Logo


Easy Gifts – jeden z  dystrybutorów upominków reklamowych stara się ciągle czymś zaskakiwać. Jesień w Easy Gifts przyniosła nie tylko mnóstwo nowości importowych, takich jak ładowarka indukcyjna czy słuchawka Bluetooth, ale także nowe marki w ofercie.

Pierwsza to szwajcarski SIGG – produkujący niemal niezniszczalne butelki outdoorowe, a druga to marka doskonale znana w świecie zegarków – ICEwatch.

Poza tym Easy Gifts daje agencjom nowe narzędzie – stronę poświęconą tylko i wyłącznie elektronice reklamowej, a także fanpage na Facebooku – czyli dwa nowe źródła informacji i kontaktu.

Szczegóły:

SIGG – www.easygifts.com.pl/pl/offer/sigg.html

ICEwatch – www.easygifts.com.pl/pl/offer/icewatch.html

Elektronika reklamowa – www.elektronikareklamowa24.pl

Fanpage – www.facebook.com/easygiftsPL

MW 

Jako Strategy Director w White Paper Agency Michał Zychowicz zarządza pracą kilkuosobowego działu strategii. Odpowiada także za tworzenie strategii marek i zintegrowanej komunikacji dla obecnych i nowych klientów agencji.

Michał Zychowicz posiada ponad 10-letnie doświadczenie w zakresie marketingu internetowego. Swoją karierę rozpoczynał w Grupie o2 jako specjalista do spraw projektów specjalnych. Przez kilka lat związany z Biurem Reklamy GG Network i Allegro, gdzie pełnił funkcję Senior Account Managera. Przez ostatnie trzy lata jako Senior Project Manager w Grupie Wirtualna Polska odpowiadał za obsługę największych klientów.

Pracował dla takich klientów jak ING Bank, Allegro, Soraya, Bakoma, Philips, Microsoft czy Lux Express.

White Paper Agency to agencja strategiczna, która łączy kompetencje agencji kreatywnej, domu mediowego i firmy konsultingowej. Wyspecjalizowana w prowadzeniu komunikacji marketingowej podmiotów z branży farmaceutycznej, parentingowej, przemysłowej i telewizyjnej.

MW

Z Nałęczowianką nie odkładasz aktywności i treningów na później, realizujesz je od razu. Nał! W swojej jesienno-zimowej kampanii marka ponownie napędza Polaków do działania. Motywacyjnych argumentów dostarcza też najpopularniejsza trenerka fitness w Polsce, Ewa Chodakowska i jej Be Active Tour, który w tym roku realizuje właśnie we współpracy z Nałęczowianką. Znana trenerka fitness, w ramach cyku eventów w całej Polsce udowodni, że ćwiczyć można zawsze i wszędzie, nawet w domu z butelką wody zamiast hantli.

– Nałęczowianka w nowej kampanii „Zrób to Nał! Nie czekaj. Poczuj jak woda Cię napędza” zdecydowanie dopinguje do działania i aktywności bez wymówek, oglądania się na innych czy odwlekania decyzji. Na uprawianie sportu i bycie witalnym, tak jak na picie wody, zawsze jest odpowiednia pora. Przekonuje, że najlepszym momentem by zacząć, jest właśnie ten, który trwa. Ta chwila, nie zaraz, teraz – Nał! – mówi Katarzyna Jamiołkowska, Group Brand Manager marki Nałęczowianka.

Głównym założeniem działań jest wsparcie sprzedaży wszystkich formatów wody Nałęczowianka w okresie jesienno-zimowym. Wielokanałowa kampania komunikowana jest także poprzez opakowania butelek i materiały POS.

Marka wody, dodatkowo podjęła współpracę z Ewę Chodakowską i Be Active Tour. Determinacja i skuteczność trenerki fitness i mistrzyni motywacji mierzona jest w setkach tysięcy  metamorfoz kobiet i mężczyzn, którzy dzięki jej treningom zmienili nie tylko swoje ciało, ale także umysł. Nałęczowianka, która została sponsorem tytularnym 5. edycji największej trasy warsztatów fitness w Polsce prowadzonych przez najbardziej popularną i lubianą trenerkę, w ramach współpracy chce również zaprezentować szersze zastosowanie produktu. Pierwsze wydarzania Be Active Tour powered by Nałęczowianka, wraz z autorskim wodnym modułem ćwiczeń i wykorzystaniem butelki wody jako hantli, odbędą się w Poznaniu (29.10. 2016 r.) i Wrocławiu (30.10.2016 r.).

[galeria=”1″]

Komunikacja akcji „Zrób to Nał!” prowadzona jest w TV, prasie, Internecie oraz w kanałach społecznościowych. Akcja potrwa do kwietnia 2017 r.

Autorem koncepcji, kreacji kampanii jest Nairobia. Za planowanie i zakup mediów odpowiada dom mediowy MEC. Kreację spotu telewizyjnego opracowało Publicis.

Komunikację w mediach społecznościowych realizuje 121PR. Działania PR prowadzi agencja Q&A Communications.

MW

O kanałach komunikacji, kampaniach, kosztach i kierunkach w jakim idą firmy farmaceutyczne rozmawiamy z Jarosławem Sosińskim z White Paper Agency.

Jaką rolę reklamową dla branży farmaceutycznej odgrywają kanały social media?
Jarosław Sosiński: To okazja – zresztą rzadko wykorzystywana – do dialogu z klientami. Żeby do dialogu doszło, marki muszą naprawdę dobrze rozpoznać potrzeby odbiorców. Czasem dzięki mediom społecznościowym można zaspokoić potrzeby informacyjne, czasem rozbawić, czasem pocieszyć. Każda marka może wypracować swój własny język komunikacji i budować społeczność – ale nie wokół leku, tylko wokół ważnych dla internautów tematów.

Jak Pan ocenia kampanie firm farmaceutycznych?
Zwykły konsument mediów może mieć wrażenie, że reklam farmaceutycznych jest za dużo. Coraz częściej trudno mu poszczególne reklamy odróżnić i zapamiętać. Dlatego marki powinny szukać takich form komunikatu, które w stale rosnącym szumie reklamowym zwrócą uwagę konsumenta i jednocześnie pozwolą przekazać marce wybraną treść. Niektórym firmom farmaceutycznym udaje się to lepiej, innym gorzej.

Który kanał komunikacji najmocniej wykorzystuje branża farmaceutyczna?
Wydatki branży farmaceutycznej na reklamę w mediach stanowią 12 proc. wszystkich wydatków na reklamę w Polsce. To prawie miliard złotych. I stale rosną. Reklamy tej branży wciąż najczęściej pojawiają się w tradycyjnych kanałach: w telewizji i w radiu. Jednak z roku na rok coraz ważniejszą rolę odgrywa kanał online.

Czy łatwo reklamować farmaceutyki w Internecie?
Według ustawy o prawie farmaceutycznym niedozwolone jest reklamowanie leków na receptę. Promować można jedynie leki dostępne bez recepty lekarskiej, tzw. OTC. I oczywiście z tej możliwości korzystają firmy farmaceutyczne, meandrując między ograniczeniami polskiego prawa, ale też np. regulaminem Facebooka, który nie każdą kreację reklamową przepuszcza. Marki farmaceutyczne obok działań reklamowych prowadzą działania poradnikowe i contentowe – gromadząc społeczność wokół rozmów o zdrowiu i radzeniu sobie z problemami zdrowotnymi, a często też szerzej – z problemami dnia codziennego. Dobre serwisy contentowe mówią do klienta jego językiem, a prezentowane treści są faktycznie interesujące dla odbiorcy. Takie działania odwracają tradycyjny schemat. To nie marka próbuje znaleźć i dogonić klienta, klient sam szuka informacji od marki dotyczących zdrowia.

Często proponowane są reklamy, które „grają” na emocjach. Czy Pana zdaniem lepiej jest właśnie grać na emocjach, przekazywać informacje o produkcie w humorystyczny sposób, czy może klasycznie przedstawiać zalety produktu?
Przedstawienie zalet produktu wprost bywa dla odbiorcy nudne lub niewiarygodne. Dlatego reklamy produktów – oczywiście nie tylko farmaceutycznych – coraz częściej budują całe opowieści, w których sam produkt jest tylko szczegółem. Opowieści dotykają tego, co jest najważniejsze dla większości ludzi – uczuć, życia rodzinnego, trudnych i pięknych chwil, wolności osobistej. De facto więc marki przedstawiają pewien świat wartości. Aby reklama była przekonująca, istotne jest dbanie o spójność w komunikacji i autentyczność przedstawionych wartości. Bywa to wyzwaniem dla marketingowców.

Agresywne komunikowanie produktu i nadmiernie wyskakujące banery w Internecie zaczynają być skutecznie blokowane przez użytkowników. Jaka zatem powinna być reklama, aby przyciągnąć uwagę klienta i jednocześnie nie zniechęcić go do produktu?
Faktycznie nadmiar banerów może być irytujący dla konsumentów, dlatego uważam, że skuteczna reklama, to nie jest jednostronny komunikat od marki. Marki, które chcą się efektywnie komunikować z klientami, powinny dawać im coś od siebie. Może to być rzetelna informacja, śmieszne memy albo zainteresowanie problemem odbiorcy.

W jakim kierunku powinny iść firmy farmaceutyczne reklamujące swoje produkty?
Reklamowanych produktów farmaceutycznych walczących o uwagę są setki. Im jest ich więcej, tym szybciej nastąpi przesyt. Już teraz niektóre reklamy leków zbyt dosadnie informujące o problemach zdrowotnych bywają krytykowane. Tym bardziej, warto szukać nowych, coraz bardziej autentycznych sposobów na komunikację.
Rozmawiała Magdalena Wilczak

 

Jarosław Sosiński – współzałożyciel i COO White Paper Agency. Przygodę z branżą reklamową rozpoczął w 2004 roku w CR Media Consulting. W ZenithOptimedia Group od podstaw stworzył komórkę Zed Digital. Był szefem sprzedaży agencyjnej w biurze reklamy GG Network/ Allegro. Tworzył i zarządzał komórką interaktywną w domu mediowym Equinox Polska.

Trudno w dzisiejszych czasach wyobrazić sobie autobusy czy tramwaje całkowicie pozbawione reklam. Środki lokomocji stały się doskonałymi nośnikami, które pokochali reklamodawcy. Sami zaś odbiorcy deklarują, że jest to interesująca forma przekazu. Czy reklama tranzytowa to kierunek, w którym będą podążać marketerzy? Co ma do zaoferowania i jak może pomóc w dotarciu do konsumenta?

Tranzyt jaki jest, każdy widzi

Reklama tranzytowa obejmuje autobusy miejskie, krótko- i dalekobieżne autobusy PKS, trolejbusy, tramwaje oraz pociągi. Wśród jej cech można wyróżnić długą i skuteczną ekspozycję, bowiem wymienione środki transportu poruszają się przez wiele godzin, pojawiając się również w miejscach, gdzie jakakolwiek inna forma stałego nośnika jest surowo zabroniona – np. ścisłe centra miast. Dzięki ruchowi przyciąga uwagę i szybko buduje zasięg – docierając zarówno do pasażerów, kierowców, jak i osób poruszających się w mieście. Ich oddziaływanie jest dwukrotnie dłuższe niż w przypadku nieruchomego outdooru, wpływa na to nieustanna zmiana otoczenia.

Od kilku lat reklama tranzytowa notuje znaczące wzrosty sprzedaży. Na popyt przekłada się fakt, iż pasażerowie są bardzo otwarci na komunikaty umieszczane w środkach transportu. Siłą napędową generowania zainteresowania jest z jednej (zewnętrznej) strony ruchomy komunikat, a z drugiej wolny czas, czy wręcz nuda towarzysząca podczas nawet krótkiej podróży. Jest to inwazyjna forma reklamy – działa niezależnie od woli odbiorców, w odróżnieniu od telewizji, radia czy prasy. Odbiorca siłą rzeczy zwraca na nią uwagę i nie może od niej uciec. Istotną kwestią jest też powtarzalność kontaktu z przekazem oraz niski poziom obecności konkurencyjnych reklam w tym samym środku transportu.

Bo liczy się wnętrze

Ze środków komunikacji miejskiej korzystają niemalże wszystkie grupy społeczne i zawodowe, co sprawia, że nośniki wewnątrz autobusów czy tramwajów są efektywne dla reklamy wielu produktów i usług masowych. Reklama tranzytowa to bowiem nie tylko grafiki wyklejane na zewnątrz pojazdów. Do zaaranżowania możliwe jest również wnętrze, a w nim plakaty, rączki, naklejki na tyłach siedzeń czy ekrany LCD. Zważywszy na to, że ta forma pozwala na estetyczną ekspozycję niezależnie od warunków atmosferycznych, zyskujemy dodatkowe nośniki o dużym poziomie interakcji z odbiorcą.

W kwestii odbioru danego przekazu ma znaczenie grupa docelowa, która w tym przypadku jest dosyć łatwa do określenia. Badania TNS OBOP pokazały bowiem, że 61% podróżujących środkami komunikacji miejskiej stanowią kobiety, a to właśnie one podejmują 88% decyzji zakupowych w Polsce.

– Jeśli połączymy ten fakt ze sposobem oddziaływania, jaki ma na nas reklama w środkach transportu, od której nie możemy uciec, mamy niemalże gotowy scenariusz. Wystarczy dodać do tego szczyptę kreatywności i wykorzystać potencjał różnorodnych nośników. Walka o samą uwagę pasażerów jest niemalże z góry wygrana – nie ma on gdzie uciec wzrokiem przebywając w pojeździe, więc siłą rzeczy spojrzy na któryś z nośników. Dobrze, by przekaz znajdujący się tam był na tyle interesujący, aby na dłużej zapisał się w jego świadomości – komentuje Joanna Szlemińska, Wiceprezes spółki Synergic.

Ze wspomnianych już badań wynika, że aż 80% respondentów podróżujących autobusami i tramwajami dostrzega znajdujące się w nich nośniki reklamy, a 62% twierdzi, że lubi na nie patrzeć. Także sam czas korzystania z komunikacji, spędzany codziennie na dojazdach do i z pracy, szkoły czy na zakupy, przekłada się na okres kontaktu z reklamami. Jak pokazały badania przeprowadzone w Warszawie – aż 87% pasażerów wysiadających na przystanku było w stanie przybliżyć treść reklamy znajdującej się w środku pojazdu. Respondenci zapytani o to, czy zdarzyło im się kupić produkt lub skorzystać z usługi pod wpływem reklamy zamieszczonej na nośnikach wewnątrz tramwajów lub autobusów, w co piątym przypadku udzielali pozytywnej odpowiedzi. W Krakowie zaś 95% respondentów podróżujących tramwajami stwierdziło, iż bez problemu dostrzega ekrany LCD i zdarza im się oglądać przekaz tam emitowany. Łatwo więc zauważyć, jak duży potencjał kryją w sobie wnętrza środków transportu publicznego.

Ogrom możliwości

Duże wyzwanie staje tak naprawdę przed marketerami. Wiadomo już, że konsument zareaguje na reklamę tranzytową, ponieważ odbiór treści promocyjnych tam lokowanych często jest po prostu sposobem na zabicie nudy podczas dłużącej się podróży. Jednak forma, w jakiej jest to podane, musi być na tyle interesująca, by nie stać się tylko elementem do chwilowego zawieszenia wzroku. Przestrzeń pojazdów stwarza możliwości połączenia klasycznych form komunikacji wizualnej z innowacyjnymi metodami, wzmacniającymi percepcję i siłę oddziaływania reklamy. Pozwala z łatwością budować zaangażowanie i wyzwalać emocje.

– Jednym z najprostszych rozwiązań jest kreatywne wykorzystanie uchwytów zwanych rączkami. Wszelkiego rodzaju nawiązania do samego trzymania tego elementu, pozycji w jakiej znajduje się pasażer, czy też zastosowanie elementów wystających poza standardowy kształt, przekłada się na sukces. Idąc dalej, możliwe jest wykorzystywanie w kampaniach systemów internetu bezprzewodowego, udostępnianego pasażerom konkretnego pojazdu. Dzięki Wi-Fi pasażerowie posiadający laptopa, telefon komórkowy czy tablet mogą łączyć się z siecią w czasie podróży, rozpoczynając tę czynność np. od odwiedzenia dedykowanego landing page reklamodawcy. Można tutaj połączyć działania offline i online, przekierowując odbiorcę i pokazując mu dalsze szczegóły – zaciekawiony komunikatem na jednym z nośników wewnątrz pojazdu może przenieść się do internetowego świata, gdzie znajdzie rozwinięcie kampanii – mówi Piotr Gajek, Prezes spółki Synergic.

Ciekawą propozycją wykorzystania środków transportu w mniej konwencjonalnej formie jest organizacja eventów i mniejszych wydarzeń w ich wnętrzach. Ciekawie zaaranżowana przestrzeń oraz nieoczekiwana akcja, która wydarzy się w autobusie czy tramwaju, spowoduje że pasażerowie na długo zapamiętają ten przejazd, a także i markę za to odpowiedzialną.

 [galeria=”1″] 

Tranzyt i reklama z nim związana daje wiele możliwości, od tych najbardziej typowych, po naprawdę niestandardowe. Miasta wymieniają swoje floty, pojazdy robią się coraz to nowsze i ładniejsze, przez co i reklama na nich i w nich eksponowana zyskuje dodatkowe walory. Bez wątpienia taka forma promocji pozwala przemycić ją w wiele miejsc, gdzie w innej postaci nie miałaby szans zaistnieć i budować pokaźny zasięg. Potencjał wciąż rośnie, a czy poziom zainteresowania i sprzedaży tego typu nośników dalej będzie wzrastał? Bez wątpienia. 

www.synergicmedia.pl

JK

„Otwórz się na nagrody”  – to hasło ogólnopolskiej loterii prowadzonej przez agencję UNIQUE ONE dla firmy GRAAL S.A. UNIQUE ONE została wybrana do realizacji projektu w drodze przetargu.

Loteria rozpoczęła się 17 października i potrwa do 11 grudnia 2016 roku. Ma ona charakter typu instant-win, czyli uczestnik od razu dowiaduje się, czy wygrał.

Aby wziąć udział w loterii należy kupić jednorazowo dowolny produkt marki GRAAL, a następnie dokonać zgłoszenia na stronie www.graal.pli wybrać losowo puszkę, w której jest nagroda i sprawdzić czy się wygrało się jedną z nagród (50 tabletów Lenovo, 5 zestawów kina domowego, 10 notebooków Lenovo 2w1, 5 telewizorów Sony, 200 bonów o wartości 50 zł i 150 bonów o wartości 100 zł). Należy pamiętać o zachowaniu paragonu. Na zakończenie loterii każde zgłoszenie bierze udział w finałowym losowaniu samochodu Opel Adam.

Agencja UNIQUE ONE jest odpowiedzialna za przygotowanie mechanizmu i koncepcji loterii oraz jej organizację i obsługę, a także za opracowanie materiałów POS i  strony www. Promocję wspiera ogólnopolska, która objęła swym zasięgiem internet (w tym social media, blogosfera) oraz  radio.

www.uniqueone.pl

www.facebook.com/Unique-One-1602794413308793

JK

W Polsce prekursorem zawodu jest dr Marek Borowiński – absolwent ASP, specjalista od psychologii koloru oraz visual merchendisingu, właściciel firmy Shop Doctor. Sklepy, które skorzystały z jego usług zanotowały wzrost sprzedaży swoich produktów oraz większe zadowolenie wśród klientów. Na czym polega ten zawód? 

Na Zachodzie, shop doctor jest prężnie rozwijającym się zawodem. Z jego usług korzystają nie tylko wielkie sklepy odzieżowe, ale również właściciele salonów meblowych, samochodowych czy sklepów spożywczych. Właściwie nie ma branży związanej z handlem, w której shop doctor nie byłby pomocny. Celem współpracy między takim specjalistą, a punktem handlowym jest sprawienie, by  wizyta klienta w danym sklepie była przyjemnym doświadczeniem, oczywiście zakończonym zakupem. Shop doctor analizuje wszystko – od światła, przez ułożenie regałów, po strzałki informacyjne.

Dlaczego shop doctor widzi więcej niż Ty?

Przede wszystkim, patrzy na sklep z perspektywy klienta. Niektóre strefy, misternie zaplanowane przez właściciela, mogą wydawać się mu genialnym rozwiązaniem. Co jeśli, robiący zakupy,  wcale nie czuje się w nich dobrze? Shop doctor pokazuje, jak sprawić, by sklep był miejscem przyjaznym konsumentom i odpowiadającym ich potrzebom. Zdarza się, że rozwiązania logistyczne, które wymyślają pracownicy, są zupełnie niezrozumiałe dla odwiedzających. Czynników jest mnóstwo – od zbyt wąskich alejek, przez słabe światło, na złym rozmieszczeniu produktów kończąc. Shop doctor przeprowadza analizę złych i dobrych rozwiązań w sklepie, po to, by pokazać właścicielom, jakie konkretne zmiany powinni wprowadzić w sklepie. Specjalista od Visual Merchendisingu, to osoba obiektywna, patrząca oczami konsumenta, ale mająca ogromną wiedzę na temat obsługi klienta w sklepie. W sklepie sprawdza bariery wizualne (czyli identyfikuje się wszystkie te aspekty, które mogą przeszkadzać w zauważeniu danej rzeczy), porządek ułożenia produktów, oznaczenia np. jeśli sklep wprowadził eko-żywność czy jest ona w jednym miejscu, oznakowana. W przypadku, dajmy na to, sklepów meblowych bardzo ważne jest, aby zachęcić klientów do maksymalnego wydłużenia swojego pobytu w takim punkcie usługowym.

Jakie są częste błędy w ekspozycji?

Dr M. Borowiński zwraca uwagę między innymi, na faworyzowanie niektórych produktów, względem innych. Tak dzieje się czasami w salonach motocyklowych. Właściciel, zakochany w motocyklach, przywiązuje szczególną uwagę do ich ekspozycji, a zaniedbuje część salonu z akcesoriami. Chociaż na dodatkach ma wyższą marżę, są one częściej kupowane.

– Powiększa się grupa kobiet jeżdżących na motocyklach i do nich skierowane są linie ubrań i akcesoriów do jazdy. Ale klientki niechętnie wejdą w przestrzeń z ubraniami, które są niechlujnie rozrzucone, jak w starej hurtowni rodem z  PRL-u – mówi dr Borowiński.

Trzeba zwrócić uwagę na potrzeby i przyzwyczajenia danego klienta, żeby przystosować swój sklep pod jego wymagania. Innym błędem jest tworzenie stref w sklepie, które nie zachęcają kupujących do odwiedzin. Mogą to być zbyt wąskie alejki, złe oznakowanie lub bariery wizualne w postaci zbyt nisko zawieszonych banerów.  Zadaniem shop doctora jest wypracowanie, wspólnie z właścicielem sklepu, rozwiązań jakie można wprowadzić, by zwiększyć zyski z biznesu.

Ocena pracowników

Shop doctor podczas swojej wizyty ocenia również zaangażowanie pracowników obsługujących klienta i pokazuje w jaki sposób zwiększyć skuteczność sprzedawców. Podstawą przy sprzedaży, dajmy na to projektu w sklepie meblowym jest analiza potrzeb zamawiającego. Trzeba jak najlepiej poznać jego oczekiwania, żeby stworzyć projekt wymarzonego pomieszczenia, ale też uważać, by  podczas rozmowy nie wdawać się w tematy dotyczące jego życia osobistego. Klienci bardzo lubią opowiadać swoje historie, które dla projektanta niekoniecznie są przydatne. Sprzedawca powinien wykorzystać pozycję autorytetu i wiedzy profesjonalisty w celu dopasowania idealnego projektu dla klienta. Badania pokazują, że im więcej rozwiązań przedstawimy kupującemu, tym trudniej będzie mu się zdecydować. Pracownicy muszą przedstawić ofertę sklepu, w taki sposób, aby była ona bogata, ale też zrozumiała dla klienta.

Jak stać się shop doctorem?

Kluczem do sukcesu w zawodzie jest znajomość psychologii koloru i technik ekspozycji produktów.

 – W visual merchendisingu zafascynowało mnie to że można zaaranżować wystawę, która będzie generować zyski dla sklepu. Ekspozycję, którą ułożę, mogę pokazać całemu światu. Od tego zaczęła się moja fascynacja profesją. Z czasem branża rozwijała się, pojawiały się badania i analizy jak barwa wpływa na zachowanie klienta. Jak wnętrze współgra z oświetleniem w salonie kosmetycznym, a jak w salonie meblowym. Kiedy ja zaczynałem, nie było osób zajmujących się tym tematem. Teraz osoby chcące pracować w zawodzie, mają wiele możliwości na zgłębianie wiedzy – i z podręczników, i od praktyków – wspomina dr Marek Borowiński właściciel firmy Shop Doctor.

W tej pracy ważne jest wyczucie smaku, dobry gust, wiedza na temat oddziaływania światła i koloru na konsumenta. Zawód wymaga doświadczenia, praktyki oraz systematycznego śledzenia trendów i nowości. W Polsce nie powstał jeszcze kierunek studiów przygotowujący przyszłych shop doctorów do pracy, ale wiedzę można czerpać z branżowych podręczników, szkoleń, wykładów lub bezpośrednio od osób związanych z branżą. 

JK

O historii marki Łowicz, która właśnie wkroczyła w drugie półwiecze działalności, zmianie identyfikacji wizualnej i rebrandingu oraz podejmowanych działaniach marketingowych mówi Iwona Piasta – Dyrektor Marketingu Agros Nova (Maspex).

Ponad 50 lat temu powstają Zakłady Przemysłu Owocowo-Warzywnego „Łowicz”, na rynek zostają wprowadzone pierwsze dżemy. Co działo się dalej?
Sztandarowym produktem ZPOW były dżemy oraz powidła na bazie truskawek. Z truskawek powstawały też kompoty i owoce pasteryzowane w puszkach. Uruchomiono wtedy także produkcję soków i nektarów bez konserwantów, a nawet win owocowych. Poza sezonem, w Łowiczu powstawały konserwy warzywno-mięsne, gołąbki, pulpety i klopsiki w sosie pomidorowym oraz paprykarz mięsny „Łowicki”. Wyróżnienie miasta Łowicz w nazwie zakładu zapewniało skojarzenia z doskonałą jakością regionalnych produktów. Zakład i marka szybko uzyskały potwierdzoną znakami jakości renomę. W 1990 roku marka i zakład przetwórczy znalazły się w strukturze Agros Holding, a łowickie kompoty zostały zastąpione sokami i napojami. Rozpoczęła się modernizacja i adaptacja asortymentu do nowych warunków rynkowych. W kolejnych latach dżemy z Łowicza zdobywały coraz więcej nagród, a także uzyskały nowe kształty słoiczków i odmienioną szatę graficzną. Wprowadzono kilka ważnych nowości, m.in. syropy owocowe, a o wszystkich zmianach informowały konsumentów ogólnopolskie kampanie reklamowe. Po roku 1990 marka nieustannie poszerzała swoja ofertę. Najlepszymi przykładami są dżemy z linii 100% z owoców, dżemy 100% z owoców extra-gładkie dla dzieci, syropy owocowe „Zdrowie z natury”, najwyższej jakości sosy włoskie oraz sosy egzotyczne z przyprawami w nakładce.

Pół wieku później marka Łowicz dołącza do Grupy Maspex – jakie zmiany i efekty wynieśli Państwo z tej zmiany?
Ja dołączyłam do marki razem z Maspeksem, w którym pracuję od 15 lat. Grupa Maspex zapewnia długoterminową strategię rozwoju, inwestycji w markę, a jej silna pozycja rynkowa i efektywność w prowadzeniu biznesu, to gwarancja dalszego wzrostu i zdecydowanie większych perspektyw. Maspex postawił na marki. Tej strategii firma trzyma się do dziś, ponieważ uważamy, że bycie liderem w świadomości konsumentów jest nieporównanie bardziej bezpieczne i trwalsze, niż tylko konkurowanie cenowe. Łowicz skorzystał z tej filozofii, zaczął kolejną 50-tkę, ale tak naprawdę otworzyliśmy nowy rozdział w jego historii. Wykorzystamy cały potencjał i pokażemy jeszcze większe możliwości tej marki w dalszym umacnianiu pozycji rynkowej.

Jakie są główne kanały komunikacji marki Łowicz?
Najbardziej cenimy sobie zalety wielkiego zasięgu, stąd prym telewizji i outdooru. Natomiast marka otrzymuje pełen marketing mix. Inwestujemy w szeroko pojętym Internecie, magazynach oraz w akcje BTL. Prowadzimy również szeroką kampanię PR uwzględniającą szereg wysokozasięgowych aktywności, m.in. współpracę ambasadorską z topowymi blogerami, działania w prasie, Internecie i social mediach, konkursy kreatywne dedykowane blogosferze i konsumentom.

W tym roku prowadziliście Państwo ogólnopolską kampanię outdoorową, promującą nowe smaki syropów Łowicz. Skąd ta decyzja i jakie miejsce w strategii komunikacji odgrywa outdoor?
Od kilku lat ważnym elementem letniej oferty Łowicza było jej urozmaicanie nowymi, często zaskakującymi wariantami smakowymi. Uznaliśmy, że ogólnopolska kampania outdoorowa w okresie wakacyjnym, kiedy większość Polaków podróżuje po kraju, będzie bardzo dobrym nośnikiem innowacyjnej oferty. Uważam, że kampania outdoorowa doskonale pasuje do współczesnego, mobilnego konsumenta. Ponadto zauważamy dużą skuteczność umieszczania reklam na wiatach przystankowych, w przezroczystym fragmencie citylightu. Takie kampanie towarzyszą emisjom spotów reklamowych Łowicza.

Do oferty przetworów owocowych marki Łowicz dołączyły w tym roku pierwsze na rynku dżemy z funkcją prozdrowotną. Nowość była promowana m. in. na nośnikach outdoorowych w całej Polsce.

Z początkiem tego roku marka przeszła też gruntowny rebranding. Zmienił się m. in. charakter komunikacji, z klasycznej, w stronę bardziej dynamicznej, kolorowej aranżacji. Czy zmienili Państwo grupę docelową?
Marka z sukcesem operuje w aż 5 różnych kategoriach spożywczych. Obecność w tak wielu kategoriach oznacza bardzo szeroką grupę docelową, o zróżnicowanych potrzebach. Nie chcemy zawężać tej grupy, bo Łowicz odpowiada na większość z najważniejszych potrzeb i oczekiwań konsumenckich. Znamy nasz target, ich system wartości, motywacje, cele, aspiracje, widzenie świata, co daje nam podstawę do generowania insightów dla wszystkich kategorii marki. Wspólnym mianownikiem jest fakt, że ludzie lubią różnorodność. No i właśnie kolorowy Łowicz najlepiej to odzwierciedla.

Jak oceniacie te zmiany po ponad pół roku pracy?
Wszystko idzie w dobrym kierunku, obserwujemy bardzo dużą zauważalność nowej strategii komunikacji. Wsparcie marketingowe konsekwentnie widać w rosnących wskaźnikach Brand Equity i co najważniejsze – realnie przekłada się na sprzedaż.

Wprowadziliście również platformę komunikacyjną marki „Produkty Łowicz są takie, że Łooo!”. Na czym polegają działania podejmowane w jej ramach?
Łowicz to nie tylko dżemy, ale również syropy, a także: pomidory, dania gotowe i sosy. Niezależnie od kategorii, zawsze są to produkty o najwyższej jakości i doskonałym smaku – po prostu „Samo najlepsze”. Marka bardzo skutecznie łączy w sobie tradycję i nowoczesność. Wspólnie z naszą agencją kreatywną i strategiczną stworzyliśmy komunikację, która wybija się z ram i kodów w branży spożywczej. Łowiczowe Łooo! oddaje zachwyt nad produktem, jest zawsze związane z konkretnym aspektem ze świata produktu: nowym smakiem, konsystencją, funkcjonalnością opakowania. Łooo! wprost wskazuje konkretne powody sięgania po produkty Łowicza. Celem nowej platformy komunikacyjnej jest uspójnienie wizerunku marki oraz dodanie jej wyrazistości i witalności.

Jesteście laureatami licznych nagród branżowych. Które są dla Was szczególnie cenne?
Produkty Łowicza zdobywały niezliczone ilości prestiżowych laurów, zostały wyróżnione nagrodami: biznesowymi, sprzedażowymi, marketingowymi oraz społecznymi, nadawanymi przez konsumentów i specjalistów z rynku branżowego. Wszystkie te środowiska są dla nas ogromnie ważne, a ich opinia bardzo cenna. Ocenie podlegają: jakość i smak produktów, marka, jej wizerunkowa siła, wpływ na rozwój handlu w Polsce, konkurencyjność na rynku, oceniane są najlepsze nowości produktowe w najważniejszych rynkowych kategoriach, a także wybór konsumentów. Na szczególną uwagę zasługuje właśnie tak duża rozpiętość i przekrojowość kryteriów oraz idąca za tym zgodna, wysoka ocena Łowicza, potwierdzająca właściwy kierunek rozwoju marki.

Czy współpracują Państwo z blogerami kulinarnymi? Jak oceniają Państwo potencjał tego, ostatnio bardzo popularnego, rozwiązania promocyjnego?
Oczywiście, że tak. Blogerzy są dziś bardzo wpływową grupą twórców, a blogosfera staje się elementem mediaplanów. Dobierając odpowiednio styl komunikacji, sposób prezentacji produktów na blogu, marka może bardzo naturalnie osadzić się w tej sferze i być z powodzeniem promowana. Opinie blogerów są cenione przez czytelników traktujących blogi jako zaufane źródło informacji zakupowej.

Czy w komunikacji z klientami prowadzą Państwo eventy, wydarzenia dedykowane? Jeśli tak, to jakie?
Tak. Przeprowadziliśmy na początku roku 2016 sampling, w ramach kampanii „DŻEM DOBRY”, której celem było zachęcenie konsumentów do jedzenia dżemów na śniadanie. W największych polskich miastach, w miejscach o największym natężeniu ruchu pieszego ustawiliśmy food truck, zapraszając na tosty, naleśniki i croissanty z dżemami Łowicz. Chcieliśmy przypomnieć różnorodność produktów dżemowych, bo Łowicz ma w ofercie dżemy z kawałkami owoców, gładkie, przepyszne konfitury z całymi owocami, powidła, a to daje ogromną liczbę możliwości zastosowań i sposobów podania.

Rozmawiała Katarzyna Lipska-Konieczko

Iwona Piasta – Absolwentka Politechniki Krakowskiej z dyplomem w dziedzinie technologii produkcji leków i kosmetyków. Praktykuje i doskonali szeroko pojęte zarządzanie zmianą. Ceni sobie aktywność – w pracy i poza nią. Generacja X. Lubi to, co robi i jest prawdziwym ekspertem w tym zakresie. Posiada wieloletnie doświadczenie zawodowe, zdobyte w branży FMCG. Z Grupą Maspex związana od 2003 roku. Początkowo zdobywała doświadczenie w obszarze rozwoju i jakości. Od 2005 roku w strukturze New Products Development była odpowiedzialna za przygotowywanie nowych i rozwój już istniejących produktów w obszarze soków, nektarów i napojów w portfolio spółki. Od 2008 roku zarządzała marką Kubuś, odpowiadając za wszystkie działania na rzecz brandu. Od lipca 2015 r. – jako Dyrektor Marketingu Agros Nova zarządza markami: Łowicz, Krakus, Kotlin, Włocławek, Fruktus.

 

Wywiad ukazał się w OOH magazine. Wersja online znajduje się TUTAJ

Czy warto, by leki dostępne bez recepty były obecne na Facebooku? Co się sprawdza, a co niekoniecznie? White Paper Agency przeanalizowała, jak marki farmaceutyczne radzą sobie z komunikacją na Facebooku.

Do grupy najczęściej kupowanych leków OTC (czyli leków sprzedawanych bez recepty) należą przede wszystkim środki przeciwbólowe i przeciwzapalne (60 proc.). Kolejne najpopularniejsze, to leki na ból gardła, grypę i przeziębienie (18 proc.)1. Marki z obu tych grup łącznie stanowią prawie 80 proc. kupowanych leków OTC. White Paper Agency właśnie ich obecność na Facebooku poddała analizie jakościowej.

Być, albo nie być w social media – co wybierają marki farmaceutyczne?

Nieobecność. Najpopularniejsze leki OTC na Facebooku są rzadkością. Poza kilkoma wyjątkami.
Łączenie się. Dobrze radzą sobie fanpage’e poświęcone zdrowiu, które naprzemiennie prezentują kilka produktów jednego producenta.
Samodzielność. Gorzej radzą sobie marki konkretnych leków OTC, choć tu również można wskazać kilka dobrych przykładów.

Czy wszyscy są już na Facebooku?
To źle postawione pytanie. Spośród najpopularniejszych leków OTC praktycznie żadnego nie ma na Facebooku. Spośród 19 sprawdzonych przez nas marek środków przeciwbólowych i przeciwzapalnych dostępnych bez recepty2 swoje fanpage’e mają dwa: APAP i Ibuprom. Spośród 19 leków na przeziębienie i grypę3 na Facebooku autonomicznie istnieje Gripex, a z 13 leków na ból gardła4 – Tantum Verde.
Wygląda więc na to, że po okresie zachwytu Facebookiem i hurra-optymizmu, który skłaniał do spontanicznego zakładania fanpage’y firmowych praktycznie dla każdej marki – większość producentów leków OTC z Facebooka wycofało się, albo nigdy nie zdążyło na niego wejść. Szybko bowiem okazało się, że założenie fanpage’a jest łatwe, ale już wypracowanie atrakcyjnej dla niego strategii i metodyczne jej realizowanie jest bardzo wymagające.

Nasze obserwacje, jak warto prowadzić komunikacje w najpopularniejszym wciąż kanale społecznościowym w Polsce, zbieramy poniżej.

Czego możemy się nauczyć od liderów zaangażowania w kategorii Zdrowie?
Lepiej twórz fanpage z myślą o grupie docelowej, a nie o produkcie.
Zbiorcze fanpage’e wypadają znacznie lepiej i pozwalają na większą kreatywność.

Analiza wybranych fanpage’ów z Facebooka
Wpisy na Wychowaj małego Profesora – dotyczą najczęściej leku na odporność (probiotyku) Acidolac. Z częstotliwością około kilkunastu wpisów na miesiąc fanpage potrafi zaangażować około 4 proc. fanów, co sprawia, że znajduje się on na wysokiej, 9 pozycji najbardziej angażujących fanpage’ów w kategorii Zdrowie5. Niewątpliwie panuje na nim spora różnorodność – często odsyła do serwisu contentowego „Misiowe opowieści”, należącego do Grupy Wirtualna Polska, udostępnia czat z pediatrą, współpracuje z blogerami, proponuje zabawy z dziećmi, a czasem decyduje się na wpisy bez materiału graficznego, zwykle zadając pytania otwarte.

Przerwa na zdrowie (Adamed) zastanawia już od pierwszego wejrzenia za sprawą swojej nazwy. Czy na pewno tym, co proponuje właściciel fanpage’a, jest przerwa na zdrowie w długim ciągu chorób? Byłoby to przygnębiające, ale mniejsza o to. Na pochwałę zasługuje bardzo regularne publikowanie postów, praktycznie codziennie, oraz bardzo urozmaicony zakres tematyczny wpisów: konkursy, rady zdrowotne oraz dietetyczne i cytaty.

Hellozdrowie.pl (USP Zdrowie) jest przykładem konsekwencji i dobrego spięcia fanpage’a z serwisem contentowym, prowadzonym bardzo regularnie i profesjonalnie. Plasowanie produktów producenta jest tam wręcz nieśmiałe, bo zdarza się raz na kilka tekstów i to przeważnie w formie wyświetlanej obok tekstu reklamy. Sam fanpage Hellozdrowie.pl działa bez zarzutu. Znajdziemy go na 11 miejscu najbardziej angażujących stron na Facebooku w kategorii Zdrowie oraz na 8 spośród największych stron według rankingu Sotrender6. Jeśli pojawiają się porady, to nie takie, które od razu wysyłają do apteki po jedyny słuszny lek, a jeśli informacje, to poparte badaniami.

Jeśli prowadzisz fanpage dla konkretnego leku, buduj go wokół realnych potrzeb konsumentów, nie wokół produktu.

Warto zainspirować się fanpage’em No-Spa. Kluczem do ich sukcesu (a są jedynym lekiem, który znalazł się samodzielnie w TOP 15 najbardziej angażujących stron na Facebooku!) jest świetne określenie grupy docelowej – ich potrzeb, pragnień oraz stylu życia. I dopasowanie do nich całej komunikacji, która opiera się na przekonaniu o potrzebie niezależności kobiet, wzmacnianiu wiary w siebie i motywacji. Sam produkt jest rzadkim gościem, ale gdy już się pojawi – posty produktowe są budowane w taki sposób, że nie drażnią, bo są spójne z filozofią marki.

Z najpopularniejszej kategorii leków OTC, czyli przeciwbólowych i gorączkowych, na Facebooku odnajdziemy Ibuprom (również należący do USP Zdrowie Sp. z o.o.). Koncepcja tego fanpage’a jest dość klarowna i potrafi jednoczyć 30,5 tys. fanów wokół codziennych, powszechnych bolączek oznaczonych hashtagami: #znasztenbol (znasz ten ból) zamiennie z #niemazeboli (nie ma, że boli). Formuła sprawdza się raz lepiej, raz gorzej. Jeszcze w styczniu 2016 roku zaangażowanie fanów pozwoliło marce znaleźć się na 13, a w lutym na 14 miejscu najbardziej angażujących stron na Facebooku7.

Na kilkanaście sprawdzonych przez White Paper Agency środków na przeziębienie i grypę dostępnych bez recepty, samodzielnie na Facebooku funkcjonuje jeden – Gripex (USP Zdrowie). Co ciekawe i nowatorskie, uaktywnia się wyłącznie na sezon grypowy, jesienią, po czym żegna się z fanami z końcem marca.

Spośród 13 sprawdzonych specyfików na ból gardła na Facebooku udało się odnaleźć jedynie Tantum Verde (Angelini), który to specyfik średnio co dwa dni zachęca do aktywnego spędzania czasu, również z rodziną, oraz urozmaica „walla” cytatami, które w tym tematycznym towarzystwie jednak trochę zgrzytają („Zdecydowanie zmierzaj w kierunku swoich marzeń. Żyj tak, jak pragniesz” H.D. Thoreau – 7 lajków).

Dobre praktyki
Prowadź Serwis Contentowy lub współtwórz go z mocnym partnerem medialnym. O ile nie jesteś związany z programem telewizyjnym albo tytułem prasowym – budowanie zasięgu nie będzie łatwe. Najbardziej angażujący fanpage – 11 proc. zaangażowanych użytkowników z prawie 606 tys. fanów – to: „Wiem, co jem”, czyli strona programu o tym samym tytule, emitowanego na TVN Style. Rozsądnie robi Polpharma, współpracując z serwisem z Grupy Wirtualna Polska przy projekcie „Misiowe Opowieści”, podobnie działa USP Zdrowie, konsekwentnie budując serwis www.hellozdrowie.pl.

Pisz o tym, co jest ważne dla użytkowników Facebooka. Na pewno takim tematem są relacje damsko-męskie. „Czego pragną kobiety”, czyli lekkie, często dowcipne, zwykle oryginalne (!) „złote myśli”, kierowane do kobiet, angażują aż 18 proc., czyli prawie 30 tys. fanów z liczby 163,5 tys. „Seks to zdrowie” z ponad 530 tys. fanów jest częścią realizowanej od lat kampanii społecznej firmowanej przez Polpharmę – Ogólnopolskiego Programu Zdrowia Seksualnego.

Pisz o tym, co jest przydatne dla użytkowników Facebooka. Dzięki temu, że młodzi rodzice szukają informacji o zdrowiu i wychowywaniu dziecka, Polpharma z „Wychowaj małego Profesora” znalazła się w zestawieniu najbardziej angażujących fanpage’ów. Dzieli się poradami zdrowotnymi, przemycając nazwę leku Acidolac praktycznie na wszystkich elementach graficznych.

Cytaty
Dobrze dobrane do grupy fanów (!) zapewniają i lajki, i szery jednocześnie. Byle nie przesadzać z częstotliwością ich publikacji.

Nie oczekuj cudów
Nawet jeśli działasz konsekwentnie, nie robisz literówek i nie zanudzasz, nie spodziewaj się spektakularnych efektów. Im większy fanpage, tym mniej zaangażowanych fanów. Średnia w kategorii Zdrowie to 3 proc. zaangażowanych odbiorców.

Bądź zabawny, ale nie za wszelką cenę
Warto prześledzić, jakie posty w ostatnich miesiącach cieszyły się największą popularnością wśród fanów. Dobrym przykładem i inspiracją mogą być najpopularniejsze posty w kategorii Zdrowie z ostatnich miesięcy, które przypominamy poniżej.

Eksperymentuj z reklamą na Facebooku
Około 25–30 proc. całego ruchu pochodzi z reklamy płatnej. Nie zaniedbuj tego źródła ruchu – bez reklam łatwo zniknąć z tablic fanów.

Last but not least. Naprawdę dbaj o jakość postów – merytoryczną i wizualną

„Wiemy co zdrowe” (Salveo), mając ponad 31 tys. fanów, wykonuje tytaniczną pracę, eksperymentując z wieloma formami wpisów, i niewątpliwie zasługuje na uwagę. Niestety, jest pełne utrudniających odbiór „smaczków”, które odwracają uwagę od meritum – literówek, błędów stylistycznych i nieudolnych tłumaczeń obcojęzycznych powiedzonek. Ogólna koncepcja jest więc w zasadzie bez zarzutu, ale trudno o pochwały właśnie ze względu na jakość wpisów.

Fanpage „Wiemy co zdrowe”: wymuszone żarty refleksje oraz plasowanie produktów na siłę.

[galeria=”1″]

Podsumowanie
Facebook – podobnie do Google – chce dostarczać swoim użytkownikom najlepiej dopasowane treści. – Stale obserwujemy zmiany w algorytmie, które w praktyce wymuszają prowadzenie kampanii reklamowych. W efekcie słyszymy, że coraz trudniej zaistnieć na Facebooku.

I to prawda. Marki, które nie nadążają za zmianami i chcą traktować Facebooka jak szeroko zasięgową tubę do głoszenia banałów i truizmów, faktycznie mają ciężko. W olbrzymim szumie reklamowym, bez stosowania zasad opisanych w naszym artykule, nie uda się utrzymać zaangażowania użytkowników.

– Nie tak trudno jednak znaleźć firmy, które radzą sobie w tym dynamicznym środowisku. Łączy je jedno – zdają sobie sprawę, że czasy prowadzenia darmowych działań na Facebooku dla komercyjnych marek minęły, ale w zamian otworzyły się gigantyczne możliwości targetowania i dotarcia do najbardziej wyszukanych grup celowych – komentuje Jarosław Sosiński, współautor raportu przygotowanego przez White Paper Agency.

Źródło: White Paper Agency

Analiza została przeprowadzona w dniach 24–27 kwietnia 2016 roku. Sprawdzono obecność 19 leków przeciwbólowych i przeciwzapalnych (Acenol, Aleve, APAP, Dexak, Efferalgan, Etopiryna, Ibufen dla dzieci, IBUM, Ibupar, Ibuprom, Ifenin, Kopiryna, Metafen, Migea, Naproxen, Nurofen, Opokan, Panadol/Panadol Femina, Polopiryna), 19 leków na przeziębienie i grypę (Ascalcin Plus, Aspirin, Aspirin C, Aspirin Effect, Aspiryna, Choligrip, Coldrex, Effelargan, Etopiryna, Fervex, FluControl, Gripex, Grypostop, Metafen, Polopiryna, Scorbolamid, Sebidin, Tamiflu, Upsarin) oraz 13 leków na ból gardła (Agardin, Chlorchinaldin, Cholinex, Isla, Halset, Herbitussin, Neo-angin, Neo-gardin, Septolux, Strepsils, Tantum Verde, Trachisan, Tymianek Podbiał). Poszukiwano także informacji o istnieniu fanpage’ów na stronach www producentów, dzięki czemu udało się odnaleźć kilka zbiorczych fanpage’ów dotyczących tematyki zdrowotnej.

1 http://managerapteki.pl/konsumpcja-lekow-otc-polsce/
2 Zestawienie sprawdzonych marek w „Zakresie analizy”
3 Zestawienie sprawdzonych marek w „Zakresie analizy”.
4 Zestawienie sprawdzonych marek w „Zakresie analizy”.
5 https://www.sotrender.pl/trends/facebook/reports/201603/zdrowie#trends
6 https://www.sotrender.pl/trends/facebook/reports/201603/zdrowie#trends
7 https://www.sotrender.pl/trends/facebook/reports/201601/zdrowie#trends
https://www.sotrender.pl/trends/facebook/reports/201602/zdrowie#trends

 

Firmy zaczęły coraz bardziej doceniać pracowników. Jedną z form ich motywowania oraz podnoszenia efektywności codziennej pracy jest wspólny wyjazd typu incentive. Jak wygląda ten rynek, jakie korzyści przynosi pracodawcom oraz jak krok po kroku przygotować wyjazd incentive opowiada Olga Krzemińska-Zasadzka, właścicielka Agencji Power, zajmującej się wyjazdami typu incentive.

Ostatnio wszędzie wokół słychać incentive. Proszę zdefiniować na czym dokładnie polegają wyjazdy tego typu?
Olga Krzemińska-Zasadzka: Incentive travel to innymi słowy podróże do atrakcyjnych miejsc organizowane dla klientów lub pracowników, które finansują pracodawcy. Jest to forma nagrody, która motywuje dystrybutorów czy handlowców do dalszego skutecznego działania, pobudza entuzjazm i wzmacnia ich lojalność wobec firmy czy przełożonych. Stanowi sygnał dla uczestników, że firma widzi i docenia ich starania i zaangażowanie. Dlatego jest to bardzo ważny element zarządzania – zatrudnieni doceniają to, że szef również angażuje się w relację i wyraża swoją wdzięczność. Tym sposobem zapewnia się równowagę w relacjach między pracodawcą a pracownikami oraz napędza dynamikę działania zespołu.

Jakie są cele wyjazdów incentive? Czy również integracja, czy tylko odpoczynek i relaks?
Istnieje bardzo wiele odmian wyjazdów incentive. Różnią się one sposobem realizacji, ale ich głównym celem jest zawsze nagroda i motywacja – czy to kadry, czy partnerów biznesowych. Wyjazdy incentive to inwestycja w pracowników czy kluczowych klientów – wydanie 100 tys. zł na wyjazd może w przyszłości zaoszczędzić dużo większe kwoty związane chociażby z zatrudnianiem i szkoleniem nowych pracowników. Firmy odnoszą dzięki takiej inwestycji konkretne korzyści, m.in.: uczestnicy stają się bardziej lojalni i identyfikują się z firmą, przez co zmniejszają się koszty ich fluktuacji. Ponadto jest to doskonała okazja do integracji zespołu i lepszego poznania się, co pozytywnie przekłada się na procesy komunikacji w firmie. To z kolei zwiększa efektywność pracy. Incentive travel pomaga także budować pozytywny wizerunek firmy jako atrakcyjnego pracodawcy.

Dawniej wyjazd służbowy kojarzył się tylko ze szkoleniem. Kiedy nastąpił boom na incentive i dlaczego tak się stało?
Wyjazdy incentive pojawiły się w Polsce w połowie lat 90. Duże przedsiębiorstwa zaczęły wykorzystywać je jako narzędzie w zarządzaniu zespołami. Od tego czasu wiele się zmieniło. Pamiętam, że zanim incentive stał się popularny, mój znajomy, który wrócił z wyjazdu biznesowego z Wiednia, z wielkim zachwytem opowiadał o wyjściu na kolację i do opery po spotkaniu biznesowym. Wtedy to było coś niezwykłego, co robiło wrażenie. Gdy pojawiła się możliwość egzotycznych podróży, szybko okazało się, że stały się one świetną formą nagrody i motywacji, gdyż Polacy uwielbiają podróżować. Dzieje się tak dlatego, że dobrze zorganizowany wyjazd motywacyjny przynosi wymierne rezultaty. Pamiętajmy, że dobra organizacja oznacza spójność ze strategią i wizerunkiem firmy.

Pracownicze wyjścia na paintball to już historia. Klienci są coraz bardziej wymagający. Co oryginalnego organizator może zafundować firmie? Jak Wy działacie?
Przede wszystkim trzeba zadbać, by oferta wyróżniała się innowacyjnością i była na czasie. Starać się przewidzieć potrzeby klientów i w każdym sezonie zaproponować nowe spektakularne miejsca. Nasza agencja w ofercie ma zarówno ekskluzywne rejsy katamaranami po Karaibach, jak i regaty czy rafting. Jeśli miałabym wymienić dwie rzeczy, które nas charakteryzują, to byłaby to autentyczna znajomość miejsc, do których jeździmy i nasze zamiłowanie do aktywności i sportu. To nas wyróżnia, bo w zasadzie dla każdego członka naszego zespołu pasja stała się pracą. Robimy to, co kochamy.

Ile powinien trwać wyjazd pracowniczy, by był optymalny i przynosił zamierzony skutek?
Wszystko zależy od tego, co chcemy osiągnąć. Incentive to nie tylko kilkunastodniowe wyjazdy w egzotyczne miejsca. To także imprezy odbywające się w ramach jednego wieczoru, często z osobami towarzyszącymi. Aby wyjazd był udany, należy dopasować go do zespołu, do ludzi, którzy pracują w firmie oraz do strategii wizerunkowej. To wszystko z kolei wpływa na długość trwania wyjazdu. Jeżeli jednak miałabym wskazać średnią, to byłyby to 3 – 4 dni.

Pracownicy w firmach są naprawdę różni. Jak zaspokoić potrzeby wszystkich uczestników wyjazdu?
To jest jedno z największych wyzwań. Jednocześnie ten element przygotowywania wyjazdu często jest niedoceniany przez agencje. Zawsze szczerze i otwarcie należy rozmawiać z klientem, zanim pojawi się propozycja. Dlatego pierwszym krokiem powinny być wywiady z pracodawcą i pracownikami. Należy przeprowadzić ankiety, poznać zespół, zebrać informacje bezpośrednio od nich. Znajdujemy również wrażliwe kwestie, na przykład to, jak na wyjazd reaguje małżonek – to bardzo ważne. Takich szczegółów jest więcej, nie powinniśmy o nich zapominać. Z doświadczenia wiemy, że starsi pracownicy wolą krótsze wyjazdy, bo mają zobowiązania w postaci rodziny. Zawsze należy brać to pod uwagę. Program przygotowujemy w tak różnorodny sposób, by każdy znalazł w nim coś dla siebie. Różnorodność jest tu kluczem do sukcesu.

Często zdarza się, że ludzie nie chcą brać udziału w przygotowanych zajęciach?
Takie sytuacje należą do rzadkości. Dobre przygotowanie, jak już wcześniej wspomniałam, potrafi rozwiązać każdy problem. Propozycje wyjazdów powinny być tak przemyślane, by przez cały czas wszyscy byli zajęci. Z drugiej strony uczestnik zawsze powinien mieć możliwość swobodnego wyboru, czy chce uczestniczyć w zajęciach lub wyjeździe, czy nie. Zachęcamy ciekawymi atrakcjami, ale nie wywieramy presji, bo to przynosi skutek odwrotny do oczekiwanego.

Jak wygląda rynek incentive? Czy konkurencja jest duża?
Rynek wyjazdów incentive to rynek ciągłych dynamicznych zmian. Funkcjonujące na nim podmioty muszą być gotowe do szybkiej adaptacji zmieniających się wymagań i potrzeb klientów, ale także do zmian w propozycjach destynacji w czasach zagrożenia terroryzmem, kataklizmami. Na rynku funkcjonuje kilkanaście agencji, które potrafią nadążyć za zmieniającymi się wymaganiami. Wyjazd motywacyjny to nieoceniona forma nagrody i powinien być zapamiętany przez uczestników jako coś wyjątkowego. Dlatego my jako agencja zawsze staramy się tworzyć atrakcyjne programy, które w autentyczny sposób wpisują się w aktualną strategię naszych klientów.

Jaka jest przyszłość tego typu eventów? Czy trendy przychodzą do nas z zagranicy?
Rynek wyjazdów incentive rośnie z roku na rok, gdyż coraz więcej firm przekonuje się, że inwestycja w pracowników jest opłacalna. Oczywiście wiele inspiracji przychodzi do nas z zagranicy – to cecha polskiego rynku, że lubimy mieć wypróbowane rozwiązania, ale pokazujemy je we własnej odsłonie. O ile kiedyś wyjazdy incentive były organizowane bardziej eksperymentalnie i nie zawsze z oczekiwanym skutkiem, o tyle dziś stają się naprawdę ciekawe i angażujące. Myślę, że będziemy starali się organizować je coraz lepiej, tak aby skutecznie spełniały swoją rolę.
Rozmawiała Paulina Pięta

 

Olga Krzemińska-Zasadzka – managing director Agencja Power, v-ce prezes zarządu Stowarzyszenia Branży Eventowej. Absolwentka Szkoły Głównej Handlowej i Wyższej Szkoły Biznesu i Administracji im. Koźluka w Warszawie. Zaczęła swoją przygodę w branży od wyjazdów narciarskich w 1997 r., turniejów squash-a (w latach 2002-2004 Wicemistrzyni Polski w Squash-u) oraz wydarzeń i wyjazdów sportowych i motoryzacyjnych. Przyczyniła się do zdobycia nagród: Solidna Firma, Platynowy Certyfikat Polish Product, Firma Roku, MP Power, medalu Meeting Planner w kategorii Wydarzenie/Usługa Roku, laureata Polskiego Internetu w kategorii Rozrywka i Rekreacja oraz certyfikatu Wiarygodna Firma. Członek Stowarzyszeń: SBE, SKKP, SOIT, Site.

 

Wywiad ukazał się w OOH Event. Wersja online znajduje się TUTAJ