O 40-leciu działalności firmy, najistotniejszych momentach jej rozwoju, ekspansji na rynkach zagranicznych i strategii marketingowej, procentującej pozycją jednego z liderów branży akwarystycznej na świecie – rozmawiamy z przedstawicielami TROPICAL.
Firma TROPICAL powstała w 1977 roku. 40 lat to piękny jubileusz. Jak wyglądały Państwa początki?
Tadeusz Ogrodnik, właściciel firmy TROPICAL: Początki firmy sięgają pierwszej połowy lat 70., a więc trudnego czasu na polskim rynku. Jak się jednak okazało, był to dość dobry okres dla rozwoju akwarystyki. Mimo iż firma oficjalnie została zarejestrowana w 1977 roku, działalność rozpoczęła się już na początku lat 70., gdy mój brat – Andrzej Ogrodnik – rozpoczął produkcję pierwszych filtrów akwarystycznych. Początkowo oczywiście wszystkie produkty wykonywaliśmy prostymi metodami, na niewielkiej powierzchni w małym zakładzie w Chorzowie. Popyt na te produkty rósł, a my skutecznie wypełnialiśmy niszę na rynku krajowym. TROPICAL proponował produkty, które w tamtym czasie nie były dostępne, dodatkowo przywiązywaliśmy dużą wagę do opakowań. Nasze produkty wyglądały atrakcyjnie na półkach sklepowych, co jest do dziś dla nas bardzo ważne. Można więc uznać, że, tworząc pierwsze produkty, nadaliśmy bieg i kierunek rozwoju branży akwarystycznej w kraju. Z roku na rok sprzedaż rosła, dzięki czemu mogliśmy się rozwijać i inwestować w nowoczesne technologie. Wszystkie zmiany, jakie dokonały się w historii firmy, sprawiły, że dziś jesteśmy jednym z liderów branży akwarystycznej na świecie, a w ofercie firmy TROPICAL znajduje się aż 5 marek: Tropical (produkty akwarystyczne, terrarystyczne i dla ryb w oczkach wodnych), Tropifit (produkty dla gryzoni, małych ssaków i ptaków), TropiDog (karmy dla psów), TropiCat (karmy dla kotów) i Bi Florin (produkty do pielęgnacji roślin ozdobnych).
Wasze portfolio produktowe jest bardzo bogate, zawiera ponad 1000 pozycji asortymentowych dla zwierząt domowych. Jakie były przełomowe momenty rozwoju firmy?
T.O.: Przełomowych momentów było kilka. Można powiedzieć, że były to kamienie milowe w rozwoju firmy TROPICAL. Warto zacząć od tego, że pierwsza siedziba firmy znajdowała się w Chorzowie, ale szybki rozwój naszej oferty asortymentowej wymusił otworzenie w 1983 roku nowego zakładu w Zabrzu oraz zainwestowanie w profesjonalną linię technologiczną do wytwarzania pokarmów płatkowanych. To bardzo usprawniło produkcję, bo wcześniej wszystko wytwarzaliśmy prostymi metodami. Później, w 2000 roku, otworzyliśmy kolejny oddział w Chorzowie, gdzie przenieśliśmy główną siedzibę firmy, która mieści się tam do dziś. Wtedy też zainwestowaliśmy w nowoczesny park maszynowy, pozwalający nam wejść na jeszcze wyższy poziom produkcji. Kilka lat później wdrożyliśmy System Zarządzania Jakością według normy ISO 9001, który uregulował normy postępowania i zagwarantował stabilny proces wytwarzania. Niestety w 2005 roku zmarł założyciel firmy, mój brat Andrzej Ogrodnik, od tego czasu wraz z żoną i starszym synem kontynuujemy działalność jako przedsiębiorstwo rodzinne. Młodszy syn jest jeszcze w trakcie studiów, ale wierzymy, że już niedługo dołączy do załogi TROPICAL. W 2009 roku rozbudowaliśmy zakład produkcyjny w Chorzowie i wtedy też uruchomiliśmy innowacyjną linię do produkcji pokarmów ekstrudowanych. Od tego czasu możemy wytwarzać pokarmy o najwyższych parametrach jakości dla wszystkich zwierząt domowych.
Czyli trudnych chwil i wyzwań nie brakowało przez cztery dekady działalności firmy?
T.O.: Oczywiście jak każda firma na samym początku mieliśmy trudne momenty i niejednokrotnie staliśmy przed dużymi wyzwaniami. TROPICAL zaczął istnieć w pierwszej połowie lat 70. i był to dość ciężki czas dla podejmowania jakiejkolwiek działalności w Polsce. Sklepowe półki świeciły wtedy pustkami, a pozyskanie surowców nie było tak łatwe jak teraz. Sam proces rejestracji firmy wydawał się bardzo dużym wyzwaniem i w tamtym czasie kosztował wiele odwagi, bo każdy ruch wymagał pozwoleń ówczesnych władz. Dziś jestem dumny, że udało nam się pokonać ograniczenia, jakie przed nami stawiano. Dzięki temu jako nieliczni w branży możemy świętować 40-lecie działalności. Z perspektywy czasu widać, że TROPICAL nieustannie się rozwija, wyzwań jest coraz więcej, ponieważ systematycznie poszerzamy dystrybucję o nowe obszary. Nasze działania eksportowe obejmują już ponad 75 krajów na całym świecie, a wejście na jakikolwiek zagraniczny rynek to zawsze duże wyzwanie. Nasze produkty obecne są w wielu krajach o zupełnie różnych kulturach i modelach biznesowych. Dużym wyzwaniem jest więc dostosowanie się do tak specyficznych wymagań. Nasz dział eksportowy pracuje nieustannie nad rozpoznaniem rynku i przygotowaniem się do tego, by wejść na niego z sukcesem. To ogromnie duża praca, bo każde państwo ma swoje przepisy, regulacje prawne i uwarunkowania. Trzeba zbadać potrzeby odbiorców i konkurencję. Tu nie ma miejsca na błąd i niedopatrzenia. Posiadamy ponad 1000 pozycji asortymentowych, pojawia się u nas średnio 40 nowości rocznie. To niezwykle ważne, by promować te wszystkie produkty od Kanady przez Estonię, aż po Emiraty Arabskie.
Obecnie Wasze produkty eksportowane są do ponad 75 krajów na świecie. Do naszych sąsiadów, jak również na Bliski Wschód, do Azji i Ameryki Południowej. Jak wyglądała ekspansja i zdobywanie tych rynków przez firmę z Chorzowa?
Bekir Öder – Export Manager w firmie TROPICAL: To prawda, od początku istnienia firmy TROPICAL eksport był dla nas kwestią priorytetową, pierwsze sukcesy mieliśmy w tej materii już w latach 80. Obecnie dostarczamy nasze produkty na rynki 75 krajów na wszystkich kontynentach, gdzie rozwinięte są branże akwarystyczna i zoologiczna. Oczywiście na początku nie łatwo było konkurować z innymi firmami na zagranicznych rynkach. Zresztą dalej nie jest to proste i pewnie nigdy nie będzie, ale – dzięki ciągłemu rozwojowi technologicznemu oraz licznym inwestycjom – TROPICAL ma w swojej ofercie unikatowe produkty, których nie ma żaden inny producent. Dodatkowo wyjątkowe, ergonomiczne opakowania, dzięki którym produkty nie ulegają zniszczeniu, to nasz atut i znak rozpoznawczy. Odbiorcy widzą nasze starania, dzięki temu wiedzą, że mogą nam zaufać. To niejednokrotnie ułatwiło nam współpracę zagranicą. TROPICAL jest obecnie jednym z liderów wśród firm akwarystycznych. W wielu krajach jesteśmy numerem jeden, w pozostałych – w ścisłej czołówce. Jesteśmy dumni z tego, że marka TROPICAL jest dziś synonimem słów innowacja, jakość i różnorodność. Polskiej firmie z Chorzowa udało się to dzięki połączeniu ogromnego entuzjazmu i pasji z najnowocześniejszymi na świecie rozwiązaniami technologicznymi. Nie zaprzestajemy jednak dalszych badań i poszukiwań innowacyjnych rozwiązań. Jako firma rodzinna, szczerze oddana akwarystyce i zoologii, mamy tę wyjątkową elastyczność, która pozwala nam na tworzenie indywidualnych rozwiązań dla każdego z rynków z osobna. Myślę, że to właśnie dzięki temu TROPICAL cieszy się tak dużym zainteresowaniem dystrybutorów, a nasza ekspansja na rynki zagraniczne to naturalny krok w rozwoju firmy.
Międzynarodowa Wystawa Psów Rasowych, Kielce 2016 r.
Jak wyglądają Wasze działania marketingowe na zagranicznych rynkach?
B.Ö.: TROPICAL jest firmą międzynarodową, prężnie działającą na wielu obszarach, nieustannie więc pracujemy nad tym, aby zwiększać dostępność i rozpoznawalność naszej marki. Aktywnie uczestniczymy w największych targach branżowych na świecie – Interzoo w Norymberdze, a także największych targach branżowych w Azji – China International Pet Show, jesteśmy także obecni na Global Pet Expo w USA. Firma bierze udział również w wielu innych ważnych spotkaniach targowych na całym świecie od Singapuru, przez Włochy, Rosję aż do Korei Południowej i Australii. Nasza szeroka oferta produktowa oraz aktualne nowości prezentowane są w prasie branżowej na całym świecie. Jesteśmy w ciągłym kontakcie z naszymi odbiorcami i dystrybutorami. Prężnie działamy w mediach społecznościowych i Internecie. Dla wszystkich marek prowadzone są kampanie reklamowe, m.in.: Google AdWords, Google Remarketing, Facebook Ads, kampanie mailingowe. Jesteśmy wsparciem marketingowym dla naszych dystrybutorów z każdej części świata. Projektujemy i dystrybuujemy materiały reklamowe wpierające sprzedaż. Pracujemy nad atrakcyjnymi promocjami produktów, tworzymy gadżety i organizujemy konkursy dla odbiorców. Dodatkowo współpracujemy ze światowymi sławami w dziedzinie akwarystyki, świetnymi hodowcami oraz hobbystami z całego świata. Ambasadorem naszej marki jest uznany w branży wybitny hodowca paletek – Jack Wattley.
TROPICAL licznie wspiera potrzebujących i tych, których warto doceniać – sponsorujecie psich ratowników, duet zawodników Polskiego Związku Sportu Psich Zaprzęgów czy stowarzyszenie „Niebieskie Zabrze”. Proszę przybliżyć Wasze działania w tym zakresie.
Renata Góral – Marketing Manger w firmie TROPICAL: Faktycznie od lat wspieramy i patronujemy wydarzeniom, które uważamy za niezwykle ważne i potrzebne. Jest wiele inicjatyw, z którymi marka TROPICAL się utożsamia. Jako jeden z liderów w branży zoologicznej czujemy, że spoczywa na nas duża odpowiedzialność za promowanie dobrych nawyków i mądrych zachowań oraz docenianie niezwykłych sukcesów sportowych, tak jak robimy to w przypadku Waśkowski Team, drużyny która bierze udział w wyjątkowo widowiskowych wyścigach psich zaprzęgów. Wyścigi tego typu to niezwykle duży wysiłek dla psów, trzeba więc dbać o ich dobrą kondycję i zdrową dietę. Możemy zatem być dumni, że to właśnie marka TropiDog wspiera siłę i determinację, jakie stoją za tym sportem. Nieraz udowodniliśmy, że dobro wraca, a nawet niewielki gest może być początkiem czegoś wielkiego. Regularnie wspieramy terapie dzieci niepełnosprawnych w Zespole Szkół Specjalnych nr 41 w Zabrzu. W zabrzańskiej szkole pracuje trzech czworonożnych rehabilitantów – pies rasy owczarek australijski (Aria), pies rasy bokser (Diego) oraz duży, puszysty, rudy perski kot (Tiago). Podczas zajęć dzieci bawią się ze zwierzętami, spacerują po sali, karmią je, przytulają i głaszczą. Proszę mi wierzyć, że to sprawia, że dzieciaki stają się bardziej pewne siebie i otwarte w kontakcie z innymi. To sposób na nawiązanie psychicznej więzi, co przyspiesza leczenie, ułatwia rehabilitację, motywuje do ruchu i działa kojąco na układ nerwowy. Dogoterapia i felinoterapia to jedne z najbardziej naturalnych metod terapii z osobą niepełnosprawną intelektualnie i ruchowo oraz dziećmi z autyzmem. Jako pasjonaci akwarystyki wiemy, że nasze hobby to obcowanie z wodą, która uspokaja, wręcz hipnotyzuje. Dlatego ufundowaliśmy wychowankom szkoły w Zabrzu 540-litrowe akwarium, które zostało przyjęte z ogromną radością. Od razu zostało otoczone troskliwą opieką uczniów. Obserwowanie akwarium ma niezwykle pozytywny wpływ na psychikę. Bardzo się cieszymy, że dzieciaki będą mogły teraz relaksować się, obserwując życie podwodnego świata, i wierzymy, że dzięki temu terapia będzie szybsza i bardziej efektywna.
Gadżety reklamowe wykorzystywane przez firmę TROPICAL.
Wspominaliście o imprezach targowych, na których prezentujecie swoją ofertę. Jaką część Waszej strategii marketingowej odgrywa właśnie wystawiennictwo na targach?
R.G.: Faktycznie, wystawiennictwo na targach branżowych to duży obszar działalności marketingowej firmy i zdecydowanie jej ważny, mocny filar. Uczestniczymy we wszystkich najważniejszych wydarzeniach w kraju i zagranicą – w największych targach branżowych Interzoo w Norymberdze, a także w China International Pet Show w Chinach, Global Pet Expo w USA, Aquarama w Singapurze, Zoomark we Włoszech, Pet South America w Brazylii, Aqua Telford oraz PATS Sandown w Anglii, Iberzoo oraz Propet w Hiszpanii, Zoosphere w Rosji, PIAA Pet Expo Melbourne w Australii, Pet World Malaysia w Malezji oraz KAPS w Korei Południowej. Podczas targów docieramy do klientów B2B, pozwala nam to nawiązać nowe kontakty biznesowe i tym samym rozwijać sieć dystrybucji. Jest to szczególnie ważne w przypadku kontaktów zagranicznych, podczas których mamy możliwość poznania nowych dystrybutorów z różnych zakątków świata. Z doświadczenia wiemy, że to właśnie bezpośrednie kontakty są najważniejsze w nawiązywaniu relacji biznesowych i często przekładają się na długofalowe współprace. Stoisko targowe to również merchandising produktów, poprawna prezentacja ekspozycji na półkach sklepowych oraz prezentacja materiałów marketingowych. Dzięki targom klienci B2B oraz B2C mają możliwość zapoznania się z szeroką ofertą produktową oraz z proponowanymi przez nas nowościami. Dla klientów B2C jest to też bezpośredni kontakt z naszą marką, możliwość rozmowy z naszymi specjalistami produktowymi, a dla nas szansa na prezentację walorów naszych produktów. Dzięki uczestnictwu w targach dostajemy również niezwykle wartościowy feedback na temat naszej oferty. Możemy więc, uwzględniając uwagi klienta ostatecznego, rozwijać linie produktowe tak, by zaspokoiły wymagania wszystkich odbiorców.
Rozmawiała Katarzyna Lipska-Konieczko
Artykuł ukazał się OOH magazine nr 4/2017. Pobierz wersję online TUTAJ.
O rosnącym rynku eventowym, elementach składowych wydarzeń na światową skalę, sposobach na udaną współpracę ze sponsorami i sile gadżetów – mówi Jurek Owsiak, założyciel i prezes Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, prelegent II edycji konferencji EVENT MIX.
Co przychodzi Panu na myśl, gdy słyszy Pan słowo „event”. Jakie jest pierwsze skojarzenie?
Przede wszystkim to, że w czymś biorę udział, bo na wiele imprez jestem zapraszany. Także, tłum ludzi w jednym miejscu. Miejsce, gdzie dużo się dzieje, często rzeczy fajnych, często zwariowanych oraz dobrze zorganizowanych, a bywa i tak, że jest tam więcej ludzi, którzy to organizują, niż którzy przychodzą i z tego korzystają. Słowo „event” kojarzy mi się też z praktyką fajną i zarazem słabą czasami, bo sam biorąc w nim udział muszę szukać np. kogoś kto mi zrobi kawę, a niejednokrotnie jest jej nadmiar! Nawet to co my robimy nazywamy eventem. Mam poczucie niesamowitego wzrostu tej branży, której kiedyś nie było, którą reprezentowały przedziwne przedsiębiorstwa czy agencje artystyczne. Nagle okazuje się, że ilość osób, które mi mówią „pracuję w firmie eventowej”, „specjalizujemy się w imprezach integracyjnych” jest ogromna. Cieszę się, bo to daje pracę ludziom. My mówiąc o naszych głównych poczynaniach także bardzo często używamy tych słów. To bardzo duży biznes, o którym jeszcze 25 lat temu praktycznie się nie słyszało. A dzisiaj, tak jak w całej branży filmowej – od makijażystek po montażystów – specjalistów nie brakuje. Z czego bardzo się cieszę, bo przypomina mi to rynek Los Angeles w USA. Ponad 20 lat temu kręciliśmy w Stanach materiał filmowy dla TVP i okazało się, że bardzo wielu Polaków znajduje tam spełnienie zawodowe. Wtedy nie mogłem zrozumieć, na czym polega ten fenomen, że ktoś na planie filmowym zajmuje się tylko i wyłącznie cateringiem albo parzeniem kawy. Przecież kawę może zrobić każdy, ale jak każdy to tak naprawdę – nikt. Ale jeśli ktoś tylko i wyłącznie się tym zajmie, to na pewno zrobi to w pełni profesjonalnie.
Teraz właściwie stał się Pan kreatorem wyznaczającym trendy. Co doradziłby Pan osobom, pragnącym iść w ślady Jurka Owsiaka? Jakie były najważniejsze punkty Pana prelekcji: „Tworzenie rzeczy niezwykłych, wielkich. Od pomysłu po realizację. Elementy składowe eventu na skalę światową”?
Po pierwsze: trzeba mieć dobry zespół, tworzony przez nieprzypadkowych ludzi. Moim zdaniem to podstawa. Często ludzie zakładają fundacje i biorą do zarządu mnóstwo nazwisk. Nie warto, nie złapiecie ich później, nie będą mieli czasu. To, że mają tytuły naukowe czy są celebrytami, nie oznacza, że będzie Wam się łatwiej z nimi pracowało. Do pracy potrzebny jest zespół i o tym m.in. mówiłem w trakcie prelekcji na konferencji EVENT MIX. Nasz zespół to 40 osób, a nie 400! Czyli niekoniecznie stawiamy na gigantomanię. Po drugie: ważne jest wyrobienie sobie poczucia solidności. Dzisiaj nasze imprezy zaczynamy „bukować” na telefon. Tak jak w dobrym szwajcarskim biznesie, jak np. w handlu diamentami. Tam uścisk dłoni jest wszystkim. Tam się nie podpisuje niczego i my tak działamy! Dzwonimy i mówimy – „oto termin, szykujcie graty!” A wartość zamówienia oscyluje niejednokrotnie na kilkaset tysięcy złotych! Pamiętajcie też, że dwa plus dwa jest cztery, a nie dwadzieścia dwa! Trzymajcie się tego bardzo silnie. To jest takie, jak się mówiło za PRL „kelnerskie liczenie”. No i po trzecie: praca. Ja nie mówię, że to praca po nocach. Nie chcę nikogo straszyć, że trzeba się jej oddać i poświęcić. Przyjacielski zespół działa niczym żywy organizm, musi się lubić i my ten organizm z powodzeniem tworzymy. Wydaje mi się, że to najlepsza droga do sukcesu. Trzeba chcieć to robić i lubić. Istotne też, by szef nie był tym kimś, kogo nikt nie widzi i potem przed nim się tylko rozliczamy. My musimy ze sobą rozmawiać. O tym też wspominałem w trakcie wystąpienia na konferencji EVENT MIX – jak rozwiązywać problemy. Uważam, że burza mózgów to najlepszy sposób. Pozwólmy sobie na magiczne, wręcz kosmiczne pomysły, nawet na żarty. Z tych często wariackich pomysłów finalnie powstaje solidny projekt, oparty o przepisy prawne, zasady przeprowadzania imprez masowych itd.
25. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i 23. Przystanek Woodstock – za nami. Co jest najbardziej ekscytujące, kiedy myśli Pan o kolejnej edycji?
Najbardziej ekscytujące jest to, że to nie jest tylko i wyłącznie nasze zadanie, ale że impreza robi się coraz większa i bardziej energetyczna. Ważne, że pomysły wychodzą same od ludzi i to już napędza się samo przez się. To ta sama niesamowita adrenalina, która nas nakręca tak jak np. mistrzostwa w piłce nożnej. Tam grają w football, są dwie bramki, 90 minut meczu, niby nic takiego i wszystko się powtarza, ale ludzie się tym fascynują, bo kibicują. My mamy bardzo wielu kibiców, bo robimy to dla ludzi, wydarzenie nie jest kierowane w pustkę. Nie rozliczamy się przed kimś, kto nam powie: „dobrze to zrobiliście”, tylko sami musimy stwierdzić „fajnie nam to wyszło”. Cały czas towarzyszy nam poczucie tworzenia. Ja osobiście, np. nie mógłbym poprowadzić Festiwalu w Opolu, bo od razu zgubiłbym książeczkę ze spisem występujących artystów. Poza tym, to by mi nic nie mówiło. Ja muszę mieć swoją historię do opowiadania, żeby się zaangażować. Nie poprowadziłbym licytacji, jeśli w tym nie siedzę. Nie jestem człowiekiem do wynajęcia. Nie jestem gościem znanym z tego, że prowadzi wszystkie akcje charytatywne. Jako założyciel Fundacji WOŚP robię swoje. To jest takie twórcze, daje tyle dreszczyku emocji, że w zupełności mi wystarczy. Dzisiaj pojawiły się dylematy w kwestii tego, co robimy, bo niestety wkradła się tu polityka. Ale to też nas napędza. My nie mamy „focha”, my nie staramy się mówić – „mamy kłopot” i na kogoś tę winę zwalać. Oczywiście, wiemy skąd się te kłopoty biorą, ale staramy się by nas wzmacniały. Np., jeśli ktoś każe nam postawić barierki, to angażujemy w to całą społeczność Przystanku Woodstock i mówimy, zróbmy wszystko, żeby ludzie zobaczyli, jak fantastycznie współpracujemy razem. Barierki są naszym hasłem do dyskusji i to wychodzi bardzo dobrze, bo wszyscy na końcu wyciągają z tego korzyści, ponieważ zrobiliśmy to razem. Największe emocje wzbudza to, że łączymy ludzi, nie dzielimy! Po 25 latach okazało się, że łączenie Polaków jest ciągle czymś istotnym. Fajnie, że to robimy.
A jak ważnym elementem imprez według Pana są sponsorzy? Według jakiego klucza ich dobieracie?
Mieliśmy to szczęście, że sponsorzy rośli razem z nami. W związku z tym staramy się im przede wszystkim przedstawić naszą filozofię, spowodować, by ją polubili i docenili, a także, by potrafili wyjść poza ramy i schematy, które każdy z nich ma. Bywa często, że ludzie zgłaszają się pod koniec roku po pieniądze – już budżet zamknięty. Zgłaszają się na początku roku – nie ma budżetu, dopiero będzie ustalony. Gdy ponawiamy kontakt za kilka miesięcy – mówią, że już za późno. My chcemy, aby sponsorzy poczuli, co im przedstawiamy, czyli jasność, którą w sobie mamy i prawdę, która nie jest dla wszystkich. Mówimy sponsorowi tak: – „Nie chcemy tylko pieniędzy, nie chcemy z Wami wziąć ślubu na próbę, być razem tylko na jednej imprezie. Chcemy…” i tu przedstawiamy plan – „działać wspólnie przez wiele lat, a może do końca świata i jeden dzień dłużej!”. Jak wiele osób pewnie zauważyło, mamy stałych partnerów. Nie zależy nam na belce sponsorskiej naćkanej logotypami wielu firm. My mówimy – nie chodzi nam tylko i wyłącznie o wyrwanie pieniędzy na chwilę. Dla przykładu, jeśli mamy wielkiego operatora telefonicznego, mówimy: „jak już jedziecie z nami, to wymyślcie coś więcej niż zwykłą wymianę świadczeń”. I tak np. powstaje akcja, gdzie każdy uczestnik Przystanku Woodstock może dzwonić bezpłatnie do domu, służy to edukacji i bezpieczeństwu. Każdy festiwalowicz znajdzie też aplikację z planem imprezy, będzie miał też informację, co zrobić w przypadku sytuacji kryzysowych. To się rodzi. Oczywiście w umowie sponsorskiej mamy wszystko spisane, ale mówimy – „dajcie taki luz, że może jeszcze coś dodatkowego wyjść z naszej współpracy. Musimy się szanować, musimy dać z siebie tyle, ile tylko można”. Powtarzamy partnerom i sponsorom, że muszą nam zaufać. Mamy doświadczenie, gdzie i kiedy ich można pokazać, a gdzie nie. Mówimy – „uwierzcie nam!”. I jest jeszcze takie magiczne słowo – kryptoreklama. Wiemy, jak to umiejętnie wykorzystać.
A jak ważna jest Pana zdaniem rola gadżetów, czy przywiązujecie do nich wagę na swoich imprezach?
Ogromną. Jesteśmy największymi gadżeciarzami w Polsce! Wszystko projektujemy sami, bardzo to cenię, bo sam jestem grafikiem. Całego tego designu nikomu nie zlecamy. Mój zespół to tylko 4 osoby. Właśnie niedawno przygotowaliśmy projekt koszulek na 26. Finał WOŚP – dziecięce, damskie, męskie… Jest burza mózgów, która buduje to, jaki efekt końcowy chcemy osiągnąć. Czy motywem głównym będzie balon czy może wiatraki? Już zdradzę, że na kolejnym finale będą to latawce, a więc motyw będzie zawierał kolory i ruch. Zdajemy sobie sprawę, że jeśli ktoś chce wymyśleć jakąkolwiek kampanię to muszą mieć firmę, która się tym zajmie. Często, gdy rozmawiamy z dużymi partnerami, mówię o bankach, producentach napojów – to my to sami kreujemy ich kampanie. Mało tego, cieszymy się np., gdy Coca-Cola zrobi swoją puszkę w oparciu w 100% o nasz projekt. To jest bardzo ważny element, który wielokrotnie jest odpuszczany. A szkoda. Warto się postarać, wykonać wysiłek, by ludzie nas, naszą markę zauważyli.
Wasza marka jest bez wątpienia rozpoznawalna. WOŚP został zgłoszony do Pokojowej Nagrody Nobla, czy liczycie na taką nobilitację?
Nagroda Nobla to tak naprawdę należy się ludziom, którzy narażają i poświęcają swoje życie i zdrowie. Nam nic na głowę nie kapie, pracujemy i żyjemy w komfortowych warunkach. Najważniejsze jest to, że ktoś o nas będzie mówił i dowie się o tym, co robimy jako WOŚP. Gdyby się udało, na pewno byłby to Nobel dla wszystkich Polaków.
Rozmawiała Jaga Kolawa
II edycja konferencji EVENT MIX odbyła się 13 września w ramach targów FestiwalMarketingu.pl w EXPO XXI Warszawa.
Jurek Owsiak – Polski dziennikarz radiowy i telewizyjny. Założyciel i prezes zarządu Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, główny pomysłodawca i realizator corocznego Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, twórca jednego z największych festiwali w Europie – Przystanku Woodstock. Współautor książki „Orkiestra Klubu Pomocnych Serc, czyli monolog – wodospad Jurka Owsiaka”. Aktualnie Jurek regularnie vloguje w serwisie WOŚP Kręcioła.TV i prowadzi autorską audycję w Antyradiu – „ Zaraz Będzie Ciemno”, w każdy poniedziałek o godz. 20:00. W swoich wystąpieniach zdradza jak efektywnie budować tak duże przedsięwzięcia i jak skrupulatnie je realizować. Dzieli się doświadczeniami, przełamuje stereotypowe myślenie i motywuje do działania. Inspiruje ludzi, udowadniając, że jeżeli coś wydaje się nieosiągalne – można to osiągnąć.
Artykuł ukazał się OOH magazine nr 4/2017. Pobierz wersję online TUTAJ.
Agencja Lawenda Public Relations zajmie się kompleksową promocją turystyki Mołdawii na rynku polskim. Mołdawski klient poszerzy portfolio agencji w obszarze destination marketingu, który jest jednym z najdynamiczniej rozwijających się działów firmy.
Lawenda Public Relations rozpoczęła współpracę z Narodowym Stowarzyszeniem Turystyki Przyjazdowej Mołdawii (ANTRIM) w zakresie działań public relations. Klient powierzył agencji prace obejmujące dotarcie do klientów biznesowych oraz indywidualnych turystów. Mołdawia będzie prezentować się w Polsce jako nieodkryty jeszcze turystycznie kierunek, gdzie można doświadczyć autentyczności oraz gościnności mieszkańców.
Zakres działań powierzonych agencji obejmuje dostosowanie strategii komunikacji do specyfiki polskiego rynku, media relations, organizację wyjazdów prasowych, wydarzenia branżowe, komunikację w mediach społecznościowych, doradztwo wizerunkowe oraz reprezentację wobec polskiej branży turystycznej. Jak mówi Joanna Kuźma, odpowiedzialna za obszar destination marketingu w Lawenda Public Relations, Mołdawia jest ciekawym i wymagającym niestandardowego podejścia kierunkiem.
– Postaramy się zaprezentować nieodkryty jeszcze potencjał turystyczny tego kraju i zainspirować Polaków do podróży do Mołdawii. Wykorzystamy naszą wiedzę i doświadczenie z pracy dla klientów z branży turystycznej – dodaje Joanna Kuźma.
Destination marketing to jeden z głównych obszarów działania agencji Lawenda Public Relations.
JK
Wrześniowy FestiwalMarketingu.pl można już zobaczyć w filmowej relacji. 9. edycja imprezy: 250 wystawców, 6 tysięcy odwiedzających, liczne wydarzenia dodatkowe jak warsztaty, seminaria, konkurs POS STARS, Super Gift, a także dwie kluczowe konferencje: EVENT MIX poświęcona skutecznemu event marketingowi oraz MARKETING MIX zostały podsumowane w 2-minutowym filmie. Zapraszamy do oglądania!
[youtube=”sEyQ7jNAa7Y”]
Licznie przybywający zwiedzający mieli okazję nie tylko, aby zapoznać się z najnowszą ofertą produktową wystawców targów, ale również mogli wziąć udział w imprezach towarzyszących, z których najważniejsze były dwie kluczowe konferencje. Pierwszego dnia targów uczestnicy zostali zaproszeni na konferencję EVENT MIX, gdzie gościem specjalnym był Jurek Owsiak. Ponad 200 słuchaczy, 7 prelekcji, 8 prelegentów, 1200 m2 powierzchni, spektakularna oprawa multimedialna i artystyczna – liczby mówią same za siebie. Druga edycja konferencji EVENT MIX, poświęcona skutecznemu event marketingowi, zakończyła się sukcesem wraz ze specjalną strefą dostawców EVENT MIX, gdzie swoją ofertę pokazało 44 wystawców.
Drugiego dnia targów wydarzeniami towarzyszącymi były konferencje szkoleniowe. Tematem przewodnim już III edycji konferencji MARKETING MIX było budowanie relacji biznesowych. Uczestnicy konferencji mieli niepowtarzalną okazję wysłuchania prelekcji prowadzonych przez praktyków branżowych, wśród nich znalazła się znana i lubiana Dorota Wellman. W wydarzeniu skierowanym do agencji reklamowych, pracowników działów marketingu oraz do dostawców usług i produktów reklamowych – wzięło udział ponad 140 osób.
Podczas tegorocznych targów FestiwalMarketingu.pl miała miejsce kolejna odsłona konkursu na najlepsze display’e reklamowe – POS STARS. Już po raz dziewiąty wybrane zostały najlepsze realizacje wśród ekspozytorów, standów i wysp handlowych. Jurorzy z branży wybrali najlepsze realizacje w 13 kategoriach, przyznano również wyróżnienia oraz Grand Prix promowane dodatkowo Pakietem Korzyści. Wręczenie nagród odbyło się podczas konferencji MARKETING MIX drugiego dnia targów.
Odwiedzający mogli również wybrać najlepszy gadżet targów, w ramach konkursu Super Gift 2017. Na imprezie została wyłoniona Nagroda Publiczności – zdobywca największej liczby głosów oddanych podczas trwania Festiwalu. Głosujący wybierali wśród gadżetów podzielonych na 6 kategorii.
Pełna relacja z targów: KLIKNIJ.
Pełna fotorelacja z FestiwalMarketingu.pl: KLIKNIJ.
Jubileuszowa, 10. edycja targów obędzie się 12-13 września 2018 r.
KL
26 października poznaliśmy laureatów konkursu Dobry Wzór 2017. W Sferze Usług nagrodę otrzymał serwis eSky za swoją aplikację mobilną, umożliwiającą szybką i bezpieczną rezerwację biletów lotniczych, noclegów oraz samochodów.
Dobry Wzór to pierwszy w Polsce konkurs nagradzający design. Od 24 lat Instytut Wzornictwa Przemysłowego wyszukuje najlepiej zaprojektowane produkty i usługi, biorąc pod lupę nowatorskie rozwiązania polskich projektantów i producentów. Do finału tegorocznej edycji dostało się 114 laureatów, którzy oceniani byli w ramach 9 kategorii. Nagrodę w Sferze Usług zdobył serwis eSky za aplikację mobilną, dzięki której mamy możliwość natychmiastowej rezerwacji biletu lotniczego, noclegu czy wynajęcia samochodu z każdego miejsca na świecie.
Jury doceniło użyteczność i praktyczność aplikacji eSky, która gwarantuje możliwość łatwego, szybkiego i samodzielnego zorganizowania podróży. Użytkownicy bezpłatnej aplikacji mają dostęp do oferty ponad 650 linii lotniczych na całym świecie – w jednym miejscu znajdując zarówno połączenia tanich, jak i regularnych przewoźników. Dzięki temu wygodnemu rozwiązaniu można nie tylko kupować bilety, ale również rezerwować hotele i samochody. Aplikacja gwarantuje również bezpieczeństwo wszystkich płatności za sprawą wykorzystania technologii SSL.
Autorami projektu są Krzysztof Kaiser, Cyprian Malinowski i Paweł Seroczyński. Nie masz jeszcze aplikacji?: POBIERZ TUTAJ.
Produkty i usługi wszystkich tegorocznych finalistów będzie można oglądać od 27 października do 3 grudnia w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego w Warszawie, na największej wystawie designu w Polsce.
JK
Do tegorocznej XXI edycji konkursu niezależnej kreacji Kreatura 2017 zgłoszono aż 132 projekty w 16 kategoriach. Prace nadesłane przez liczące się agencje reklamowe, domy mediowe, studia filmowe i graficzne oraz freelancerów będą oceniane przez jury pod kątem oryginalności i innowacyjności pomysłu oraz ponadprzeciętnej jakości wykonania. Zwycięzców poznamy podczas uroczystej gali, która odbędzie się 23 listopada 2017 r w Pin-Up Studio w Warszawie.
Konkurs niezależnej polskiej kreacji Kreatura jest organizowany nieprzerwanie od 1996 r przez jeden z najbardziej prestiżowych i wiarygodnych tytułów branżowych „Media & Marketing Polska”. Jego celem jest wyróżnienie i uhonorowanie twórców polskiej sztuki reklamowej.
W tym roku jury oceni aż 132 projekty i przyzna nagrody w 16 kategoriach – film, prasa, outdoor/indoor, radio, digital, event, ambient, design, kampania, materiały promocyjne, content marketing, techniki, kampania społeczna/CSR, kampania własna, open i salon odrzuconych.
Najbardziej zacięta rywalizacja zapowiada się w kategoriach digital, film oraz społeczna odpowiedzialność biznesu, w których odnotowano największą liczbę zgłoszeń.
Obrady jury, złożonego z przedstawicieli najbardziej aktywnych marketerów w Polsce oraz ekspertów komunikacji marketingowej, zaplanowano na 7 i 8 listopada 2017 roku. Pod przewodnictwem Jacka Jurka, dyrektora kreatywnego agencji Just, w komisji konkursowej obradować będą także Jacek Boliński (Propeller Film), Beata Dziwulska (Nestle Polska S.A.), Filip Grześkowiak (Golden Submarine), Karina Jakóbiak-Kapusta (Polkomtel), Wojtek Łebski (Syzygy Warsaw), Aleksandra Marchocka (Peppermint) i Tomasz Michalik (Insignia).
Nagrody w XXI edycji konkursu Kreatura 2017 zostaną wręczone podczas uroczystej Gali, która odbędzie 23 listopada 2017 r w Pin-Up Studio w Warszawie.
Więcej informacji o projekcie TUTAJ.
MW
ORLEN Warsaw Marathon to impreza, w której udział biorą tysiące zdeterminowanych biegaczy, chcących pokonać własne słabości i pobić rekordy życiowe na królewskim dystansie. Nie tylko biegacze podczas OWM pokonują maratońskie odległości. Predyspozycjami długodystansowców musi się również wykazać cała ekipa techniczna odpowiadająca za przygotowanie i realizację eventu.
Za produkcję wydarzenia odpowiadała agencja Walk Events, a na jej zlecenie oprawę wizualną maratonu zrealizowała spółka VES. Pierwszą zaskakującą i łamiącą stereotypy kwestią jest damski duet odpowiedzialny za techniczną stronę wydarzenia. Ze strony agencji projekt koordynowała Małgorzata Lubelska, ze strony VES – Dominika Borawska.
Czy zdarzyło się już Wam wcześniej ze sobą współpracować?
DB: Z Małgosią już wielokrotnie współpracowałyśmy przy organizacji eventów odpowiadając za ich obsługę techniczną. Oczywiście każda oprawa wizualna, nawet najlepiej dopracowana na etapie projektowania, nie miałaby szans powodzenia bez sprawdzonej, doświadczonej ekipy technicznej, która bezpośrednio odpowiadają za realizację wydarzenia.
ML: Każdy event, nad którym pracujemy i który realizujemy wymaga indywidualnego podejścia. Takie projekty jak ORLEN Warsaw Marathon to ogromne wyzwanie logistyczne dla agencji eventowej. OWM to wynik półrocznej pracy, w której uczestniczyło ponad 200 osób.
Małgosiu wspomniałaś o półrocznych przygotowaniach eventu, a ile czasu spędziliście na samych błoniach PGE Narodowego?
ML: Teren udało nam się odebrać już 8 kwietnia, a prace demontażowe trwały do 28 kwietnia, zatem 20 ciężkich dni 🙂 Muszę dodać, że to były pełne dni – pracowaliśmy właściwie 24 godziny na dobę.
A jak wyglądała praca nad oprawą multimedialną wydarzenia?
DB: Już po raz piąty odpowiadaliśmy za oprawę ORLEN Warsaw Marathon. Głównym elementem oprawy wizualnej była multimedialna linia STARTU i METY. Montaż wszystkich urządzeń multimedialnych i oświetleniowych trwał 6 dni, podczas których na terenie miasteczka biegowego pracowała 24-osobowa ekipa techniczna. W tym roku oprócz statystyk dotyczących liczby sprzętu, który został wykorzystany podczas eventu, postanowiliśmy obliczyć ile kilometrów nasza ekipa techniczna pokonała podczas przygotowań do wydarzenia. Ponad pół tysiąca kilometrów czyli dystans odpowiadający 13 maratonom „wydeptał” nasz VES-owy team montując 192 tony sprzętu.
ML: Bezpośrednie prace montażowe rozpoczęliśmy 10 kwietnia, na 14 dni przed startem, zgodnie z harmonogramem, tak, aby każda z ekip technicznych mogła realizować jasno określone zadania i konsekwentnie „budować” kolejne elementy miasteczka biegowego. Montaż oprawy multimedialnej rozpoczął się od strefy EXPO oraz biura zawodów, gdyż te przestrzenie musiały być oddane jako pierwsze. Prace nad multimedialną oprawą strefy startu i mety rozpoczęły się 20 kwietnia. Liczby, o których wspominała Dominika robią wrażenie, należy jednak pamiętać, że na terenie miasteczka biegowego pracowały setki osób, których praca była możliwa jedynie dzięki dobrej organizacji i jasnemu podziałowi obowiązków.
Liczby robią wrażenie, ale zaciekawiło mnie stwierdzenie „multimedialne linie startu i mety”? Powiedzcie coś więcej o tym.
DB: Jednym z najbardziej charakterystycznych punktów ORLEN Warsaw Marahon jest właśnie linia startu. Od początku istnienia wydarzenia jej forma pozostaje zbliżona, ale pod względem technologicznym zawsze przechodzi przeobrażenie. W tym roku na konstrukcjach linii startu i mety zainstalowaliśmy ponad 300 m2 powierzchni diodowej o rozdzielczości 5 mm i 7 mm. Ekrany diodowe na linii startu zamontowane zostały po obu stronach, tak aby były widoczne dla biegaczy startujących na każdym z dystansów (10 km i 42 km). Na linii mety nasz ekran umożliwiał, dzięki transmisji life, śledzenie najlepszych zawodników przez kibiców.
Małgosiu – ORLEN Warsaw Marathon – co dla Ciebie było największym wyzwaniem podczas tego wydarzenia?
ML: Niestety, w tym roku największym wyzwaniem okazała się być pogoda, która od pierwszych dni postanowiła przetestować nasze przygotowanie i wytrzymałość. Bardzo niska temperatura i silny wiatr w nocy były wyjątkowo uciążliwe, ale na szczęście nie spowodowały zamieszania w dobrze przygotowanym harmonogramie.

Dominika – mówiłyśmy już o wielkim ekranie diodowym, który mógł zobaczyć każdy, ale zapewne są elementy, które nie rzucają się w oczy, a dla oprawy całego wydarzenia są istotne.
DB: Tak zdecydowanie, ekran diodowy był dominującym elementem oprawy, ale nie jedynym. Na terenie całego miasteczka, biura EXPO i strefy VIP zainstalowaliśmy ponad 200 urządzeń oświetleniowych. W biurze prasowym zawodów zapewniliśmy dodatkowo ekran diodowy w jakości obrazu Ultra HD i rozdzielczości 2 mm. Tak naprawdę dla nas najważniejszą częścią zaplecza technicznego są: niewidoczne dla uczestników wydarzenia, „ukryte” w reżyserce, media serwery, za pomocą których nasi realizatorzy zadbali o perfekcyjne efekty wizualne potęgujące niezapomniane emocje towarzyszące uczestnikom biegu.
Czy można powiedzieć, że reżyserka jest „sercem” eventu?
ML: Myślę, że nie tylko sercem, ale również mózgiem całego wydarzenia. To w niej, a właściwie w nich zapadają strategiczne decyzje dotyczące kolejnych etapów eventu. To tutaj bije najmocniej serce całego eventu, do którego spływają wszelkie informacje z każdej komórki wydarzenia. Z pewnością reżyserka stanowi jedno z najważniejszych miejsc całego eventu.
Dla biegaczy event kończy się za linią mety, a dla Was?
DB: Emocje związane z eventem towarzyszą nam od pierwszej minuty realizacji i nie opuszczają aż do samego końca. W przypadku ORLEN Warsaw Marathon był to moment, w którym ostatni kibic i biegacz opuścił miasteczko, a nasza ekipa techniczna zakończyła demontaż. Dopiero wtedy mogliśmy odetchnąć i cieszyć się z kolejnego udanego projektu. Podobnie jak biegaczom na linii mety towarzyszy wielka euforia i jeszcze większe zmęczenie, tak i naszej satysfakcji z kolejnej udanej realizacji towarzyszy zmęczenie związane z „realizacyjnym maratonem”. Oczywiście z perspektywy czasu zmęczenie wydaje się być znikome, a radość z tego co robimy jest najlepszym wynagrodzeniem.
ML: Dla organizatora bardzo często event kończy się wiele tygodni po, kiedy to mamy zamknięty i rozliczony cały projekt. Trwa to często miesiącami. Dla nas to czas podsumowań, szukania nowych, lepszych rozwiązań, sprawdzania co zagrało, a co warto zmienić w kolejnych edycjach.
Rozmawiała Magdalena Wilczak
Artykuł ukazał się w OOH event! Pobierz wersję online: TUTAJ.
W ciągu ostatnich dwóch lat znacznie nasiliła się intensywność zmian w regulacjach prawno-podatkowych, a także ilość przeprowadzanych kontroli podatkowych. Efektem tego jest wzrost dochodów Skarbu Państwa, z drugiej jednak strony przedsiębiorcy zmuszeni są do zaimplementowania wielu zmian w swoich firmach. Ponadto zdarza się, iż nawet uczciwi przedsiębiorcy narażeni są na spore nieprzyjemności wynikające z przeprowadzania tego typu kontroli. Poniżej przedstawiam 3 obszary, na które inspektorzy podatkowi zwracają szczególną uwagę.
1. Dochody z nieujawnionych źródeł
Kwestia ta dotyczy m.in. podmiotów nie wystawiających faktur za swoje usługi. Za przychody nieujawnione uważa się przychody w kwocie odpowiadającej nadwyżce wydatków nad dochodami opodatkowanymi lub dochodami nieopodatkowanymi, uzyskanymi przed poniesieniem tego wydatku. Inaczej mówiąc, organ skarbowy może podjąć podejrzenie o ukrywanie dochodów wtedy, gdy wydatki podatnika znacznie przewyższają jego dochody wykazane w rocznych rozliczeniach.
Co istotne, przy wszczęciu postępowania kontrolnego, na kontrolującym spoczywa obowiązek wykazania, że podatnik uzyskał dochód z nieujawnionych źródeł. W przypadku, kiedy kwota, która podlega sprawdzeniu, pokryje się z kwotą przychodów, wtedy podatek nie będzie naliczany. Jednak w sytuacji, w której podatnik nie dowiedzie za pomocą posiadanych dokumentów źródła pochodzenia pieniędzy, to od pozostałej kwoty, której pochodzenia nie udokumentował, zostanie potrącone 75 procent podatku. Ponadto podatnik będzie narażony na sankcje karno-skarbowe.
2. Wykreślenie podatników z rejestru VAT
Od 1 stycznia 2017 r. rozszerzony został katalog sytuacji, w których właściwy Naczelnik Urzędu Skarbowego może dokonać wykreślenia podatnika z rejestru VAT bez konieczności zawiadamiania o tym.
Kwestia ta jest istotna szczególnie w sytuacji, w której klient nie ureguluje zobowiązania wynikającego z faktur, po czym zaprzestanie prowadzenia działalności gospodarczej i zostanie wykreślony z rejestru podatników VAT.
W sytuacji, w której mamy do czynienia z dłużnikiem widniejącym w rejestrze VAT, zgodnie z art. 89a ust. 1 ustawy o VAT podatnik może skorygować podstawę opodatkowania oraz podatek należny z tytułu dostawy towarów lub świadczenia usług na terytorium kraju w przypadku wierzytelności, których nieściągalność została uprawdopodobniona. Korekta dotyczy również podstawy opodatkowania i kwoty podatku przypadającej na część kwoty wierzytelności, której nieściągalność została uprawdopodobniona.
Przedsiębiorcy nie mogą jednak skorzystać z instytucji rozliczenia podatku w odniesieniu do nieściągalnych wierzytelności, w sytuacji gdy dłużnik utraci status podatnika VAT czynnego. Skorzystanie z niej w takiej sytuacji równoznaczne jest z wadliwym rozliczeniem podatku.
Należy pamiętać, że wadliwe rozliczenie podatku w odniesieniu do nieściągalnych wierzytelności oraz późniejsze zaniechanie dokonania korekty rozliczenia wiąże się z sankcjami w tym z m.in. koniecznością uregulowania odsetek za zwłokę od zobowiązań podatkowych, jak również z odpowiedzialnością karną na podstawie przepisów kodeksu karnego skarbowego. Ponadto odpowiedni organ podatkowy ma prawo naliczyć karny podatek w wysokości 30% kwoty zaniżenia zobowiązania podatkowego.
3. Puste faktury
Najbardziej surowo traktowane są podmioty, które odliczają VAT z faktur wystawionych przez podmioty dopuszczające się oszustw podatkowych, czyli dla przedsiębiorców rozliczających tzw. „puste” faktury. W przypadku posługiwania się przez podatnika fakturami, które:
• zostały wystawione przez podmiot nieistniejący,
• stwierdzają czynności, które nie zostały dokonane,
• podają kwoty niezgodne z rzeczywistością,
• dla których podane zostały kwoty niezgodne z rzeczywistością lub potwierdzają czynności, do których mają zastosowanie.
Wysokość sankcji podatkowej w części dotyczącej podatku naliczonego, wynikającego z powyższych faktur wyniesie 100%.
Zagrożeń podobnych do powyższych jest więcej, a krótki artykuł nie oddaje rozmiaru potencjalnych zagrożeń dla przedsiębiorców, nie tylko związanych z sektorem eventowym. Należy być w każdym momencie przygotowanym na możliwą kontrolę podatkową i pamiętać, że nie jeden raz dobrze prosperująca firma upadła w wyniku sporu z organami podatkowymi.
Maciej Dudziński – Specjalista ds. Marketingu, Pałucki Trusiński Prawo i Podatki Sp. j. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Uczestnik podyplomowego studium Prawa Podatkowego Akademii Leona Koźmińskiego realizowanych we współpracy z Akademią Biznesu MDDP. Pracował przy organizacji dużych eventów promocyjnych, organizowanych dla branży radiowej, modowej oraz dla największych polskich wydawców czasopism. W czasie wolnym jeździ na snowboardzie oraz pływa na kitesurfingu i wakeboardzie.
Artykuł ukazał się w OOH event! Pobierz wersję online: TUTAJ.
O budowaniu wizerunku Łodzi jako miejsca atrakcyjnego dla sektora event & MICE, ofercie kulturalno-turystycznej miasta oraz o sposobach wspierania organizatorów wydarzeń mówi Tomasz Koralewski, Prezes Zarządu Łódzkiej Organizacji Turystycznej.
Podstawowym zadaniem Łódzkiej Organizacji Turystycznej (ŁOT) ma być koordynacja działań turystycznych. Jakie są założenia Waszej działalności?
ŁOT, podobnie jak inne organizacje typu DMO (Destination Marketing Organization) jako podstawowy cel mają budowanie wizerunku Łodzi jako obszaru atrakcyjnego turystycznie. Oprócz samorządu miejskiego, zrzeszamy firmy działające w branży turystycznej miasta – hotele, obiekty noclegowe, atrakcje turystyczne, agencje eventowe, centra konferencyjne, biura podróży, instytucje kultury czy organizacje zainteresowane rozwojem turystyki w Łodzi. Działamy przy realizacji konkretnych projektów dzięki łączeniu niewielkich pojedynczo budżetów marketingowych poszczególnych partnerów ze środkami publicznymi przekazywanymi w formie składki przez Urząd Miasta. Będziemy realizować kampanie online, podróże studyjne dla dziennikarzy, event plannerów i przedstawicieli branży turystycznej, brać udział w targach, wydarzeniach branżowych, prowadzić badania ruchu turystycznego, wdrażać turystyczną kartę miejską czy publikować wydawnictwa. Ruszyliśmy dopiero w kwietniu tego roku i wciąż mamy przed sobą wiele zadań stricte technicznych m.in. – remont nowej siedziby, konsolidację branży i pozyskiwanie nowych partnerów. Już teraz jednak wyznaczyliśmy sobie kilka podstawowych produktów i grup docelowych klientów, z którymi chcielibyśmy nawiązać i utrzymywać relacje biznesowe.
No właśnie. Jaka jest Wasza oferta i do kogo ją kierujecie?
Łódź od wielu już lat dysponuje przede wszystkim produktem przeznaczonym dla turysty biznesowego. Z racji centralnej lokalizacji, doskonałej i wciąż rozbudowywanej bazy noclegowej, postindustrialnego i nieco artystycznego, off-owego klimatu miasta – Łódź nadaje się idealnie do realizacji wszelkiego rodzaju międzynarodowych i ogólnopolskich konferencji, kongresów, szkoleń czy podróży motywacyjnych. Miasto jest kompaktowe, atrakcje zlokalizowane są w centrum, a dodatkowo zakończyliśmy już większość z uciążliwych remontów infrastruktury drogowej, co stanowiło pewien problem dla naszych gości w latach ubiegłych. Z naszą ofertą chcielibyśmy dotrzeć do organizatorów wydarzeń zarówno w agencjach eventowych, biurach podróży, jak i bezpośrednio w korporacjach. Stąd też pomysł na udział w targach FestiwalMarketingu.pl, bo jak wiadomo Warszawa dla Łodzi to zawsze będzie rynek priorytetowy i tu znajdują się siedziby wielu kluczowych graczy na tym rynku.
Na pewno ważnym elementem oferty są tzw. city-breaki, czy Łódź ma wiele propozycji w tym zakresie?
Łódź doskonale sprawdza się na krótkie przyjazdy turystyczne związane z ofertą kulturalną miasta, clubbingiem, wizytami w łódzkich pubach, zakupami czy zwiedzaniem łódzkich atrakcji turystycznych. Na turystów czekają: ulica Piotrkowska z zagłębiami rozrywki i dobrego smaku jak na przykład OFF Piotrkowska, centrum kulturalno-rozrywkowe Manufaktura, Aquapark FALA, kompleks kulturalno-turystyczny EC-1 ulokowany w dawnej elektrociepłowni czy łódzki ogród zoologiczny, który już teraz rozpoczyna olbrzymią zmianę związaną z budową nowoczesnego i bardzo atrakcyjnego Orientarium – kompleksu z florą i fauną z Azji Południowo-Wschodniej. Ta oferta skierowana jest bezpośrednio do mieszkańców łódzkiego oraz sąsiednich województw. Mazowsze już teraz generuje nam ponad 20% ruchu turystycznego. Chcielibyśmy ten trend jeszcze wzmocnić. Trzeci nasz produkt – edukacyjny jest ofertą skierowaną przede wszystkim do krajowych i zagranicznych touroperatorów i opiera się o propozycje łódzkich teatrów, muzeów i placówek edukacyjnych.
Czy Łódź jest popularnym miejscem na organizację eventów?
Łódź w 2016 roku odwiedziło 1,2 mln gości, z czego ponad 150 tysięcy spoza Polski. 23% przyjeżdżających jako główny cel przyjazdu podało sprawy służbowe. Obecnie dysponujemy bazą ponad 7300 miejsc noclegowych o zróżnicowanym standardzie, z czego ponad 1800 to miejsca w obiektach 4*, a kolejne 1600 w obiektach 3*. Co ważne, większość hoteli powstała bardzo niedawno i cieszy się niezwykle wysoką oceną gości wyrażaną poprzez serwisy typu Booking.com
(ocena > 8,5/10) czy TripAdvisor (ocena > 4*/5*). Jeśli dodamy do tego klimatyczne miejsca na realizację wydarzeń takie jak: Atlas Arena (13800 widzów / 27500 mkw. powierzchni), kompleks Wytwórni (do 1500 osób / 4000 mkw. powierzchni), EXPO-Łódź (do 4500 osób), EC-1 (do 800 osób), Fabryka Sztuki (do 800 osób) czy łódzkie fabryki lub pałace – to widać, że potencjał eventowy jest znaczący. We wrześniu rusza należąca do Politechniki Łódzkiej Zatoka Sportu, która będzie miała w swojej ofercie również przestrzenie eventowe i to na ponad 1000 osób.
W jaki sposób wspieracie organizatorów wydarzeń, tak by rosły w siłę?
ŁOT będzie wspierać organizatorów w procesie przygotowań do realizacji wydarzeń w Łodzi, przy kontaktach z lokalnymi udziałowcami zarówno z sektora publicznego, jak i prywatnego. Możemy realizować podróże studyjne dla klientów firm eventowych, którzy są zainteresowani Łodzią, pomagać przy wizytach VIP-ów lub zapewnić mobilne stoisko informacji turystycznej podczas tych wydarzeń. Wspólnie z naszymi członkami możemy dostarczyć też pakiet materiałów informacyjnych dotyczących oferty turystycznej i kulturalnej Łodzi podczas wydarzenia. Z naszej perspektywy najważniejsze jest, aby uczestnicy wyjechali z Łodzi zadowoleni i stali się aktywnymi ambasadorami miasta wśród swojej rodziny i znajomych. Wiemy, że taki system rekomendacji będzie znacznie skuteczniejszy od wszelkich kampanii marketingowych, które moglibyśmy zrealizować.
Rozmawiał Andrzej Kuczera
Tomasz Koralewski – Prezes Zarządu Łódzkiej Organizacji Turystycznej. Absolwent Historii Uniwersytetu Łódzkiego. Z branżą turystyczną związany od ponad 20 lat. Pracował jako pilot wycieczek, w branży hotelarskiej i gastronomicznej. Od 2001 r. w Regionalnej Organizacji Turystycznej Województwa Łódzkiego, gdzie doszedł do funkcji Zastępcy Dyrektora Biura. Prowadził własną działalność w branży marketingowej i eventowej. Od 2016 r. jako Pełnomocnik Prezydent Łodzi odpowiadał za założenie ŁOT.
Artykuł ukazał się w OOH event! Pobierz wersję online: TUTAJ.
Coaching (z ang. coaching – korepetycje, trenowanie) – interaktywny proces szkolenia, poprzez metody związane z psychologią, realizowaniem procesu decyzyjnego do zaspokajania potrzeb, który pomaga pojedynczym osobom lub organizacjom w przyspieszeniu tempa rozwoju i polepszeniu efektów działania, osiągnięcia celu.
Coaching pojawił się w latach 70. XX wieku. Dwadzieścia lat później wkroczył do wielkich korporacji, by podnieść efektywność pracy menadżerów. Obecnie jest to jedna z najbardziej rozwijających się branż na świecie. Według danych opublikowanych w raporcie „Coachowie – Europa i Polska” na świecie jest około 60 tys. trenerów, w tym w Europie około 20 tysięcy. Szacuje się, że w Polsce jest ich około 3 tysiące. Ofert szkoleniowych coachingu jest mnóstwo w Internecie. Najpopularniejszy jest: life coaching, czyli życiowy, nastawiony na rozwój osobisty klienta. Coaching kariery – inaczej zawodowy nastawiony jest na rozwój kompetencji przywódczych. Obecnie oferta coachingu doszła również do dziedziny hotelarstwa.
Czym właściwie jest coaching? To działania, które mają wspomagać firmy i osoby indywidualne, polegające na takim kierowaniu rozwojem kompetencji i umiejętności, by osiągnąć wymierne, pożądane efekty.
Od przeszło dwudziestu lat z coachingu korzystają wielkie sieci hotelowe i widzą w tym przyszłość dla swojego personelu. Aby polepszyć efekty funkcjonowania zespołów w branży hotelowej stawia się na coaching, gdzie za pomocą psychologii oddziaływuje się na każdego pracownika i managera. Wielkie międzynarodowe sieci zwracają uwagę na reputacje, wizerunek hotelu widziany przez pracownika. Ogromną rolą w coachingu jest wywieranie symptomów miejsca pracy jako najlepszego miejsca pośród branży hotelowej. Światowym korporacjom zależy na popularności sieci nie tylko pośród gości, ale również pośród wykwalifikowanych pracowników i managerów. Badania naukowe udowodniły, że zadowolona z pracy kadra podnosi wizerunek hotelu, a co za tym idzie zwiększa zyski i sprzedaż usług. Budowanie pozytywnego wizerunku przez coaching okazało się trafioną metodą na osiąganie zamierzonego celu jakim jest podnoszenie jakości usług i zwiększenie zysków. Budując zespół i jego kompetencje staramy się, aby wszyscy mieli wspólny cel. Zderzenie z rzeczywistością w praktyce nie jest tak piękne jak w teorii. Istnieją sytuacje, gdzie wizja managera nie zawsze zgodna jest z wizją jednego pracownika w zespole. Pośród „twardych danych ekonomicznych” i planu budżetowego niełatwo jest realizować cele i wyobrażenia pracowników.
Coaching sprawia, że możemy połączyć cele ekonomiczne stawiane przez plan budżetowy i oczekiwania pracowników względem miejsca pracy. Używanie psychologii i socjologii podczas coachingu sprawia, że nasza kadra skłonna jest zrozumieć założenia budżetu i realizacje. Stawianie założeń ekonomicznych i umiejętność wytłumaczenia pracownikowi na czym polega prowadzenie hotelu to zadanie dla lidera hotelu. Używajmy sprawdzonych metod przećwiczonych przez wielkie korporacyjne obiekty. One bazują już na wielokrotnie sprawdzonych modelach coachingu pracowników. Nieustannie dostosowują się do zmieniającej się branży hotelarskiej. Mówią też o tym standardy jakościowe ISO. Dostosowanie się do oczekiwań gościa i oczekiwań rynku pracy to również zdobywanie wspomnianych standardów jakości.
Jak rozwinąć kompetencje kadry hotelarskiej? Otóż, dokładnie przez nieustającą edukacją. Niedocenianie szkolenia personelu i edukacja wracają w chwili obecnej do łask. Kształcenie umysłu ludzkiego wymaga dostarczania mu wiedzy, którą można efektywnie spożytkować. Zmieniająca się branża hotelarska wymaga dostosowania się do procedur i standardów. W okresie nowych technologii i szybkiego rozwoju Social Media powstają w działach sprzedaży stanowiska, gdzie jeszcze 15 lat temu nikt o nich nie słyszał. Kształcenie personelu to element na utrzymanie kadry pracowniczej.
Poczynając od kelnera skończywszy na recepcjoniście, pokojówce i pracowniku działu marketingu. Dane są bezlitosne. Ponad 85% załogi nie ma wykształcenia kierunkowego. Trafiają do zawodu z tak zwanej „łapanki”. Najczęstszym powodem podjęcia pracy w hotelarstwie jest powód braku kwalifikacji w innych zawodach. Managerowi praktycy muszą zaczynać od zera i kształcić personel przez etapy kształcenia szkolnego. Rozpoczynają bardzo często od hotelowego „savoir-vivre” i etyki, a także etykiety pracy.
Managerowie tłumaczą się bardzo często brakiem czasu na szkolenia i wiedzą, że nie wyszkolą idealnie swoich pracowników. Badania naukowe udowodniły, że najlepszą formą szkolenia jest nauka przez specjalistów zewnętrznych. Managerowie mogą wykorzystać swój czas na prace operacyjne, które są bardzo ważne w kontakcie z gościem. Szkoleniowcy bardzo często odbywają warsztaty i zajęcia praktyczne z kadrą w hotelu. Niejednokrotnie są słuchani przez pracowników szeregowych. Z psychologicznego punktu widzenia szkoleniowiec dowiaduje się od kadry hotelu o wszelkich bolączkach, kłopotach pracowników. Dla Dyrektora i właściciela może być idealnym narzędziem do komunikacji i aranżacji spotkania po szkoleniach. Z drugiej strony patrząc pracownicy liniowi słuchają dokładnie co ma do powiedzenia praktyk-szkoleniowiec. Kadra managerska szybko wprowadza założenia szkoleniowca w życie restauracji, recepcji, hotelu. Bardzo często w branży hotelarsko-gastronomicznej szanuje się pracodawcę, który inwestuje w pracownika. Pracownicy pokolenia „Z” (stwierdzenie używane w nazewnictwach międzynarodowych) cenią sobie pozyskiwanie jak największej wiedzy podczas swojej pracy zawodowej. Trzeba zwrócić uwagę, że wspomniane pokolenie pracuje bardzo krótko w jednym miejscu. Powodem nie jest wina pracownika albo pracodawcy. Najczęstszą odpowiedzią jest brak rozwoju zawodowego albo atmosfera pracy.
Mając na uwadze szerokie pojęcie coachingu namawiam, aby w pierwszej kolejności rozpocząć „kouczowanie” managerów i właścicieli. Od nich zawsze wychodzi przykład, z którego później będzie brać kadra. Kolejnym elementem w naszej układance staje się chęć nauki i pokora do poznawania szerokiej wiedzy. Długofalowa współpraca z młodzieżą nauczyła mnie relacji z pokoleniem dążącym do wiedzy. Międzynarodowe sieci wprowadzają co rusz nowe technologie do komunikacji z pracownikiem. Prezentacja okularów VR (wirtualna rzeczywistość) dwa lata temu spowodowała lawinowe zainteresowanie. Millenialsi zainteresowani nowoczesnością wprowadzali okulary VR do marketingu hotelowego jako formę obrazowania hotelu przed jego wyborem.
Dlaczego warto doceniać coaching? Odpowiedź jest złożona. To po pierwsze inwestycja w jakość obsługi – forma inwestycji długofalowej. Kolejną sprawą jest budowanie wcześniej wspomnianej atmosfery pracy, która obecnie jest najważniejszym czynnikiem komfortu psychicznego pracownika. Na wszechobecnym rynku pracy nie jest łatwo o dobrego wykwalifikowanego pracownika. Pracodawcy zdążyli się już przekonać. Managerowie wybierają częściej pracę z personelem pracującym, aniżeli wymianę personelu dla zasady rotacji. Nie przynosi to wymiernych korzyści, uwzględniając obecne wymagania rynkowe. Kolejnym argumentem doceniania coachingu jest wszechobecny element kształcenia. Większość pracowników ceni pracodawcę, który finansuje studia pracownika lub drogi lukratywny kurs szkoleniowy.
Uczestnictwo w szkoleniu coachingowym to już sposób na życie pośród samotnych osób biznesu. Oprócz głębokiej dawki wiedzy rozwija się również networking i relacje międzyludzkie.
Nauczmy się szkolić personel i realizować wspólne cele. Będziemy czuli się zrealizowani zawodowo.
Adam Latek, Latek Hotels
Artykuł ukazał się w OOH event! Pobierz wersję online: TUTAJ.