometrowy ekran, na którym wyświetlane były animacje i wizualizacje przygotowane specjalnie na potrzeby pokazu mody, który w połączeniu z koncertem Margaret stanowił punkt kulminacyjny wieczoru.
[galeria=”1″]
Po trzecie – niezapomniane emocje
Zgodnie ze złotą zasadą Alfreda Hitchcocka imprezę należy zacząć od trzęsienia ziemi, a potem napięcie powinno rosnąć.
Klienci wciąż szukają nowych propozycji i pomysłów, które przeniosą ich gości w zupełnie inną rzeczywistość – wyjątkową i dotychczas nieodkrytą. Zaskakującą. Dobrze przemyślany i niezapomniany event może zdziałać więcej w biznesie niż długie godziny negocjacji. Niebanalna kreacja ma za zadanie wywołać u gości efekt WOW i zadowolić najbardziej wymagające gusta. Sam koncert gwiazdy, czy też występ kabaretowy już nie wystarczy. Liczy się pomysł, element zaskoczenia i wywołanie prawdziwych emocji. Przykłady możemy mnożyć – czy to elektryzujący pokaz laserowy połączony z animacjami wyświetlanymi na kopułach Alvernia Studios, czy to ukryte między gośćmi skrzypaczki, które w odpowiednim momencie rozpoczynają wydarzenie przygrywając do pokazu akrobatycznego albo też show muzyczne, gdzie z różnych miejsc przestrzeni scenicznej, w rytm specjalnie przygotowanych animacji wkracza sześciu utalentowanych muzyków, którzy witają zebranych gości rockowym i elektryzującym rytmem – jak to miało miejsce podczas Gali Immergas w EC1 w Łodzi.
Po czwarte – niekonwencjonalne menu
Kto powiedział, że zawsze musimy jeść polędwiczki z opiekanymi ziemniaczkami? Kto powiedział, że płonący dzik musi być największą atrakcją wieczoru? W Polsce mamy znakomitych szefów kuchni, którzy z powodzeniem mogliby nosić miano czarodziejów. Kuchnia balansuje dziś na pograniczu alchemii i czarnej magii. Nie bójmy się eksperymentować i oczarowywać naszych gości. Kuchnia molekularna. Kuchnia Fusion z wykorzystaniem dobrodziejstw polskiej natury. Dania sous-vide. Są setki sposobów, żeby dotrzeć do serc naszych gości przez ich żołądki, ale też przez oczy, bo one jedzą jako pierwsze. Należy pamiętać, że catering nie powinien być traktowany jako jedna z wielu pozycji kosztorysu, ale winien być atrakcją samą w sobie.
Po piąte – niestandardowe rozwiązania technologiczne
Kolejnym dowodem na to, że branża eventowa w Polsce jest w bardzo obiecującej kondycji, jest dostęp do coraz to ciekawszych i coraz bardziej nowoczesnych rozwiązań technologicznych. XXI wiek przyniósł możliwości, o jakich się nam nie śniło. Rozszerzona rzeczywistość i multimedialna scenografia mogą przenieść widza w niezwykły świat, wykreowany przez nas specjalnie na tę okoliczność. To pozwala na jeszcze większe zaskakiwanie odbiorcy. Dużą popularnością cieszą się wydarzenia hybrydowe, zaawansowane platformy do zamawiania poszczególnych usług eventowych, aplikacje umożliwiające budowanie relacji z uczestnikami wydarzenia na każdym etapie komunikacji, jak również nowinki technologiczne, mające na celu uatrakcyjnienie eventu, (m.in. beacony, atrakcje typu Oculus czy piramidy holograficzne). Wyzwania stojące przed organizatorem nie należą do najłatwiejszych. Musi zaangażować gości, pobudzić ich wyobraźnię, wzbudzić emocje i zainteresowanie. Słowem – zaproponować rozrywkę na odpowiednim poziomie, skutecznie komunikować i umiejętnie łączyć te wszystkie elementy w jedną, spójną całość.
Doskonałym przykładem może być tutaj prezentacja budynku KTW, która miała miejsce podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego. Na potrzeby prezentacji inwestycji została stworzona specjalna interaktywna makieta wyposażona w markery AR, przedstawiająca wizualizację budynku 3D w rozszerzonej rzeczywistości wyświetlanej na ekranie tabletu. Po skierowaniu jego kamery na makietę na ekranie pojawiało się prawdziwe miasto – z przechodniami, kolorem, drzewami. Był to na pewno nieschematyczny sposób przedstawienia projektu. Inny niż te, do których przywykliśmy.
PODSUMOWANIE:
Pokutuje przekonanie, że o sukcesie eventu decyduje budżet – im wyższy, tym pole do rozwijania kreatywności większe. Organizując od 10 lat eventy o różnych budżetach mogę zdecydowanie stwierdzić, że budżet to nie wszystko. Owszem – mały budżet imprezy wymaga od agencji dużo więcej pracy, kreatywności oraz kompromisów, co wcale nie znaczy, że eventy niskobudżetowe są gorsze. Odpowiednie zbudowanie contentu eventu dopasowanego do potrzeb klienta, z uwzględnieniem powyższych czynników, gwarantuje sukces i efekt WOW na oczekiwanym poziomie.
Adriana Piekarska | www.exclusive-event.pl
Analiza kategorii Shopping w app marketach [Google Play i AppStore]
Sprzedaż Allegro odbiła się szerokim echem w świecie mediowym. Głównie ze względu na astronomiczną wartość transakcji, ale warto przeanalizować, jakie wyzwania stoją przed nowym inwestorem. Allegro od dawna komunikowało strategię mobile first, obejmując rolę niemal monopolisty w kategorii shopping w appmarketach [zarówno Google Play jak i AppStore]. W międzyczasie pojawili się jednak globalni gracze, którzy dostrzegli potencjał polskiego rynku i ostro pną się do góry w notowaniach. Poświęćmy zatem chwilę, aby zrewidować jedną z najważniejszych kategorii aplikacji, która ma coraz większy wpływ na polskie handel, realizowany poprzez platformy m-commerce, jak i tradycyjne sklepy.
Poniżej przedstawiam ranking aplikacji w kategorii Shopping wg AppAnnie, globalnego rankingu aplikacji. Jest to niesamowicie inspirujący materiał, który wiele mówi o użytkownikach mobile. Można się posłużyć parafrazą: „Pokaż mi co masz na swoim smartfonie, a powiem ci kim jesteś”.
Ranking aplikacji w kategorii Shopping dla Androida [Google Aplay] z dnia 24.10.2016

Ranking aplikacji w kategorii Shopping dla iOS [AppStore] z dnia 24.10.2016

Od ogółu do szczegółu:
1) Pierwsze co się rzuca w oczy to zupełnie inny dobór aplikacji w podziale na systemy operacyjne. Użytkownicy Androida zdecydowanie bardziej cenią sobie aplikacje gazetkowe i kuponowe sieci marketów. Zarówno agregatorów [Blix, Qpony], jak i brandowe [Twoja Biedronka, Carrefour, Kaufland, Lidl]. Użytkownicy iPhonów z kolei zdecydowanie bardziej preferują aplikacje związane z markami odzieżowymi: H&M, Bershka czy platformy zakupowe dla brandów odzieżowych typu Zalando czy Wish. To bardzo istotna różnica, która powinna dać marketerom dużo do myślenia jeśli chodzi o targetowanie kampanii. Rzutuje też na wykorzystanie zaawansowanych technologii, o czym w dalszej części publikacji.
2) Liderem w obu zestawieniach iOS/Andorid jest OLX [również z Grupy Allegro], samo Allegro również znalazło się na podium. To się naprawdę rzadko zdarza, żeby 2 aplikacje tego samego Wydawcy zajmowały pozycje w absolutnym topie – zdecydowanie możemy Allegro okrzyknąć królem polskiego mobile. Z pewnością to zasługa świetnego produktu i długofalowej, przemyślanej strategii promocji.
3) Konkurencja Allegro – i tutaj spore zaskoczenie: AliExpress jest w TOP5 u w obu przypadkach!!! Okazuje się, że globalny potentat e-commerce w Polsce ma naprawdę silną pozycję i to bez agresywnych działań promocyjnych! Korzyści z korzystania z AliExpress są oczywiste – niska cena, co potwierdza tezę, że Polacy są narodem silnie price-sensitive. W tym przypadku możemy podejrzewać, że gigantyczna oferta i model zakupu jest interesujący dla obu grup użytkowników, którzy mogliby się wydawać mocno zróżnicowani w nawiązaniu do pkt 1. W przypadku grupy hipsterskiej/millenialsów to pewnie różnie trendy, żeby wyróżnić się zakupami na AliExpress, skoro nawet nasi dziadkowie korzystają już z Allegro… J
4) Trendy w segmencie:
Kwestią najbliższej przyszłości – obstawiam rok 2017 rok – jest starcie gigantów e-commerce. Jak widać na zamieszczonych powyżej rankingach popularności AliExpress jest na 4 tej pozycji zarówno w Google Play jak i AppMarkecie. W ubiegłym tygodniu z kolei Amazon uruchomił testowo polskojęzyczną wersję swojego serwisu, co też zapewne jest zapowiedzią większej aktywności na polskim rynku. Co to oznacza dla Allegro? Zapewne spore wyzwanie, aby stawić czoła takim globalnym potęgom e-commercu. Z pewnością nie odda łatwo pola, biorąc pod uwagę nie tylko olbrzymie inventory, ale również dogłębną znajomość zwyczajów polskiego konsumenta. Z punktu widzenia mediowego zapewne będziemy mieli okazję obserwować implementację bardzo zaawansowanych strategii wizerunkowych oraz działań performance’owych z wykorzystaniem BigData gromadzonych przez lata. Będzie się działo.

Nie zapominajmy jednak, że do niedawna integralną częścią Allegro był serwis i aplikacja OLX, dedykowana aktualnie do obsługi handlu bezpośredniego między konsumentami, najczęściej rzeczami używanymi. OLX pozostało własnością Naspersa, któremu udało się wypromować aplikację OLX również do TOP3 w obu appmarketach. Aktualna konkurencja [Gratka, Gumtree] pozostaje daleko w tyle, ale w ostatnim miesiącu pojawił się gracz globalny, który może zaburzyć aktualne status quo: Facebook Marketplace.

Marketplace na razie został uruchomiony w USA, ale adaptacja mechanizmu w skali globalnej zapewne nie będzie stanowić problemu. Biorąc pod uwagę popularność Facebooka w Polsce koszty wypromowania aplikacji będą znikome, a potęgę rekomendacji i share w social media wszyscy już poznaliśmy. Przed OLX-em zatem naprawdę spore wyzwanie, któremu zapewne łatwo nie będzie sprostać.
1) Trendy na 2017 rok:
Aplikacje z kategorii shopping stanowią coraz bardziej istotny element procesu omnichannel. Na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy furorę robią 2 pojęcia: beacony i Virtual Reality. Biorąc pod uwagę ranking aplikacji przedstawiony powyżej łatwo znaleźć dla nich zastosowanie praktyczne:
Doświadczenia zakupowe z zakupów w wirtualnej galerii otwierają nowe, spektakularne możliwości dla marketerów – nowe lookbooki, nowe pomysły na działania virtual BTL… Przed nami naprawdę się nowy rozdział w retail. Cieszmy się, że możemy doświadczać go na własne oczy.

Tekst: Tomasz Szulkowski, Head of Mobext, Havas Media Group, www.havasmedia.com
KL
Projektowanie plakatów outdoorowych to sztuka trudniejsza niż mogłoby się wydawać. Odbiorca patrzy na plakat średnio do 3 do 7 sekund, nie bez znaczenia jest więc fakt, gdzie znajduje się logo, czy na jakim tle ulokowany jest produkt. Oto 5 najczęściej popełnianych błędów przy tworzeniu plakatów OOH.
Po pierwsze: przesyt
Przesyt to jeden z podstawowych grzechów projektantów.
– Tutaj sprawdza się zasada, która mówi, że mniej robi więcej. Najlepiej jeśli na plakacie nie będzie więcej niż 7 elementów (tło, adres, logo itd.) w tym 4 słowa hasła reklamowego– mówi Michał Strzelczyk, grafik projektujący plakaty dla Cityboard Media.
Na plakat odbiorca patrzy raptem od 3 do 7 sekund, dlatego wielość elementów wprowadza chaos i zakłóca odbiór komunikatu. Plakat powinien przekazywać informacje w zrozumiały, jasny sposób. Im mniej treści, tym łatwiej odbiorcy zapamiętają przekaz, dlatego tak ważna jest selekcja wiadomości i precyzyjnie określony cel reklamy.
Po drugie: rażąca kolorystyka
Pastelowe tło i jasny kolor fontu lub ciemne tło i ciemny kolor fontu – takie warianty zestawień kolorystycznych sprawiają, że plakat jest nieczytelny. Najlepiej jeśli tło i font mocno ze sobą kontrastują. Idealny dobór kolorów ilustruje poniższe zestawienie.

Po trzecie: nieczytelny font
Font mały, ozdobny, wymyślny, pełen zawijasów, czy z małymi odstępami pomiędzy literami – to zdecydowanie nie sprawdza się w plakatach OOH. Rozmiar pisma musi być taki, aby był czytelny z dużej odległości. Krój powinien być wyraźny, dopasowany do treści i odbiorców. Walory estetyczne powinny ustąpić praktyczności i komunikatywności.
Po czwarte: nuda
Plakaty reklamy wielkoformatowej, które nie mają w sobie wyrazu, pomysłu, są powieleniem schematów nie budzą ciekawości, a co za tym idzie nie są zapamiętywane. Aby tego uniknąć można pokusić się o trzy rozwiązania. Po pierwsze: zdecydować się na elementy 2D lub 3D – zapamiętywalność takiego plakatu wzrasta o 100 proc. Po drugie: postawić na humor w przekazie. Po trzecie: wybrać działania teaserowe, czyli przygotować dwa projekty graficzne, w jednym umieścić np. hasło, zdjęcie, element przyciągający uwagę i spójny z kampanią reklamową, w drugim natomiast pełną informację o produkcie, usłudze czy idei. Jeśli kreacja graficzna będzie dobrze skonstruowana, odbiorcy z niecierpliwością będą oczekiwali na drugą część kampanii.
Po piąte: rozmieszczenie elementów
Umieszczenie ważnych (np. cena) elementów w prawym dolnym rogu plakatu to największy błąd. Wzrok odbiorcy dociera tam w ostatniej kolejności. Jak pokazują badania, na plakaty outdoorowe patrzymy podążając za kształtem zbliżonym do znaku zapytania.
– Najważniejszy element powinien być na środku, bo tam w pierwszej kolejności kierowany jest wzrok. Następnie odbiorca patrzy w lewy góry róg, prawy górny, lewy dolny i na końcu w prawy dolny – mówi Marcin Wojda, Dyrektor Sprzedaży Cityboard Media, który od kilkunastu lat realizuje kampanie reklamowe. Jeśli plakat ma być dobry, to ważne informacje/elementy musi mieć na środku.
Na koniec porada: zaprojektowany plakat dobrze poddać prostemu testowi, który pokaże, czy plakat jest czytelny i czy jego przekaz dociera do odbiorców. Najpierw trzeba wydrukować projekt swojego plakatu (niech to będzie zwykła kartka A4), a następnie zamocować go na ścianie. W dalszej kolejności szybko przejść obok plakatu w odległości 2-3 metrów. Teraz można ocenić, czy projekt jest wystarczająco czytelny. Lepsze efekty uzyska się, gdy do podobnego testu zostaną wykorzystani odbiorcy, którzy nie widzieli wcześniej projektu.
Więcej na temat projektowania plakatu na stronie www.icbm.info
JK
Promowanie polskich rozwiązań modowych to biznes, który w 2008 roku zrealizowali dwaj uczniowie. Mustache.pl jest platformą internetową, skupiającą najlepszych niezależnych projektantów mody i designu. Sklep internetowy stanowi tylko rozwinięcie targów polskich projektantów Mustache Yard Sale, które są największym wydarzeniem z zakresu niezależnej mody i designu w Europie Środkowo-Wschodniej. Jak to się zaczęło i jak się rozwijają wydarzenia modowe oraz o historii targów i trudnościach na rynku opowiada Patrick Deba, Co-founder w Mustache.
Skąd pomysł na promowanie polskich projektantów i kiedy zorganizowaliście pierwsze targi Mustache Yard Sale?
Patrick Deba: Na pomysł zorganizowania pierwszego Yard Sale (czyli naszych targów) wpadliśmy zupełnie przypadkiem, gdy w 2008 roku szukaliśmy z Konradem Ozdowym, moim wspólnikiem, formy naszej kreatywnej działalności. Do tej pory, wspólnie robiliśmy strony internetowe i grafiki dla mniejszych biznesów. Byliśmy w liceum i chcieliśmy robić fajne rzeczy. Moja ówczesna dziewczyna zakładała wtedy swój mini vintage Store no, równocześnie podczas którejś z wycieczek do Londynu odkryliśmy idee Sunday Marketów ze starymi autorskimi ubraniami. Postanowiliśmy przeszczepić ten model do Polski. Jak widać, udało się. Nasz młodzieńczy zapał i nienasycony rynek zagwarantowały nasz sukces.
Wydaje się, że wynajęcie powierzchni i zdobycie wystawców, to nie jest bardzo wymagające wydarzenie. Czy zorganizowanie takiego wydarzenia jest trudne?
To kompletna bzdura. Mustache Yard Sale jest ogromnym wydarzeniem, w które wkładamy wszystkie swoje siły. Organizacja jednej edycji to tygodnie przygotowań. Pracuje nad tym cały sztab ludzi: od programistów piszących nasz system zgłoszeń, przez zespół weryfikujący zgłoszenia projektantów, architektów projektujących układ przestrzeni po kilkunastu wolontariuszy na targach i ekipę czuwająca, żeby całe wydarzenie odbyło się zgodnie z planem.
Byliście pierwsi na rynku? Jak teraz prezentuje się rynek targów odzieżowych? Macie dużą konkurencję?
Tak, Mustache Yard Sale, nad Wisłą był pierwszym konceptem tego typu. Dziś, po 8 latach naszej działalności, targów zwłaszcza przed Świętami Bożego Narodzenia jest całe mnóstwo. Większe, mniejsze, tu i tam. To niestety utrudnia działanie. Mam poczucie, że wszyscy wzajemnie się kanibalizujemy. Z drugiej strony duża konkurencja motywuje do działania oraz potwierdza, że to co robimy ma sens, a za kilka lat rynek sam się zweryfikuje.
Koncepcja targów zakłada podział na cztery strefy, jakie? Chyba nie od początku tak było? Wciąż przodująca jest część modowa?
Podział pojawił się w związku ze wzrostem ilości wystawców. Wraz ze wzrastającymi potrzebami naszych klientów postanowiliśmy rozszerzyć działalność o kolejne pasujące do wydarzenia tematy. Poza strefą modową, proponujemy również strefę modową dziecięcą, designu oraz gastronomiczną. Cały czas myślimy o dalszym dzieleniu na streetwear, smartcasual itd. Dążymy do tego, aby każda strefa miała swój oddzielny charakter: klimat, muzykę, aktywności. Ale oczywiście pierwsze skrzypce nadal gra moda. Z niej wyrośliśmy i to ona jest głównym element pojawiającym się w przestrzeni naszych targów, czego odzwierciedlenie widać na naszej platformie internetowej.
Moda to bardzo zmienny temat. Jak dobieracie swoich wystawców? Czy każdy kto projektuje w Polsce może się wystawić podczas Mustache?
Co do zasady, nie mam żadnych ograniczeń, dla nas ważne żeby produkt był ciekawy, estetyczny i rzetelnie wykonany. Na targach zawsze wspieramy nawet najmniejsze marki – stąd proponujemy projektantom nawet najmniejsze stoiska za niewielką opłatą jak na targi o takiej skali. Na naszej platformie weryfikujemy też zdjęcia i opisy produktów – to wszystko ma wpływ na finalny efekt, czyli sprzedaż. Każda aplikacja na Mustache.pl jest dokładnie weryfikowana przez nasz zespół. Naszym celem jest jednak pomaganie naszym projektantom, dlatego konsultujemy, sugerujemy i tłumaczymy jak przygotować się do sprzedaży na naszym portalu.
Z jakimi problemami borykaliście przy pierwszych edycjach, z jakimi konfrontujecie się dziś?
Pierwsze edycje, od początku do końca były organizowane tylko przeze mnie i Konrada. Byliśmy monterami, elektrykami, help deskiem czy komisją weryfikującą wystawców. Podobno nie można robić wszystkiego, a my jesteśmy żywym dowodem na to, że jednak się da. Aczkolwiek wiązało się z tym wiele wyrzeczeń. Teraz pozwalamy już zdjąć ze swoich barków większość tych obowiązków. Mamy zespół, który dba o wszystko i pozwala nam się zająć rozwojem biznesu. W końcu dzisiaj to impreza na inną skale – setki wystawców, 5 rożnych miast, setki tysięcy odwiedzających rocznie, większy zespół a przede wszystkim ogromne doświadczenie, więc sami nie dalibyśmy rady. Mimo wszystko, ciągle staramy się zaskakiwać i wprowadzać nowe pomysły. Nasza wyobraźnia jest nieograniczona.
W ubiegłym roku w Warszawie blisko 40 tysięcy gości i kilkuset projektantów brało udział w Waszych targach. Jak osiągnęliście takie zasięgi?
To prawda, jedną warszawską edycje odwiedza ok. 40 tysięcy osób. Edycje w innych miejscach są o połowę mniejsze. To daje zasięg kilkuset tysięcy rocznie. Jesteśmy już marką rozpoznawalną na rynku, ale wymaga to też dużo pracy: robimy kampanie plakatowe, marketing internetowy, korzystamy z sieci kontaktów naszych projektantów oraz patronów medialnych. W innych miastach staramy się organizować wydarzenie przy udziale lokalnych miejskich aktywistów. Nie chcemy być tylko „warszawką”, która przywozi swój styl życia. Chcemy, żeby każde targi miały fajny lokalny klimat.
Jak Wasi klienci, czyli wystawcy odbierają targi? Jak ich zachęcacie do wystawienia się, czy już nie musicie?
Patrząc na frekwencje, chyba się podoba. Bardzo cieszy nas to, że odwiedzają nas całe rodziny, ludzie w rożnym wieku, często spędzając na targach po kilka godzin, to już nie tylko targi mody, to już swego rodzaju towarzyskie wydarzenie! Z pewnością, pozytywne komentarze po wydarzeniu są bardzo fajną motywacją, żeby robić to dalej jeszcze lepiej!
Jakie macie plany rozwoju Waszych eventów? Może wyjście za granicę? Zdradźcie kilka szczegółów.
Na razie chcemy, żeby edycje w innych miastach niż Warszawa, czyli Katowice, Poznań, Wrocław i Trójmiasto, rosły w sile. Chcemy też, żeby każda edycja stanowiła mini festiwal pełen mody, muzyki i sztuki. Stąd też liczne imprezy muzyczne i jedzeniowe towarzyszące naszym targom. I na tym właśnie chcemy się skupić, by doskonalić to, co mamy. A zagranica… na nią też już mamy pomysł, ale wszystko w swoim czasie. Pozwólcie, że zachowamy to jeszcze na chwilę dla siebie.
Rozmawiała Paulina Pięta
Nagrody branżowe są w Polsce dość popularne. Nie każdy jednak ma możliwość zdobycia wyróżnienia zagranicznego. O tym jak przebiegały eliminacje, jakie są korzyści z udziału w konkursie oraz jak zyskać motywację do codziennej pracy opowiada zdobywczyni MPI Foundation Global Student Scholarship Award Karolina Widawska.
Otrzymała Pani nagrodę na targach we Frankfurcie. Czym ona jest dla Pani? Nie każdy ma szansę zdobyć takie wyróżnienie. Gratuluję!
Karolina Widawska: Nagroda MPI Foundation Global Student Scholarship Award to przede wszystkim ogromne wyróżnienie, ale również wyzwanie i motywacja. Na początku konkurs wydawał się absolutnie nieosiągalny. Teraz, gdy już mam nagrodę w rękach, uwierzyłam w swoje umiejętności i widzę konkretne efekty. Z kolei sama nagroda, to nie tylko statuetka. Udział w takim konkursie to przede wszystkim szansa spotkania niesamowitych ludzi: uczestników, jurorów i organizatorów programu Future Leaders Forum. Od takich ludzi warto czerpać inspiracje. Każdy etap konkursu był motywujący i bardzo wymagający, a efektem były nowe pomysły i konkretne plany na ich realizację.
Jak czuje się Pani w roli nadziei branży MICE? To prestiżowy, ale również wymagający tytuł.
Nigdy nie myślałam o sobie w kategoriach nadziei. Nadzieja kojarzy mi się raczej z jakąś niepewnością. Ja z kolei po konkursie nabrałam przekonania, że połączenie pomysłu i pracy naprawdę skutkuje. Dlatego wolałabym być przykładem na to, że naprawdę warto uwierzyć w siebie i próbować. Pierwsze co należy zrobić, to wyrzucić z siebie myśli typu „to nie dla mnie” albo „przecież są lepsi”. Oczywiście, że są. I w ten sposób – dzięki inicjatywom takim, jak Future Leaders Forum mamy możliwość uczyć się od siebie nawzajem i rozwijać całą branżę. A to jest klucz do sukcesu.
Proszę przybliżyć naszym czytelnikom czym się Pani zajmuje na co dzień. Czyli jak wygląda Pani standardowy dzień?
Podjęłam się kilku zadań na raz. Na co dzień pracuję w firmie Business Service Galop z Katowic, w której zajmuję się organizacją konferencji i kongresów medycznych. Kocham to co robię i przynosi mi to wielką satysfakcję. Poza tym, działam jako aktywny członek zespołu ds. komunikacji i promocji w MPI Poland Chapter. Angażuje się również w projekt szkoleniowy dedykowany studentom, którzy chcą rozpocząć pracę w branży spotkań. Chciałabym przekazać im zdobytą wiedzę i pokazać, że można osiągnąć naprawdę bardzo dużo.
Mój standardowy dzień? Każdy wygląda zupełnie inaczej i właśnie to uwielbiam w tej pracy. Spontaniczność i zmiany! Każde kolejne spotkanie, rozmowa, klient, czy realizacja jest zupełnie inna od poprzedniej i pozbawiona monotonii. A przepisem na mój dobry dzień jest permanentny uśmiech na twarzy od samego rana. Tego się trzymam i polecam zastosować każdemu.
Czy w natłoku informacji mediów elektro-nicznych, telekonferencji i videochatów spotkania bezpośrednie mają nadal sens? Jakie ma Pani zdanie na ten temat?
Rynek telekonferencji bardzo dynamicznie się rozwija. To widać również po programach edukacyjnych takich wydarzeń jak IMEX, EMEC, czy WEC. Osobiście bardzo cenię nowe technologie. Obserwuję trendy związane z internetowymi realizacjami na żywo i uważam, że jest to świetne wsparcie dla konferencji. Myślę jednak, że spotkania na żywo, twarzą w twarz zawsze będą efektywniejsze od spotkań online, ponieważ pozwalają na dużo wyższą aktywność uczestników i zaangażowanie. Zgodnie z hasłem Meeting Professional International – „When we meet, we change the world”, zdecydowanie uznaję pierwszeństwo bezpośrednich relacji.
Jak ocenia Pani rynek kongresów w Polsce? Na jakim poziomie jesteśmy w porównaniu z innymi krajami?
Polska wydaje się być nadal zagadką dla części klientów zagranicznych. Tym samym statystyki pokazują, że coraz więcej grup decyduje się na przyjazd właśnie do naszego kraju, co mnie bardzo cieszy. Zwiększająca się dynamicznie liczba organizowanych w Polsce spotkań z udziałem zagranicznych gości oraz nowe inwestycje takie, jak Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach, sprawiają, że rozwój branży widoczny jest nie tylko w raportach. Bardzo pozytywna jest również ilość przedstawicieli polskiej branży na międzynarodowych spotkaniach targowych, czy edukacyjnych, a także zwiększająca się liczba aktywnych członków w polskich oddziałach międzynarodowych organizacji poświęconych rynkowi MICE. To wszystko świadczy o tym, że nie powinniśmy mieć żadnych kompleksów w stosunku do zagranicy.
Zapewne nie osiądzie Pani na laurach. W końcu wyróżnienie zobowiązuje. Jakie ma Pani plany na przyszłość?
Nie mam zamiaru osiadać na laurach. Chcę nadal aktywnie rozwijać swoje umiejętności oraz dzielić się zdobytym doświadczeniem. Przede wszystkim mam w planach dalszą edukację i pracę ze studentami z polskich oraz zagranicznych uczelni, którzy niekoniecznie są związani kierunkiem z turystyką biznesową. Poza tym, postanowiłam wykorzystać swoje doświadczenie z konkursu i staram się wdrożyć mój projekt „Through the looking glass – the future of education congress” w życie. Do tego pracuję nad cyklem publikacji dotyczących wpływu lokalnych convention bureau na kreowanie charakteru rynku spotkań na danym terenie. Poza tym mam wiele innych pomysłów, które potrzebują trochę czasu i pracy, więc nie mogę zdradzać więcej szczegółów. Niebawem zobaczycie moje realizacje.
Jak podnosić swoje kompetencje w tak szybko rozwijającej się branży?
To intrygujące pracować chyba w jedynej takiej branży na świecie, w której pomimo naturalnej konkurencji, profesjonaliści tak chętnie wymieniają się doświadczeniem, wiedzą, czy wątpliwościami. Szczególnie jest to widoczne podczas programów przeznaczonych dla osób dopiero rozpoczynających swoją przygodę z branżą MICE, taki jak MPI-MCI-IMEX Future Leaders Forum, w ramach którego rozgrywany jest konkurs University Challenge. Co więcej, nagrodą w konkursie jest stypendium w formie wyjazdu do Atlantic City na World Education Congress, podczas którego można zdobywać wiedzę i szkolić się w towarzystwie najlepszych z branży. W związku z tym zachęcam absolutnie wszystkich chętnych do tego, by byli aktywni i stale podnosili swoje kompetencje – to właściwie jedyny konieczny warunek do tego, aby rynek konferencji, czy eventów rozwijał się w Polsce i na świecie.
Rozmawiała Paulina Pięta